Awantura po meczu Śląska. Poszło o pracę sędziów

24.11.2025 (14:30) | Marcin Sapuń

fot.: Adriana Ficek/slaskwroclaw.pl

Śląsk Wrocław w piątkowy wieczór tylko zremisował z Pogonią Grodzisk Mazowiecki 2:2. Trójkolorowi gola, który zabrał drużynie zwycięstwo, stracił w doliczonym czasie gry za sprawą rzutu karnego dla gospodarzy. Sytuacja ta spowodowała, że po końcowym gwizdku zawrzało między Ante Simundzą a Piotrem Stokowcem. Doszło do słownej wymiany zdań. Czy jedenastka została podyktowana prawidłowo? Pracę arbitrów na pomeczowej konferencji prasowej ocenił dodatkowo słoweński szkoleniowiec. - Prowokował nas przez całe spotkanie - mówił 54-latek.



 

Zanim jeszcze drużyny Śląska Wrocław oraz Pogoni Grodzisk Wielkopolski wybiegły na boisku, na kilka dni przed starciem obu zespołów, już było głośno o tym meczu. Wszystko za sprawą obsady sędziowskiej. Na arbitra głównego wytypowany został Bartosz Frankowski, wokół którego głośno zrobiło się po spotkaniu Górnika Zabrze z Jagiellonią Białystok, gdy popełnił dwa rażące błędy. Po tym zdarzeniu został tymczasowo odsunięty od prowadzenia meczów, ale jak było widać w piątek, przerwa nie trwała zbyt długo, bo tylko dwie kolejki.

Jak to już bywa w polskiej piłce, o pracy sędziego dużo mówiło się w mediach również po spotkaniu 17. kolejki I ligi. W nim Śląsk ostatecznie zremisował 2:2 z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, tracąc wygraną w doliczonym czasie gry, po tym, jak rzut karny wykorzystał Damian Jaroń. I właśnie ta decyzja Bartosza Frankowskiego spowodowała duże emocje na ławce trenerskiej, ale również w mediach społecznościowych.

Zacznijmy jednak od początku. Jak doszło do podyktowania jedenastki? Na zegarze była wówczas 90+2. minuta, gdy w polu karnym wrocławian padł Rafał Adamski, który został zahaczony przez Mariusza Malca. 39-letni arbiter użył gwizdka i wskazał na jedenasty metr. W sieci zawrzało i pojawia się dyskusja, czy rzut karny powinien zostać podyktowany? Jak jednak widać na powtórkach, kontakt stopera WKS-u z nogą przeciwnika był i to dwukrotny, więc Malec dał pretekst do takiej, a nie innej decyzji Bartosza Frankowskiego, choć zawodnik gospodarzy pewnie też coś dodał od siebie.

- Faul bez dwóch zdań, jednak reakcja zawodnika ma prawo budzić wątpliwości, bo po kopnięciu raczej noga nie idzie tak do góry

- napisał na portalu X Łukasz Rogowski, który w tym sezonie oceniał dla nas już kilka sędziowskich kontrowersji.

Kilka lat temu pewnie za takie kopnięcie karnego by nie było, ale realia się trochę zmieniły, o czym mówił też nie tak dawno Szymon Marciniak. Po meczu Korona Kielce - Górnik Zabrze międzynarodowy arbiter na antenie Canal+ zaskoczył stwierdzeniem, że nie do końca zgadza się z dyktowaniem niektórych jedenastek, ale podjął takie decyzje, bo gwizdania podobnych fauli oczekują komentatorzy i eksperci.

- Obydwa karne? Umówmy się szczerze: to nie było przydepnięcie, tylko to było kopnięcie korkiem, czubkiem buta. My dzisiaj przyzwyczailiśmy piłkarzy do tego, że można tak grać w środku pola, a naprawdę, walczyli jak wikingowie dzisiaj, chciałem im oddać, że był dzisiaj fajny mecz, walczyli czysto, ale bardzo mocno. W polu karnym za to, co dotknięcie – dzięki właśnie komentatorom i ekspertom, którzy przyzwyczaili, że każde dotknięcie to jest rzut karny – to będziemy mieli karne takie jak dzisiaj

- podsumował sędzia.

SCENY PO ZAKOŃCZONYM MECZU

Decyzja o podyktowaniu rzutu karnego dla gospodarzy rozwścieczyła ławkę trenerską Śląska Wrocław do tego stopnia, że czerwoną kartkę ujrzał Damian Oslaj, II trener Wojskowych. Gorąco zrobiło się również po końcowym gwizdku. Ante Simundża oraz Piotr Stokowiec wdali się w konfrontację słowną – rozdzielać ich musiał sędzia techniczny. Zaraz potem do dwóch szkoleniowców dołączyli piłkarze oraz sztaby szkoleniowe. - Wiem, że nie jest to przyjemne stracić bramkę w doliczonym czasie gry, ale trzeba zachować klasę i szacunek do rywala, zamiast podając rękę, mówić, żebym podziękował sędziom - powiedział o przyczynach całego zdarzenia trener Pogoni Grodzisk Mazowiecki na pomeczowej konferencji prasowej.

Dużo uwag do pracy arbitrów miał za to Ante Simundza, który otwarcie skrytykował zespół sędziowski:

- Zasługiwaliśmy na więcej niż jeden punkt, ale nie stało się tak przez cztery osoby, które zamiast piłkarzy chciały być w centrum wydarzeń. Dlatego trudno jest mi podsumować to spotkanie.

- Arbiter prowokował nas przez całe spotkanie, mój asystent otrzymał czerwoną kartkę. Rozumiem emocje, nie pochwalam tego zachowania. Jeśli ktoś prowokuje cię przez 95 minut, trudno zachować spokój.

Sam 54-latek również został ukarany przez Bartosza Frankowskiego, ale tylko żółtym kartonikiem. We Wrocławiu złość, ale i rozczarowanie, bo Śląsk nie wygrał trzeciego meczu z rzędu i w piątek stracił dobrą okazję na zbliżenie się do wicelidera. Teraz przed ekipą Trójkolorowych jeszcze dwa mecze w tym roku - już w niedzielę na wyjeździe z Wieczystą Kraków, a później u siebie ze Stalą Rzeszów.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.