Dankowski: Nadal jestem mocno zżyty ze Śląskiem i kibicami
06.11.2023 (13:00) | Marcin Sapuńfot.: Paweł Kot
W niedzielne popołudnie Kamil Dankowski po raz pierwszy raz od transferu do Łódzkiego Klubu Sportowego zmierzył się ze swoim byłym klubem, Śląskiem Wrocław. Jak wieloletni piłkarz Wojskowych podsumował grę swojego zespołu? Jakie emocje towarzyszyły mu jeszcze przed pierwszym gwizdkiem?
Jak ocenisz mecz ze Śląskiem? W drugiej połowie byliście lepszą drużyną, ale wyjeżdżacie z Wrocławia bez ani jednego punktu?
Po strzeleniu wyrównującego gola odczucia były takie, że wygramy ten mecz. Zespół się pobudził, fajnie to wyglądało, a na dodatek Śląsk się cofnął i odpadł trochę z sił. Finalnie po wrzuceniu piłki straciliśmy bramkę. To boli, a teraz przed nami test charakteru. Jest ciężko, a potrzebujemy punktów, przede wszystkim zacząć od czegoś. Dziś mógł być punkt, w sobotę powalczylibyśmy o trzy i napędziłoby to nas. Jest ciężki okres, ale liczymy, że jeszcze się to odmieni.
Zanotowałeś dziś asystę, czy jesteś zadowolony z całego swojego występu przez 90 minut?
W drugiej połowie przede wszystkim czułem się fajnie. W pierwszej towarzyszyły mi jeszcze emocje, bo od trzech dni czułem, że wracam do domu. Po zmianie stron te emocje mi puściły i dużo lepiej to wyglądało w moim wykonaniu, ale niestety to nie pomogło zespołowi.
Na koniec meczu też ładny obrazek, kibice skandowali twoje nazwisko. Pamiętają o tobie.
Łezka w oku na pewno się zakręciła, bo byłem i nadal jestem mocno zżyty z klubem i kibicami. Docenili oni moją postawę, że byłem tym młodym chłopakiem z Wrocławia, ze Śląska. Pozytywne zaskoczenie, ja też wyszedłem i podziękowałem. Na pewno będę oglądał poczynania zespołu i kibicował mu.
Ta druga połowa była waszą najlepszą w tym sezonie?
Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na gorąco tuż po meczu, ale może tak być. Śląsk się wyraźnie cofnął i po prostu opadł z sił. Napędziło nas to, tym bardziej po wyrównującej bramce. Chcieliśmy ruszyć po zwycięstwo, gdyż potrzebujemy punktów. Teraz najważniejsze, żebyśmy byli razem, nie gadali na siebie za plecami, tylko tworzyli drużynę. Meczów jest jeszcze trochę, ale musimy przede wszystkim zacząć punktować.
Mówisz, że postawa Śląska napędziła was do aktywniejszej gry. Zgadzasz się, że wówczas takim punktem kulminacyjnym dla was była nie akcja bramkowa, a sytuacja Ramireza, kiedy wyszedł sam na sam z Rafałem Leszczyńskim?
Czuliśmy to w drugiej połowie, że na prawej stronie mamy więcej miejsca. Ta współpraca wyglądała naprawdę dobrze, czy obiegi, czy wbiegnięcia. Tak padła też bramka dla nas, bo właśnie Dani Ramirez zauważył mnie przy polu karnym, super też było zachowanie Stipe Juricia. Było to nam potrzebne, bo długo nie strzeliliśmy gola. Był to jakiś mały pozytyw w kontekście całego meczu, ale to Śląsk strzelił gola w samej końcówce i zgarnął trzy punkty.
Wciąż pozostajecie jedyną drużyną w ekstraklasie bez chociażby jednego punktu na wyjazdach. Takie w miarę dobre spotkanie w wykonaniu ŁKS-u będzie jakimś punktem zwrotnym? Tym bardziej, że do Wrocławia przyjechała liczba grupa waszych kibiców, którzy wciąż w was wierzą.
Cieszymy się z obecności kibiców w takim momencie dla nas. Chciałbym im podziękować za to. Co do wyjazdów, fajnie, że wyglądało to lepiej, ale będą cały czas powtarzać, nie ma z tego punktów.