Magiera: Jestem zły na ilość kartek

30.10.2024 (01:20) | Jan Feliszek

fot.: Paweł Kot

Śląsk Wrocław rozbił Radomiaka Radom 3:0 i awansował do 1/8 Fortuna Pucharu Polski. Co do powiedzenia po tym spotkaniu miał szkoleniowiec wrocławian - Jacek Magiera? 



 

Bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, awansu i dobrej gry, to był nasz cel. Szczególnie, że udało nam się to wszystko połączyć. Uważam, że wygraliśmy zasłużenie z przekroju całego spotkania. Mecz przebiegał zgodnie z założeniami. Realizacja założeń była na wysokim poziomie. Fajnie, że Alek Paluszek zdobył dwa gole po stałych fragmentach gry, a Sebastian Musiolik dołożył trafienie zza pola karnego po dobrze założonym pressingu. Dla niego to chyba pierwsza taka bramka, a to napawa optymizmem. Zakończyliśmy okres, w trakcie którego zagraliśmy cztery mecze przez dziewięć dni i był to dobry czas dla Śląska. Cieszy również dzisiejsze czyste konto.

Czy założeniem było pozwolenie Radomiakowi utrzymywać się przy piłce, a samemu szukać swoich okazji na przykład ze stałych fragmentów gry?

Między innymi tak. Natomiast pierwsze minuty były pod naszą kontrolą. Potem kilka razy mieliśmy problem z wyprowadzeniem piłki i dlatego zaczęliśmy grać bardziej bezpośrednio. Wybijając piłkę na połowę przeciwnika i zbierając drugie piłki. Mogliśmy zachować więcej spokoju w rozegraniu. Natomiast wiemy, że jesteśmy na etapie budowy. Staraliśmy się szukać podań diagonalnych i to też robiliśmy. Dobry mecz Schwarza, Pokornego i Paluszka.

Jedyne, z czego jestem nie zadowolony, to z ilości żółtych kartek. To nie był mecz agresywny, my mieliśmy osiem, a rywale  pięć kartek. Na tym etapie myślę, że zbyt łatwo były one rozdawane. Do tego dwie dla nas na ławce. Nie rozumiem tego.

Trzecia bramka wpadła po wysokim pressingu, czy nie brakowało go w pierwszej połowie?

Trzeba wziąć pod uwagę wiele kwestii, na przykład predyspozycje naszych napastników. Sebastian Musiolik pod kątem przygotowania biegowego jest na znacznie innym poziomie niż Jakub Świerczok, który ma swoje atuty, jeśli chodzi o utrzymanie przy piłce. Natomiast rzeczywiście z Sebastianem w dwóch poprzednich meczach tych skoków presingowych było więcej niż dziś. Obaj są ważni, jak drużyna będzie gotowa pod kątem założeń, to planujemy, by w przyszłości grali razem na boisku.

Jak podsumuje pan występ Jakuba Świerczoka, czy jest pan z niego zadowolony?

Ja jestem z niego zadowolony, ale wiem, że on sam nie jest, bo nie strzelił gola. Nakłada na siebie dużą odpowiedzialność, że przyszedł tu by strzelać gole. Dziś zespół wygrał 3:0, jednak wiem, że zaraz przyjdzie mecz, w którym wygramy 1:0 po jego golu. Ja w niego wierzę i na niego liczę. Ma duży kredyt zaufania, bo wiem, że to świetny piłkarz. Po jego przejściach potrzebuje czasu, by to wszystko ruszyło.

Jak wyglądał proces wybierania wyjściowej jedenastki, czy zawodnicy, którzy ostatnio grali mniej, nie mogli dziś zacząć?

A dlaczego mieli, skoro grali mało. Tylko dlatego, żeby pograć? Jeśli chcemy się zaadaptować do gry na poziomie co trzy dni, to musimy podchodzić do tego profesjonalnie. Jeśli ktoś wywalczył sobie miejsce w składzie, to nie byłby zadowolony, jakbyśmy mu powiedzieli, że dziś popatrzy, jak koledzy grają. To ma być rywalizacja. Ci zawodnicy, którzy są poza składem, mają dawać sygnał na treningach. Zawodnicy, którzy weszli w ostatnich minutach, mają dawać do zrozumienia, że te minuty im się należą. Wykrystalizowała się taka grupa, której zmiana, byłaby nie fair dla piłkarzy, czy dla kibiców Śląska.

Z czego wynikała zmiana Łukasza Bejgera w przerwie? Z niezadowolenia, czy tylko z żółtej kartki?

Gdyby to wynikało tylko z żółtej kartki, to bym musiał zmienić pięciu piłkarzy. Nawet siebie bym musiał zmienić, bo też tak ową miałem. Łukasz zagrał na wahadle, a to nie jest jego nominalna pozycja. Zabrakło mi u niego pojedynku w defensywie i ochrony drugiego słupka, bo tam Radomiak stwarzał zagrożenia. Dlatego wszedł piłkarz, który w ostatnich tygodniach grał tam regularnie.

Jak wygląda sytuacja zdrowotna Tudora Baluty?

Powinien być już brany pod uwagę na meczu z Lubinem. Teraz piłkarze będą mieli dwa dni wolne, spotykamy się 1 listopada. Tudor wraz z zawodnikami, którzy mniej grali, odbędzie juto zajęcia indywidualne. Właśnie 1 listopada powinien już być z nami w treningu.

Czy był pan zły na to, że aż trzech zawodników z linii obrony obejrzało żółte kartki przed przerwą?

Pytałem w szatni, kto ma kartkę, bo sam się pogubiłem. Dostawaliśmy je co kilka minut i uważam, że wcale nie były one za brutalne faule. Myślę, że zbyt szybko sędzia reagował, a wiemy, że za dwie w Pucharze Polski się pauzuje. Mówiłem, że mamy uważać, ale miało to nie zmienić naszego sposobu grania, jeśli chodzi o intensywność i agresywność. Przestrzegałem, żebyśmy nie dali się sprowokować i byli opanowani.

Czy odetchnął pan z ulgą, bo to trzecie podejście w rozgrywkach Pucharu Polski i po dwóch porażkach w pierwszych meczach, dziś udało się wygrać?

Nie wiem, czy odetchnąłem z ulgą. Cieszę się, że awansowaliśmy. Dobrze pamiętam oba mecze. Dziś wygraliśmy, odbiliśmy się, czekamy na losowanie. Mamy swoje plany na te rozgrywki, chcemy wygrywać.

Jak oceni pan występ Buraka Ince, czy obronił się i pokazał, że warto na niego stawiać?

Zobaczymy, przeanalizuję ten mecz w drodze powrotnej. Mam przemyślenia na temat każdego zawodnika wchodzącego z ławki, ale tak jak wspomniałem, muszę to przeanalizować.

Z czego wynika Pana zaufanie do Sylwestra Jaspera?

Myślę, że to widać. Dobre prowadzenie piłki, szybkość i swoboda w poruszaniu się między liniami. Pracujemy nad spokojem pod bramką przeciwnika przy wykańczaniu akcji. Jest z nami dopiero miesiąc, trochę pracy jeszcze przed nim, ale jest w składzie, bo na to zasłużył.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.