Ante Simundza: ''Zawsze jestem szczery. Może to ludzie doceniają'' (WYWIAD)

11.08.2025 (21:00) | Krzysztof Banasik

fot.: Rafał Sawicki

Mimo spadku z Ekstraklasy, Ante Simundza zyskał ogromny szacunek kibiców. W szczerej rozmowie trener Śląska Wrocław opowiada nam o swojej filozofii pracy, wyzwaniach w klubie, zarządzaniu „trudnymi charakterami”, współpracą z zawodnikami i swoim sztabem. Nie zabrakło też wątków prywatnych.



 

Krzysztof Banasik: Mimo spadku, kibice Śląska bardzo pana szanują. Jak pan myśli, dlaczego?

Ante Simundza: Nie wiem… Może dlatego, że jestem zawsze otwarty, bezpośredni, nigdy niczego nie ukrywam. Na konferencjach prasowych nigdy nie udaję kogoś innego, zawsze jestem szczery. Może to ludzie doceniają.

Odnośnie fanów, to my jako drużyna musimy mieć duży respekt do tego, że na nasze mecze przychodzi ich tak dużo, nawet w I lidze. Naszym zadaniem jest im się odpłacić. Jeśli damy na boisku z siebie wszystko, ale mimo tego ktoś okaże się lepszy – pogratulujemy mu i będziemy trenować jeszcze mocniej, żeby w następnym meczu z tym rywalem wygrać. To jest moje podejście i oczekuję tego samego od zespołu.

Kiedy przyleciał pan do Wrocławia na podpisanie kontraktu, jakie były pana pierwsze wrażenia dotyczące klubu?

Wiedziałem o tym, że klub jest bardzo trudnej sytuacji, rezultaty były złe. Mimo tego, kiedy podpisałem kontrakt, byłem szczęśliwy i bardzo zmotywowany, że tu trafiam, bo słyszałem o Śląsku dużo dobrych rzeczy. Jak zacząłem pracę zauważyłem, że w klubie dużo rzeczy działa dobrze, ale przede wszystkim byłem zaskoczony, że morale piłkarzy są bardzo, bardzo, bardzo niskie. Próbowałem od początku dać zawodnikom dużo energii i motywacji.

Ciekawi mnie pańska decyzja z przeszłości, kiedy postanowił pan raz trzeci przyjąć propozycję pracy w NS Mura. Co pana skusiło, by zatrudnić się w drużynie, która spadła ze słoweńskiej ekstraklasy?

Mura to trzeci największy klub w Słowenii – za Mariborem i Olimpiją Lublana. Dlaczego? Bo mają dużo kibiców, tradycję. Ale mieli wtedy problemy finansowe. Odezwali się wtedy do mnie ludzie, których poznałem, gdy byłem tam wcześniej zatrudniony. Przedstawili mi swój pomysł na to, jak odbudować klub, spodobał mi się ten projekt, widziałem w tym coś interesującego dla siebie.

Mura była dla mnie jak nienapisana książka. Ja chciałem ją napisać, bo widziałem w tym duży potencjał, szczególnie patrząc na rzeszę kibiców. Ostatecznie udało nam się napisać dobrą powieść – w ciągu kilku sezonów osiągnęliśmy dużo (awans do ekstraklasy, dwa czwarte miejsca, Puchar i mistrzostwo Słowenii, zwycięstwo z Tottenhamem w fazie grupowej Ligi Konferencji – przyp.red.). Kiedy widzę jakieś wyzwanie, akceptuję je.

Widzę tu podobieństwa do wyzwania, które ma pan teraz w Śląsku.

Myślę, że tu w Śląsku to wyzwanie jest trudniejsze, bo Polska jest większym krajem i to zaplecze ekstraklasy jest mocniejsze niż w Słowenii. Dlatego bardzo chcemy osiągnąć ten cel jakim jest awans, jesteśmy bardzo zmotywowani. Mamy piłkarzy, których możemy rozwinąć, jako drużyna też uważam, że będziemy robili progres.

Dla mnie ważne jest nie tylko awansować, ale zbudować też zespół, który po powrocie do Ekstraklasy będzie gotowy w niej rywalizować. Nie możemy patrzeć tylko na teraźniejszość, musimy myśleć też o przyszłości. Jeśli nie myślisz o tym, co czeka cię jutro, to możesz nie mieć szansy tego jutra osiągnąć.

Uważa pan, że w jakimś sensie uratował pan życie i piłkarską karierę Josipowi Iliciciowi, gwieździe słoweńskiej piłki, która zmagała się z wieloma problemami, w tym z depresją?

Byłem częścią tego jego powrotu do dobrej formy, ale fakt, że on z tego wyszedł, to głównie jego zasługa. Jeśli ktoś nie chce się rozwijać, uczyć – może mieć najlepszego nauczyciela na świecie, ale niczego nie osiągnie. Kiedy zostałem trenerem Mariboru, Josip był w totalnej rozsypce, szczególnie mentalnej. Wynikało to przede wszystkim ze środowiska, otoczenia, które miało wobec niego ogromne oczekiwania. Maribor jest takim klubem, który ma oczekiwania i ambicje jak Real Madryt, ale nie ma tyle pieniędzy. Ten czas, kiedy współpracowaliśmy ze sobą z Josipem, był bardzo pouczający – nie tylko dla niego, ale też dla mnie. Największą nagrodę dla mnie było patrzeć, jak gra na boisku i w końcu ponownie się uśmiecha.



Powiedziałby pan o sobie, że potrafi dobrze zarządzać tzw. trudnymi charakterami w zespole?

Uważam, że ego piłkarzy musi być duże. Jeśli nie jest – jak mogą wygrywać? Zawodnicy muszą mieć mentalność zwycięzcy. Kiedy moje dzieci były małe – nigdy nie dawałem im fory, nie dawałem im specjalnie wygrywać, w cokolwiek nie rywalizowaliśmy, czy to w piłkę, czy w karty. Jeśli chcesz być zwycięzcą, musisz się nauczyć wygrywać. Lubię piłkarzy z charyzmą, charakternych, ale oni muszą to pokazywać na boisku, a nie tylko poza. Jeśli jest inaczej, to mają problem. To na boisku mają pokazywać swój charakter, swoje ego i mają go używać dla dobra drużyny, zarówno w ofensywie, jak i defensywie.

Dlatego zaakceptował pan transfer Miłosza Kozaka? Mówi się o nim, że ma trudny charakter.

Co to znaczy, że ma trudny charakter? Bo chce wygrywać? Muszę panu o czymś powiedzieć. Kiedy przyszedłem do Śląska, wszyscy mówili o Kubie Świerczoku. Dla mnie? Top zawodnik, top człowiek. Problemem było, bo w szatni po meczach okazywał swoją złość? To był problem? Nie, dla mnie to nie jest problem, dla mnie to jest najlepsza rzecz. Chcę mieć w zespole zawodników z charakterem, którzy walczą dla drużyny. Kuba był reprezentantem kraju, a ktoś o nim mówi, że miał trudny charakter. Był top, bo chciał wygrywać. Odnośnie Kozaka – podoba mi się, bo lubię zwycięzców. Jest z nami od kilku dni i mogę o nim powiedzieć, że to miły gość, który może nam pomóc.

Zauważyłem, że podczas meczów bardzo żywiołowo przekazuje pan swoje uwagi zespołowi, w Polsce mówi się, że „żyje pan meczem”. Szczególnie po błędach piłkarzy.

Podczas meczów zachęcam zawodników do wykonywania określonych rzeczy. Zdarza mi się wpaść w złość, szczególnie wtedy, gdy widzę, że piłkarz nie gra na swoim najwyższym poziomie. Nigdy nie oczekuję od piłkarzy tego, czego nie potrafią. Na przykład – jeśli piłkarz nie jest szybki, to nie oczekuję od niego nie wiadomo jakich sprintów. Ale jeśli ktoś tę dużą szybkość ma, a jej nie wykorzystuje, to po co jest na boisku?

Ma pan trenera, którego nazwałby pan swoim idolem, na którym się pan wzoruje?

Muszę przyznać, że miałem sporo trenerów w swojej karierze, ale nigdy nie chciałem nikogo kopiować, bo kopia nigdy nie będzie tak dobra jak oryginał. Dlatego mam swój styl, swój pomysł na podejście do piłkarzy. Natomiast największy wpływ na mój rozwój jako piłkarza i później też jako trenera miał bośniacki trener Marijan Blouderk. Podobało mi się jego podejście do zawodników, do ich rozwoju, do motywowania. Zwrócił moją uwagę na to, jak ważna jest praca nad mentalnością piłkarzy.

W jaki sposób zarządza pan szatnią i swoim sztabem szkoleniowym, co jest dla pana najważniejsze?

Szatnia jest dla piłkarzy i tworzona jest przez nich, oni mają tam swoje zasady. Chcę mieć w niej mocne charaktery, którymi zarządzają kapitanowie. Jeśli zacząłbym zarządzać szatnią, to nie byłoby dobre dla zespołu. Wszystko zaczyna się od szatni, jeśli w niej wszystko jest poukładane, jest hierarchia, każdy zna w niej swoje miejsce, to możemy coś osiągnąć. W Śląsku przez pierwszych kilka miesięcy to był nasz problem, że szatnia nie działała na takim poziomie, byśmy mogli zrealizować nasz cel. Powtórzę jeszcze raz – moi zawodnicy wiedzą, że jeśli to ja zacznę rządzić w szatni, to nie będzie dla nich dobre.

Odnośnie mojego sztabu, to inna historia. Jestem bardzo wymagający wobec siebie i tego samego oczekuję od moich współpracowników. Oczekuję też od nich, że nie będą mi tylko przytakiwać. Chcę od nich pomysłów, wniosków, jakie widzą rozwiązania problemów, co możemy robić lepiej. Mają być zmotywowani i wychodzić z inicjatywami. Dyskutujemy o wszystkim razem, pracujemy razem, dzielimy się pomysłami, ale na końcu to ja podejmuję decyzję.

Który trener jest aktualnie liderem w klasyfikacji „rund”?

(śmiech) Słyszał pan o tym? Wie pan, kiedy jesteś młodym trenerem, musisz się uczyć na swoich błędach. (Klasyfikacja „rund” to pomysł trenera Simundzy na „karanie” członków sztabu szkoleniowego za popełnione błędy, niewykonanie jakiegoś zadania zgodnie z oczekiwaniami szkoleniowca. Im więcej ktoś ma „rund”, tym więcej „kolejek” jedzenia lub picia musi postawić – przyp.red.).

Jak idzie panu nauka języka polskiego?

(trener zaczyna odpowiadać po polsku) Dobrze. Rozumiem dużo, mówię bardzo bardzo trudno. (trener zaczyna ponownie mówić po angielsku). Staram się codziennie uczyć, jednak mówienie sprawia mi dużo trudności. Rozumiem jak ktoś rozmawia. Chyba, że ktoś mówi bardzo szybko. Nie chcę sobie wyznaczać daty, kiedy zacznę rozmawiać po polsku zamiast po angielsku.

Polskie jedzenie przypadło panu do gustu?

Żurek jest bardzo dobry. Mogę go jeść cały rok, ale najlepiej smakuje zimą.

Jak pan spędza swój czas wolny?

Nie mam go dużo, mamy w sztabie naprawdę dużo pracy. Kiedy to możliwe, odwiedzam różne miejsca, żeby poznać lepiej Wrocław. To bardzo turystyczne miasto, czuję się tu dobrze. Polacy są otwarci, mogę na nich liczyć, kiedy czegoś potrzebuję. Lubię też odpocząć czytając książkę, to dla mnie relaksujące.

Ludzie na ulicy pana rozpoznają?

Czasami tak. Są bardzo mili, proszą o zdjęcie i autograf.

Pana najbliższa rodzina, czyli żona i dzieci zostali w Słowenii, to musi być trudne dla pana i dla nich.

To jest życie, do którego już przywykliśmy, bo już jako piłkarz mieszkałem za granicą. Jako trener też. Żona przylatuje do mnie co kilka tygodni i zostaje wtedy na tydzień, bo może pracować zdalnie. Moi synowie mają 21 i 24 lata, więc oni w jakimś sensie mają już swoje życie. Czasami do mnie przylatują, ale jeszcze się uczą, więc muszą być na uczelniach. W dobie Internetu możemy się widzieć codziennie, co prawda zdalnie, ale jednak. Kiedy byłem piłkarzem, było z tym o wiele trudniej.

Czy oni też uprawiają piłkę nożną?

Tak. To znaczy – moja żona nie gra (śmiech). Chłopaki grają, ale nie są profesjonalnymi zawodnikami. Bardzo lubią, kochają piłkę, ale nie zdecydowali się na profesjonalną karierę, postawili na edukację. Ale mimo wszystko w piłkę grają, co pomaga im poznawać nowych ludzi i się z nimi spotykać, uczą się też dzięki temu funkcjonowania w grupie, a to jest ważne też w życiu prywatnym.

Podobno bardzo dużą wagę przywiązuje pan do jakości boiska, odpowiedniego nawadniania.

To nasz dom. Musimy dbać o nasz dom. Czasami nawet sam włączam nawodnienie boiska, bo musi ono być najlepsze jak to tylko możliwe. Bez tego trudno byłoby mi wymagać dokładnej gry od piłkarzy.

Może gdyby nie był pan trenerem, chciałby pan zostać greenkeaperem?

(śmiech) W domu dbam o trawnik z przyjemnością, ale w klubie robię dla piłkarzy.

To prawda, że w Trzebnicy musiał pan mieć przygotowaną mapę zraszaczy, żeby mógł pan osobiście uruchomić dokładnie ten zraszacz, który pan chciał?

Tak, musiałem wiedzieć, który dokładnie zraszacz uruchomię.

Co dzieje się z Aleksem Petkowem? Wiadomo, że klub chciałby go sprzedać i on też chciałby odejść, ale skoro na razie do transferu nie doszło, czemu nie ma go nawet w kadrze meczowej?

W jego sprawie musiałby pan rozmawiać z dyrektorem sportowym. Aleks trenuje z nami od początku okresu przygotowawczego, oczywiście to ja wybieram skład, ale jego sytuacja to przede wszystkim temat do rozmów z Dariuszem Sztylką.

Co musi musiałoby się stać, że Arnau Ortiz zaczął podejmować lepsze decyzje?

Trenować, próbować i jeszcze raz trenować. Wszystko zależy od niego. Jeśli chce być lepszy, musi to wynika przede wszystkim z jego pracy. On ma wszystko, musi tylko zacząć przenosić rzeczy z treningów i informacji, które mu dajemy, na mecze.

PYTANIA OD NASZYCH CZYTELNIKÓW Z PORTALU „X”

Poza Besarem Halimim i Maksymilianem Dziubą, kto jeszcze może grać na pozycji „10”?

Adam Ciućka i Piotr Samiec-Talar, w niektórych sytuacjach też Damian Warchoł.

Jeśli Śląsk awansuje do Ekstraklasy, czy pójdzie pan z kibicami na piwo lub osiem?

(śmiech) To byłaby dla mnie przyjemność.

Odkąd dołączył pan do Śląska, który zawodnik zrobił największy progres?

Trudne pytania… Uważam, że wszyscy piłkarze, którzy zostali, zrobili postęp. Nie jestem w stanie wymienić jednego. I to jest dla mnie najważniejsze, że wszyscy są dzisiaj lepszymi zawodnikami. Szczególnie rozwinęli się w swoim podejściu, mentalnie.

Tylko w jednym meczu pod pana wodzą Śląsk zachował czyste konto, może musi pan zatrudnić innego trenera od zadań defensywnych?

To jest trudny temat dla nas. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że w kilku meczach straciliśmy gole tylko z rzutów karnych, to jednak trochę inna sytuacja. Natomiast to jest oczywiście nasz problem, o którym rozmawiamy, pracujemy nad tym.

Czego brakuje polskim zawodnikom, by mocniej zaznaczyć swoją obecność w mocniejszych ligach?

Odpowiem, bazując na tym, co zauważyłem w Śląsku. Kiedy zawodnicy wykonują ćwiczenia na siłowni – wszystko jest top. Kiedy są ćwiczenia z piłką – widzę sporo przestrzeni do rozwoju. W piłce nożnej oczywiście operuje się piłką. Piłka musi być twoim przyjacielem.

Jeśli złowiłby pan złotą rybkę, jakie byłyby pana trzy życzenia?

(śmiech) Nie myślę o tym w ten sposób. Chcę być zdrowy, mieć rodzinę, która jest dla mnie najważniejsza. Chcę mieć motywację do osiągnięcia czegoś w życiu, żeby na jego końcu móc powiedzieć, że zrobiłem coś dobrego dla rodziny i dla siebie, co sprawiło mi radość i przyjemność.

Zgadza się pan z opinią, że bez Żukowskiego Śląsk jest lepszym zespołem?

Nie, nie… Żukowski daje nam możliwości innego grania. Wracając do pana wcześniejszego pytania, który z zawodników zrobił największy progres, to muszę jednak powiedzieć, że Mateusz mocno się rozwinął. Szczególnie teraz w letnim okresie przygotowawczym wyglądał bardzo dobrze. Byłem zadowolony z niego w meczach towarzyskich i też z jego występu przeciwko Wieczystej Kraków.

Luka Doncić (słoweński koszykarz – przyp.red.) czy Tadej Pogacar (słoweński kolarz – przyp.red.)?

Obydwaj są wybitni. Wszyscy w Słowenii jesteśmy z nich bardzo dumni, bo to sportowcy, którzy osiągają najlepsze wyniki. Jest nas Słoweńców tylko 2 miliony, więc osiągnięcie takiego poziomu, jaki oni reprezentują, jest czymś wyjątkowym.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.