Plusy i minusy po meczach z Lechią i Zniczem

06.10.2025 (16:00) | Jan Feliszek

fot.: Paweł Kot

Wrocławianie awansowali do kolejnej rundy Pucharu Polski, pokonując Lechię Tomaszów Mazowiecki 2:1, a kilka dni później przegrali ligowe starcie ze Zniczem Pruszków (1:2). Jakie są plusy i minusy po tych spotkaniach?



 

Dobre wejście w mecz pucharowy.

Śląsk bardzo dobrze rozpoczął starcie z trzecioligowcem i po niespełna 10. minutach gry wrocławianie prowadzili już 2:0. Co więcej, pierwsze trafienie padło po strzale z rzutu karnego, który został podyktowany przed upływem pierwszych 60. sekund tego spotkania. Chęć szybkiego przypieczętowania awansu i początkowa realizacja tego planu, są warte wyróżnienia. To kolejny raz, gdy wrocławianie odważnie wchodzą w mecz. Trzeba jednak pamiętać i zaznaczyć, że pucharowy rywal gra dwie klasy niżej od podopiecznych Ante Simundzy.


Próba reakcji po zmianie stron i ratujący skórę Szromnik.

Po meczu w Pruszkowie trudno o jakiekolwiek plusy. Niemniej jednak warto docenić szybko strzelonego gola po przerwie, który otwierał jeszcze szansę na walkę o zdobycz punktową, ale tak się jednak nie stało, do czego przejdziemy później. Nie można przejść obojętnie obok kolejnego dobrego występu Michała Szromnika. Były kapitan WKS-u od początku sezonu nie zawodzi, a w starciu ze Zniczem jego postawa uchroniła wrocławian przed prawdziwym blamażem. Golkiper Śląska to jedyny zawodnik, którego w ostatnim czasie można wyróżniać regularnie.

Lekkomyślność i krok od katastrofy.

Śląsk, w ostatecznym rozrachunku, w meczu z Lechią Tomaszów Mazowiecki, miał więcej szczęścia niż rozumu. Temu szczęściu pomogła dobra postawa debiutującego w bramce Trójkolorowych Bartłomieja Głogowskiego. Jednak sam fakt dopuszczenia do nerwowej końcówki w starciu z trzecioligowcem jest frustrujący. Do tego czerwona karta za całkowicie bezmyślne zagranie Jehora Macenki, który mając na swoim koncie już jeden żółty kartonik, postanowił zakończyć akcję jak Diego Maradona w ćwierćfinale mundialu w 1986 roku. W przypadku Ukraińca nie dość, że nie było trafienia, to jeszcze wyleciał z boiska, czym naraził swój zespół na ponad 50 minut bronienia się przed utratą bramki wyrównującej.

Całkowity brak pomysłu na grę.

Wrocławianie w Pruszkowie nie mieli argumentów, które mogły zaskoczyć gospodarzy. Raz udało się to zrobić po strzale z dystansu, ale miało to miejsce przy wcześniejszym prowadzeniu Znicza 2:0 i nie udało się już tego powtórzyć. Rywale natomiast bezlitośnie wykorzystywali błędy WKS-u i gdyby nie wyżej wspomniana postawa Michała Szromnika, to mogliby odnieść zwycięstwo wyższych rozmiarów. Niepokoi fakt, że Śląsk całkowicie nie „dojechał” na mecz z ostatnią drużyną w tabeli i nie potrafił pokazać, że jest zespołem walczącym o powrót do elity.

Jak już się udawało, to i tak brakowało.

W końcówce meczu ze Zniczem udało się stworzyć kilka zagrożeń bramkowych. Jednak finalizacja pozostawia wiele do życzenia. Najbardziej na myśl nasuwa się okazja Miłosza Kozaka, który wydawać by się mogło, że w sytuacji, której nie dało się zmarnować, nie trafił nawet w światło bramki. Potem jeszcze kilka razy kotłowało się w szesnastce rywali, ale i to nie przyniosło upragnionego gola wyrównującego. Brak skuteczności znów wraca do naszych minusów, kolejne punkty stracone na własne życzenie.

Czy da się jeszcze coś zrobić z defensywą?

Pomijając ostatni mecz ligowy, Śląsk punktuje, okupuje miejsca w czołówce I ligi i awansował do kolejnej rundy Pucharu Polski. Jednak defensywa wrocławian jest dziurawa jak ser szwajcarski. W tym roku kalendarzowym Trójkolorowi tylko dwukrotnie zachowywali czyste konto. W lutym z Widzewem (3:0) i kilka tygodni temu z Puszczą (2:0). Z wyjątkiem tych dwóch spotkań, podopieczni słoweńskiego szkoleniowca tracili bramkę w każdym meczu o stawkę. Biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno Wojskowych charakteryzowała solidna gra w obronie, to jasno trzeba przyznać, że brak żelaznej linii defensywnej może przyprawiać o ból głowy.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.