Dziakowicz: Najważniejsze, że wytrzymaliśmy do końca i jesteśmy w kolejnej rundzie
30.09.2025 (22:25) | Marcin Sapuńfot.: Paweł Kot
Po meczu Lechia Tomaszów Mazowiecki - Śląsk Wrocław nie odbyła się konferencja prasowa, ale udało się nam porozmawiać z asystentem Ante Simundzy, Pawłem Dziakowiczem. 33-latek wypowiedział się między innymi na temat niewykorzystanych sytuacji, czy kartek Jehora Macenki.
Podsumowanie meczu: Na pewno nie tak sobie wyobrażaliśmy to spotkanie, szczególnie że zaczęło się ono dla nas bardzo dobrze, tak jak sobie zakładaliśmy pod naszą pełną kontrolą. Na dobrą sprawę, zamiast strzelić gola na 3:0, daliśmy przeciwnikowi tlen po fazie przejściowej. Dodatkowo ta czerwona kartka spowodowała, że ten mecz do końca wyglądał tak, a nie inaczej. Natomiast na samym końcu najważniejsze, że pracowaliśmy jako zespół, wytrzymaliśmy do końca i jesteśmy w kolejnej rundzie.
Śląsk w meczu miał bardzo dużo niewykorzystanych sytuacji. Z czego to wynika, bo to kolejny mecz, w który sami prosicie się o kłopoty?
Wydaje mi się, że te sytuacje były z dwóch stron. Racja, my mieliśmy 5-7 sytuacji stuprocentowych, ale trzeba też oddać, że Lechia również stworzyła sobie kilka sytuacji. Na pewno nad tym ciągle pracujemy, a czynników może być wiele. Staramy się je odnaleźć i nad nimi pracować, by w kolejnych spotkaniach zamieniać sytuacje na bramki.
Jak podchodzi pan do żółtych kartek Jehora Macenki? Czy jest jakieś rozgoryczenie, że w niektórych sytuacjach obrońca podchodzi do nich zbyt nerwowo?
Pierwsza kartka była przy naszej ławce i Jehor wygrał piłkę, a to zawodnik gospodarzy kopnął naszego piłkarza, nie w drugą stronę. Dlatego też pierwsza żółta kartka jest dla mnie niezrozumiała.
Dziś mieliśmy do czynienia z dużą liczbą zmian w wyjściowej jedenastce. Szansę na grę otrzymał m.in. Krzysztof Kurowski, który na co dzień ma solidnego rywala na lewej stronie defensywy, tzn. Marca Llinaresa, ale odnoszę wrażenie, że młody obrońca zagrał dziś najlepiej z całego bloku z tyłu. Zgodzi się pan z tym?
Nie chcę tutaj nikogo indywidualnie wyróżniać, ale nawet jeżeli patrząc całościowo, to Krzysztof Kurowski był dzisiaj na bardzo wysokim poziomie i to jest super sygnał, że takimi występami pokazuje, że jest gotowy do gry.
Dlaczego akurat Antoni Klimek musiał zejść z boiska po czerwonej kartce?
Zdecydowały względy taktyczne. Potrzebowaliśmy jednego skrzydłowego, który potrafiłby lepiej utrzymać piłkę. Takim był Miłosz Kozak, a drugim typowym szybkościowcem był przesunięty Jehor Szarabura. Tak jak mówię, tylko względy taktyczne o tym zdecydowały, że to niestety Antka musieliśmy zmienić na nowego stopera.
Czy ze zmianą nie można było poczekać do przerwy?
Myśleliśmy o tym i zmiana była dokonana po dogłębnym przemyśleniu tego. Wiedzieliśmy, że w przerwie też dokonamy dwóch zmian.
Wtorkowe spotkanie było szczególne dla Bartosza Głogowskiego, który zadebiutował dziś w Śląsku. Jak podsumuje pan jego występ i czy szykowaliście go na to, że bez względu na rywala w 1/32 finału PP, to on otrzyma swoje minuty?
To, czy szykowaliśmy go na występ, aż tak daleko bym w to nie wchodził, ponieważ staramy się patrzeć na to, co dzieje się tu i teraz. Nie myślimy o meczu, który będzie za miesiąc lub dwa. Tutaj byłym spokojny, a jeśli chodzi o jego występ, super, że dostał swoją szansą i zadebiutował. Ciesze się też, że pomógł nam w ostatnich sekundach. Niestety, na jego nieszczęście czyste konto zabrał piękny strzał zawodnika Lechii w pierwszej połowie. Bartek nie miał nic do powiedzenia, ale mógł wykazać się w ostatnich sekundach i uratować nam zwycięstwo.