Magiera: Spotkanie w ratuszu nie było wezwaniem mnie na dywanik
18.10.2024 (13:23) | Adam Mokrzyckifot.: Paweł Kot
Jacek Magiera wziął udział w przedmeczowej konferencji prasowej poprzedzającej arcyważny pojedynek jego zespołu z GKS-em Katowice w ramach 12. kolejki Ekstraklasy. Szkoleniowiec wrocławian ustosunkował się do wielu kwestii, które w ostatnich dniach paliły kibiców Trójkolorowych.
Czy miał pan ważną rozmowę z przedstawicielem klubu i jakie są jej efekty?
Każda rozmowa jest ważna, przynajmniej dla mnie. Mieliśmy spotkanie w ratuszu z prezydentem miasta. Było to spotkanie cykliczne, podczas którego rozmawialiśmy o strategii i o tym, jak klub ma funkcjonować w kolejnych miesiącach. Również podsumowaliśmy ostatni okres. Dyskutowaliśmy także o grze w europejskich pucharach i jak można poprawić funkcjonowanie klubu. Poruszyliśmy bieżące sprawy, czyli miejsce w tabeli, którego nie akceptujemy. Chcemy złapać serię zwycięstw, dzięki której wyjdziemy ze strefy spadkowej. Treningi w ostatnich tygodniach ku temu służyły. Mocno skupiliśmy się na sferze fizycznej i mentalnej. Uważam, że nasza wizyta w Lądku-Zdroju była konieczna, aby pomóc finansowo i dać rozrywkę ludziom, którzy ucierpieli w trakcie powodzi.
Jakie są wnioski ze spotkania z prezydentem miasta?
Najważniejsze jest, żeby zdobyć jak najwięcej punktów drużyną, którą aktualnie dysponujemy. Chcemy, żeby zimowe okienko transferowe było konkretne. Nie chcemy, aby wyglądało jak poprzednie. Liczy się tu i teraz, więc chcemy ściągnąć dwóch, trzech graczy, którzy wejdą do pierwszego zespołu, a nie kilkunastu, którzy będą melodią przyszłości. Chciałbym po raz trzeci wprowadzić Śląsk do europejskich pucharów. Taka jest idea mojego kontraktu, nie mówię, że ma być to w tym sezonie, bo zostałbym odebrany za szaleńca.
Puchar Polski też będzie szczególnie ważny w tym sezonie?
Jak najbardziej.
Jak wygląda sytuacja kadrowa?
Konrad Poprawa nie jest w kadrze i jego sprawa była już opisywania. Życzę mu wiele zdrowia. Marcin Cebula wypadnie na kilkanaście dni. Na każdym zawodniku inaczej goją się urazy. W czwartek biegał po boisku.
Jest pan rozczarowany Juniorem Florem Eyambą?
Przychodził jako zawodnik, który miał być pierwszoplanową postacią w linii ataku. Aktualnie znajduje się na czwartym miejscu w hierarchii napastników, dlatego znalazł się w zespole rezerw. W zimę nie możemy popełnić tego samego błędu.
Co się dzieje z Jakubem Jezierskim, że zaliczył taki regres?
Nie chcę go tłumaczyć, jest to młody chłopak. Miał świetną końcówkę poprzedniego sezonu. Bardzo dobrze wkomponował się w zespół. Jeśli chodzi o młodzieżowców, to dostał najwięcej szans w tym sezonie, ale nie do końca je wykorzystał. Chciałem odświeżyć kadrę i taka była moja decyzja. Niech to będzie dla niego element zawstydzenia, żeby wrócił do Ekstraklasy. Szanse dostali inni i od nich zależy, czy je wykorzystają.
Czy na spotkaniu z właścicielem zapadły jakieś konkretne decyzje?
W ratuszu nie zapadają, kto ma być w pierwszym, czy drugim zespole. To nie było wezwanie mnie na dywanik, tylko cykliczne spotkanie, których było mnóstwo w poprzednim sezonie. Nie mam zamiaru tłumaczyć, jakie były wszystkie okoliczności, bo złożyło się na nie wiele czynników. Moim zadaniem jest doprowadzić zawodników do mocnego nastawienia, aby w każdym meczu walczyć o pełną pulę.
Czy chodzi panu po głowie, żeby postawić na innych zawodników?
Chodzą mi po głowie różne pomysły. Buraka Ince nie było z nami przez kilkanaście dni, więc z nami nie trenował. Z drugiej strony łatwo się mówi i doradza, natomiast pracowaliśmy w grupie bez sześciu zawodników, którzy występowali w swoich reprezentacjach. Młodzi cały czas mają walczyć o swoje szanse. Rejczyk był kontuzjowany. Wcześniej grał i miał swój moment, ale musi ustabilizować formę. Kontuzja, która wyeliminowała go z gry, wybiła go z rytmu, ale obecne ma duże szanse, żeby pojechać do Katowic. Aleksander Paluszek również ma wielkie predyspozycje do tego, żeby zagrać w tym meczu.
Przerwa na reprezentacje to był moment, żeby dokręcić śrubę zawodnikom, którzy nie byli w optymalnej dyspozycji fizycznej?
Tudor był z nami w treningu i zagrał w Lądku-Zdroju. Świerczok miał lekki uraz, więc nie wystąpił, ale na tę chwilę jedzie do Katowic, bo odbywał z nami treningi. Cały czas na nich liczymy, bo wiemy, że potrafią grać w piłkę i mają dużą jakość. Jesteśmy w takim momencie, że musimy odbudować zawodników. Chciałbym być w sytuacji, żeby piłkarz był gotowy na tu i teraz, ale nie zamierzam nad tym płakać, tylko pracować.
Sylvester Jasper zrozumiał, że samą techniką nie zwojuje tej ligi?
Ortiz też się przywitał w ten sposób z ligą i był brutalnie faulowany. Baluta również zmierzył się z fizycznością polskiej ligi, szczególnie w Poznaniu. To nie powoduje, że ci zawodnicy mają pękać. Dajmy Jasperowi czas i nie skreślajmy go, bo takie rzeczy miały miejsce na konferencji po spotkaniu z Cracovią. W Lądku-Zdroju strzelił trzy gole i tam też był szarpany. Chcę pochwalić drużynę za to spotkanie. Najważniejsze jest teraz to, w jakim miejscu będziemy po maratonie meczowym.
Czy w Wołczku i Szaraburze upatruje pan zawodników, którzy pomogą pierwszej drużynie? Jaka jest ich sytuacja, jeśli chodzi o wyjazd do Katowic?
Każdego dobrze znam, bo kto przychodzi na mecze rezerw, to mnie widzi. Rozmawiam z tymi zawodnikami i chcę na bieżąco ich obserwować. Aleksander Wołczek był już z nami wcześniej, natomiast Szarabura jest nowicjuszem, ale zasłużył na tę szansę. Jehor Macenko był w podobnej sytuacji i wykorzystał tę sposobność. Od Szarabury zależy, czy też ją wykorzysta.
Jak wygląda mentalna sytuacja zespołu?
Prowadząc 2:0, nie chciałbym, żebyśmy zaczęli bronić wyniku, tylko dążyli do kolejnych bramek. Na tym chcemy budować swoją pewność siebie. Po straconym golu nasza dyspozycja się posypała. To też jest po coś i dało nam to dużo do myślenia. W pierwszych dnia po porażce z Cracovią miałem czas na przemyślenia, po których wprowadziłem nowe rzeczy w tryb funkcjonowania drużyny i liczę na efekty.
GKS ma bardzo dobry moment. Wiemy, że stadion w Katowicach pamięta legendy tego klubu. Moi piłkarze mają być gotowi na wyzwanie, które ich czeka. Cały czas pracujemy nad tym, żeby drużyna ufała w swoje umiejętności.
Czy w drużynie urodzili się nowi liderzy?
Trzeba otwarcie powiedzieć, że dużo zawodników z poprzedniego sezonu gra również w obecnych rozgrywkach. To są piłkarze, na których liczę i mają wziąć na siebie odpowiedzialność. Mamy dwóch doświadczonych, którzy mają dawać spokój drużynie i o tym ostatnio rozmawialiśmy. Zawodnik, który wybiega na murawę, ma mieć wsparcie z każdej strony.
Maraton meczowy jest dla pańskiej drużyny atutem, czy kłopotem?
To jest dla mnie fajne doświadczenie. W piłce i w życiu jest tak, że jeden miesiąc zmienia bardzo wiele. Wiemy, że te kilka meczów może nam pomóc wygrzebać się z sytuacji, w której jesteśmy. Podchodzę do tego z optymizmem.
Czy pański sztab zmodyfikował sposób swojej pracy?
Pracujemy według obranego planu, który również modyfikujemy. Czasami mikrocykle trzeba dostosować pod ilość dni przerwy między meczami. Trenujemy intensywnie i tak to ma wyglądać, a od piłkarzy wymagam profesjonalizmu.
Ilu ma pan pewniaków do wyjściowej jedenastki?
Są pewniacy do wyjścia w podstawowym składzie i zastanawiam się nad jedną pozycją.
Czy widzi pan cechy wspólne z sezonem 2021/22?
Są inne okoliczności, ale patrzymy na to i wyciągamy wnioski. To jest informacja zwrotna dla nas, że przez kilka sezonów trzeba się przygotować na granie w europejskich pucharach. Za nic w świecie bym nie oddał, że graliśmy w Europie i dalej chcemy do tego dążyć.
Jak Simeon Petrow się czuje po laniu od Irlandii Północnej?
Rzeczywiście, z jednej strony się ucieszyłem, że Aleks Petkow pauzował i wrócił do nas wcześniej. Dla ambitnego obrońcy nie jest to łatwe doświadczenie, ale trzeba się podnieść. Pamiętajmy o tym, że ostatnią rzeczą, którą wyrasta na drzewie, to są owoce, czyli optymizm. Pamiętajmy o tym.