Plusy i minusy po meczu z Odrą
18.08.2025 (21:00) | Jan Feliszekfot.: Mateusz Porzucek
Wrocławianie po słabych 90. minutach i szalonym doliczonym czasie gry zremisowali 1:1 w meczu 5. kolejki I ligi z Odrą Opole. Jakie są plusy i minusy po niedzielnym starciu?

Kluczowa reakcja
Niedzielne spotkanie Śląska z Odrą nie stało na najwyższym poziomie, dlatego też ciężko o nadmierną liczbę plusów po tym meczu. Jedynym, obok którego nie wypada przejść obojętnie, jest reakcja po straconym golu. Wojskowi przyzwyczaili nas do tego, że tracą bramki w doliczonym czasie gry, ale rzadko kiedy potrafili na nie odpowiedzieć. W ostatnim starciu ta sztuka im się udała, a co więcej dała bardzo cenny punkt, szczególnie biorąc pod uwagę przebieg wydarzeń meczowych.
Ponowny impuls z ławki
W drugim mecz z rzędu zawodnicy wchodzący na murawę z ławki rezerwowych, notują przy swoich nazwiskach liczby. W starciu z Miedzią asystę na swoim koncie zapisał Yriarte, a ważne trafienie dołożył Ortiz. W niedzielę Hiszpan wykonał ostatnie podanie, a na listę strzelców wpisał się rezerwowy napastnik – Damian Warchoł. Warto też odnotować, że ponownie zaangażowany w akcję bramkową był Miłosz Kozak. Ważne dla dalszych losów tego sezonu, że zmiennicy zaczynają znacząco się przyczyniać do końcowych wyników meczów.

Brak konkretów
Na konferencji pomeczowej Ante Simundza zaznaczał, że do momentu otrzymania czerwonej kartki przez Przemysława Banaszaka, Śląsk był lepszym zespołem. Faktycznie, jeśli chodzi o utrzymywanie się z piłką w okolicach szesnastki rywala, to tak było, ale zdecydowanie brakowało konkretnych zagrożeń bramkowych. Wrocławianie nie potrafili przełożyć swojej optycznej przewagi, na klarowne sytuacje do strzelenia goli. Ten obrazek Wojskowym towarzyszy przede wszystkim w starciach wyjazdowych, bo podobne odczucia można było mieć po meczu ze Stalą Rzeszów.
Znów w końcówce, ponownie bez czystego konta
To już drugi raz w tym sezonie i kolejny w ostatnim półroczu, kiedy wrocławianie tracą gola w końcówce meczu. Tym razem jednak udało się na niego odpowiedzieć, ale to nie zmienia faktu, że po 5 kolejkach defensywa Śląska nie ma jeszcze żadnego czystego konta. Trójkolorowi ostatni raz na „zero z tyłu” zagrali 15 lutego, kiedy to pokonali 3:0 Widzew Łódź. W niedzielne popołudnie wydawać się mogło, że wreszcie uda się nie stracić gola, ale ponownie zabrakło koncentracji w doliczonym czasie gry. Chcąc jak najszybciej wrócić do Ekstraklasy, Wojskowi zdecydowanie będą musieli popracować nad tym aspektem gry.

Dwa kluczowe momenty
Za wydarzenie, a właściwie wydarzenia tego meczu, trzeba przyjąć dwa kluczowe momenty dla jego losów. Pierwszym niewątpliwie będzie niewykorzystana jedenastka przez Serafina Szotę. Źle wykonany rzut karny spowodował, że wrocławianie nie złapali potrzebnego oddechu już na starcie tej rywalizacji, a ich gra nie mogła znacząco się uspokoić. Niewątpliwie miało to duży wpływ dla przebiegu niedzielnego starcia.
Drugim momentem jest kontrowersyjna czerwona kartka dla Przemysława Banaszaka. Napastnik Śląska, składając się do strzału, zamiast w piłkę trafił w głowę rywala, a sędzia natychmiastowo postanowił wyciągnąć czerwony kartonik. Niewątpliwie decyzja o wykluczeniu napastnika miała duży wpływ na końcową fazę niedzielnego starcia, bo uniemożliwiła podjęcie większego ryzyka przez piłkarzy WKS-u. Szkoleniowiec wrocławian, nie chciał oceniać tej decyzji i podkreślił, że trzeba ją zaakceptować.
To nie jest moją rolą, by oceniać pracę sędziów. Sędzia pokazał czerwoną kartkę i musimy to zaakceptować – tego już nie zmienimy.
- Ante Simundza na konferencji po meczu Odra Opole - Śląsk Wrocław (1:1).