Plusy i minusy po meczu z Pogonią
23.11.2025 (16:00) | Jan Feliszekfot.: Marcin Folmer
Wrocławianie na własne życzenie zremisowali w starciu z wiceliderem tabeli, tracąc bramkę w doliczonym czasie gry. Jakie są plusy i minusy po ostatnim meczu pierwszej rundy rozgrywek?
Dobry początek i niezła końcówka pierwszej połowy.
Wynik do przerwy był lepszy od gry Wojskowych. Podopieczni Ante Simundzy bardzo dobrze weszli w to spotkanie i już w 3. minucie wyszli na prowadzenie. Później ich gra niestety zdecydowanie nie poszła w parze z wynikiem i rywale szybko zdołali odpowiedzieć. Kiedy wydawało się, że to beniaminek I ligi ponownie znajdzie drogę do bramki, to Trójkolorowi wykorzystali „swój moment” i to oni cieszyli się z drugiego gola w tym spotkaniu. Skuteczne otwarcie i solidne zamknięcie pierwszej odsłony piątkowej rywalizacji w pełni wystarczyło do tego, by schodzić na przerwę, prowadząc i to w tym wszystkim było najważniejsze. Niemniej jednak gra Śląska pozostawiała wiele do życzenia.
Nic nieznaczącą kontrola.
W drugiej połowie gra Śląska wyglądała już zdecydowanie lepiej. Jak się później okazało, na niewiele się to zdało, ale przyjezdni całkowicie przejęli kontrolę nad przebiegiem meczu. Długie utrzymywanie się przy piłce i skuteczny pressing powodowały, że Wojskowi często tworzyli zagrożenia, ale nie potrafili przełożyć tego na gole. Najlepszą sytuacje, po dobrze rozegranej akcji ofensywnej miał Luka Marjanac, ale Słoweniec z najbliższej odległości nie trafił nawet w światło bramki. Dominacja WKS-u była bardzo widoczna, dlatego wydawało się, że nic złego w tym spotkaniu nie może się już im stać.
No właśnie, wydawało się…
Który to już raz, kiedy Śląsk traci punkty na własne życzenie w doliczonym czasie gry. Znów złe zachowanie formacji defensywnej powoduje, że przeciwnicy w samej końcówce dostają rzut karny, który ostatecznie pozbawia Trójkolorowych kompletu punktów. Ciężko już znaleźć rozsądne wytłumaczenie na takie sytuacje i na to, jak w kilka chwil podopieczni Ante Simundzy potrafią zaprzepaścić całą pracę wykonaną przez większość meczu. Trzeba powiedzieć wprost, że tych oczek będzie mogło brakować na koniec sezonu.
Defensywna niemoc trwa w najlepsze…
W ostatnim czasie w każdej odsłonie naszego działu powtarza się ten minus. Biorąc pod uwagę, jak wygląda gra obronna Śląska w trwającej kampanii, to do końca roku kalendarzowego ciężko nawet uwierzyć, że on zniknie. Pomijając już brak czystego konta, wrocławianie ciągle tracą bramki po błędach własnych, bądź złym ustawieniu. To w jest najbardziej frustrujące i irytujące. Wraz z tym wszystkim w parze od jakiegoś czasu niestety idzie regularna strata punktów, a to przekłada się na ligową tabelę.
Zaprzepaszczona szansa…
Do 94. minuty piątkowego starcia Śląsk odrabiał stratę do wicelidera i tracił do niego, już tylko jeden punkt. Wyżej wspomniana strata bramki w doliczonym czasie gry spowodowała, że różnica między drugą Pogonią a piątym WKS-em nadal wynosi cztery oczka. Ten mecz był bardzo ważny i niestety trzeba jego rezultat określić jako zaprzepaszczoną szansę. Śmiało, można powiedzieć, że każdy spodziewał się czegoś więcej i ostatecznie tę pierwszą część rozgrywek trzeba traktować jako swego rodzaju rozczarowanie.