Ł. Gerstenstein: W tym roku marzenia się spełniły (WYWIAD)

29.06.2024 (18:00) | Marcin Polański

fot.: Paweł Kot

Łukasz Gerstenstein był jednym z objawień ostatniego sezonu w Ekstraklasie. Wypożyczony do Stali Mielec zawodnik wywalczył sobie miejsce w wyjściowym składzie, strzelił debiutanckiego gola w lidze, znajdował się w najlepszej 11 kolejki. Wydawało się, że może dołączyć do grona utalentowanych wychowanków Śląska, którzy będą rozwijać się poza Wrocławiem. Finalnie młodzieżowiec podpisał jednak nowy kontrakt z WKS-em i przygotowuje się z drużyną do nowego sezonu. Podczas zgrupowania w Austrii rozmawialiśmy m.in. o ostatnim sezonie, celach na przyszłość, współpracy z różnymi trenerami, losach wychowanków, czy przemianie Śląska. Zapraszamy do lektury.



 

W jednym z wcześniejszych wywiadów wspominałeś, że jesteś w trakcie robienia prawa jazdy. Udało się zdać?

Tak, udało się, za pierwszym razem na szczęście wszystko.

We Wrocławiu były egzaminy?

Nie, nie. Właśnie na początku się we Wrocławiu zapisałem, ale musiałem to anulować i finalnie w Mielcu zaliczałem. Wyszło korzystnie, nie tylko ze względu na pozytywny wynik, ale też finansowo lepiej.

Czyli jeden z celów na ten rok już zrealizowany!

Dokładnie, prawo jazdy jest.

A jakie kolejne? Liczysz na to, że tak jak w Stali będziesz tym pierwszym wyborem trenera i zaliczysz dużo minut?

Będę robił wszystko, żeby tak było, po prostu, żeby grać w każdym meczu. Po to każdy z nas trenuje, by później wybiegać na boisko, a nie siedzieć na ławce, czy trybunach. Do tego dążę i taki jest mój cel.

Aktualnie jesteśmy w Austrii. To jest twój pierwszy obóz ze Śląskiem, bo wtedy, gdy byłeś w pierwszej drużynie, to na zgrupowaniu cię nie było. Jakie wrażenia? Jak też byś porównał go do obozu ze Stalą? 

Zgadza się, ze Śląskiem na zgrupowaniu wtedy nie byłem. W porównaniu do tego ze Stalą, to myślę, że jest podobnie. Wtedy byliśmy w Hiszpanii, też 10 dni. Boiska, cała infrastruktura, jedzenie, zarówno tam i tutaj są dobre. Tak samo tam mocno trenowaliśmy, tutaj też tak jest, więc wszystko jest podobnie.

 

Trenujecie dużo, a jak zareagowałeś na informację, że zamiast tego drugiego, sobotniego sparingu będą dodatkowe treningi? Jakie były pierwsze myśli?

Wiadomo, że zawodnik zawsze chce grać i mecze są najfajniejszą częścią tych całych przygotowań, no ale to jest już sprawa trenerów, jak ustalają plan i nie ma co tego jakoś specjalnie analizować, tylko po prostu trzeba pracować.

Jak czujesz się w tym momencie przygotowań? Nogi są ciężkie, czy czujesz rezerwy?

Mam wrażenie, że każdy z nas odczuwa trudy tego okresu przygotowawczego, bo mamy mocne treningi cały czas. Trzeba pamiętać, że nasza praca nie zaczęła się tutaj, tylko wcześniej w Karpaczu. Także myślę, że każdy czuje już to w nogach.

Pomimo tego, spotkanie z CFR Cluj wyglądało dobrze. Udało się wygrać i nie stracić gola.

Myślę, że to jest na pewno dobry przeciwnik, dlatego też cieszymy się, że wygraliśmy. Zwyciężanie w sparingach też zawsze buduje drużynę i fajnie jest wygrywać je od początku, dlatego możemy być zadowoleni.

Jesteś zadowolony ze swojej gry?

Są jeszcze na pewno rezerwy i jestem przekonany, że pokażę się wkrótce na boisku z jeszcze lepszej strony. Wiadomo, że potrzeba chwili czasu, żeby się zaaklimatyzować, poznać wszystkich chłopaków, złapać automatyzmy i wspólny język na murawie.

W meczu w Brzegu Dolnym na boisku pojawiło się dwóch Gerstensteinów. To było jakieś takie specjalne przeżycie, dodatkowe emocje grać razem z bratem?

Wydaje mi się, że to był chyba pierwszy taki oficjalny mecz, gdzie razem graliśmy. Wcześniej jedynie gdzieś tam na szkolnym boisku się zdarzyło kopać ze znajomymi. To był super moment. Jako bracia się mocno wspieramy i to było też mega moment też dla niego.

Jak porównasz ten Śląsk, do którego wróciłeś po tym roku czasu, do tamtego, z którego wyjeżdżałeś?

Jest dużo nowych chłopaków. Na pewno widać wielką jakość w Aleksie Petkowie, Simeonie Petrowie, czy u Petera Pokornego. Dużo chłopaków, którzy byli wcześniej po prostu poszli do przodu, rozwinęli się jako piłkarze, na przykład Sami. Sporo chłopaków zostało, ale też dużo się pozmieniało, jest trochę nowych zawodników. Myślę, że wszystko na plus.

Wyjeżdżałeś ze Śląska, który bronił się przed spadkiem, wróciłeś do takiego, który gra w pucharach, bije się o najwyższe miejsca. WKS się rozwinął, ale podobnie jest chyba z tobą?

Oczywiście, dla mnie ten ruch z wypożyczeniem do Stali był naprawdę super. Przed sezonem nawet o takich rzeczach nie myślałem, że będę podstawowym tak naprawdę zawodnikiem w Ekstraklasie i myślę, że na pewno też super rok dla Śląska i super rok dla mnie.

Zastanawiałeś się czasem, co by było gdybyś nie poszedł na to wypożyczenie ze Stali?

Oczywiście, że zawsze jest w tyłu głowy takie pytanie: Co by było gdyby? Moim zdaniem trzeba jednak myśleć, że tak jak było, tak powinno być i nie patrzeć na takie rzeczy, nie rozmyślać niepotrzebnie.

Chyba powodów do żałowania tej decyzji żadnych mieć nie możesz – stałeś się podstawowym zawodnikiem w Ekstraklasie, odbierałeś nagrodę dla zawodnika kolejki czy mogłeś czytać o sobie artykuły, że jesteś objawieniem sezonu. Ten rok był wymarzony?

Rzeczywiście, marzenia się spełniły w tym roku. W 11 kolejki byłem chyba dwa razy, no i po prostu grałem w pierwszym składzie, strzeliłem pierwsze bramki w Ekstraklasie.

Trener Kiereś miał duży wpływ na twój rozwój?

Na pewno miał wpływ, bo każdy trener ma wpływ na zawodnika i będę mu za to wdzięczny, że na mnie postawił.

Jak byś go porównał z trenerem Magierą?

Uważam, że to zupełnie inni ludzie. Ciężko tak po prostu porównać, ale uważam, że po prostu inni ludzie, inni szkoleniowcy. Trener Magiera jest bardziej filozoficznym trenerem, takim podchodzącym inaczej do każdego zawodnika, indywidualnie, a trener Kiereś jest bardziej taki patrzący całościowo na drużynę.

To jak jesteśmy przy trenerach, to jeszcze zapytam o innego, z którym miałeś dużo do czynienia - o trenera Wołczka. Jak wspominasz współpracę?

Trenował mnie długo, od U-13 do drugiej ligi cały czas mnie prowadził, także byliśmy blisko przez długi czas i był dla mnie trochę jak tata. Na pewno ma teraz jakąś satysfakcję, że jestem w takim miejscu. Ja mu też dziękuję za te wszystkie lata. 

Spodziewałeś się, że wyląduje z ławki trenerskiej w gabinecie dyrektorskim?

Uważam, że właśnie on może do takiej pracy się nadawać tak samo dobrze jak do trenerki, bo wydaje mi się, że ma dobre umiejętności do właśnie do takiego wypatrywania  młodych zawodników, oceniania ich potencjału i potem dawania im możliwości rozwijania się.

Jesteś kolejnym przykładem po Alku Paluszku, czy Piotrku Samcu-Talarze, który był wypożyczony, że musiałeś zmienić środowisko, żeby dopiero po powrocie wejść mocniej do pierwszej drużyny. Czemu młodym zawodnikom tak trudno się przebić w Śląsku?

Trudno powiedzieć, bo to wszystko zależy od zawodnika i nie można powiedzieć, że to jest jedyna droga, że trzeba iść do innego klubu i po powrocie będzie dobrze. Równie dobrze, może ktoś młody od razu się przebić do pierwszego składu od razu. Tak akurat wyszło u mnie, tak wyszło u Alka, więc na pewno jest to jakaś opcja, bo można zebrać doświadczenie i po prostu może dostać większą szansę gdzieś indziej, tak jak było w moim przypadku, ale to nie jest jedyna droga.

Byłeś trochę zły, zawiedziony, że po tej minucie, po tym debiucie, potem więcej za tym nie poszło, że nie udało się wskoczyć na stałe do tej pierwszej drużyny?

Wiadomo, że zawsze chciałem jak najwięcej minut spędzać na boisku. Jak jeździłem z drużyną na mecze i siedziałem na ławce rezerwowych, to zawsze chciałem wejść na boisko, ale się nie udało. Trzeba pamiętać, że sytuacja była taka, że walczyliśmy o utrzymanie w każdym meczu. Takie były decyzje trenera i musiałem to uszanować.

Idąc na to wypożyczenie, rozmawiając z trenerem Magierą, myślałeś o tym, że po tym wygaśnięciu kontraktu rzeczywiście możesz wrócić? Niewiele osób się spodziewało, że to się tak potoczy. 

Uważałem, że to wypożyczanie to jest dla mnie szansą i odchodziłem, żeby tam się pokazać. Wiadomo, że jeśli uda się zagrać w lidze, pokazać na boisku, to po zakończeniu kontraktu można się spodziewać większego zainteresowania klubów i pojawia się więcej opcji wyboru. Jak pojawiła się oferta ze Śląska, to dla mnie była tak naprawdę jedna decyzja.

Pojawiały się plotki, że były też oferty zagraniczne. Jest w tym jakieś ziarno prawdy?

Tak, ale uważam, że na początku trzeba jakąś tam renomę sobie zrobić tutaj i dopiero potem spróbować wyjechać.

Podczas wypożyczenia byłeś w kontakcie z dyrektorem Baldą i Jackiem Magierą? Czułeś, że jesteś w orbicie zainteresowań Śląska?

Z dyrektorem Baldą to w sumie były jakieś tam telefony, ale takie raczej niekonkretne, dopiero właśnie pod koniec sezonu to nabrało rozpędu. Śląsk mocno zabiegał o mnie, był konkretny i tak wybrałem. 

W barwach Stali w meczu, który był we Wrocławiu, w którym ostatecznie nie zagrałeś, było serce trochę rozdarte?

Troszkę tak, no bo dziwnie tak we Wrocławiu grać przeciwko Śląskowi, choć nie wybiegłem na boisko. Grałem w Mielcu, wtedy wygraliśmy i było to takie trochę dziwne uczucie. 

To był dobry sezon w twoim wykonaniu w Stali, ale wiosną był taki okres, że straciłeś miejsce w wyjściowym składzie. Z czego to wynikało? Trener to jakoś argumentował?

To były po prostu decyzje trenera i nie mi to gdzieś tam analizować. Czułem się dobrze w sumie tak naprawdę przez cały sezon, nie czułem, że nie mam wtedy formy. Takie były decyzje, musiałem to uszanować, walczyłem o skład i pod koniec sezonu udało mi się go ponownie wywalczyć i już nie oddałem do końca.

Na jakiej pozycji czujesz się najlepiej – jako wahadłowy, czy na boku w czteroosobowym bloku obronnym?

Wiadomo, że teraz graliśmy w Stali z wahadłowymi, wcześniej też jak grałem w drugiej lidze to też raczej na wahadle. W tym ustawieniu mam automatyzmy i tam mi jest najłatwiej, ale myślę, że bok obrony też będzie dla mnie dobrą opcją i jak będzie trzeba, to na skrzydle tak samo.

Na co stać Śląsk w najbliższym sezonie? Często się mówi, że awans do europejskich pucharów to jest pocałunek śmierci, Śląsk też tego doświadczył przy poprzedniej w nich grze. 

Moim zdaniem przed sezonem każdy powinien mieć cel postawiony jako mistrzostwo Polski, bo po co grać, jak nie chcesz wygrywać? To powinien być nasz cel z tyłu głowy. Wiadomo, że sezon może się różnie potoczyć, ale myślę, że teraz tym bardziej jako wicemistrzowie, nie możemy nie stawiać sobie ambitnych celów.

Ważną postacią w drużynie jest zawsze kapitan. Kogo być widział w tej roli jako następcę Erika Exposito?

Trudno tak wskazać jednego zawodnika, bo jest naprawdę dużo liderów w tej drużynie. Myślę, że na pewno Rafał Leszczyński, na pewno Szwaniu, na pewno Nahuel. Myślę, że jest jeszcze kilku się znajdzie, których teraz nie wymienię, ale pewnie nie będzie to łatwa decyzja dla trenera.

Jesteś typem zawodnika, który mocno analizuje swoje występy i innych z tej samej pozycji? Na kimś się wzorujesz?

Tak, można powiedzieć, że jestem takim typem, że oglądam sporo meczów. Może nie, żeby bardzo analizować, ale po prostu oglądam te najciekawsze ligi tak regularnie, Ligę Mistrzów, czy teraz Euro. Jeśli chodzi o moją pozycję, to Trent Alexander-Arnold jest takim zawodnikiem, którego podpatruję, bo jest niesamowity. 

Jako wychowanek Śląska odczuwasz większą presję?
 
Presji na razie nie. Jeszcze nie grałem na naszym stadionie, więc też nie mogłem poczuć tej kibicowskiej aury, ale myślę, że to nie powinna być żadna presja, bo to jest super sprawa dla każdego młodego zawodnika. Dla każdego piłkarza z Akademii celem jest, żeby zaistnieć w pierwszej drużynie i moje marzenie zawsze takie było i fajnie, że teraz tu jestem. 

Innym zawodnikiem z Akademii, z którym teraz mieszkasz w pokoju na zgrupowaniu, jest Jakub Jezierski. Ta przyjaźń już trwa chyba długo, a nawet była sytuacja, że Kuba pojawił się w koszulce Stali z Twoim nazwiskiem na trybunach podczas meczu rezerw.

Poznaliśmy się na kadrach Dolnego Śląska i od tego momentu się trzymamy razem i cały czas się przyjaźnimy. Zawsze ten kontakt ze sobą mieliśmy bardzo dobry, właśnie nawet podczas tego mojego wyjazdu do Mielca. Koszulkę miał obiecaną, więc musiał dostać i właśnie słyszałem tę historię, że był w niej na Oporowskiej. Przeszliśmy razem drogę od młodzika do pierwszej drużyny Śląska. 

Gdy spotkamy się za rok, to w jakim wtedy chciałbyś być momencie?

Chciałbym być mistrzem Polski i zawodnikiem, który tak naprawdę rozwijał cały sezon. Ale jak będzie, no to zobaczymy.

Rozmawiał Marcin Polański, współpraca Marcin Sapuń
 


Parterami wyjazdu Śląsknetu do Austrii są firmy Uniwer-Trans i Acana
 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.