Piasecki: Życzę Śląskowi jak najlepiej

04.11.2025 (14:00) | Jan Pindral

fot.: Miłosz Ślusarenko

Po przegranym przez Śląsk Wrocław wyjazdowym meczu z ŁKS-em Łódź 1:2 na temat spotkania i swojej zdobytej bramki wypowiedział się był gracz WKS-u, Fabian Piasecki.



 

Liczyłeś, odliczałeś gdzieś w kalendarzu, ile czasu minęło od ostatniej zdobytej bramki?

Na początku tak, przez pierwsze kilka kolejek gdzieś to miałem z tyłu głowy, odliczałem. Ale później starałem się o tym nie myśleć, odciąć się od tego. Cieszę się, że w końcu udało się przełamać, i to jeszcze przed końcem rundy. Ulga i ogromna radość.

Przełamanie przyszło w meczu ze Śląskiem Wrocław. Przypadek? Czy może dodatkowa motywacja - zwłaszcza że wyszedłeś w podstawowym składzie?

Myślę, że w życiu nie ma przypadków. Cały tydzień ciężko pracowaliśmy, żeby przygotować się do tego meczu. Ja też po raz pierwszy od dłuższego czasu przystąpiłem do treningów bez żadnych dolegliwości czy bólu, więc mogłem w pełni skupić się na grze. No i muszę podziękować chłopakom - wypracowali mi kilka świetnych sytuacji, a jedną z nich udało się w końcu zamienić na bramkę.

Wydawało się, że potrzebowaliście, żeby ten mecz się trochę otworzył, może przez tę przerwę na dym, bo w pierwszej połowie mimo przewagi sytuacji było mało. Śląsk nawet pierwszy trafił. Potrzebowaliście może takiego impulsu?

Myślę, że mimo straconego gola mieliśmy ten mecz pod kontrolą. W zespole było widać pewność siebie i spokój - wiedzieliśmy, co chcemy grać. Może rzeczywiście ta bramka dla Śląska trochę nas pobudziła i dała dodatkowego kopa. Szybko odpowiedzieliśmy dwoma trafieniami i szkoda tylko, że wcześniej nie udało się wykorzystać kilku sytuacji. Patrząc z szerszej perspektywy, kontrolowaliśmy przebieg spotkania. Nawet te groźniejsze momenty Śląska to były raczej przypadkowe strzały z dystansu. My mieliśmy konkretny plan, nasze akcje dobrze się zazębiały, często wchodziliśmy w pole karne i tworzyliśmy zagrożenie. To była kwestia czasu, aż coś wpadnie.

Wspomniałeś wcześniej, że nie ma przypadków, więc ten gol przeciwko Śląskowi też musiał mieć swoje znaczenie. Tym bardziej że twoje relacje z tym klubem nie zawsze były najlepsze po odejściu. Daje ci to taką podwójną satysfakcję?

Faktycznie, różnie to wyglądało przy moim odejściu, bardziej chodziło o relacje z kibicami niż z klubem samym w sobie. Ale to już przeszłość. Nie mam do nikogo żalu, życzę Śląskowi jak najlepiej. Cieszę się po prostu, że udało się przełamać, a jeśli już to robić, to najlepiej właśnie przeciwko byłemu klubowi. Takie rzeczy w piłce się zdarzają.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.