Grodzicki: Dalej mam coś do zrobienia w Śląsku
13.04.2025 (11:00) | Jan Pindralfot.: Paweł Kot
Co po wygranym przez Śląsk meczu z Cracovią (4:2) powiedział Rafał Grodzicki - dyrektor sportowy drużyny?
Jakie odczucia po meczu? Pomimo nerwowej końcówki udało się wygrać i po raz pierwszy od 10. kolejki opuścić ostatnią lokatę.
Myślę, że nie było i nie będzie takiego meczu, w którym nie będzie nerwów do samego końca. Zdajemy sobie sprawę, że każdy mecz jest jak finał, dlatego podchodzimy do każdego z wielką odpowiedzialnością. Wiemy, jakie mamy atuty i jak mocno pracujemy nad mentalnością chłopaków. Właśnie w takich meczach są w stanie wziąć odpowiedzialność na siebie. Bardzo dobrze, że rośniemy, zdobyliśmy trzy punkty, ale cały czas jesteśmy w strefie spadkowej.
Jakie to uczucie, kiedy zawodnicy, których pan sprowadził, sprawdzają się na boisku i udowadniają swoją wartość?
Na pewno cieszy to mnie i grono osób, które pracowało nad transferami. Niemniej jednak patrzę na drużynę jako całość. Cieszą również gole Żukowskiego i Macenkii. Cieszy świetna praca Trenera Simundzy i nie możemy tylko patrzeć na nowych graczy. Ta drużyna zaczyna naprawdę błyszczeć, a nie tylko jeden, dwóch, czy trzech zawodników, ale cały zespół decyduje o wyniku.
Jak idą rozmowy z wcześniej wspomnianym Simundzą? Ostatnio wyszła informacja o wstępnych negocjacjach.
Codziennie ze sobą dużo rozmawiamy. Były już potencjalne plany dotyczące przyszłości przy podpisywaniu kontraktu. Nie jest tak, że wzięliśmy trenera i stwierdziliśmy, że za sześć miesięcy zaczniemy negocjacje. Mamy pewne pomysły w głowie i cały czas rozmawiamy z trenerem, ale nie chcemy się rozpraszać tym, co będzie w przyszłości, bo dziś walczymy o byt Śląska Wrocław w Ekstraklasie. Myślę, że w najbliższych dniach spotkamy się z agentami i będziemy kontynuować rozmowy.
Dowiedzieliśmy się niedawno, że dostał pan wypowiedzenie umowy w Marcu. Jak pan na to zareagował?
To nie było przyjemne, ale trochę już znam piłkę nożną i takie rzeczy się zdarzają. Każdy chce pracować z zaufanymi ludźmi, rozumiem to. Nie zapominajmy, że do 30 czerwca jestem w Śląsku Wrocław. Mamy coś do zrobienia. Nie wybiegam w przyszłość, co się wydarzy w lipcu. Żyję z tygodnia na tydzień, z meczu na mecz, tak samo jak drużyna. Oczywiście planujemy pewne rzeczy, ale ja po prostu robię swoje. Miałem jeden, dwa ciężkie dni, ale potem codzienne obowiązki, zespół, sztab szkoleniowy – cały czas pracujemy na pełnych obrotach.
Czy uważa pan, że ta decyzja została podjęta za szybko? Bo od tego momentu drużyna zaczęła lepiej się sprawdzać, zdobywać punkty?
Może gdyby tak się nie stało, to nie zaczęlibyśmy punktować. Totalnie się nad tym nie zastanawiam. Tak samo jak trener czy zawodnicy, ja również chcę coś udowodnić. Myślę, że idziemy w dobrym kierunku, ale cały czas jesteśmy w strefie spadkowej.
A czy jest szansa, że zostanie Pan w Śląsku Wrocław? Może nie jako dyrektor sportowy, ale w jakiejś innej roli?
Nie wybiegam w przyszłość, skupiam się na meczu z GKS-em Katowice, a co dalej? Zobaczymy.