Plusy i minusy po meczu z ŁKS-em

04.11.2025 (16:00) | Jan Feliszek

fot.: Miłosz Ślusarenko

Wrocławianie przerwali serię zwycięstw, przegrywając w Łodzi 1:2. Jakie są plusy i minusy po tym meczu?



 

Plusów brak…

Po takim meczu nie da się znaleźć plusów. Pierwszą bramkę w barwach WKS-u zdobył Miłosz Kozak, ale cały jego występ pozostawia wiele do życzenia. Nie najgorszy mecz rozgrywał Michał Rosiak, ale potem stał się jednym z antybohaterów, bo sprokurował jedenastkę. Tak więc nawet gdybyśmy chcieli znaleźć jakieś pozytywy, to na dobrą sprawę ich po prostu nie ma.

Brak klarownych sytuacji…

Śląsk przez całe spotkanie rozegrał jedną kombinacyjną akcję, która zakończyła się poważniejszym zagrożeniem. Mowa o zagraniu Miłosza Kozaka za plecy obrońców i strzale Michała Rosiaka prosto w poprzeczkę. Jak się później okazało, to była jedyna tak dogodna sytuacja z gry, w której wrocławianie stworzyli potencjalne zagrożenie. Trójkolorowi w poniedziałkowy wieczór nie mieli praktycznie żadnych atutów ofensywnych, co prawda jeszcze dwukrotnie obijali obramowanie bramki gospodarzy, ale za każdym razem było w tym sporo przypadku i zasługi obrońców rywali. Z taką grą punktów z wyjazdów się nie przywozi.

Czyste konto – można pomarzyć…

O tym, że to kolejne spotkanie bez czystego konta wie każdy. Najbardziej dobijający jest fakt, że w grze defensywnej Śląska brakuje jakiejkolwiek systematyczności. Wrocławianie w całym roku kalendarzowym tylko dwukrotnie w ligowych potyczkach zagrali na „zero z tyłu”. Pierwszy raz miał miejsce 15 lutego, gdy wygrali 3:0 z Widzewem Łódź, a po raz drugi stało się to 13 września. Wtedy drogi do bramki nie znalazła drużyna Puszczy Niepołomice. Ta sytuacja jest alarmująca, a na dodatek do końca grania w bieżącym roku zostało już tylko pięć spotkań.

Fatalne zarządzanie meczem.

Do momentu strzelenia gola przez piłkarzy WKS-u, spotkanie było słabe i nudne. Jego przebieg sugerował, że o potencjalnym zwycięzcy zdecyduje właśnie jedno trafienie. Tak się jednak nie stało, bo wrocławianie w niespełna sześć minut pozwolili ŁKS-owi całkowicie odwrócić losy spotkania. Pisaliśmy, że nie wygrywa się spotkań, tak grając w delegacji, ale tym bardziej nie można myśleć o komplecie punktów na stadionie rywala, jeśli zarządza się meczem w taki sposób.


Czas się obudzić…

Wrocławianie odnieśli swoją czwartą wyjazdową porażkę w tym sezonie I ligi. Nie od dziś wiadomo, że Trójkolorowi zdecydowanie lepiej grają przed własną publicznością niż w delegacji, ale zaledwie siedem oczek w siedmiu spotkaniach zdobytych na stadionach rywali nie napawa optymizmem. Tak słabe punktowanie może przełożyć się na brak bezpośredniego awansu do elity, a jak wszyscy wiemy, to jest głównym celem podopiecznych Ante Simundzy.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.