Hetel: Wierzę, że jesteśmy w stanie wygrywać
06.12.2024 (11:30) | Kacper Cyndeckifot.: Dawid Kokolski
Tuż przed wyjazdem do Gdańska na konferencji prasowej pojawił się Michał Hetel, który odpowiedział na pytania dotyczące spotkania z Lechią. Czy wrocławian stać na zwycięstwo z beniaminkiem?
Czy po porażce z Puszczą Niepołomice i Piastem Gliwice stać pańską drużynę na komplet zwycięstw do końca tego roku kalendarzowego?
Wierzę, że tak. Od początku powtarzam, że tę drużynę stać na zwycięstwa. Oczywiście sytuacja jest trudna i liczyliśmy na więcej w poprzednich meczach. Nasz zespół kreuje sytuacje, ale nie potrafi zamienić tego na bramki, których na pewno brakuje, bo to one tworzą mecz. Wierzę, że jesteśmy w stanie wygrywać.
A jak wygląda to wszystko pod względem mentalnym, bo po meczu w Białymstoku wydawało się, że wszystko idzie w odpowiednim kierunku, a teraz dwa zimne prysznice. Czy da się jeszcze jakoś do tej drużyny trafić, żeby podnieść ją na duchu?
Nie ma co ukrywać, że to zwycięstwa budują pewność siebie. Oczywiście nie jest to łatwe. Mecz w Białymstoku dał nadzieję, a pierwsza połowa starcia z Puszczą była kontynuacją dobrej gry. Brakowało jedynie bramek. Ja i zawodnicy wierzymy w to, że uda nam się przełamać złą passę.
Jak na chwilę obecną wygląda sytuacja kadrowa?
Przed meczem pucharowym z Piastem dopadł nas wirus. Tak naprawdę zagrożonych było czterech, pięciu zawodników. Część z nich wystąpiła pomimo niepełnej gotowości, bo wiemy, jaki jest moment i wszyscy musieliśmy walczyć. Jeśli chodzi o Petra Schwarza, to nie był w stanie zagrać. Staramy się doprowadzić wszystkich do pełni sprawności, ale na razie nie wiemy, kto będzie do naszej dyspozycji na mecz z Lechią.
Co dzieje się z Jakubem Świerczokiem, którego nie było w kadrze na mecz z Piastem?
Ja na nikogo się nie zamykam. Szukam rozwiązań, żeby pomóc Śląskowi. Nie patrzę na osobiste sympatie, bo to jest moment, w którym każdy z zawodników może dołożyć coś od siebie i pomóc drużynie. Skupiam się na tym, żeby maksymalnie wykorzystać potencjał zawodników, których posiadam.
Chciałbym dopytać jak wygląda sytuacja mentalna Łukasza Gerstensteina, który po tym nietrafionym rzucie karnym z Piastem może być podłamany. Czy ten zawodnik będzie do pańskiej dyspozycji w meczu z Lechią?
Taka jest piłka, trzeba się szybko otrząsnąć. Nie możemy zwalać całej odpowiedzialności na Gerstensteina, bo nie wykorzystał karnego. Wcześniej także Tudor Baluta nie trafił, mogliśmy rozstrzygnąć ten mecz w dogrywce, więc nie pomyślałem nawet przez chwilę, że jest to wina jednostkowa, bo przegrała cała drużyna. Każdy z nas ponosi za to odpowiedzialność.
Jak trener zapatruje się na grę Tudora Baluty, który po raz kolejny nie pokazał się ze zbyt dobrej strony, można mieć zastrzeżenia co do jego formy i zaangażowania. Czy ten zawodnik utrzyma miejsce w wyjściowej jedenastce?
Jeśli chodzi o wyjściową jedenastkę, to nie chce zdradzać, bo ta sytuacja się nadal waży. Nie wydaję mi się, żeby Balucie brakowało zaangażowania. Oczywiście zdarzyły mu się pewne błędy, ale uważam, że miał także dobre zagrania. Powiem tutaj to samo, co w sytuacji z Gerstensteinem - łatwo jest wytypować jednego winnego, ale ja nie idę w tym kierunku. Musimy scalać zespół, być razem i wspólnie walczyć.
Powiedział pan, że wyjściowa jedenastka jest jeszcze tajemnicą, ale jak wygląda sytuacja Tomasza Loski. Czy zastanawia się pan nad zmianą bramkarza na mecz ligowy?
Nie ma co ukrywać, że Tomek dał dobry sygnał i jest także ważną postacią w szatni. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmę po konsultacji z trenerem bramkarzy, a kto zagra, to zobaczymy w sobotę.
Widać było w meczu z Piastem, że Piotr Samiec-Talar zmagał się z jakimś bólem, dodatkowo nie strzelał karnego w konkursie jedenastek. Czy skrzydłowy po spotkaniu leczył jakiś mikrouraz?
Samiec-Talar poczuł ból w łydce i patrząc na odpowiedzialność, że nie jest w pełni zdrowy, nie chciał strzelać karnego i ja to rozumiem. Wierzę, że na kolejny mecz będzie w pełni dostępny.
Czterech zawodników jest zagrożonych absencją za nadmiar żółtych kartek. Czy przestrzega trenera jakoś tych graczy, żeby uważali, ale grali na wysokim poziomie?
Nie. Myślę, że tutaj nie ma przestrzeni na kalkulację, trzeba grać z głową i patrzeć na to, co jest tu i teraz. Czeka nas mecz z Lechią i trzeba zrobić wszystko, aby wygrać.
Na konferencji prasowej po meczu z Piastem słuchając wypowiedzi trenera Dymkowskiego, można było odnieść wrażenie, że macie panowie różne spojrzenia na to, jak ma grać drużyna. Czy uważa trener, że niepotrzebnie tworzą się takie napięcia, które mogą poróżnić drużynę?
Każdy ma swoje zdanie. Trener Dymkowski wyrażał swoje opinie i swoje zdanie na konferencji. Ja biorę odpowiedzialność za moje decyzje i chciałbym skupić się na moich wyborach, jeśli są do nich jakieś zastrzeżenia.
Czy zgadza się pan z opinią trenera Dymkowskiego, że jeśli nie cztery lub sześć punktów w dwóch najbliższych meczach, bo jak nie to będzie już właściwie przesądzony spadek?
Nie, nie zgadzam się. Oczywiście te mecze są kluczowe, ale nie liczyłbym punktów, bo pamiętam, że Śląsk dwa sezony temu był w gorszej sytuacji. Tak jak mówiłem od początku, musimy nastawić się na to, że wygramy mecz, chcemy zdobyć sześć punktów w dwóch następnych spotkaniach. A dywagacje na ten temat niewiele zmienią.
Wiem, że nie chce pan publicznie oceniać, ale czy nie jest pan tak po ludzku zawiedziony dyspozycją Tudora Baluty, bo rozumiem, że młodzi zawodnicy mogą popełniać błędy, ale Rumun grał w swojej karierze w jakościowych ligach europejskich. Z kolei we Wrocławiu gra większość piłek do tyłu, czy może takie są założenia, czy nie jest pan po prostu zawiedziony jego jakością?
Jeśli przychodzi zawodnik z zagranicy z pewnym doświadczeniem, to wymagamy od niego więcej, niż od mało doświadczonych młodych zawodników. Chciałbym, żeby Baluta grał lepiej. Wiem, że stać go na więcej, bo to nie jest słaby piłkarz. Miał dobre zagrania, takie jak podanie do Szarabury, ale oczywiście były też minusy jego występu. Wiele osób zawiodło w tym meczu. Musimy więcej od siebie wymagać.
Będzie chciał pan podtrzymać wariant z Mateuszem Żukowskim na szpicy?
Każdy z zawodników może dać coś od siebie. Żukowskiemu na pewno brakuje bramek. Patrząc na naszych napastników, to tych goli nie było zbyt wiele i chcemy wskrzesić największe możliwości, bo na tym musimy się skupić.
Czy stać Śląsk na rezygnowanie z takiego piłkarza jak Burak Ince? Dlaczego nie chcemy na niego postawić?
Wierzę, że ten zawodnik może nam coś dać. Gdy podejmujemy decyzje, to musimy zrobić to kosztem jednego z zawodników. Ince może zagrać na skrzydle lub pozycjach numer 10 oraz 8, a tam nominalnie występują Samiec-Talar oraz Petr Schwarz. Nie skreśliłem Buraka Ince, wierzę, że może dać coś drużynie.
Czy wyjazdy na reprezentacje utrudniają temu zawodnikowi grę?
Na pewno nie są one pomocne, gdy zawodnik nie jest kluczowym elementem podstawowej jedenastki, bowiem wyjazd na reprezentacje utrudnia trenerom zbadanie formy danego gracza.
Czy ma pan jakiś sygnał na temat swojej przyszłości od władz klubu?
Żadnych takich sygnałów nie dostałem. Nie postawiono mi żadnych warunków, że jeśli zdobędę określoną liczbę punktów, to zostanę, a jeśli nie to odejdę.
Czy pan stara się wyjaśniać swoje rozbieżności w opiniach z trenerem Dymkowskim?
Tak, ale tutaj nie chce trenerowi Dymkowskiemu wsadzać czegoś w usta. Rozmawiamy, ale na konferencjach trener Dymkowski mówi, co uważa.
Wielokrotnie podkreślał pan, że to pan jest pierwszym trenerem, a trener Dymkowski jest pańskim najbliższym współpracownikiem. Czy to normalne, że pierwszy trener nie jest w stanie wpłynąć na sztab, żeby mówił na zewnątrz jednym głosem?
Na pewno sytuacja nie jest łatwa, bo trener Dymkowski pracuje tutaj dłużej. Wspólnie mieliśmy pomóc Śląskowi i próbujemy odnaleźć się w tej sytuacji.
Co się stało takiego po meczu z Jagiellonią, że nagle zaczął grać młodzieżowiec?
Nie dostałem żadnych sygnałów, że musi grać młodzieżowiec. Wierzyłem, że Krzysztof Kurowski będzie w stanie zagrać dobrze. Nie zamykam się na żadnych zawodników, żeby pomóc zespołowi. Możemy szachować tymi minutami młodzieżowców i pewnie będziemy to robić.