Magiera: Potrzebujemy poprawy na każdej pozycji
27.09.2024 (13:40) | Bartosz Bryśfot.: Paweł Kot
Przed piłkarzami Śląska Wrocław kolejna szansa na przełamanie złej passy. W sobotnie popołudnie Trójkolorowi zagrają na wyjeździe z Motorem Lublin. Co na konferencji przedmeczowej powiedział Jacek Magiera - szkoleniowiec WKS-u?
Jak wygląda sytuacja kadrowa przed sobotnim meczem z Motorem Lublin?
Wszyscy są zdrowi.
To oznacza, że będziemy mogli zobaczyć Aleksa Petkowa, który ominął spotkanie z Lechem Poznań z powodu urazu?
Tak/ Aleks jest brany przeze mnie pod uwagę.
Jak wygląda na treningach Jakub Świerczok? Rozważa pan wystawienie w sobotę dwóch napastników od pierwszej minuty?
Kuba prezentuje się coraz lepiej. Myślę, że fragment meczu, który rozegrał w Poznaniu, napawa dużym optymizmem. Widać było u niego dużą chęć gry, umiejętne utrzymywanie się przy piłce czy pokazywanie się na pozycje. Nie jest on jednak jeszcze gotowy do rywalizacji na wysokiej intensywności przez 90 minut. Jest natomiast zawodnikiem, który z każdym dniem jest bliżej tego celu. Powiesiłem Kubie wysoko poprzeczkę, bo pamiętam go z meczów o dużą stawkę. Bardzo na niego liczę.
Na poprzedniej konferencji prasowej powiedział pan, że wszystkie formalności związane z zarejestrowaniem Adama Basse zmierzają ku końcowi. Czy coś w tej kwestii zmieniło się od poprzedniego tygodnia?
Jeszcze nie, bo wciąż trwają sprawy proceduralne, ale wszystkie dokumenty zostały złożone. Musimy jednak otwarcie sobie powiedzieć – Adam Basse nie będzie naszym podstawowym zawodnikiem od momentu, kiedy jego transfer zostanie potwierdzony. Widzę, że wszyscy na niego czekamy. Jest to bardzo młody piłkarz, dlatego nie wymagajmy od niego, żeby wszedł na boisko i pozamiatał ligę. Zwłaszcza, że nie rozegrał żadnego spotkania w seniorskiej piłce. Wprowadzanie tego gracza to długi proces – jest on melodią przyszłości. Adam ma trenować, ciężko pracować. Jeżeli nadarzy się odpowiednia okazja, to dostanie swoją szansę.
Łukasz Gerstenstein i Mateusz Bartolewski zagrali w zeszłym tygodniu w meczu rezerw. Widziałem, że wraz ze sztabem oglądał pan to spotkanie z trybun, dlatego chciałem zapytać, jak wygląda sytuacja tych zawodników. Są brani pod uwagę do wyjazdu do Lublina?
Kadra na mecz została już podana zawodnikom. Do Lublina pojedziemy w dwudziestoosobowym składzie. W sobotę o 12:00 przy Oporowskiej swój mecz rozegrają rezerwy i na pewno część z naszych zawodników w nim wystąpi. Celem dla nich będzie zebranie minut na boisku oraz przekonanie sztabu, że mogą zagrać na poziomie Ekstraklasy.
Po kontuzji do gry powrócił Piotr Samiec-Talar, jednak jego występ w Poznaniu stał na niskim poziomie. Ile może potrwać powrót tego zawodnika do optymalnej formy oraz czy jest on w stu procentach gotowy do rywalizacji po odniesionym urazie?
Nie wiem tego, ile będzie trwał jego powrót do pełnej dyspozycji. Trudno mi to ocenić. Piotrek oczywiście z nami trenuje, wystąpił w Poznaniu, ale nie zapominajmy, że był niedostępny przez miesiąc. To bardzo długi okres. Dodatkowo przez trzy tygodnie nie rozegraliśmy żadnego meczu, więc nie mogliśmy go sprawdzić na boisku. Jest do naszej dyspozycji i liczę na to, że jako jeden z najbardziej doświadczonych zawodników w obecnym Śląsku weźmie na siebie ciężar gry w Lublinie.
Po ostatnim meczu powiedział pan, że Junior Eyamba zagrał od pierwszej minuty, bo bardzo dobrze wyglądał na treningach. W trwającym tygodniu jego nastawienie uległo zmianie czy dalej prezentuje się tak samo?
Mamy bardzo dużo nowych zawodników w kadrze. Wiem, że ich liczba czasami powoduje trudności. Potrzebujemy czasu, aby każdego z nich dobrze poznać. Każdy z graczy jest inny. Junior dostał swoją szansę i każdy, kto oglądał mecz, może odpowiedzieć na pytanie, czy ją wykorzystał. Dla mnie to już historia. Nie patrzę na to, co było w Poznaniu, bo najważniejsze jest to, co będzie się działo w Lublinie. W naszym modelu pracy zawsze jest analiza pomeczowa, dyskusja w sztabie oraz mikrocykl treningowy, który przygotowuje piłkarzy do kolejnego meczu. Na jego podstawie podejmuję decyzje personalne. W tym miejscu nie powiem, czy któryś z graczy w stu procentach zagra, żeby nie ułatwiać zadania przeciwnikowi.
Powrót Aleksa Petkowa oznacza, że ma pan do dyspozycji czterech środkowych obrońców. To sprawia, że ponownie będziemy mogli ujrzeć ustawienie z trzema stoperami?
Chcemy być drużyną, która potrafi grać zarówno w ustawieniu z czterema obrońcami, trzema oraz pięcioma. Pracujemy nad tym, ale obecnie najważniejszy jest powrót do zwycięstw i odpowiedniej równowagi. Na podstawie wygranych można pewne aspekty wprowadzać do zespołu, bo wtedy jest to łatwiejsze. Wiem, że w sytuacji, kiedy ostatni mecz zakończył się porażką, istotna jest także prostota. Zbyt duża liczba zmian zaburza rytm oraz współpracę pomiędzy zawodnikami.
Dla mnie bardzo ważne są obecnie fundamenty. Mam na myśli dobrą aurę wokół graczy, odpowiednią energię i mentalność, która ma być na wysokim poziomie. Jeszcze niedawno – po rewanżu z Sankt Gallen – wszyscy chwalili zawodników i ich zaangażowanie. Musimy wrócić do tej waleczności, odwagi. Piłkarze muszą wziąć również na siebie odpowiedzialność, a nie jedynie mówić o swoich umiejętnościach. To są klucze do zwycięstw. Jeżeli takich zawodników będziemy mieć na boisku, to prawdopodobieństwo naszej wygranej znacząco rośnie.
Wspomniał pan o odpowiedzialności, o której mówił także po odejściu Nahuela. Czy po meczu z Lechem ma pan pierwsze wnioski na temat tego, kto może stać się jednym z liderów?
Nie. Po tym meczu nie ma żadnego zawodnika, który wykorzystałby szansę na pozycji Nahuela. Ta sprawa cały czas jest otwarta, lecz nie chciałbym czekać nie wiadomo jak długo, aby taki gracz się narodził. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że każdy ma inne tempo rozwoju, ale na boisku musimy widzieć odwagę. Piłkarz, który w sobotę wyjdzie na pozycję Nahuela, ma zagrać dla siebie, dla drużyny i przez długi czas nie oddać tego miejsca. Arnau Ortiz, Jakub Jezierski oraz Marcin Cebula mają walczyć, pokazać swoją determinację.
Jak zawodnicy zareagowali w tygodniu na kolejną porażkę? Wkradło się w ich poczynania lekkie rozczarowanie czy dalej jest to tylko sportowa złość?
Obecna sytuacja na pewno nas denerwuje i nie uciekniemy od tego. Patrząc na to, co się dzieje dookoła, doskonale wiemy, że ostatnie trzy mecze graliśmy z topowymi drużynami. Ponadto od 15 sierpnia nie występowaliśmy na własnym stadionie, co ma wpływ na morale zawodników. Zdaję sobie sprawę, że zajmujemy miejsce, które może wywoływać sporą nerwowość i obniżyć pewność piłkarzy.
Takie sytuacje jednak się zdarzają i musimy sobie z nią poradzić. Najważniejsze jest zaufanie do ludzi, z którymi pracujesz. Zawodnicy, którzy dłużej są w klubie, już je mają. Przyjemnie jest prowadzić drużynę, kiedy jest ona na szczycie, ale w sporcie nie da się być na nim cały czas.
Patrząc na drużynę Motoru, wydaje się, że powinien być to odpowiedni moment na przełamanie się. W następnej kolejce zagracie z Cracovią, która teoretycznie jest mocniejszym rywalem.
Na jakiej podstawie można tak powiedzieć?
Na podstawie przynajmniej aktualnego miejsca w tabeli.
Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Za długo jestem w sporcie, aby tak na to patrzeć. Podejdźmy do sobotniego meczu z dużą pokorą oraz spokojem. Oprócz tego, że my przygotujemy się do spotkania, jest także przeciwnik, któremu nie zabierajmy woli walki. W każdym starciu trzeba być odpowiedni zmotywowanym, aby wygrać. Niedawne pojedynki w Pucharze Polski pokazały, że drużyny z niższych lig potrafią pokonać zespoły z Ekstraklasy.
Od której formacji oczekuje pan największej poprawy?
Od każdej. Potrzebujemy dobrej organizacji gry obronnej, bo defensywą wygrywa się spotkania. Więcej oczekujemy też od zawodników ofensywnych. W Poznaniu stworzyliśmy sobie tylko jedną groźną sytuację, która powinna zakończyć się golem Kuby Jezierskiego. Na tym polu jest dużo przestrzeni do poprawy. Nie chcę mówić o poprzednich spotkaniach, ale w wielu z nich mieliśmy dużo okazji podbramkowych.
Z perspektywy czasu – oddanie Patricka Olsena było błędem w obecnej kryzysowej sytuacji?
Patrick Olsen przez praktycznie dwa miesiące był kontuzjowany. Dwa razy był bliski wybiegnięcia na murawę, ale odnowił mu się uraz. Patricka nie ma już z nami. Nie chcę poruszać tego tematu. Taka decyzja została już podjęta. Jesteśmy inną drużyną, która ma innych piłkarzy. Ta drużyna, która jest w budowie, ma wziąć się w garść i spełniać to, czego od niej oczekujemy.
W pana przypadku dominuje spokój czy może wkrada się frustracja związana z brakiem zwycięstw?
Nie odczuwam frustracji. Jestem spokojny. Obecna sytuacja nie wpływa na moją postawę, komunikację z dziennikarzami czy drużyną. Inaczej na nią patrzę. Wiem, jak długim procesem jest wprowadzanie nowych zawodników oraz wzajemnie poznanie się. Być może któryś z graczy obecnie się dziwi, nie rozumie moich decyzji, ale piłkarze z większym stażem w Śląsku patrzą na nie normalnie.
Biorę na siebie sprawy związane z medialnością. Ostatnio ukazał się artykuł, w którym wybierano trenera na moje miejsce. Cytowano również Davida Baldę, który powiedział, że razem przyszliśmy i razem odejdziemy. Ja mogę to potwierdzić – razem przyszliśmy i razem odejdziemy ze Śląska. Nie mam z Davidem żadnych tajemnic. Wiem, że dzwonili do niego menadżerowie, którzy oferowali potencjalnego nowego trenera. Idziemy jednak razem i to jest w tym najważniejsze.