Już nie ostatni! Cracovia - Śląsk 2:4 (RELACJA)

12.04.2025 (21:35) | Dominik Mazur

fot.: Paweł Kot

Do przerwy piłkarze Śląska mogli żałować nieskuteczności w starciu z Cracovią, bo remisowali, zamiast prowadzić. W drugiej połowie udało się jednak odrobić straty, zdobywając przy tym dwa piękne gole. Dzięki wygranej WKS po raz pierwszy od zakończenia 10. kolejki opuścił ostatnie miejsce w tabeli. 



 

Przed spotkaniem z Cracovią Śląsk tracił pięć punktów do bezpiecznego miejsca - ma bowiem gorszy bilans spotkań od Puszczy Niepolomice, która w sobotę przegrała 1:3 z GKS-em Katowice. 

W porównaniu do spotkania z Motorem Lublin Ante Simundza postawił na Jehora Macenkę za Tommaso Guercio na prawej obronie, na powracającego do zdrowia Jakuba Jezierskiego za Tudora Balutę oraz na Mateusza Żukowskiego za Piotra Samca-Talara, który mimo asysty w ostatniej kolejce w oczach szkoleniowca nie prezentuje widocznie pełni możliwości.

NIEPRZYTOMNY AL-HAMLAWI

Tylko Assad Al-Hamlawi wie, dlaczego w 2. minucie piłka została mu pod nogami po podaniu Żukowskiego, który dynamicznie wpadł w pole karne i umiejętnie dograł na drugi słupek. Reprezentant Palestyny udanie uniknął spalonego, źle wymierzył za to kroki, chcąc za wszelką cenę uderzyć lepiej ułożoną lewą stopą.

Sporo działo się w pierwszych 20 minutach, również na trybunach, bo przez zadymienie racami na pewien czas sędzia Łukasz Kuźma zatrzymał grę. Przeważał Śląsk, rozgrywający piłkę w ataku pozycyjnym. Po zejściu z lewego skrzydła i strzale bardzo aktywnego w poprzednim meczu Arnau Ortiza blokiem popisał się Gustav Henriksson i przytomnie interweniował Sebastian Madejski, nie pozwalając by zmylił go lekki rykoszet. Następnie kontrę Cracovii strzałem z powietrza wykończył Filip Rózga. “Pasy” szukały swoich szans właśnie po przechwycie i atakach szybkich. Celniej i groźniej od Rózgi uderzył wicelider klasyfikacji strzelców Benjamin Kallman, tyle tylko, że przy podaniu Ajdina Hasicia znajdował się na pozycji spalonej. Do przerwy Fin był jeszcze bliski strzelenia gola płaskim uderzeniem sprzed szesnastki, ale piłka śmignęła minimalnie obok słupka. 

Przez wspomniany okres ogromny niedosyt mógł czuć Al-Hamlawi i koledzy szukający go podaniami w polu karnym. Po rzucie rożnym Macenko skierował piłkę główką w kierunku napastnika, podobnie Żukowski skontrował miękką wrzutkę w pole karne, poszukując snajpera. Ten jednak w obu przypadkach był źle ustawiony, brakowało mu instynktu i pazerności. Śląsk dobrze w tym czasie odzyskiwał piłkę po stracie, był bardziej zdeterminowany i lepiej ustawiony od rywali. W przechwytach brylował Jakub Jezierski, bramki po dwóch uderzeniach sprzed pola karnego szukał Jose Pozo.

NIEWYKORZYSTANE OKAZJE…

I to tych dwóch zawodników zamieszanych było w akcję bramkową z 28. minuty. Wówczas wszystko zagrało z perspektywy WKS-u. Świetne podanie między liniami do Pozo posłał Jezierski, zaś bezwzględnym egzekutorem okazał się Żukowski, pokazując, że chce w pełni wykorzystać szansę gry w pierwszym składzie. Uderzył z całych sił pod poprzeczkę. 

Po objęciu prowadzenia przed dobrą szansą stał Ortiz, ale zbyt długo zwlekał z uderzeniem. Utrata gola podziałała mobilizująco na Hasicia, który dwukrotnie uderzeniami sprzed pola karnego sprawdził czujność Rafała Leszczyńskiego. Tylko pierwsza z nich stanowiła kłopot dla golkipera i skutkowała ponowieniem akcji i groźną płaską wrzutką, ale dobrze ustawieni wrocławianie byli gęsto ustawieni we własnej szesnastce. “Pasy” domagały się również rzutu karnego po ewentualnym zagraniu ręką piłkarza Śląska, ale gwizdek sędziego milczał.  

Końcówkę meczu zaznaczyła twarda walka fizyczna – Macenko na jej skutek musiał nawet opuścić boisko, często ścierał się z Rózgą. Najistotniejszy z perspektywy kibiców Śląska był jednak strzał z rzutu wolnego w słupek z około 25 metrów autorstwa Petra Schwarza na kilka minut przed przerwą (stały fragment wywalczony przez Al-Hamlawiego) i zablokowana przez Jakuba Jugasa próba Pozo z 10. metra po akcji z napastnikiem Śląska i Ortizem. Skrzydłowy powinien mieć asystę po jeszcze jednej akcji, ale po raz kolejny przyjęcie zawiodło Al-Hamlawiego.

Niewykorzystane szanse się zemściły – wytarty slogan znów okazał się prawdą. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Otar Kakabadze bardzo mocno wstrzelił górą piłkę w pole karne i pechowym strzelcem gola samobójczego był interweniujący Aleks Petkow. 

DZIKA RADOŚĆ I HISZPAŃSKI LUZ

Huśtawka nastrojów dla kibiców Śląska na początku pierwszej połowy. W 47. minucie rzutu karnego szukał Kallman, ale zdaniem arbitra stoper Serafin Szota nie popełnił przewinienia po dogonieniu snajpera. Niedługo później gol Jehora Macenki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego na drugi słupek. Madejski obronił strzał po wysokim koźle, ale wybił piłkę pod nogi Ukraińca, który nie pomylił się przy okazji dobitki. Już drugi z tych, którym Simundza dał szansę gry w pierwszym składzie wpisał się na listę strzelców. WKS po strzeleniu gola był całkiem pewny siebie, nakręcony, pełen energii – zupełnie jak Macenko dziko cieszący się z fanami WKS-u po zdobyciu bramki.  

Luz widać było zwłaszcza na lewej stronie boiska w trójkącie Hiszpanów Llinares-Pozo-Ortiz, a efekt współpracy to trafienie ofensywnego pomocnika po podaniu lewego obrońcy. Pozo zszedł na prawą nogę i uderzył pięknie w kierunku prawego okienka bramki Madejskiego, który mógł tylko patrzeć jak piłka wpada do siatki. Llinares po tym golu tylko złapał się za głowę, a strzelec zrobił w trudniejszej sytuacji to, co nie udało mu się tuż przed przerwą. 

Najwięcej bramek w tym sezonie pada na stadionie Cracovii, ale gospodarze chcieli mieć nie tyle udział w śrubowaniu tego rekordu, ile zdobyć bramkę kontaktową. Śląsk coraz bardziej zaczął na to pozwalać, a trener gospodarzy David Kroczek w tym celu zdjął z boiska Al-Ammariego i postawił na Minczewa. W 64. minucie Kakabadze po raz kolejny nękał Leszczyńskiego już bez wątpienia strzałem, a nie mocną wrzutką. Wrocławianie kilkukrotnie dopuścili się faulów, po których krakowianie mieli stałe fragmenty z obiecujących miejsc na boisku. 

BAJKOWY GOL INCE

Do pewnego momentu nie był dzień snajperów obu drużyn. W 73. minucie po zgraniu Jugasa dobrą szansę miał Kallman, ale przy asyście zawodnika Śląska nie zdołał oddać celnego uderzenia głową. Sześć minut później jednak Fin dobił piłkę po obronionym strzale Hasicia i Cracovia złapała upragniony kontakt.  

W końcu odpowiedział zmianami też Ante Simundza. Piotr Samiec-Talar po podaniu w uliczkę od Ortiza przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Wydawało się, że była to najlepsza okazja, by zamknąć mecz. Udało się to jednak w doliczonym czasie gry, gdy Burak Ince po złym zagraniu wysuniętego Madejskiego przelobował go uderzeniem z okolic linii środkowej (piłka po odbiciu od poprzeczki przekroczyła linię bramkową). Bajeczne trafienie nie musiało być ostatnim, bo w ostatniej akcji piłkę z linii bramkowej wybił Mikkel Maigaard.

Śląsk dzięki fenomenalnej drugiej połowie opuścił ostatnie miejsce w tabeli i tuż po spotkaniu do bezpiecznej pozycji brakowało mu tylko dwóch punktów. 

CRACOVIA – ŚLĄSK WROCŁAW 2:4 (1:1)
Petkow 45+5’ (s.), Kallman 79’ – Żukowski 28’, Macenko 49’, Pozo 58’, Ince 90+3’

Cracovia: Madejski - Kakabadze (69' Janasik), Ghita, Henriksson, Jugas, Rózga (90' Perković), Al-Ammari (61' Minczew), Maigaard, Olafsson (46' Sokołowski), Kallman.

Śląsk Wrocław: Leszczyński - Macenko (84' Guercio), Petkow, Szota, Llinares - Jezierski (84' Baluta), Schwarz, Żukowski (73 Samiec-Talar), Pozo (84' Ince), Ortiz - Al Hamlawi (66' Udahl).

Żółte kartki: Sokołowski, Minczew.

Sędzia: Łukasz Kuźma.

Widzów: 12 011.
 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.