Cebula: Medale zabrałem ze sobą (WYWIAD)
02.07.2024 (18:00) | Marcin Polańskifot.: Paweł Kot
Marcin Cebula z Rakowem Częstochowa zdobył medale i doświadczył gry w europejskich pucharach. Teraz jego doświadczenie ma pomóc Śląskowi w walce o dobre wyniki. - Cel na ten sezon może być tylko jeden – mistrzostwo Polski – stwierdza. Zapraszamy do lektury wywiadu.
Z nowym graczem Śląska rozmawiamy m.in. o:
- jego sytuacji zdrowotnej
- współpracy z Markiem Papszunem
- walce o najwyższe cele
- pierwszych wrażeniach po dołączeniu do drużyny
- sportowych celach i marzeniach
Przygotowując się do rozmowy znalazłem parę filmików z innym Marcinem Cebulą w sieci. Koledzy nie mylą się czasem i nie proszą o pokazanie sztuczek barmańskich?
Dobrze, że to ktoś inny jest, bo myślałem, że może jakieś moje nagrania wyciekły (śmiech). Nikt tego nie podłapał i mam nadzieję, że nie będą pytać, bo tym aspekcie słabo mi idzie.
Za to można obejrzeć twój udział w Turbokozaku. Jakbyś teraz wystąpił, to byłoby lepszy wynik?
Trudno powiedzieć, na pewno też trochę tam rzeczy się zmieniło w formacie, bo to było z siedem czy osiem lat temu. Myślę, że na pewno wynik mógłby być lepszy, niż wtedy. Ogólnie miło wspominam tamten moment, było wesoło.
Był lekki stres przed udziałem w programie? Jesteś osobą, której podnosi się ciśnienie w takich sytuacjach?
Nie ma co ukrywać, wtedy gdzieś tam delikatny stresik był, ale to też wynikało z tego, że wtedy akurat cała drużyna przyszła to oglądać. Nie było łatwo w takich okolicznościach, ale myślę, że nie poszło mi najgorzej i efekt był w miarę dobry.
A pojawia się stres gdy wybiega się na stadion, na którym jest 40 tysięcy kibiców? Na stadionie Śląska może się to zdarzyć. Czy wtedy to nie przeszkadza, a dodaje skrzydeł?
Na pewno nie jest to bez wpływu na piłkarza, ale to nie paraliżuje. Przy takim stadionie i publiczności, jak we Wrocławiu, to raczej mobilizuje i dodaje bardziej kopa, niż stresuje. Także myślę, że pod tym kątem to na pewno bardziej mnie ta otoczka mobilizuje, niż przeszkadza.
Takiego stadionu chyba w Częstochowie brakowało?
To będzie na plus, jeśli chodzi o zmianę klubów. W przypadku Rakowa, to jak ja tam byłem zawodnikiem, to aż głupio mi było, że kibice nie mieli dachu nad głową. Przy gorszej pogodzie, to nie było dla nich łatwe. Do tego grając w europejskich pucharach musieliśmy jeździć do Sosnowca, to też na pewno nie pomagało, a dla kibiców nie było komfortowe. Brak tego stadionu to mankament w Częstochowie, ale jest jak jest.
Była już okazja pozwiedzać stadion Śląska, obejrzeć szatnie, murawę?
Jeszcze nie, bo wszystko działo się dynamicznie. Chcieliśmy jak najszybciej dojechać do chłopaków do Austrii. To było najważniejsze, żeby być tutaj z drużyną, a nie żeby sobie teraz robić wycieczki. Także na to też na pewno przyjdzie czas, żeby wszystkie zakątki poznać. Dla mnie w tym momencie najważniejsze jest to, żeby tutaj być, trenować i przygotować się jak najlepiej do sezonu.
Długo trwały rozmowy ze Śląskiem, negocjacje?
Myślę, że nie było to jakoś długo. Wiadomo, parę dni musiało to potrwać. Kluczowym momentem była rozmowa z trenerem. Oczywiście nie będę zdradzał szczegółów, ale ta rozmowa była takim momentem, który wszystko przyspieszył.
Miałeś wcześniej styczność z trenerem Magierą? Gdy on był trenerem reprezentacji młodzieżowych to akurat chyba nie był twój rocznik.
Zgadza się. W czasie, gdy jeździłem na kadry młodzieżowe, to akurat nie było mi dane z trenerem mieć styczności. To jest pierwszy raz, gdzie jestem u trenera w drużynie.
Miałeś za to styczność w swojej karierze z wieloma innymi trenerami. Marek Papszun ma wyrazistą osobowość i chyba nie każdemu odpowiadają jego metody. Jak było z tym u ciebie?
Wiadomo, to są indywidualne sprawy. Ja z trenerem Papszunem złapałem bardzo dobry kontakt od początku i będę bardzo dobrze wspominał ten czas spędzony z nim w Rakowie. Dzięki trenerowi nauczyłem się różnych rzeczy taktycznych, których gdzieś wcześniej nie wiedziałem. W dużej mierze dzięki niemu ten mój początek w Rakowie był naprawdę bardzo fajny i owocny. Także trenera wspominam bardzo dobrze i tak naprawdę dziękuję mu za to, bo to były fajne cztery lata. Tym bardziej, że zdobyliśmy mistrzostwo Polski, to już w ogóle można powiedzieć, że tak spuentowało to wszystko.
Razem z trenerem Papszunem szliście do góry, bo przyszedłeś do Rakowa w tym sezonie, kiedy jeszcze nie bił się o te najwyższe cele, a potem mistrzostwo, puchar, superpuchar, były europejskie puchary. Rósł Raków, rosła marka trenera Papszuna i też w tym uczestniczyłeś, w tej drodze na szczyt. Sukcesy są, jedynie rysą są kwestie zdrowotne.
Wiadomo, że to zdrowie nie do końca dopisywało i niestety te kontuzje mi się przytrafiały w tych najbardziej kluczowych momentach. To gdzieś mnie troszkę stopowało, ale już pomijając ten aspekt zdrowotny, to naprawdę to był świetny czas. Gdy przyszła oferta z Rakowa, to powiem szczerze, że to nie było taka, że od razu byłem na tak. Po przemyśleniu, po rozmowie ze szkoleniowcem, który do mnie zadzwonił, to mnie przekonało. Trener Marek powiedział, jaki ma plan na mnie, pomysł i to wszystko mi się spodobało. No i całe szczęście, że do tego Rakowa dołączyłem. Teraz akurat jak się pakowałem z Częstochowy, to te medale zabrałem ze sobą. To zostanie ze mną do końca życia. Jeśli te kontuzje odłożyć na dalszy plan, to był dla mnie świetny czas i nie zapomnę go do końca życia. Jak się będzie tam patrzyło w pokoju na te medale, to na pewno to będzie zawsze przypominało.
Przed przeprowadzką z Korony mówiłeś, że najbliższa pora żeby ten Cebula, chłopak ze Staszowa coś wreszcie wygrał. Udało się to zrealizować, ale teraz chyba kolejne ambitne cele ze Śląskiem. Wszyscy byśmy sobie życzyli, żeby ta kolekcja twoich medali wzrosła.
Tak, jak najbardziej. Śląski to już wicemistrz Polski, także na pewno gdzieś tam te plany są, żeby teraz ten złoty medal zdobyć. To, co też mnie przekonało, to właśnie, że klub walczy o najwyższe cele, a nie o utrzymanie się. Myślę, że to był kluczowy aspekt, o którym myślałem. Na pewno będę chciał dołożyć do drużyny doświadczenie z europejskich pucharów. Mam nadzieję, że forma będzie wysoka i będę to pokazywać na boisku.
To doświadczenie może się przydać, bo jesteś aktualnie jedynym zawodnikiem w drużynie z tytułem mistrza Polski, z dotknięciem dłuższym europejskich pucharów, walką przez kilka sezonów z rzędu o najwyższe cele.
Myślę, że tutaj chłopaki też tym sezonem, w którym zdobyli to wicemistrzostwo Polski, to na pewno doświadczenie zdobyli. Nie zabrakło też dużo, żeby zdobyć tytuł. Pod tym względem drużyna jest na pewno gotowa na to, żeby o to mistrzostwo Polski walczyć. Jestem przekonany, że Śląsk po tym ostatnim sezonie jest w stanie osiągnąć dobre wyniki, a moje doświadczenie zaprocentuje na boisku.
Śląsk nie jest jednak przyzwyczajony do walki na trzech frontach, Rakowowi też różnie to wychodziło. Co byś podpowiedział, jakich błędów unikać?
Myślę, że na pewno taka świadomość tego, żeby być profesjonalistą w każdym aspekcie. Mieliśmy taki moment, że graliśmy co 3-4 dni mecze i ważne jest to, żeby dbać o detale, by unikać kontuzji. Wiadomo, że urazy się pojawiają, bo to jest normalne w sporcie, ale kluczowe jest zrobienie wszystkiego, by ich unikać. Jeśli cała kadra będzie do dyspozycji trenera, gotowa do gry, to wtedy jest łatwiej o dobre wyniki.
Kiedy przechodziłeś do Rakowa, to twój menadżer wspominał, że kluczowa była wizja trenera, że będziesz grał na pozycji numer 10. W Śląsku nie ma takiej klasycznej dziesiątki, nie gramy w takim systemie. Jak do tego teraz pochodzisz?
Po przyjściu do Rakowa to dobranie mi pozycji było na pewno ważne. Te cztery lata na pewno dały mi to, że stałem się bardziej uniwersalnym zawodnikiem, który może zagrać na dwóch, trzech pozycjach. To nie tylko ta dziesiątka jest teraz wyłącznie moją pozycją. Myślę, że trener na pewno znajdzie dla mnie miejsce na tym boisku i że będę się czuł dobrze. Ja zrobię wszystko, żeby przygotować się taktycznie, bo to wiadomo, że są gdzieś tam inne założenia, niż były w Rakowie. Pewnie będę potrzebował chwili, żeby to wszystko złapać, ale myślę, że nie będzie problemu i szybko się wdrożę. Te cztery lata w Rakowie dały mi dużo pod względem taktycznym i zrozumienia bardziej futbolu. Myślę, że przez to będzie mi teraz łatwiej się dostosować.
Jak ocenisz po pierwszych treningach rywalizację w gronie ofensywnych zawodników? Na ten moment silne pozycje mają Matias Nahuel i Piotr Samiec-Talar.
Myślę, że nie będzie łatwo ich wygryźć z pierwszego składu. Na pewno zrobię wszystko na treningach, żeby szkoleniowiec miał problem, którego z nas wybrać. Może też tak być, że znajdzie dla nas trzech miejsce na boisku. W tym momencie trudno mi powiedzieć, co trener ma w głowie. Wiadomo, że to są dopiero moje początki w drużynie, tutaj na obozie. Najważniejsze jest to, żeby trenować na maksa, wtedy będzie forma i gdy ruszą rozgrywki zobaczymy jak to się ułoży.
Jak się czujesz fizycznie? Te kwestie zdrowotne, z którymi miałeś problemy są już przeszłością?
Jeżeli chodzi o zdrowie, to tak naprawdę od dłuższego czasu jest wszystko w porządku. W ostatnim czasie, na końcu sezonu nie było problemów. Wiadomo, że troszkę to trwało, żebym akurat dołączył tutaj do do Śląska, nie jestem od początku okresu przygotowawczego, dlatego pewnie chwilę zajmie złapanie czucia piłki, bo tej gry też ostatnio mi trochę brakowało. Najważniejsze, że nic nie boli, nic nie dolega, zdrowie jest, także myślę, że będzie wszystko dobrze. Jestem przekonany, że te aspekty piłkarskie wrócą wkrótce na wysoki poziom.
Jedno z pytań od naszych czytelników z social mediów. Czy to jest trudne dla piłkarza, kiedy jest kontuzjowany? Jak sobie radzić z tej sytuacją, kiedy przez dłuższy czas nie można wybiec na boisko. To jest wyzwaniem, kształtuje charakter?
Myślę, że jak najbardziej. W moim przypadku, w którym czekały mnie dwie operacje, to były ciężkie chwile. Pierwsza operacja, którą zrobiłem, nie do końca się udała i po niej ból cały czas mi doskwierał. To było dla mnie trudne. Był taki moment, gdy wróciłem do treningów i zastanawiałem się, czy ten ból to gdzieś może jest tylko w mojej głowie, czy naprawdę mnie to boli. Jeździłem po różnych lekarzach i nie do końca też wiedzieli, gdzie ten problem dokładnie jest. Także pod tym względem na pewno ten charakter gdzieś tam w tym momencie można powiedzieć, że ukształtowałem. I tu mogę podziękować Rakowowi, że znalazł doktora w Rzymie, do którego pojechałem i po prostu znalazł tę przyczynę, przez którą ten ból odczuwałem. Nie było to na pewno łatwe, siedzenie na trybunach i patrzenie jak zespół wygrywa i zdobywa trofea. To na pewno był ten ciężki okres, bo myślę, że to trochę trwało, tak z 8 miesięcy. Nie wspominam tamtego czasu zbyt dobrze, ale całe szczęście zostałem wyleczony i nie odczuwam żadnych bóli, to najważniejsze.
W środę w sparingu ze Spartą normalnie jesteś gotowy na debiut?
Myślę, że tak, jak najbardziej. Kwestia ile minut, jak trener będzie sobie wszystko układał. Ja gotowy jestem, myślę, że na pewno jakieś minuty złapie.
Wybrałeś już numer, z jakim będziesz występować?
Tak, 77, ten sam co w Rakowie. Akurat był wolny, także z tym nie było problemu. Super się udało.
Przed przyjściem do Śląska rozmawiałeś z kimś o tym, jak ten klub wygląda od środka? Grałeś razem z Petrem Schwarzem, czy Johnem Yeboahem.
Ze Szwaniem, który już w Śląsku jest kilka lat, wymieniliśmy parę wiadomości. Zachęcał, żebym dołączył do drużyny, także było to na pewno fajne i miłe. Może nie przekonywał, ale był za tym, żebym do tej drużyny dołączył.
Udało się z kimś już zakumplować? Z kim dzielisz pokój?
Dołączył do drużyny też Sebastian Musiolik, więc to kolejna osoba, którą już znałem wcześniej z Rakowa. W pokoju akurat jestem sam, trafił mi się jednoosobowy pokój.
Wspomniałeś o Sebastianie Musioliku. Jak byś go scharakteryzował? Jaki to jest piłkarz, jakie ma atuty, czego się można z jego strony spodziewać?
Myślę, że ważnym aspektem teraz w piłce jest to, co też staraliśmy się robić w Rakowie, żeby ten napastnik był szybki, dynamiczny i pressing zaczynał się od niego. Tak też grał Śląsk, a w tym Sebastian czuje się dobrze. Do tego potrafi odnaleźć się w polu karnym, ma bardzo dobre uderzenie, wykończenie. Jestem przekonany, że Sebastian pokaże swoje atuty na boisku i kibice będą z niego zadowoleni. Oczywiście nie jest łatwo przejąć schedę po Eriku, ale ja wiem, że Sebastian sobie da radę i i będzie nam dawał dużo jakości.
Dyrektor David Balda zna was obu z czasów Rakowa. Jego osoba miała znaczenie przy decyzji o dołączeniu do Śląska?
Jak najbardziej. Dla mnie też to jest ważne, że właśnie zarówno dyrektor, jak i trener zabiegają o mnie. Różnie to czasem w klubach bywa, zdarza się, że na przykład dyrektor chce zawodnika, a szkoleniowiec nie do końca i robi się delikatny problem. Tutaj czułem, że obaj byli mocno za tym transferem, także to komfortowa sytuacja. Mam nadzieję, że teraz uda mi się za to zaufanie odwdzięczyć na boisku.
Pojawiały się informacje, że masz inne oferty. Mówiło się o Zagłębiu Lubin, no i w Kielcach bardzo liczono na to, że wrócisz i pomożesz Koronie. Rozważałeś inne opcje?
Wiadomo, że było parę opcji i Korona też chciała, żebym wrócił. Teraz jestem w takim momencie kariery, że musiałem dać sobie chwilę na rozwój sytuacji, żeby wybrać najlepsze rozwiązanie. Gdy odezwał się Śląsk, to myślę, że w Kielcach zrozumieją, że europejskie puchary i klub walczący o jak najwyższe cele, to mnie też przekonało i dlatego nie dołączyłem do Korony.
Dalej oglądasz Barcelonę i są myśli o zagraniu w wymarzonej La Lidze?
Trzeba być świadomym tego, w którym miejscu się jest. Wiadomo, że to było marzenie takie dla dzieciaka, żeby gdzieś tam w tej Hiszpanii zagrać. Cały czas kibicuję Barcelonie, wiadomo, że tych meczów już troszkę się ogląda mniej, ale zawsze gdzieś tam zerkam sobie, jakim idzie. Natomiast nie oszukujmy się, wiadomo, że już będzie ciężko, żeby tam trafić. Teraz dla mnie najważniejsze jest to po prostu, żeby grać, a co przyniesie przyszłość, to się okaże.
Czytając komentarze po twoich przenosinach do Śląska, przewijała się taka obawa, że ten szczyt kariery już może być za tobą. Były sukcesy z Rakowem, ale ostatnio nie grałeś za wiele ze względów zdrowotnych. Co byś powiedział niedowiarkom?
Jestem teraz w takim momencie, w którym była taka sinusoida. Tu mistrzostwo, tu kontuzje. Te doświadczenia tylko i wyłącznie mogą mi teraz pomóc. Nie powiedziałbym, że to już jest ten moment, w którym już będę szedł niżej. Jeżeli będę się czuł dobrze, swobodnie, to na pewno wierzę, że pomogę drużynie i możemy wiele razem osiągnąć.
Czyli nadal jesteś głodny kolejnych sukcesów.
Tak jak mówiłem wcześniej, to jest takie coś, do czego chciałoby się powracać. To są chwile, które które pozostaną. Teraz to jeszcze nie jest moment na rozpamiętywanie, ale myślę, że po zakończeniu kariery, wtedy tak się na to spojrzy, że naprawdę zdobyło się coś wielkiego. Tak naprawdę zdobyłem najważniejszą rzecz, którą można zdobyć w polskiej piłce. Na pewno to pozostanie ze mną do końca życia. Ale to nie jest tak, że już nie chciałoby się tego więcej. Chciałoby się do tego jeszcze wrócić i myślę, że Śląsk jest tym miejscem, w którym możemy to zrobić.
Jakie masz cele na najbliższy sezon?
Po prostu, żeby grać jak najwięcej. Jeżeli się gra, jeżeli się jest zdrowym, to wtedy też się czuje człowiek spokojniej na boisku i wtedy też przechodzą asysty, bramki. Wtedy wszystko się może złożyć w fajną całość - ja będę zadowolony, kibice, drużyna, wszyscy. Drużynowo no to cel na ten sezon może być tylko jeden – mistrzostwo Polski.
Te bramki i asysty masz gdzieś z tyłu głowy? Był taki okres, kiedy mówiło, że jest dobra gra, ale brakuje tych liczb. Przywiązujesz jeszcze do tego wagę, czy już po tylu latach to nie ma znaczenia?
Wydaje mi się, że to też nie jest takie proste, że o tym do końca nie myślę. Jeżeli się rozegra trochę spotkań i ta bramka nie wpadnie, to wiadomo, że gdzieś tam z tyłu głowy o tym się myśli. Jak najbardziej to nie jest najważniejsze i nie jest to pierwsza rzecz, o której myślę, ale jak chciałoby się strzelać tak jak na początku pobytu w Rakowie w tym pierwszym sezonie i żeby to podobnie wyglądało tutaj.
Wtedy pojawiały się spekulacje o możliwości powołania do reprezentacji. Był jakiś kontakt ze sztabem?
Żaden telefon do mnie nie dzwonił, może nie mieli, bo akurat wtedy zmieniałem numer (śmiech). Także nikt do mnie nie dzwonił, więc to były bardziej takie gdzieś tam pogłoski. Trener Sousa był na meczu pucharowym z Arką Gdynia, gdzieś tam słyszałem, że też oglądał mnie. Akurat nie był to jest mój najlepszy występ i myślę, że mi nie pomógł w tym, żeby dostać powołanie. Nie myślałem jakoś specjalnie o kadrze, po prostu chciałem grać jak najlepiej. Wiadomo, że to dla każdego marzenie, żeby do reprezentacji trafić. Chyba jeszcze nie jestem za stary, żeby tego dokonać, nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi.
Jak na razie masz jedynie występy w kadrach młodzieżowych. Może teraz po dobrej grze Śląska się uda. Teraz mówiło się, że Piotr Samiec-Talar był bliski powołania, więc z Wrocławia do kadry może nie być daleko.
Po kilku treningach mogę powiedzieć, że Piotrek to na pewno jest to duża jakość i nie zdziwię się, że jeżeli poprawi ten poprzedni sezon, to chyba do tej kadry trafi.
Może wspólnie?
To by było już w ogóle super. Myślę, że widać tę jakość u niego, ta lewa noga jest po prostu bardzo dobra i jeżeli by tak się stało, że dostanie się do kadry to nie byłoby to dla mnie nic dziwnego.
A jakie masz pierwsze wrażenia z tych pierwszych dni w Śląsku?
Myślę, że jak najbardziej pozytywne. Widać, że tak naprawdę to wszystko jest na wysokim poziomie, poukładane. Jestem zadowolony, że mogę być w Śląsku i wszystko idzie w dobrym kierunku. Zostaliśmy fajnie przyjęci, w drużynie jest fajna atmosfera. Także nie mogę na nic narzekać i na pewno się będziemy z chłopakami poznawali coraz lepiej, tak żeby później się gdzieś tam dobrze rozumieć na boisku.
Było już jakiś chrzest, wkupne?
Właśnie jeszcze nie. Jeszcze nikt nic nie mówił, także ciężko powiedzieć, ale myślę, że coś na pewno chłopaki wymyślą.
Parterami wyjazdu Śląsknetu do Austrii są firmy Uniwer-Trans i Acana