Dymkowski: Musi być żelazna dyscyplina (WYWIAD cz. 1)
30.06.2024 (18:00) | Marcin Polańskifot.: Paweł Kot
Marcin Dymkowski to jeden z cichych bohaterów ostatniego sezonu Śląska Wrocław. Jako drugi trener był m.in. skoncentrowany na szlifowaniu gry defensywnej, a w tym aspekcie WKS był najlepszy w lidze, tracąc najmniej goli. To także wychowanek zielono-biało-czerwonych, który przeszedł ciekawą drogę jako piłkarz i szkoleniowiec. Zapraszamy do lektury wywiadu.
Pierwsza część wywiadu to m.in rozmowa o:
- Trenerskiej drodze
- Warsztacie Franciszka Smudy
- Trudnym losie wychowanków
- Przepisie o młodzieżowcu
- Specjalizacji na defensywie
- Różnicy w podejściu trenerów Ivana Djurdjevicia i Jacka Magiery
- Zmianie piłkarskiej filozofii sztabu w ostatnim sezonie
Na początku chyba warto przypomnieć czytelnikom, że trener przeszedł unikatową drogę od wychowanka Śląska, teraz do członka sztabu pierwszej drużyny. To rzadka sytuacja.
Przez wiele lat podczas których byłem związany z klubem, tak naprawdę nie było o mnie za bardzo słychać i rzeczywiście mogłem nie zaistnieć mocno w świadomości kibiców. To jest niesamowita sprawa, bo jestem wychowankiem, trenowałem od wieku 7 lat w Śląsku i przeszedłem wszystkie szczeble od małego do seniorów. Jako piłkarz tak naprawdę nie zaistniałem w seniorskiej piłce w barwach WKS-u, ale po latach zaistniałem jako trener, z tego się bardzo cieszę. Widać, taka była moja droga i tak musiało być.
Na koncie ponad 100 meczów w Ekstraklasie zaliczonych nie w barwach Śląska. Teraz też jest taka droga wielu z tych młodszych piłkarzy, którzy przechodzą tą całą ścieżkę rozwoju w akademii, a potem nie udaje im się przebić do pierwszego zespołu. To takie symptomatyczne przez wiele lat dla Śląska. Z czego to wynika?
Z drugiej strony to może być świetny przykład dla piłkarzy, że Śląsk to nie jest jedyna droga do osiągnięcia sukcesu i w wielu przypadkach, jeżeli nie wskoczysz z drużyny rezerw do seniorów, to nie oznacza, że musisz kończyć i to nie oznacza, że nie osiągniesz sukcesu. Można dookoła, tak jak ja, wrócić później na inne stanowisko, pracować dla Śląska. Wiadomo, że to jest coś wyjątkowego dla wychowanka, bo przez wiele lat myślisz o tym, żeby być jak najbliżej tego klubu. Naprawdę doceniam to, że jestem dzisiaj w tym miejscu, w którym jestem.
W trakcie piłkarskiej kariery była okazja do współpracy z wieloma trenerami. Jednym z nich był na przykład Franciszek Smuda. Zapytam przewrotnie, czy coś trener wyciągnął z jego warsztatu do swojej pracy teraz?
Rzeczywiście miałem styczność z wieloma trenerami. Franciszek Smuda, czy Waldemar Fornalik trenowali też przecież reprezentację, był doświadczony Ryszard Wieczorek, wielu też innych. Od trenera Smudy można było na pewno wyciągnąć, że warto być po prostu sobą, w jego przypadku to był atut. Czasem po prostu trzeba być prostym człowiekiem, naturalnym, bez przyjmowania póz, nie ukrywać emocji. No i że czasem, warto opierać się na tym popularnym „trenerskim nosie”.
Kariera trenerska też jest na razie nietypowa – duet z Piotrem Jawnym, przejście z roli pierwszego trenera w seniorach, do członka sztabu. Dużo doświadczeń.
Tak naprawdę zaczynałem od samego dołu i próbuję dojść na sam szczyt. Zaczynałem w Olympiku Wrocław jako trener sześcioletnich dzieciaczków, potem doszedłem do bycia pierwszym trenerem w 3 lidze. Chcąc zrobić kolejny krok do przodu, trzeba było zmienić klub na mocniejszy i tak powróciłem do Śląska, do rezerw. Ten czas z Piotrkiem Jawnym pokazał jedną rzecz, że warto iść w specjalizację do pewnego momentu, dawać piłkarzom to, co ma się najlepsze w sobie. Dzisiaj jestem członkiem sztabu pierwszej drużyny i myślę, że jest to optymalny czas dla mnie, a co będzie za rok, dwa, trzy, tego nie wiadomo.
W okresie pracy w drugiej drużynie były dobre wyniki, rozwój zawodników, ale brakowało tego przeskoku młodzieży na poziom Ekstraklasy. Gdzie tkwi tego przyczyna? Wszyscy liczą na większy dopływ wychowanków do pierwszej drużyny.
Przede wszystkim to w wielu przypadkach zależy od samego piłkarza. Jednak mimo wszystko to zaangażowanie, ta praca, to bycie codziennie profesjonalistą spowoduje, że prędzej czy później dojdzie się na ten szczyt. Okres w rezerwach, w którym byliśmy z Piotrkiem, pokazał, że mieliśmy zawodników, którzy mają potencjał. To nie jest jednak łatwe, żeby przekazać 5-6 zawodników do pierwszej drużyny. Myślę, że to nie jest realne. Trzeba też dorosnąć. Nie każdy idzie tą samą ścieżką, nie każdy jest w stanie dojść do Ekstraklasy w wieku 19 lat i tam grać. Przykład Piotrka Samca-Talara pokazuje, że dopiero w tamtym roku tak naprawdę pokazał, że liczy się jako zawodnik ekstraklasowy. Mam nadzieję, że w kolejnym to potwierdzi. Wierzę w to, bo obserwuję go na treningach i widzę, że u niego podejście do obowiązków zawodowego piłkarza jest na bardzo wysokim poziomie. Niektórzy potrzebują też po prostu więcej czasu. Popatrzmy na przykład Sebastiana Bergiera, który w GKS-ie Katowice w pierwszej lidze właśnie dorósł, złapał doświadczenie, które pozwoliło mu awansować tą drogą do Ekstraklasy. Zobaczymy jak będzie prezentował się teraz.
Czy jest jakiś taki element wspólny dla tych młodych zawodników, deficyt który jest problemem w tym, żeby zaistnieć w seniorskiej piłce? Czy to jest na przykład fizyczność, szybkość podejmowania decyzji, czy to są indywidualne kwestie?
To są raczej indywidualne rzeczy, natomiast jest jedna kwestia mająca wpływ tak ogólnie. Przez wymóg młodzieżowca ci zawodnicy w pewnym momencie dostają tak naprawdę za darmo możliwość bycia już w Ekstraklasie. Oni nie wydeptali sobie tej ścieżki ambicją, zaangażowaniem czy swoim poziomem, tylko są w tej kadrze tak naprawdę za darmo. I nie wiem czy sobie do końca z tym potrafią poradzić. Moim zdaniem jest to zbyt łatwa ścieżka dla tych chłopaków. Inaczej to wygląda w przypadku takim, gdy grasz dlatego, że jesteś dobry, a nie dlatego, że musisz, bo jest taki wymóg.
Wymóg młodzieżowca determinuje chociażby skład kadry tutaj na obóz w Austrii?
Zdecydowanie. Każdy trener zabezpiecza tę pozycję kilkoma zawodnikami. Tak naprawdę ten ich poziom pewnie będzie różny, bo nie jesteśmy w stanie jako zespół ekstraklasowy mieć sześciu młodzieżowych reprezentantów Polski na różnych pozycjach i z nich korzystać. Jest 18 klubów, każdy chce mieć co najmniej 6 zawodników. Jest do tego pierwsza liga, każdy chce mieć też kolejnych młodych. Myślę, że ten potencjał piłkarski w Polsce nie jest na tyle duży, żeby mieć na wysokim poziomie tylu młodzieżowców.
Mamy przykłady Łukasza Gerstensteina, Aleksandra Paluszka, czy nawet Piotra Samca-Talara, że dla rozwoju potrzebna była zmiana otoczenia. Takie impulsy są potrzebne?
Śląsk Wrocław jest klubem top 5 w Ekstraklasie. Tu naprawdę nie ma na co narzekać, jest wszystko zapewnione. Baza treningowa, sprzęt, jedzenie, dobre obozy. Rozbudowany sztab, który dba na każdym kroku o to, żeby piłkarz się rozwijał i był ciągle monitorowany. Z całym szacunkiem dla wielu innych miejsc, nie ma tego we wszystkich klubach. Ciągle słychać narzekania, że są problemy z bazą treningową, że są jakieś zaległości finansowe itd. Dopiero jeżeli piłkarz zobaczy inne warunki, to widzi, że warto docenić to, co jest w Śląsku.
Doświadczenia z bycia głównym szkoleniowcem w różnych miejscach mają przełożenie teraz na tę pracę jako drugi trener?
Oczywiście. Bycie trenerem w niższej lidze pokazało jedną rzecz - trzeba doceniać każdą godzinę treningu. Patrząc na te trzecioligowe kluby, w których byłem, to tam zawodnicy przychodzili na boisko po 8 godzinach pracy. Każdy z nich czerpał jednak radość z tej półtorej godziny treningu. Tam nikt nie narzekał, że coś jest za ciężko, że czegoś nie ma. No nie, po prostu przychodzili, bo lubili to robić. I teraz w piłce zawodowej myślę, że to trzeba wszystkim opowiedzieć, że to jest najwspanialszy moment. Robią tylko tą jedną rzecz, na którą się przygotowują. Dlatego jestem przekonany, że 99% teraz zawodników jest świadomych, tego co chcą osiągnąć. Naprawdę dbają o swój organizm, bo to jest ich narzędzie pracy. Wszystko podporządkowują temu celowi i to jest budujące. Wiemy jak to wyglądało kiedyś, za czasów gdy byłem zawodnikiem. Było źle i dlaczego my tyle lat zostawaliśmy z tyłu. Teraz próbujemy to wszystko nadrobić. Mamy, jako członkowie sztabu, masę różnych doświadczeń i z tego czerpiemy. Wydaje mi się, że piłkarze to doceniają, szanują, że chcemy ich rozwijać i naprawdę nam ufają i idą za nami.
Jedną ze specjalizacji trenera w ramach sztabu jest defensywa. Na czym to w praktyce polega?
Przede wszystkim w sztabie u trenera Magiery musieliśmy się nauczyć jednej rzeczy – tu nie istnieje słowo „ja”, jest tylko „my”. I rozciąga się to też poza sztab, na ludzi związanych z klubem, po samych piłkarzy. Tworzymy coś razem. Każdy z nas, wiadomo, wkłada cegiełkę, ale nikt na pewno nie będzie wychodził przed szereg i mówił, że to jest moja robota, super, ja to zrobiłem. Nie, zrobiliśmy to my. W wielu przypadkach dyskutujemy, spieramy się na co dzień, podejmujemy trudne decyzje, ale idziemy w jednym kierunku. Tego wymaga od nas trener, żebyśmy byli tą jednością i jesteśmy. Jakbyście zapytali renerów w sztabie, to każdy przychodził jako indywidualność, ale przez ten czas naprawdę staliśmy się jednym organizmem i myślę, że ten wynik to jest naprawdę duża zasługa właśnie tego.
Mimo wszystko trener jest wymieniany jako ten skupiający się na obronie. To się przekłada na zaplanowanie ćwiczeń na treningowych, specjalne analizy dla zawodników?
Tak, to są między innymi te aspekty. Koncepcja gry w defensywie, środki treningowe, wszystko związane z tym jak byśmy chcieli, żeby zawodnik się poruszał. Przekazujemy informacje od nas, analizy, na które Maciej Suszczyński poświęca wiele czasu, ale jedna osoba nie jest w stanie obsłużyć 22 zawodników. Więc trener Magiera namaścił mnie, żebym był skoncentrowany na defensywie, ale każdy z członków sztabu dokłada coś od siebie. Cieszę się, że mogę to robić, sprawia mi to przyjemność. Po ostatnim sezonie możemy mieć satysfakcję, bo byliśmy drużyną, która straciła najmniej goli w lidze, w kilkunastu meczach mieliśmy czyste konto. I to odbierajmy to jako zasługa całej drużyny, nie tylko linii obronnej czy bramkarzy.
To często chyba umyka kibicom, że gra defensywna to nie tylko obrońcy. Ta filozofia gry defensywnej dotyczy całej drużyny i zadania w tym aspekcie ma zarówno stoper, jak i napastnik.
Gdybyśmy spojrzeli na Erika Exposito dwa lata temu, a teraz, to można zauważyć w jaki sposób ten piłkarz dojrzał i się rozwinął. I to tylko pokazuje, że gdy się zawodnika zarazi tą ideą pracy na całym boisku, bycia potrzebnym dla drużyny, to każdy z nich oddaje wszystko co ma, żeby była korzyść dla zespołu. Erik Exposito pracował bardzo ciężko w defensywie, tak jak każdy z piłkarzy, nie było wyjątku. Dlatego naszym celem głównie jest to, żeby uświadomić piłkarzom i przekonać, że to co robi przynosi efekty i naprawdę daje dużą korzyść drużynie.
Straconych jedynie 31 goli w sezonie, przy prawie 50 rok wcześniej, to wymierny efekt progresu. Czy to kwestia też zmiany personalnych, czy jednak rozwoju całej drużyny?
Wiadomo, tak jak ze wszystkim - jeżeli masz lepszy materiał, to to wszystko będzie bardziej trwałe. Tak naprawdę te wszystkie klocki się dopasowały. Doszli Aleks Petkow, Simeon Petrow, Aleksander Paluszek, który dawał bardzo dużo drużynie. Była doświadczona linia obrony, przed nimi Peter Pokorny, Petr Schwarz pracujący bardzo mocno z Patrikiem Olsenem. I tak można by wymieniać. Dalej też był Matias Nahuel, który paradoksalnie wśród ofensywnych piłkarzy gra chyba najlepiej w defensywie. To jest raczej niedostrzegalne dla pobieżnego obserwatora, ale on haruje dla drużyny w destrukcji, a ile daje dodatkowo w ofensywie, to wszyscy wiemy.
Zanim jednak udało się osiągnąć sukces, był słabszy okres za czasów trenera Djurdjevicia. Co wtedy nie zagrało?
Trener Magiera a Djurdjević to były dwa różne podejścia do prowadzenia drużyny. Trener Djurdjević chciał, żeby ta drużyna była autonomiczna, żeby sama podejmowała wiele decyzji i tak naprawdę prowadziła się sama. Teraz w wielu przypadkach ta organizacja, dyscyplina jest bardzo ważna. Wiadomo, nie zabieramy piłkarzom ich inwencji, bo kreatywność to jest to, co mają i tego nie można zabijać. Patrząc nawet na podejście do fazy bronienia, to było bardzo różniące się podejście. Teraz w Śląsku za trenera Magiery to jest naprawdę dyscyplina i tu nie można się wyłamywać. Nie ma miejsca dla zawodników, którzy sobie będą robić coś po swojemu. Musi być żelazna dyscyplina.
To podejście trenera Magiery jednak się mocno zmieniło. W trakcie pierwszej kadencji było bardziej ofensywne, a teraz większe skupienie jest na organizacji gry i defensywie. To był pomysł trenera Magiery, efekt przemyśleń po tamtym wcześniejszym okresie i tak z góry przyjęte założenie? Czy gdzieś właśnie to wyszło z tych dyskusji wspólnych na obranie kierunku?
Porównując te pierwszą i drugą kadencję to jest zupełnie inne podejście do piłki. Teraz najważniejszy jest wynik, bo z tego się rozlicza i trenera, i piłkarzy, i klub. Co z tego, że będziemy fajnie podawać sobie piłkę, jak będziemy przegrywać. Weźmy na przykład jesienny pojedynek z Legią Warszawa. Byliśmy drużyną, która głównie się broniła, a zagraliśmy wspaniały mecz, strzeliliśmy cztery gole. I myślę, że to odzwierciedla teraz to, jak trener Magiera chce prowadzić zespół. Dla kontrastu pamiętamy też mecz z Zagłębiem, który był niesamowity, fantastyczny do oglądania dla kibiców. Duże akcji, gry ofensywnej, ale finalnie przegrany. Myślę, że to ten proces podejścia do piłki ewaluował i doszliśmy to tego momentu, które uważamy za dobrą drogę. Doprowadziło nas to do sukcesu, bo wicemistrzostwo Polski to jest duży wynik.
W drugiej części wywiadu m.in rozmowa o:
- Wadze Erika Exposito
- Przebudowie drużyny
- Trwającym okresie przygotowawczym
- Transferach
- Walce na trzech frontach
- Opasce kapitana
Parterami wyjazdu Śląsknetu do Austrii są firmy Uniwer-Trans i Acana