Konczkowski: Nie mam żalu, że nie zostałem we Wrocławiu na dłużej (ROZMOWA)

02.08.2025 (12:00) | Adam Mokrzycki

fot.: Rafał Sawicki

Przed niedzielnym spotkaniem Śląska Wrocław z Ruchem Chorzów porozmawialiśmy z Martinem Konczkowskim, który łączy oba kluby. 31-latek opowiedział o tym, czy czuje żal do WKS-u za sposób, w jaki się z nim pożegnano, czy Niebieskim udało się pożegnać demony z rundy wiosennej, a także o być może nowym piłkarzu WKS-u.



 

Jakie to uczucie wrócić po ponad roku do Wrocławia?

Mam nadzieję, że powrót będzie sympatyczny. Może nie spędziłem zbyt wiele czasu w stolicy Dolnego Śląska, bo tylko dwa lata, ale były one pełne wzlotów i upadków. Przede wszystkim pożegnałem się bardzo pozytywnie, bo srebrnym medalem mistrzostw Polski. Na Tarczyński Arenę przychodziło mnóstwo kibiców, a my im zagwarantowaliśmy mnóstwo radości. Zawiązałem też znajomości, które utrzymuję.

Można powiedzieć, że dobrze wspominasz pobyt w Śląsku, pomimo okoliczności rozstania z klubem?

Parę miesięcy przed wygaśnięciem kontraktu otrzymywałem sygnały, że umowa zostanie przedłużona i zostanę na kolejny rok, ale sprawy potoczyły się inaczej. Taki jest sport – nieprzewidywalny. Nie mam żalu, że nie dane mi było zostać na dłużej i na pewno będę miło wspominał te dwa lata.

Koniec końców, można powiedzieć, że udało się uciec z tonącego okrętu.

W momencie odejścia kompletnie się nie spodziewałbym, jaki los dotknie wrocławian. Wiele osób w klubie było świadomych, że sezon po wicemistrzostwie będzie niezwykle trudny. Jeśli miałbym wtedy obstawiać, to powiedziałbym, że WKS skończy rozgrywki w środku stawki.

 

Dopatrujesz się przyczyn, dlaczego Trójkolorowi ostatecznie pożegnali się z Ekstraklasą?

Kiedy zespół przejmował Jacek Magiera, sytuacja również była bardzo trudna. Zajmowaliśmy niską pozycję w tabeli i na boisku też nie prezentowaliśmy się najlepiej. Wtedy trener wprowadził nowe zasady naszego funkcjonowania. Dużą rolę odegrało podejście psychologiczne, bo nie było już czasu na wprowadzenie specjalnej taktyki. W nowy sezon weszliśmy z pozytywną energią i na boisku zaczęły pojawiać się efekty. 

Twoja drużyna miała zdecydowanie wyższe ambicje w poprzednim sezonie. Dlaczego w poprzednich rozgrywkach prezentowaliście aż tak nierówną formę?

To jest pytanie, na które ciężko odpowiedzieć. Na pewno końcówkę jesieni mieliśmy bardzo dobrą. Po niej wszyscy się nastawiali, że wiosna będzie nasza, zarówno w lidze, jak i w Pucharze Polski. Takie myślenie potęgował fakt, że większość spotkań w rundzie rewanżowej mieliśmy rozegrać u siebie. Poczuliśmy się zbyt pewnie i to nas zgubiło. Spirala negatywnych wydarzeń się nakręciła, przez co wiosna wyszła fatalnie w naszym wykonaniu.

 

Jak oceniasz szansę Ruchu w bieżących rozgrywkach. Niebiescy są już gotowi na walkę o awans przez cały rok?

Wyciągnęliśmy dużo wniosków z poprzedniej rundy. Gdy po raz drugi przyszedłem Ruchu, usłyszałem od wielu osób w klubie i nie tylko, że w I lidze nie będzie kolorowo i tych rozgrywek trzeba się nauczyć. Widać to na przykładzie dwóch ostatnich meczów Śląska. To pokazuje, że po spadku z Ekstraklasy wcale nie jest tak łatwo do niej wrócić. Wszystko weryfikuje murawa i to na niej trzeba walczyć o każdy punkt.

Co jest najmocniejszą stroną twojej drużyny, a gdzie jeszcze należy nadrobić ewentualne braki?

Patrząc przez pryzmat dopiero dwóch meczów, myślę, że jesteśmy mocniejszą drużyną pod względem mentalnym. Nasza gra wiosną momentami wyglądała dobrze, ale po stracie bramki wszystko siadało. W obecnym sezonie zdążyliśmy już pokazać, że pomimo słabszych minut potrafimy przekuć szalę zwycięstwa na naszą stronę. Natomiast wiemy, że pod względem gry mamy jeszcze spore rezerwy.

 

Twoim zdaniem zielono-biało-czerwoni są w stanie wywalczyć awans, pomimo nie najlepszego startu?

Śląsk będzie w czubie i to takim ścisłym. Czy to będzie bezpośredni awans? Ciężko mi na ten moment powiedzieć, ale sądzę, że będą to pierwsze cztery lokaty. Baraże to minimum. Oglądałem mecz z Wieczystą Kraków i ten ostatni ze Stalą Rzeszów. Gdyby Wojskowi przez całe spotkanie grali bez straty jednego piłkarza, to by je wygrali.

W ostatnich dniach dużo się mówi o zainteresowaniu WKS-u usługami Miłosza Kozaka. Co możesz powiedzieć o tym graczu? Mógłby wyleczyć problemy Śląska ze skrzydłowymi?

To piłkarz, który na poziomie I ligi ma wysokie umiejętności. Jeżeli dostanie wsparcie od sztabu i zawodników, to może dać kibicom dużo radości.

Jakiego meczu można spodziewać się w niedzielę?

Chciałbym, żeby przede wszystkim było to dobre widowisko z wieloma akcjami podbramkowymi. Mam nadzieję, że kibice, którzy zasiądą na stadionie, będą mogli delektować się tym spotkaniem, ale mam nadzieję, że to my będziemy się cieszyć po ostatnim gwizdku.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.