Nahuel: Robiłem rzeczy, których nie powinienem (WYWIAD)

12.08.2022 (21:00) | Jan Micygiewicz
uploads/images/2022/7/slask_62c9c845d6c7c.jpg

fot.: slaskwroclaw.pl

Rzadko mamy w ekstraklasie do czynienia z zawodnikami o takim CV, jak Matías Nahuel. Villarreal, Betis, Barcelona B, Olympiakos i kilka klubów Segunda Division. Miał zostać wielką gwiazdą ligi hiszpańskiej, a w wieku 25 lat trafił do Wrocławia. Jaka historia stoi za nowym zawodnikiem Śląska? Zapraszamy na wywiad z urodzonym w Argentynie byłym reprezentantem hiszpańskich młodzieżówek!



 

Jak się czujesz we Wrocławiu, miałeś już okazję trochę poznać miasto?

Tak, miasto bardzo mi się podoba i każdego dnia krok po kroku poznaję nowe miejsca. Koledzy z drużyny często zabierają mnie do różnych restauracji i w miejsca turystyczne.

Za tobą już miesiąc treningów w Śląsku. Co możesz powiedzieć o drużynie?

Na początku miałem trochę wyzwań pozasportowych, jak to w nowym klubie, ale krok po kroku wdrażałem się do nowej drużyny. Teraz jestem już w stu procentach skupiony na piłce i myślę, że w treningu wyglądam już dużo lepiej niż na początku. Bardzo dobrze czuję się w zespole, mam kolegów z Hiszpanii i Portugalii. Trener także mówi po hiszpańsku i to bardzo mi pomaga. Po tym pierwszym miesiącu w klubie czuję się naprawdę świetnie.

Kiedy podpisałeś kontrakt ze Śląskiem wspominałeś, że najważniejsze było zaufanie, które okazał ci klub. Jaki pomysł przedstawił trener Djurdjević na wkomponowanie cię w zespół?

Po pierwsze potrzebowałem tego zaufania ze strony klubu, żeby rozwijać się jako piłkarz, wrócić na swój optymalny poziom i cieszyć się z gry. Wiem, że miałem bardzo ciężką kontuzję kolana, przez ostatni rok w Teneryfie w ogóle nie grałem. Teraz krok po kroku dostosowuje się do pomysłów trenera i łapię rytm meczowy.

Jak ci się współpracuje z trenerem?

Jego pomysł na grę jest prosty - zawsze chcemy iść po swoje, starać się dominować, nie okazywać strachu przed żadnym rywalem. Chcemy wygrać każdy kolejny mecz, niezależnie od przeciwnika. Przez pierwszy miesiąc nie udało nam się jeszcze wygrać dwa razy z rzędu, ale podoba mi się to jak pracujemy na treningach i myślę, że jeśli utrzymamy ten poziom, to zaczniemy seryjnie odnosić zwycięstwa.

Kontuzja zmieniła trochę twoje podejście do piłki?

To był bardzo ciężki rok. Wcześniej zaliczyłem udany sezon w Oviedo i miałem już dogadany transfer do klubu Primera Division. Ze względu na kontuzję do niego nie doszło. Ten uraz całkowicie zmienił moje plany i trochę się podłamałem. To był moment, w którym miałem wrócić do Primera, bardzo tego chciałem. Trudno mi było zaakceptować to, co się stało, to był bardzo duży cios. Zostawiłem to już jednak za sobą i jestem szczęśliwy, że znajduję się w tym miejscu.

Dlaczego zdecydowałeś się na ekstraklasę? Nie było chętnych klubów z Segunda Division albo innych krajów? W końcu przed kontuzją błyszczałeś w Oviedo.

To prawda, miałem oferty z klubów Segunda i także z innych lig zagranicznych. Były to jednak kierunki egzotyczne - Dubaj, Katar, Chiny. Nie miałem zamiaru wyjeżdżać do tych krajów. Wciąż jestem bardzo młody. Śląsk mi zaprezentował swój projekt, dyrektorzy i trener jasno przedstawili, co chcą osiągnąć w tym roku i dlatego zdecydowałem się podpisać tutaj kontrakt. Jak już wspominałem, potrzebowałem tego zaufania, które mi okazali. Wierzę, że przed nami naprawdę dobry sezon.

Hiszpańscy piłkarze podbijają teraz ekstraklasę. Ivi Lopez jest największą gwiazdą ligi, Davo to rewelacja tego sezonu, a Exposito od trzech lat należy do grona najlepszych napastników w lidze. To miało duży wpływ na twój wybór?

Tak, na pewno. Kiedy widzisz, że wielu Hiszpanów wyjeżdża do Polski, to zdajesz sobie sprawę, że coś naprawdę dobrego tworzy się w tej lidze. Dużo rozmawiałem z kolegami z Hiszpanii, którzy tu grają i wszyscy mówili mi pozytywne rzeczy. Z każdej strony dochodziły do mnie dobre sygnały i finalnie zdecydowałem się tu przyjść. Myślę, że podjąłem prawidłową decyzję. Teraz jestem w odpowiednim klubie i odpowiednim mieście, żeby rozwijać swoje umiejętności.

Z kim rozmawiałeś najwięcej przed transferem? Oprócz Hiszpanów, którzy grają w Śląsku, niedawno był tu także Israel Puerto, którego znasz z Villarrealu.

Kontaktowałem się z Israelem, Juanem Cámarą, Carlosem Julio Martínezem i wszystkimi chłopakami ze Śląska. Każdy z nich mówił mi to samo, że liga z każdym rokiem staje się coraz mocniejsza. Teraz mam okazję się o tym przekonać.

Czyli dla piłkarza Segunda Division to jest duża zachęta żeby zostać gwiazdą w takiej lidze jak ekstraklasa? Polskie kluby przecież rzadko kwalifikują się do europejskich pucharów.

Zdecydowanie tak, transfer do Śląska to dla mnie duże wyzwanie. Chcę czuć się ważny w drużynie i mieć poczucie, że ludzie zapamiętają mnie jako dobrego piłkarza. Mocno pracuję nad tym, żeby dojść do optymalnej formy i zacząć prezentować w meczach mój najwyższy poziom. Myślę, że już niedługo kibice się o tym przekonają.

Zagrałeś już w trzech meczach Śląska, jesteś zadowolony ze swoich występów?

Szczerze mówiąc, to niezbyt. Przez rok nie grałem w piłkę i jestem świadomy, że to jeszcze nie jest sto procent to, co potrafię. Forma wróci z każdą minutą spędzoną na murawie, każdym meczem i treningiem. Potrzebuję tylko złapać odpowiedni rytm.

Do drużyny dołączyłeś na zaledwie tydzień przed rozpoczęciem ligi. Nie miałeś więc zbyt dużo czasu, żeby się przystosować do nowych warunków.

Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Z Teneryfą doszliśmy aż do finału play-offów, które skończyły się w drugiej połowie czerwca. Pojechałem na wakacje i kiedy na nich przebywałem, to przyszła oferta ze Śląska. Od razu wróciłem z wakacji, na których byłem z rodziną i chciałem jak najszybciej dołączyć do drużyny. Kiedy wracasz po kontuzji i nie masz przerwy między sezonami, to odczuwasz to trochę mocniej. Wszystko nagle przyspieszyło i mój początek w Śląsku minął mi bardzo szybko. Teraz jestem już w pełni gotowy.

Ile powinno ci zająć dojście do pełni formy fizycznej, żeby zagrać przez 90 minut?

Ja już się czuję na siłach, żeby wyjść w pierwszym składzie i pomóc w drużynie. Oczywiście wszystko zależy jednak od trenera. On jest szefem, który tu zarządza i ma swoje pomysły. Do wszystkiego trzeba podejść na spokojnie ze względu na moją kontuzję i krótsze wakacje. Trener chce mnie wprowadzać powoli, ale mam nadzieję, że już niedługo będę miał okazję zagrać od początku.

Ekstraklasa cię czymś zaskoczyła? Jakie są twoje pierwsze wrażenia?

Liga mnie zaskoczyła, ale zdecydowanie na dobre. Spodziewałem się niskiego poziomu. Oglądając cztery mecze, które zagraliśmy, można to porównywać do ligi hiszpańskiej. Oczywiście tu gra się bardziej fizycznie, ale ja jestem zbudowany początkiem, który utwierdził mnie w tym, że podjąłem dobrą decyzję.

Czyli myślisz, mistrz Polski powalczyłby o awans do Primera División?

Moim zdaniem na pewno. Wielu ludzi uważa, że polska liga jest bardzo słaba, ale ja porównuję ją sobie do innych krajów, w których grałem w trakcie swojej kariery i myślę, że ekstraklasa ma dużo zalet. Macie spektakularne stadiony, zadbane murawy i świetnych kibiców. Poziomem piłkarskim także polska liga nie odstaje. W pierwszym meczu na wyjeździe niezwykle zaimponowali mi kibice, którzy przyjechali bardzo licznie i dopingowali nas cały mecz. To bardzo pomaga w walce na boisku i mam nadzieję, że cały sezon będziemy dostarczać fanom radość z naszej gry.

A dostrzegasz jakieś różnice w treningach pomiędzy Hiszpanią a Polską?

Tutaj godziny treningów są trochę nietypowe. W Hiszpanii byłem przyzwyczajony do treningów o 9:30 czy 10:00 rano. W Śląsku trenujemy o 11:00 albo 12:00, kiedy bywa bardzo gorąco. Trenujemy też po południu. Ale to nie jest aż takie ważne.

Czyli w Polsce teraz jest dla ciebie gorąco?

Tak, szczerze mówiąc - nienawidzę upałów (śmiech)! Myślę, że trafiłem do dobrego kraju, bo lubię, gdy jest trochę zimniej i będę mógł zapomnieć o treningach przy czterdziestu stopniach.

Jaka jest twoja ulubiona pozycja na boisku? Jak dotychczas grałeś na lewej stronie, ale może czujesz się trochę lepiej w środku pola?

Najbardziej lubię grać za napastnikiem, na “dziesiątce”. Tam mam największą wolność i mogę atakować z różnych sektorów boiska. Ale oczywiście dostosuję się i będę grał tam, gdzie będzie chciał trener. Jak na razie widzi mnie na lewym skrzydle i na tej pozycji też mogę stwarzać zagrożenie, które przyniesie korzyści zespołowi.

Porozmawiajmy trochę o twojej przeszłości. Dorastałeś w Rosario, w Argentynie. Nie miałeś łatwego dzieciństwa, wychowywałeś się w biednej dzielnicy. Miało to duży wpływ na to jak ukształtował się twój charakter?

Tak, zdecydowanie. Musiałem samemu stawiać czoła różnym trudnościom, które napotkałem na swojej drodze. W wieku 11 lat z pomocą rodziców wyjechałem do Hiszpanii i byłem daleko od rodziny. Oczywiście rodzice dalej mi pomagali, ale to nie to samo, bo nie było ich przy mnie. W Argentynie dorastałem z ludźmi, którzy dawali mi zły przykład. Ale nauczyłem się mówić “nie” i dzięki temu jestem teraz piłkarzem, a moi koledzy nie. Jestem z siebie dumny, bo sam sobie zapracowałem, żeby dojść do tego miejsca gdzie jestem.

Przyjechałeś do Hiszpanii mając 11 lat, ale do 16. roku życia nie mogłeś występować w oficjalnych meczach, ponieważ klub złamał przepisy FIFA.

To było bardzo trudne. Nie mogłem grać ze względu na problemy biurokratyczne. Nie miałem żadnej rodziny w Europie, dzięki której mógłbym otrzymać obywatelstwo. To było niemożliwe i około cztery lata nie grałem w meczach. Tak jak mówiłem wcześniej, samemu musiałem sobie radzić z problemami, co sprawiło że stałem się silny mentalnie. Teraz to doceniam, bo dzięki tym przeszkodom, które miałem na swojej drodze, dużo się nauczyłem.

W Villarrealu byłeś uważany za jeden z największych talentów w akademii, jak miałeś 14 lat to już zapraszano cię na treningi z pierwszą drużyną. Czułeś presję i oczekiwania, jakie wiązano z twoją karierą?

Być może trochę tak, byłem wtedy bardzo młody. Wszystko działo się ze zbyt dużym pośpiechem. Ja byłem sam w Villarrealu, a moi rodzice daleko w Argentynie. Potrzebowałem tego wsparcia rodziny. Jak jesteś młody, masz pieniądze i sławę, to myślisz, że jesteś już Bogiem, gubisz się i robisz rzeczy, których nie powinieneś. Nie skupiasz się w stu procentach na futbolu i zbaczasz z dobrej drogi. Myślę, że właśnie tak było w moim przypadku. Ale krok po kroku się uczyłem, dorastałem i dzięki temu teraz mam dwójkę dzieci i żonę, która mi bardzo pomaga. Mam 25 lat, jestem bardzo dojrzałym zawodnikiem i najlepsze momenty w karierze dopiero przede mną.

Jaką radę dałbyś teraz 17-letniemu Matiasowi, który wchodził do pierwszej drużyny Villarrealu?

Żeby skoncentrował się w stu procentach na treningach, bo ja tego nie robiłem. Robiłem rzeczy, których nie powinienem był robić, prowadziłem niesportowy tryb życia. Powinienem być profesjonalistą i zawsze skupiać się na piłce. Jak jesteś młody i błądzisz, to w końcu natrafisz na ścianę i będziesz miał okazję zacząć od nowa. Myślę, że teraz jest moment, gdy zapomniałem o przeszłości i zacząłem od zera. Chcę się rozwijać i stać się tym piłkarzem, na którego wszyscy myśleli, że wyrosnę, gdy zapowiadałem się na gwiazdę.

Jak wspominasz debiut w dorosłej drużynie Villarrealu? Do dziś jesteś jednym z najmłodszych zawodników w historii klubu.

Byłem bardzo zdenerwowany, bo zadebiutować w Primera Division w wieku 17 lat to trudna sprawa. Oczywiście czułem także ogromne szczęście, ponieważ marzyłem o tym od dziecka. To świetnie wspomnienia, bo to był mój czas, żeby świat się o mnie dowiedział. Zadebiutowałem pod wodzą trenera Marcelino, który zawsze mnie wspierał.

Marcelino był najważniejszym trenerem w twojej karierze?

Myślę, że tak, szczerze tak uważam. To był trener, który wyciągnął ze mnie wszystko - zarówno te dobre, jak i złe rzeczy. Kiedy trener to robi, daje ci zagrać w dorosłej drużynie w lidze hiszpańskiej, która jest najtrudniejsza na świecie, to wysyła ci jasny sygnał, że widzi w tobie coś wyjątkowego. Marcelino to trener, który miał największy wpływ na moją karierę.

Szybko opuściłeś Villarreal, bo już w wieku 19 lat odszedłeś na wypożyczenie do Betisu. Nie wolałeś jeszcze trochę poczekać, żeby przebić się w klubie, w którym się wychowywałeś?

Prawda jest taka, że to były nieprzemyślane decyzje. Nikt w klubie mi nie zakomunikował, że nie wiązali ze mną planów. To była moja decyzja o opuszczeniu klubu. Miałem także ofertę z niemieckiego klubu, który chciał mnie kupić. Wybrałem jednak wypożyczenie do Betisu, żeby pozostać w Hiszpanii.

Co to była za drużyna z Niemiec?

To była Borussia Mönchengladbach. Chcieli mnie wykupić, ale poszedłem do Betisu.

Żałujesz, że nie wybrałeś Borussii?

Tak jak mówiłem wcześniej, to są decyzje, które trudno jest podejmować, gdy nie masz przewodnika, rodziny, która by ci doradziła, żeby się na chwilę zatrzymać i wszystko dobrze przemyśleć. Myślę, że nie miałem tego wsparcia. Ale to był też mój błąd. Zdecydowałem, że idę do Betisu, choć teraz myślę, że lepiej było wyjechać za granicę. Ale to już przeszłość, nie chcę o tym dłużej myśleć. W tym momencie jestem w bardzo dobrym miejscu i na tym się skupiam.

W Betisie pracowałeś z Quique Setienem. Jakim on jest trenerem? Jak myślisz, czemu nie poszło mu w Barcelonie?

On ma styl bardzo pasujący do Barcelony, bo cały czas chce być przy piłce. Być może brakowało mu trochę doświadczenia, żeby poprowadzić tak wielki klub. Masz w szatni do czynienia z wielkimi gwiazdami o wielkim ego i trzeba być przygotowanym, żeby to udźwignąć. Wydaje mi się, że w tym aspekcie miał pewne braki. Ja wspominam go jako świetnego trenera, bo wierzył we mnie w Betisie i zawsze się za mną stawiał. Czułem, że miałem jego wsparcie.

Opowiedz trochę o twoim czasie spędzonym w Barcelonie. W końcu niewielu piłkarzy ma okazję trenować z takimi gwiazdami jak Messi, Suarez czy Iniesta. Jak to wspominasz?

Podobnie jak swój debiut, byłem bardzo podekscytowany i zestresowany. To są piłkarze, których wszyscy podziwiają w telewizji, a ja miałem okazję z nimi trenować. Na treningach z pierwszą drużyną byłem pięć czy sześć razy. Być obok nich na boisku, móc zagrać z nimi w dziadka i podpatrywać ich w trakcie gierki to znaczyło dla mnie bardzo dużo.

To był dla ciebie cenny czas pod kątem doświadczenia, które nabrałeś?

To było wspaniałe doświadczenie. Pięć i pół miesięcy, podczas których świetnie się czułem, dobrze grałem i trenowałem z pierwszą drużyną. Niestety spadliśmy do Segunda B (trzeci poziom rozgrywkowy - przyp. red.), a gdybyśmy się utrzymali w lidze, to Barcelona B by mnie wykupiła z Villarrealu. Tego wtedy chciałem, ale niestety się to nie wydarzyło. Do dzisiaj żałuję, bo to dla mnie najlepszy klub na świecie i niewielu zawodników ma okazję tam grać.

Wygrałeś także mistrzostwa Europy U-19 z reprezentacją Hiszpanii. W tamtej drużynie grali tacy piłkarze jak Rodri, Marco Asensio, Dani Ceballos czy Mikel Merino.

Mieliśmy tam genialną ekipę, to był naprawdę świetny rocznik w hiszpańskiej piłce. W tej grupie było mnóstwo pewności siebie i wielu piłkarzy, którzy grają teraz w najlepszych klubach na świecie. Trener dawał nam dużo swobody w trakcie meczu i pozwalał samodzielnie podejmować wiele decyzji. Naprawdę wierzył w każdego w nas. Wyrażał swoje opinie, ale na boisku to my decydowaliśmy. W ten sposób udało się wygrać mistrzostwo Europy.

Gol, którego strzeliłeś w finale przeciwko Rosji, to jak na razie najważniejszy gol w twoim życiu?

Tak, chyba tak. W końcu to był finał, wygraliśmy mistrzostwo Europy i to jedyny tytuł, który zdobyłem w karierze.

Mam nadzieję, że jeśli będziemy rozmawiać po zakończeniu sezonu, to najważniejszym golem w twojej karierze będzie już trafienie dla Śląska na wagę mistrzostwa Polski (śmiech)!

Haha, zgadzam się! Zobaczymy (śmiech).

Nie wahałeś się przyjąć powołania od reprezentacji Hiszpanii? W końcu urodziłeś się i wychowałeś w Argentynie.

Wahałem się, bo wtedy zacząłem grać w Villarrealu i powołanie przyszło już kilka miesięcy później. Poczekałem trochę, żeby zobaczyć, czy odezwie się też reprezentacja Argentyny, ale tak się nie wydarzyło. Jestem przywiązany do obu krajów, ale zdecydowałem się na grę dla Hiszpanii i myślę, że była to dobra decyzja.

Jakie jest twoje największe marzenie piłkarskie?

Największe marzenie? Wrócić do Villarrealu i znowu grać dla tego klubu. Mieć tę pewność siebie i pokazywać ją na boisku, cieszyć się grą. Jestem w idealnym momencie, dojrzałem, zapomniałem o przeszłości i skupiam się na tym co mnie czeka w Śląsku. Chcę, żeby wszystko potoczyło się jak najlepiej zarówno dla klubu, jak i dla mnie.

Kogo uważasz za najlepszego piłkarza, z którym grałeś?

To trudny wybór, bo miałem naprawdę wielu świetnych zawodników w swoich drużynach. W Villarrealu grałem z Bruno Soriano, kapitanem. W Betisie spotkałem się z Joaquínem, a w młodzieżowej reprezentacji z Marco Asensio, Danim Ceballosem i Rodrim. Mógłbym tak długo wymieniać, ale jakbym miał wybrać tylko jednego czy dwóch, to Soriano i Joaquín. Zawsze imponowali mi też jako kapitanowie i jako ludzie.

W Betisie rywalizowałeś z Joaquínem o miejsce w składzie i przez to nie grałeś tak często, jak byś chciał.

To prawda, ale nauczyłem się od niego naprawdę wiele. Mimo, że graliśmy na tej samej pozycji, to dużo mi pomagał na boisku. Przyszedłem do Betisu jako młody chłopak, a on akurat wrócił z Fiorentiny. Jest w Betisie wielkim idolem, bardzo go podziwiam. Nie grałem tyle ile bym chciał, ale była to ważna nauka.

Masz jakieś cele na ten sezon w Śląsku?

Z meczu na mecz grać coraz lepiej. Chcę zbierać jak najwięcej minut na boisku, grać w każdym spotkaniu, pomagać zespołowi, zdobywać punkty i być jak najwyżej w tabeli. Marzę oczywiście o zdobyciu mistrzostwa, każdy piłkarz marzy o tytułach.

A indywidualnie stawiasz przed sobą jakieś cele pod kątem liczby goli i asyst?

Wracam z kontuzji, spędziłem mnóstwo czasu poza boiskiem i najpierw chcę, żeby wróciła mi ta pewność siebie, którą miałem w Oviedo. Myślę, że w Śląsku szybko ją odzyskam. Wtedy będę mógł pokazać ludziom na co mnie stać na boisku.

Myślisz, że jako drużyna możecie powalczyć o miejsce w czołówce?

Mocno pracujemy, żeby to był dobry rok. Chcemy, żeby kibice cieszyli się naszą grą, bo wiem, że w ostatnim czasie różnie z tym było. Mogę im powiedzieć, żeby w nas uwierzyli, bo mamy naprawdę dobrą grupę zawodników. Postaramy osiągnąć jak najlepszy wynik, bo nasi kibice na to zasługują.

Na koniec chciałem cię spytać o atmosferę na stadionie we Wrocławiu. Podczas meczu z Widzewem było naprawdę głośno. Lubisz grać przy takim dopingu?

Tak, to było naprawdę świetne. W trakcie meczu często ich obserwowałem, bo bardzo lubię taką atmosferę. Uwielbiam grać przy takim dopingu i to ogromna zaleta, że kibice tak nas dopingują. Im więcej ludzi na stadionie, tym lepiej dla nas!

ZOBACZ też: ''Nie pamiętam tak abstrakcyjnego meczu'' (OPINIA EKSPERTA)

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.