Plusy i minusy po meczach z GKS-em i Stalą
24.10.2024 (18:00) | Jan Feliszekfot.: Dawid Kokolski
W minioną niedzielę Śląsk Wrocław rozpoczął maraton meczowy, jakim niewątpliwie jest rozegranie pięciu spotkań w 16 dni. Dwa z nich już się odbyły. Wrocławianie bezbramkowo zremisowali z GKS-em Katowice i odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie ze Stalą Mielec (2:1). Jakie są plusy i minusy po tych starciach?

Piękniejsze strony Śląska.
Powyższy podtytuł będzie miał znaczenie z niżej umieszczonymi minusami po tych dwóch meczach, bo jak wiemy zarówno z Gieksą, jak i Stalą oglądaliśmy dwie twarze WKS-u. W Katowicach ta przyjemniejsza dla oka zdecydowanie w drugiej połowie. Śmiało można powiedzieć, że za występ po przerwie Wojskowi zasłużyli na coś więcej niż tylko remis, ale nie od dziś wiadomo, że mecz składa się z dwóch połów. Niewątpliwie przed spotkaniem z zespołem z Mielca wrocławianie odrobili część lekcji i całkowicie zdominowali mielczan od pierwszego gwizdka sędziego. Goście starali się dochodzić do głosu po straconej bramce, ale nie pozwolił na to Sebastian Musiolik, który strzelił gola do szatni na 2:0. Jakby złożyć pierwszą odsłonę meczu ze Stalą i drugą z GKS-em w całość, to można by było rzec, że był to idealny występ w wykonaniu Trójkolorowych.
Na zero z tyłu w Katowicach.
Największym plusem po niedzielnym wyjeździe na Śląsk niewątpliwie jest zachowanie czystego konta przez podopiecznych Jacka Magiery. Na taki moment kibice we Wrocławiu czekali od 11 sierpnia i bezbramkowego remisu w Łodzi. Jednym z czynników tego sukcesu, była osoba Aleksandra Paluszka. Obrońca Trójkolorowych wskoczył pierwszy raz w tym sezonie do wyjściowej jedenastki właśnie na mecz w Katowicach i zagrał tak solidne zawody, że pozostał w niej na kolejne spotkanie ze Stalą Mielec. Co więcej, po występie z mieleckim zespołem, również nie powinien opuszczać podstawowego składu. Stoper mimo niewielkiej liczby rozegranych minut emanował pewnością siebie i wprowadził duży zastrzyk spokoju w szeregi defensywy wrocławian.
Świetny występ Musiolika przypieczętowany dubletem.
Upragnione zwycięstwo Śląska nad Stalą przyszło dzięki równie wyczekiwanym bramkom napastnika, a konkretnie Sebastiana Musiolika. Snajper Trójkolorowych przypieczętował pierwsze trzy oczka dla zespołu z Wrocławia, strzelając dwa zwycięskie gole. Dla samego zainteresowanego to pierwszy dublet od 9 marca 2019 roku. Wtedy jeszcze w barwach Rakowa Częstochowa w pierwszej lidze zdobył dwa trafienia przeciwko GKS-owi Katowice. Oprócz zdobyczy bramkowych rozegrał bardzo dobre zawody. Często wygrywał liczne pojedynki z obrońcami Stali, co prowadziło do zagrożeń pod bramką mielczan. Pozostaje wierzyć, że wrocławska dziewiątka odblokowała się na dobre, a każdy kolejny występ będzie przynosił następne liczby.

Brzydsze twarze Śląska.
Było już o złączeniu połów bardzo dobrych czas powiedzieć o tych zdecydowanie gorszych odsłonach w wykonaniu wrocławian. Pierwsza w Katowicach całkowicie nijaka, bez pomysłu z brakiem większego zaangażowania. Pozostało się cieszyć, że żadna z ofensywnych akcji GKS-u nie skończyła się bramką. W środowy wieczór całkowicie na odwrót, bo brzydszą twarz Śląska zobaczyliśmy po przerwie. Nie był to tak zły występ, jak ten z wyżej wspomnianej połowy na Śląsku, ale również pozostawiał wiele do życzenia. Co prawda rywale nie stwarzali wielu sytuacji, jednak i tak było nerwowo, bo koniec końców piłka po strzale Wolsztyńskiego znalazła drogę do bramki i do ostatniego gwizdka Karola Arysa trzeba było drżeć o wynik. Bardziej chodzi o poziom, a właściwie jego spadek po bardzo pozytywnej grze przed zejściem do szatni. To pokazuje, że mimo zdobytych punktów brakuje jeszcze równowagi, która będzie bardzo potrzebna w najbliższych tygodniach.
Kontuzje, kontuzje i jeszcze raz kontuzje.
Kiedy wydawało się, że ilość zawodników w kadrze Śląska zaczyna nabierać „koloru”, przyszedł mecz ze Stalą. W tym starciu po urazie do gry w drugiej połowie wrócił Marcin Cebula, który nie dokończył tych zawodów, bo pojawił się kolejny problem zdrowotny. Były zawodnik Rakowa zmienił bardzo dobrze wyglądającego w środowy wieczór Tudora Balutę. Właśnie Rumun w przerwie poprosił o zmianę zgłaszając uraz. Na domiar złego z grymasem bólu spotkanie dokończył Simeon Petrow, który również był bardzo ważną postacią dla wrocławian w dwóch ostatnich meczach. Pozostaje wierzyć, że urazy nie będą na tyle poważne, by zawodników czekała dłuższa przerwa, a jeśli by tak było, to że Jacek Magiera znajdzie zastępstwo dla tych piłkarzy.

Kto wygrał mecz?
Niewątpliwie za wydarzenie uchodzi długo wyczekiwane i upragnione zwycięstwo. Wrocławscy kibice na okrzyk radości po ligowym tryumfie czekali 151 dni. Wiadome jest to, że styl pozostawia jeszcze sporo do życzenia, ale widać już powoli narastające światełko w tunelu. Ważne, żeby te trzy oczka okazały się bodźcem do dalszego punktowania i jak najszybszego wygrzebania się, z dalej niełatwej sytuacji w Ekstraklasowej tabeli. W niedalekiej przyszłości środowe zwycięstwo może okazać się punktem zwrotnym tego sezonu i pozostaje wierzyć, że faktycznie tak będzie.