Plusy i minusy po meczu z Rakowem
28.10.2024 (13:00) | Jan Feliszekfot.: Paweł Kot
W ramach 13. kolejki do Wrocławia przyjechał wicelider tabeli Raków Częstochowa. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, ale wrocławianie zagrali solidnie. Jakie są plusy i minusy po tym meczu?

Wysokie noty za styl.
Śląsk w sobotę zaskoczył wszystkich i rozegrał jedno z lepszych jak nie najlepsze spotkanie w tym sezonie. Wrocławianie znów bardzo dobrze funkcjonowali w pressingu, co przynosiło pozytywne efekty. Do pełni szczęścia zabrakło strzelenia gola dającego zwycięstwo, a sytuację do tego były naprawdę niezłe. Cieszy fakt, że Wojskowi nawiązują walkę, jak równy z równym z zespołem z czołówki. Jeszcze nie dawno przy Bułgarskiej obserwowaliśmy, kompletnie inaczej wyglądających piłkarzy WKS-u. Można zauważyć, że gra Trójkolorowych po przerwie reprezentacyjnej wyraźnie poszła do przodu. Podopieczni Jacka Magiery zdobyli pięć punktów w trzech meczach i wydostali się z ostatniego miejsca w tabeli. Oczywiście do pełni szczęścia jeszcze daleka droga, ale jak zaznacza sam szkoleniowiec styl gry w ostatnich meczach, nie oddaje sytuacji w tabeli.
Jacek Magiera po meczu #ŚLĄRCZ: – Czy widać było dzisiaj różnicę jakościową między drugą a siedemnastą drużyną? Nie. Nasze miejsce w tabeli nie jest adekwatne do tego jak gramy. pic.twitter.com/3F2rLlHuML
— Bartosz Wieczorek (@Bart_Wieczorek) October 26, 2024
Świetny występ w defensywie.
Od wejścia Aleksandra Paluszka do pierwszego składu, wydaje się, że każdy zawodnik zna swoje miejsce w obronie i wygląda to naprawdę bardzo dobrze. Wychowanek Śląska, wraz z dwójką bułgarskich stoperów, raz po raz zatrzymywał groźne akcje w wykonaniu Medalików. Na dobrej drodze wydaje się forma niedawnego kapitana WKS-u - Aleksa Petkowa. Tamtego wieczora do udanych nie będzie mógł zaliczyć Adriano Amorim, właśnie za sprawą fantastycznej dyspozycji zawodnika grającego z numerem piątym na zielonym trykocie. Razem z defensorami w górę idzie dyspozycja Rafała Leszczyńskiego. W kilku sytuacjach musiał zachować szczególną czujność, a w pierwszej połowie popisał się wspaniałą interwencją, zatrzymując strzał jednego z piłkarzy Rakowa. Pozostaje się cieszyć, że gra obronna wrocławian wyraźnie ruszyła i będzie już taka do końca tego sezonu.

Wracają demony z przeszłości.
Bardzo często w końcówce zeszłego sezonu i na początku tego pisaliśmy o nieskuteczności wrocławian. Po sobotnim starciu z Rakowem, niestety znów musimy o tym napisać. Dogodnych sytuacji do strzelenia gola, było naprawdę sporo, ale żadna z nich nie przyniosła zdobyczy bramkowej. Dobrej dyspozycji w meczu ze Stalą, nie zdołał podtrzymać Sebastian Musiolik. Napastnik miał przynajmniej dwie okazje, w których powinien zachować się lepiej. Swoją szansę po jednym ze stałych fragmentów miał też Aleksander Paluszek, ale obrońca Śląska nie czysto trafił w piłkę. Szkoda tych zmarnowanych okazji, bo historia z zeszłego sezonu wyraźnie pokazuje, jak bardzo liczy się każdy punkt po ostatniej serii gier. Miejmy nadzieję, że to pierwsze od dawna i ostatnie spotkanie z tak rażącą nieskutecznością podopiecznych trenera Magiery i od następnych meczów będziemy oglądać gole w wykonaniu zawodników Śląska Wrocław.

Nadchodzi młodzież.
Za wydarzenie meczu przyjmujemy debiut dwóch piłkarzy w ekipie Śląska Wrocław. Po długim czasie oczekiwania na rejestrację w rozgrywkach ligowych na murawie po raz pierwszy pojawił się Adam Basse. Napastnik zdołał się już zaprezentować z dobrej strony przed kibicami, w sparingowym starciu z GKS-em Tychy, gdzie strzelił bramkę. W sobotę od trenera Magiery dostał około 15. minut na pokazanie się z jak najlepszej strony i moim zdaniem, dał solidną zmianę. Rosły napastnik, jeśli złapie rytm meczowy i będzie dostawał regularne okazje do gry, to będzie mógł przynieść wiele radości wrocławskim fanom.
Drugim z debiutantów, był zawodnik ściągnięty z drugiego zespołu Śląska Jehor Szarabura. Zdecydowanie wyróżniający się w rozgrywkach trzecioligowych skrzydłowy, dostał kilka minut na zaprezentowanie się na Tarczyński Arenie. Była widoczna różnica fizyczna pomiędzy nim a rywalami, jednak nie można odmówić mu chęci walki o każdą piłkę i korzystny rezultat dla swojego zespołu. Podobnie jak w przypadku wyżej wspomnianego napastnika tak i dla młodego Ukraińca czas zdecydowanie będzie sprzymierzeńcem. Pozostaje wierzyć, że we Wrocławiu jeszcze nie raz będą skandowane ich nazwiska na stadionie.