David Balda: Niczego w życiu nie dostałem za darmo (WYWIAD)

24.06.2023 (06:47) | Krzysztof Banasik
uploads/images/2023/6/jdjdjd_6488e0c741b55.jpg

fot.: slaskwroclaw.pl

Transfery Śląska w obecnym okienku to na razie tylko same odejścia z Oporowskiej, ale niedługo do Wrocławia powinni trafić nowi zawodnicy - tak przynajmniej zapewnia nas David Balda, dyrektor sportowy WKS-u. Zapraszamy na lekturę wywiadu, z którego lepiej poznacie 32-letniego Czecha.



 

Z tego co słyszę, naprawdę dobrze mówi pan po polsku. Odbył pan jakieś lekcje powtórkowe?

David Balda (dyrektor sportowy Śląska Wrocław): Nie było na to czasu, ale jak skończy się ten intensywny okres transferowy, to będę chciał się nauczyć mówić jeszcze lepiej. Jeśli ktoś jest chętny zostać moim nauczycielem, to będę chciał rozpocząć kurs (śmiech). Pracę w Rakowie Częstochowa zaczynałem z zerową znajomością języka polskiego. Musiałem się szybko nauczyć, bo bycie dyrektorem sportowym polskiego klubu, nie znając tutejszego języka, to byłoby nierealne. Po angielsku wszystkiego załatwić się nie da. Z kolei Polak Czecha nie zrozumie, chociaż my Polaka zazwyczaj tak. Musiałem sobie teraz trochę zwrotów przypomnieć.

Naprawdę dobrze pan sobie radzi.

Brakuje mi czasami słów po polsku, ale ratuję się wtedy angielskim, w którym czuję się bardzo dobrze.

Oj, z Hiszpanami po angielsku to się pan nie za bardzo dogada.

Wiem, że nie, ale rozmawiam z ich menadżerami po angielsku, więc na spokojnie się dogadamy.

Z którymi hiszpańskimi agentami ostatnio najczęściej pan rozmawia?

Caye Quintany i Victoria Garcii oraz Portugalczyka Diogo Verdaski.

To są zawodnicy, których Śląsk nie potrzebuje?

Szukamy dla nich rozwiązań. Są piłkarzami Śląska, ale rozmawiamy z ich menadżerami, mają zielone światło w poszukiwaniu nowych klubów. Diogo oraz Victor są oczywiście członkami pierwszego zespołu, mają ważne kontrakty, szanujemy to, choć jeśli pojawią się dla nich jakieś propozycje – będziemy gotowi je rozważyć i pozwolić im odejść.

Jest jakieś zainteresowanie ich usługami?

Myślę, że to jest błąd wszystkich menadżerów, ale… ja nie siedzę na tyłku i nie czekam, aż ktoś coś przyniesie. Podejmuję starania, aby znaleźć nowy zespół. Kluby z całego świata używają platformy Transferroom.com, na której można określonych zawodników zaproponować i z tego narzędzia sam również korzystam.

Nie ma już w klubie chyba ani jednej osoby, która zdecydowała o przeniesieniu Quintany do rezerw. Jaka jest pana opinia na ten temat? Jest szansa, że będzie przywrócony do kadry pierwszego zespołu?

Nie, na pewno nie wróci do pierwszej drużyny. Obowiązuje go kontrakt z klubem, ale nie ma w nim klauzuli gwarantującej treningi z pierwszą drużyną. Musimy mu zapewnić profesjonalne warunki do pracy z zespołem, ale mogą to być treningi z drugą drużyną.

Szanuję każdego piłkarza, ale pewne rzeczy trzeba mówić sobie szczerze - trener czy dyrektor sportowy mają prawo zmienić koncepcję budowy drużyny. Nie każdy piłkarz to rozumie. Wszyscy zawodnicy, którym daliśmy zielone światło na poszukiwanie nowych klubów, to nie są źli piłkarze, mają swoją jakość, umiejętności i będą mogli pokazać je w innej drużynie, przy innych założeniach trenera, w innym ustawieniu.

Nie powiedziałbym nigdy, że którykolwiek z nich jest „dramatyczny”, jak powtarzają niektóre osoby. Po prostu nie pasują do koncepcji. Myślę, że z perspektywy dwóch stron bez sensu jest ciągnąć to kolejny rok.

To prawda, że Śląsk znalazł Quintanie klub w Gruzji?

Tak, ale Caye odmówił przejścia do tego klubu. Nie powiem, że mi się to podoba, bo uważam, że postąpiliśmy bardzo profesjonalnie – to przecież my, a nie agencja zawodnika, znaleźliśmy klub, który zapewniał mu korzystne warunki finansowe. Chodzi o klub ze stolicy, który będzie grał w europejskich pucharach. Można mieć swoje oczekiwania, ale uważam, że warto być rozsądnym, a na pewno pragmatycznym.

Ktoś jeszcze ma zielone światło w poszukiwaniu pracodawcy?

Na ten moment (rozmawialiśmy w poniedziałek - przyp.red.) nie.

W jaki sposób trafił pan do Śląska? Jak wyglądały rozmowy?

Miałem naprawdę dobrą pracę w SkillCorner i 11teamsports, byłem też doradcą kilku klubów. Finansowo i życiowo wszystko było u mnie super. Robiłem analizy, pracowałem z dużymi markami, zajmowałem się też skautingiem, jeździłem na konferencje, podczas których opowiadałem, na czym polega praca skauta. Kompletnie nie szukałem nowej pracy, zwłaszcza że w Polsce interesowałaby mnie praca w naprawdę niewielu klubach i Śląsk był jednym z nich.

Otrzymałem telefon od prezesa Piotra Waśniewskiego, czy w ogóle interesowałaby mnie ponownie praca w roli dyrektora sportowego. Po kilku dniach dostałem zaproszenie na rozmowę, w której uczestniczyli także przedstawiciele miasta. Przedstawiłem moją analizę i mój pomysł, co jako klub możemy robić lepiej. Oczywiście jestem młody i ktoś może powiedzieć, że przez to także niedoświadczony, ale pokaż mi człowieka, który w wieku 32 lat był dyrektorem sportowym w trzech klubach z trzech różnych krajów. Wiem, jak rozwijać piłkarzy, jak zarządzać kontraktami oraz jak rozmawiać z menedżerami, bo sam nim byłem. Po prostu jestem gotowy na ciężką pracę i chcę pomóc Śląskowi.

Dlaczego zdecydował się pan przyjąć tę ofertę? Na pewno wiedział pan, jak wyglądały dwa ostatnie sezony we Wrocławiu.

Uważam, że Śląsk ma duży potencjał, tylko nie korzystał z niego w pełni. Mamy naprawdę dobrą bazę treningową dla pierwszego zespołu - dwa boiska, siłownię, szatnię, odnowę, biura. Nie jest to zaplecze jak w największych klubach w Europie, ale w skali polskiej ekstraklasy jest to wystarczające. Mamy super stadion, licznych kibiców, do tego duże, nowoczesne miasto. Klub ma właściwie zorganizowane struktury - nie jestem tu sam od wszystkiego jak w Senicy, w której zajmowałem się konferencjami prasowymi, załatwiałem autokary, robiłem transfery, szukałem sponsorów… Wszystko było na mojej głowie, jednym słowem - dramat. W Śląsku potrzebujemy przeprowadzić kilka dobrych transferów, wykorzystać świetnego trenera, którego już mamy i to musi zadziałać. Klub jest przygotowany, by znów osiągać sukcesy, tylko między ludźmi w zespole brakowało chemii i dobrej współpracy.

Myślę, że oprócz chemii brakowało też jakości.

Tak, na samym mentalu sukcesów się nie tworzy. Ale pierwsze rzeczy, na które ja zwracam uwagę u zawodników, to charakter, charakter (celowe powtórzenie - przyp.red.), intensywność, wzrost, inteligencja piłkarska. Nie szukam jednej gwiazdy w stylu Messiego - chociaż mamy Karola Borysa, który jest piłkarskim diamentem. Zgadzam się, że trochę jakości brakowało i to we wszystkich liniach. Szukamy zawodników, aby tej jakości było więcej.

Za jakość się płaci, a kasa Śląska jest pusta.

Nie potrzebuję wydawać dużych pieniędzy na transfery. Zamiast płacić za jakiegoś zawodnika 100-200 tysięcy euro, można to również przeprowadzić inaczej – jedną z opcji jest wywalczenie darmowego transferu, ale na przykład w zamian za zawarcie w umowie gwarantowanego udziału od kolejnej sprzedaży takiego zawodnika. Rozumiem wydatek 2-3 mln euro, ale te rzędu kilkuset tysięcy w mojej opinii nie mają sensu.  Należy prowadzić negocjacje w taki sposób, aby takiego piłkarza wyciągnąć za darmo. Mam już w planie wzmocnienia, które są w zasadzie dogadane.

Do Śląska? Kiedy ich poznamy?

Dokładnej daty nie znam, mam nadzieję, że już niebawem. Musimy działać szybko, intensywnie nad tym pracujemy, żeby trener Magiera dostał nowych zawodników jak najszybciej. Z klubami - w kontekście tych piłkarzy - jesteśmy dogadani. Teraz prowadzimy negocjacje z piłkarzami i ich menadżerami. Ale są też tacy, którym umowy już się skończyły.

Na jakich pozycjach grają ci zawodnicy?

Potrzebujemy wzmocnień na środku obrony, wszyscy to wiedzą. Na lewej obronie na pewno też. Pozostałe pozycje są dobrze obsadzone, inne ruchy zależą od tego, czy z klubu odejdą Erik Exposito, John Yeboah lub Karol Borys, bo za nich mamy oferty. 



Te oferty za Exposito są satysfakcjonujące?

Tak, są w miarę okej. Nigdy nie jest tak, żebym dostał jakąś ofertę i żebym od razu ją zaakceptował. Naszym celem jest wynegocjowanie jak najlepszych warunków dla klubu. Jeszcze nie podjęliśmy decyzji, kolejne oferty mają też jeszcze za niego wpłynąć.

O jakich kierunkach mówimy?

Jedna oferta jest z Azji, druga jest z klubu, który będzie grał w europejskich pucharach. Są to niezłe kluby.

A co z zainteresowaniem Rakowa Częstochowa?

Z polskiego rynku na razie jest cisza, ale może jakaś oferta z Polski też się pojawi.

Jaki jest pana plan na Karola Borysa?

Mam mnóstwo zapytań od różnych menadżerów w jego sprawie. Obiecują, że “przyniosą” ofertę transferu, ale ja temu tak łatwo nie ufam, bo też wiem, jak działa ten biznes. Jesteśmy spokojni, nie będziemy się spieszyć z decyzjami. Zapytań jest dużo, ofert jest kilka. Dzisiaj (w poniedziałek 19.06.2023 - przyp.red.) rozmawiałem z ojcem Karola i uzgodniliśmy, które kierunki byłyby dla niego pożądane. Mamy przygotowane dwa rozwiązania - albo Karol zostaje i rozwija się pod okiem trenera Magiery, który może wykorzystać jego potencjał, albo zostanie sprzedany. Ale to musi być bardzo atrakcyjna oferta dla nas i Karola. Myślę, że w ciągu tygodnia lub dwóch wszystko będzie jasne. Przy transferach ważny jest “timing” - nie można się pospieszyć, ale nie można też przegapić dobrego momentu na odejście.

Łukasz Bejger ma za sobą dobry okres, to ciągle perspektywiczny piłkarz, są oferty za niego?

Łukasz to dla mnie super piłkarz, z dużym potencjałem - świetny motorycznie, jest wysoki, może grać na kilku pozycjach, ale w tym momencie nie wpłynęła za niego żadna oferta.

Jaki jest plan Śląska na dwa zespoły, które spadły do niższych lig, czyli rezerwy i juniorów starszych?

Musimy najpierw zdecydować, kto zostanie dyrektorem akademii, wtedy usiądziemy i porozmawiamy o filozofii na kolejne lata, patrząc też na budżet. Dopiero wtedy będziemy podejmować decyzje dotyczące sztabu szkoleniowego i kadry zawodników. U-19 musi szybko wywalczyć awans do CLJ, zrobimy wszystko, aby się to udało. Celem drużyny rezerw jest przede wszystkim przygotowanie zawodników do gry w pierwszej drużynie.

Tylko taka koncepcja już była i zakończyło się to spadkiem.

To prawda, koncepcja była, ale realizacja z różnych powodów się nie powiodła.

Cracovia rezerwy zlikwidowała. Rozważacie taki krok?

Nie. Mam w głowie kilkuletni plan i rezerwy są mi potrzebne, żeby ten plan osiągnąć. Nie powiedziałbym, że rezerwy będą grały o awans, bo najpierw musimy poukładać rzeczy w pierwszym zespole.

Jakim budżetem transferowym i płacowym pan dysponuje? Czy Śląsk musi najpierw kogoś sprzedać, żeby zakontraktować kogoś nowego?

Jak powiedziałem - budżetu na płacenie za transfery nie potrzebuję. Odnośnie wynagrodzeń - nie chcę, żeby ten zespół był droższy niż jest teraz. Droższy piłkarz nie znaczy lepszy piłkarz.

Tak, przekonaliśmy się o tym w ostatnich dwóch sezonach.

No właśnie. Oczywiście otrzymałem wytyczne, jakiego budżetu płacowego mam się trzymać, ale kwoty zdradzić oczywiście nie mogę. Bardziej chodzi o to, żeby nie robić głupich transferów. Każdy sprowadzony zawodnik ma być pozyskany z sensem. Nie możemy wydawać pieniędzy na drogie transfery, które mogłyby okazać się nietrafioną inwestycją, a w przypadku Śląska mówimy o jeszcze większej odpowiedzialności, bo właścicielem wciąż jest Gmina Wrocław. Wierzę, że mając ten budżet, który mamy, jesteśmy w stanie osiągnąć dobry wynik. Raczej nie zwiększymy liczby piłkarzy na kontrakcie, bardziej będą to transfery jeden do jednego, bo celem jest zmiana jakościowa, a nie ilościowa i to ona ma napędzać rywalizację

Jak aktualnie wygląda proces skautingowy i transferowy?

Mamy aktualnie dwóch skautów - Michała Hetela i Mateusza Sitkę. Chciałbym podkreślić, że nie powinno się ich winić za ostatnie wyniki Śląska. Musimy dobrze zrozumieć rolę skautów w procesie pozyskiwania danego piłkarza - oni udzielają rekomendacji, ale taka decyzja nie może zapaść bez wiedzy i zgody trenera, dyrektora sportowego, zarządu czy właściciela. Jestem w trakcie obserwowania pracy naszych skautów. Nie jestem człowiekiem, który przyjdzie i od razu, bez zgłębienia tematu, wszystko pozmienia.

Jakie są pierwsze wyniki tych obserwacji?

Uważam, że wykonywali do tej pory dobrą robotę, ale ja mam teraz trochę inne oczekiwania i potrzeby. Pracowali dla poprzedniego dyrektora sportowego w określony sposób, ja chcę ten styl pracy trochę zmienić, by popełniać jak najmniej błędów. Mam określonych kilka kroków, żeby sprowadzić danego zawodnika z jak najmniejszym ryzykiem.

Jakie to kroki?

Po pierwsze - nie za bardzo przekonuje mnie sytuacja, w której to menadżerowie proponują mi piłkarzy. Przez ostatnie 12 lat stworzyłem bazę kontaktów - skautów, dyrektorów sportowych, menadżerów - na całym świecie, która liczy około 20 tysięcy osób. Oczywiście do większości nie mam zaufania, ale odkąd jestem w Śląsku, otrzymałem sporo wiadomości i telefonów z proponowanymi zawodnikami. Wszystkich zawsze odsyłam do oficjalnej drogi, czyli wysłania oferty na maila do mnie i moich skautów. Wpłynęło już około 2000 propozycji. Myślę, że wiem, kto jest wolny na rynku, w całej Europie (śmiech), tyle propozycji spływa. Chcę przez to pokazać, że nie da się w taki sposób pracować skutecznie. To my chcemy wyszukiwać zawodnika, którego potrzebujemy w drużynie.

Sprawdzamy statystyki i mecze z udziałem zawodnika, korzystając także z profesjonalnych analiz dotyczących jego gry. Musimy też poznać agencję menadżerską, która go reprezentuje. Najważniejsze, abyśmy zebrali wszystkie dane, na podstawie których decydujemy, czy to profil piłkarza, który nas interesuje. Takich profili i filtrów mamy sporo, dopasowujemy je do pozycji zawodnika. Na przykład przy lewym obrońcy szukamy intensywności, wybiegania, wzrostu, zwinności, sprintu, asekuracji, dobrego dośrodkowania czy zamykania akcji na dalszym słupku przy dośrodkowaniu z drugiej strony. I do tego jeszcze gry w powietrzu. Na podstawie tak stworzonego profilu, z całej naszej bazy otrzymujemy określone nazwiska.

Następnie robimy taki „wirtualny transfer”, jak ten piłkarz będzie wyglądał w polskich warunkach. Wykorzystujemy do tego różne statystyki i analizy. Porównujemy np. jak dany zawodnik będzie się prezentował przeciwko zawodnikom grającym w ekstraklasie.

Sprawdzamy też social media zawodnika, rozmawiam z menadżerami, byłymi piłkarzami i trenerami, którzy go znają. Ustalam profil charakterologiczny, jakiego typu ma osobowość, w jakich językach się komunikuje, czy ma rodzinę, jakiego jest wyznania, bo to też jednak determinuje pewne zachowania.

Jeżeli spełni nasze oczekiwania - trener Magiera musi potwierdzić, że ten piłkarz pasuje do jego taktyki. Ostatni krok to uzyskanie zgody zarządu i rady nadzorczej.

Kiedy ma pan czas na to wszystko?

Mam bardzo zajęty telefon. Podczas naszej rozmowy myślę, że mam kolejnych 20 nieodebranych połączeń. Nie jestem człowiekiem, który kończy pracę o 16, idzie do domu i siada przed telewizorem. Wracam do domu późnym wieczorem, siadam do komputera i jeszcze pracuję. Być może więcej niż inni, ale jeśli rozumiesz, na czym polega ta praca, to po prostu musisz być na to gotowy.

Raków Częstochowa to ciekawy wątek w pana karierze, sporo się tam działo, bo najpierw był pan dyrektorem sportowym, później tylko skautem. Przychodził pan do Rakowa, odchodził, później wracał… Czemu?

Kiedy przychodziłem do Częstochowy w 2016 roku, na kontrakcie było tam, w II lidze, ponad 30 zawodników, to nie była zdrowa rywalizacja. Sztab szkoleniowy też był bardzo rozbudowany, tak jak w ekstraklasie. Ale zauważyłem, że czegoś tam brakuje - chemii, jakości, głodu sukcesu. Dlatego razem z Michałem Świerczewskim (właścicielem klubu - przyp.red.) szukaliśmy rozwiązania i zdecydowaliśmy, że poszukamy nowego trenera.

Było sporo kandydatów. Pojechaliśmy na spotkanie z Markiem Papszunem, którego śledziłem, kiedy był trenerem Świtu Nowy Dwór Mazowiecki - jakim grał ustawieniem, w jakim stylu, jak wygląda organizacja gry. Patrzyłem też na jego CV i na statystyki zespołów, które pod jego wodzą się rozwijały, co przekładało się na wyższe miejsca w tabeli sezon po sezonie. Na tej podstawie stwierdziliśmy, że damy mu szansę, chociaż nie był to wtedy znany trener. Wiedziałem, że jeśli znajdę mu dobrych piłkarzy, to odniesie z nimi sukces.

I tak się stało. Zrobiliśmy transfery, wygrywaliśmy mecze, ale Michał powiedział mi, że “tego nie czuje” i musiałem odejść. Zacząłem pracę w roli menadżera. Po tym sezonie, jak Raków wywalczył awans, Michał zadzwonił do mnie z pytaniem, czy chcę wrócić, bo jednak wykonałem dobrą robotę z transferami. 

Po powrocie pracowałem jako skaut i nie do końca byłem zadowolony ze współpracy z ówczesnym dyrektorem sportowym. Nie było chemii między nami, nie miałem za bardzo motywacji, żeby w Rakowie zostać i dlatego odszedłem.

Wracając jeszcze do wcześniejszego wątku - przed podpisaniem umowy ze Śląskiem spotkałem się z Jackiem Magierą i ta chemia była od razu. Czasem tak jest, że poznajesz kogoś nowego i od razu pojawia się pozytywna energia. Bardzo go szanuję jako trenera i jako człowieka. Osiągnął w piłce sporo - jako zawodnik i trener - a pozostał normalny, ludzki. Znam trenerów, którzy osiągnęli znacznie mniej, a są aroganccy. Czuję, że nasza współpraca może dać Śląskowi dużo dobrego.

Wracając do Rakowa - ma pan sobie coś zarzucenia? Jakie swoje błędy pan dostrzega?

Nie chcę mówić za Michała, powiem za siebie. Byłem młody, bardzo pewny siebie. Przyszedłem z Baniku Ostrawa i myślałem, że wiem wszystko najlepiej. W niektórych sytuacjach może brakowało mi wyczucia, bardziej ludzkiego podejścia. Gdy kończyliśmy współpracę z niektórymi zawodnikami, robiłem to bardzo chłodno, może nawet arogancko. Nie sądzę, aby ci piłkarze dobrze to wspominali.

Z drugiej strony - zawsze kierowałem się dobrem klubu i było to potrzebne, żeby Raków osiągnął sukces. Jeśli nie podjąłbym radykalnych kroków i ci piłkarze by zostali, to myślę, że awansu by nie było. Nie wiem, gdzie Raków byłby teraz. Moim błędem było, że skupiałem się na tym celu aż do przesady i nie patrzyłem na nic innego.

Dużo nauczyłem się od Michała Świerczewskiego, on nie jest tylko właścicielem, jest liderem. Pracuje dużo, a swoich sukcesów nie zawdzięcza szczęściu, tylko właśnie ciężkiej pracy. Sam mówił o sobie, że nie zna się na piłce. Myślę, że teraz zna się bardziej niż połowa dyrektorów sportowych w Polsce. 

Ta sytuacja w Rakowie nauczyła pana czegoś?

Tak. To było 7 lat temu. Wyobraź sobie, że masz 24 lata i jesteś dyrektorem sportowym w klubie zagranicznym. Teraz mam więcej doświadczenia, jeśli chodzi o rozmowy z zawodnikami. Byłem w tym zbyt chłodny.

W naszym artykule jeden z naszych rozmówców powiedział o panu, że ma pan złą opinię w swoim kraju. To prawda?

To jest opinia kogoś z Czech, czy opinia jakiegoś agenta, który coś usłyszał i przekazuje dalej? Poproszę o konkrety. Takie głosy to marnowanie mojego czasu. Oczywiście każdy ma prawo do swoich opinii. Jeżeli komuś coś obiecałem i tego nie zrealizowałem, to proszę mi to konkretnie przedstawić. W takiej formie jest to dość śmieszne. Jeśli bym się martwił takimi rzeczami, to bym nie miał czasu na swoją pracę. Może ta osoba przez moje przyjście do Śląska straciła jakieś możliwości transferowania do klubu? Może nie chciałem kiedyś zatrudnić piłkarzy z danej agencji, bo prezentowali za niski poziom i jest to powodem tej urazy?

Myślę, że może być to jeden agent, który nie sprawdza się w tej roli i jego piłkarze dzwonili do mnie z prośbą, abym im znalazł klub. Ja zawsze odpowiadam w takich sytuacjach, że skoro masz menadżera, to on powinien ci pomóc. Ale jeśli ten agent tego nie potrafi, to czemu obraża się na mnie, a nie na swojego piłkarza? Niech każdy popatrzy szczerze na siebie i swoją pracę. Mogę tej osobie dać tylko jedną radę - aby więcej czasu przeznaczała na swój rozwój. Może do mnie zadzwonić, chętnie dam mu kilka podpowiedzi. A przy okazji może zdradzi mi, jakie konkretnie błędy popełniłem, zapraszam.

To jak jest z tą opinią w Czechach?

Myślę, że złej opinii na pewno nie mam lub o tym po prostu nie wiem. Mogę zadzwonić do jakiegokolwiek klubu w Czechach i wszyscy ze mną pogadają, więc nie wiem, o co chodzi. Może to prostu zazdrość? Trudno mi się do tego odnieść, poza tym, że do każdego stanowiska, funkcji, które pełniłem, doszedłem ciężką pracą. Niczego w życiu nie dostałem za darmo.

ZOBACZ też: TRANSFERY: Młody zawodnik opuszcza Śląsk

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.