Danielewicz: Swoimi atutami możemy skarcić Śląsk Wrocław (ROZMOWA)
19.09.2025 (08:00) | Adam Mokrzyckifot.: Mateusz Porzucek
Przed meczem WKS-u z Pogonią Siedlce porozmawialiśmy z byłym graczem Wojskowych, a obecnym siedlczan Krzysztofem Danielewiczem. 34-latek opowiedział m.in. o cudownym utrzymaniu w poprzednim sezonie, szansach swojego zespołu w obecnych rozgrywkach, a także o emocjach związanych z pojedynkiem ze Śląskiem.
Po rundzie jesiennej poprzedniego sezonu twoja drużyna była czerwoną latarnią ligi, ale udana wiosna, a przede wszystkim świetne wyniki na finiszu rozgrywek pozwoliły zachować byt na zapleczu Ekstraklasy. Co się zmieniło w waszej drużynie na przełomie 2025 roku?
To dzięki kontynuacji naszej pracy, którą wykonywaliśmy. Ona też zaprocentowała na początku obecnych rozgrywek. Wiele nam też dało, że mogliśmy pracować w tym samym składzie personalnym.
Jakie uczucia ci towarzyszyły po rollercoasterze w ostatniej kolejce przeciwko Warcie Poznań? Przeżyłeś coś podobnego w swojej karierze?
Zacznę od tego, że jeszcze nigdy nie miałem tak trudnej sytuacji w tabeli. Wiele osób nas przekreśliło, a jednak udało nam się utrzymać. Ten ostatni mecz przeciwko Warcie był idealnym podsumowaniem poprzedniego sezonu. Uważam, że dokonaliśmy czegoś niemożliwego.
Po nie najlepszym starcie obecnych rozgrywek wyszliście na prostą, zdobywając 11 punktów w sześciu meczach, przez co zbliżyliście się do strefy barażowej. Na co stać Pogoń w tym sezonie?
To jest dobre pytanie, bo tak naprawdę nikt nie wie, jaki jest nasz sufit. Pokazaliśmy, że każdy przeciwnik powinien się nas obawiać i potrafimy zagrać skutecznie przeciwko każdemu rywalowi.
Jak ci się współpracuje z trenerem Adamem Noconiem? Zarząd waszego klubu okazał mu duży kredyt zaufania w poprzednim sezonie i widać, że się to opłaciło.
Muszę przyznać, że wyniki, które ostatnio osiągamy, są niesamowite. To pokazuje, że szkoleniowiec wykonuje kawał dobrej roboty. Niestety nie jestem jego pierwszym wyborem, ale ciężko pracuję, żeby to się zmieniło. Czasami ciężko zmienić zdanie trenera, jednak podkreślam, że jestem pozytywnej myśli i czerpię radość z dzielenia szatni z tak świetną ekipą.
Jesteś bardzo doświadczonym graczem, ale nie otrzymujesz już tylu minut, co przed kilkoma laty. Jak zdefiniowałbyś swoją rolę w Siedlcach?
Mimo tego, że nie jestem już młodzieniaszkiem, dalej uważam się za wartościowego i dobrego gracza, który poradziłby sobie w wyjściowej jedenastce i pomógł reszcie zespołu swoim doświadczeniem. Być może ze mną w składzie klub osiągałby jeszcze lepsze rezultaty, ale tego się nie dowiemy, dopóki nie dostanę szansy z prawdziwego zdarzenia. Nawet jak nie gram, staram się wspierać chłopaków. Mam nadzieję, że młodzi zawodnicy zyskują na moim doświadczeniu.
Ostatni raz w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce zagrałeś 29 kwietnia 2017 roku i to we Wrocławiu ze Śląskiem. Żałujesz, że po awansie z Wartą w sezonie 2019/20 nie udało ci się zakotwiczyć się w Poznaniu na stałe i jeszcze raz spróbować swoich sił w elicie?
Żałuję, ale wtedy byłem tylko wypożyczony, więc kwestia ewentualnego transferu nie była zero-jedynkowa. Byłem wtedy w Miedzi Legnica i piłeczka była po jej stronie. Jak wiemy, do transferu nie doszło.
Miałeś w tym czasie oferty z ekstraklasowych zespołów?
Nie miałem ofert, bo gdybym jakąkolwiek otrzymał, to bym z niej skorzystał. To był mój cel, żeby wrócić do Ekstraklasy. Czasami było blisko, czasami dalej, ale koniec końców nie udało mi się spełnić tego założenia. Niestety tak jest w tym sporcie, kiedy się wypadnie z elity, to ciężko do niej wrócić. Wiemy, jak wielu jest zdolnych graczy, którzy czekają na swoją szansę. Jestem zdania, że łatwiej jest się utrzymać w Ekstraklasie, niż do niej wrócić.
Całą karierę spędziłeś na krajowym podwórku. Żałujesz, że nie udało ci się wywalczyć transferu zagranicznego?
Tak, chciałem spróbować swoich sił za granicą, ale nie było mi to dane. Kiedy pojawiały się jakieś zapytania, to nie były one na tyle atrakcyjne pod względem sportowym, żeby z nich skorzystać. Nie tylko wola samego zawodnika ma znaczenie przy uzgodnieniu takich przenosin, wiele zależy też od klubów, które między sobą negocjują.
Myślisz powoli o zawieszeniu butów na kołku?
Ciągle czuję się młody duchem i chciałbym jeszcze trochę pograć. Śmieję się, że obecnie jestem w takiej sytuacji, że oszczędzam swoje ciało, bo nie jest tak eksploatowane, jak kiedyś. Zobaczymy, jak się rozwinie moja sytuacja.
Masz już plany, co będziesz robił na piłkarskiej emeryturze?
Jeszcze o tym nie myślałem. Zobaczymy, co przyniesie życie, ale raczej wrócę do mojego Wrocławia.
Jak wspominasz swój pobyt w ekipie zielono-biało-czerwonych?
Bardzo dobrze, mimo że grałem tylko przez dwa sezony, które były jak dwa przeciwne bieguny. W pierwszym zajęliśmy 4. miejsce, przez co zapewniliśmy sobie prawo gry w kwalifikacjach do Ligi Europy. Za trenera Tadeusza Pawłowskiego graliśmy ładnie dla oka. Natomiast w kolejnym roku walczyliśmy o utrzymanie. To był dla nas trudny czas. Patrząc na ostatnie sezony w wykonaniu wrocławian, widać prawidłowość, że po dobrym sezonie, następny jest zdecydowanie słabszy. Idealnym przykładem jest spadek po wicemistrzostwie Polski.
Od twojego ostatniego meczu z WKS-em minęło ponad osiem lat. Dla wrocławianina i byłego zawodnika tego klubu najbliższa rywalizacja będzie dla ciebie szczególna?
Z pewnością. Nie ukrywam, że Śląsk jest blisko mojego serca. Inaczej przeżywałbym to spotkanie, gdybym był zawodnikiem wyjściowej jedenastki, więc zobaczymy, czy zamelduję się na boisku.
Jakiego meczu mogą się spodziewać kibice w sobotę?
Przeanalizowaliśmy już przeciwnika i muszę przyznać, że to może być ciekawy mecz dla widza, w którym obie strony będą dążyć do zdobycia bramek. Mamy swoje atuty, którymi możemy skarcić przyjezdnych. Śląsk to mocna drużyna, szczególnie w ofensywie, ale ostatnie mecze pokazują, że defensywa nie jest ich najmocniejszą stroną.
Gdzie upatrujecie swoich szans w starciu z Wojskowymi?
Możemy być mocni w fazach przejściowych i kontratakach. Będziemy chcieli wykorzystać błędy rywala w defensywie.
Na którego piłkarza podopieczni trenera Ante Simundzy muszą szczególnie uważać?
Zdecydowanie na Marcina Flisa. Lepiej nie faulować w polu karnym, bo Marcin z pewnością wykorzysta rzut karny. Nasza drużyna jest kolektywem, każdy zawodnik ciężko pracuje i trudno będzie nas skruszyć.
Twoim zdaniem I liga przybrała na sile na przestrzeni lat?
Muszę się zgodzić, że liga poczyniła wielki rozwój pod każdym kątem. Budżety klubów są coraz większe, jest wiele rozpoznawalnych marek, które mają swoje aspiracje. Mecze są rozgrywane na coraz nowszych i większych obiektach, kibice częściej się na nich meldują. Coraz lepsi zawodnicy trafiają nie tylko do Ekstraklasy, ale również i na jej zaplecze. To wszystko powoduje, że rozgrywki są coraz ciekawsze i o wiele bardziej prestiżowe niż dawniej.