Po dwóch stronach barykady: ''Teraz atmosfera jest bardziej wroga''

25.01.2023 (16:00) | Mateusz Włosek / Dominik Poprawski
uploads/images/2020/6/kudyba-miedztv_5eef2770c6b4d.jpg

fot.: youtube.com/miedztv

Przed zbliżającymi się derbami Dolnego Śląska pomiędzy Śląskiem Wrocław a Zagłębiem Lubin postanowiliśmy porozmawiać z piłkarzami, którzy znani są z występów w obu tych klubach w latach 90. poprzedniego wieku. Dariusz Michaliszyn i Janusz Kudyba to nazwiska znane we Wrocławiu i w Lubinie. Jak byli zawodnicy wspominają największe sukcesy i piękne chwile w historii tych zespołów?



 

Początek ostatniego dziesięciolecia XX wieku zarówno dla Śląska, jak i dla Zagłębia, był okresem dosyć burzliwym. Wrocławianie powoli budzili się ze snu sprzed paru lat, gdy w sezonie 1986/87 zdobyli Puchar i Superpuchar Polski, a przecież mogli do tego dodać jeszcze mistrzostwo Polski, ale zajęli miejsce tuż poza podium. Miedziowi sezon później od opisywanym wydarzeń nie występowali już w ekstraklasie (ówczesnej pierwsze lidze), do której powrócili po roku.

PRACA U PODSTAW

Doskonale pamięta to człowiek, który dosyć sensacyjnie trafił z Motoru Lublin nie do Stali Mielec, jak pierwotnie miało się to wydarzyć, a właśnie do Zagłębia Lubin, czyli świeżo upieczonego spadkowicza z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Rzeczywiście mogę być trochę podzielony przed tymi derbami. W Zagłębiu zdobywaliśmy wicemistrzostwo, mistrzostwo kraju, a jeszcze wcześniej awansowaliśmy do ekstraklasy. Z kolei w Śląsku był awans do najwyższej ligi, tytuł króla strzelców ówczesnej I ligi, później jako drugi trener również awans. Mieszkam cały czas we Wrocławiu, także można powiedzieć, że koszula bliższa ciału. Te dwa okresy byłymi jednymi z najważniejszych w mojej karierze piłkarskiej

- mówił nam Janusz Kudyba, mający na swoim koncie 68 występów i 41 goli w Śląsku Wrocław.

W stolicy polskiej miedzi wychowanek Karkonoszy Jelenia Góra przeżył prawdziwy rollerocaster, bowiem drużyna musiała odbić się po spadku i uczyniła to już w swoim pierwszym sezonie na poziomie I ligi. Później było już tylko lepiej: wicemistrzostwo i pierwsze w historii klubu z Lubina mistrzostwo kraju, odniesione z przewagą czterech punktów nad Górnikiem Zabrze.

STRZELAŁ JAK ZACZAROWANY

Po wojażach w Norwegii i krótkim ponownym pobycie w Lubinie Kudyba zdecydował się na GKS Bełchatów, a w sezonie 1993/94 los poprowadził jego ścieżki do Wrocławia, gdzie Śląsk mierzył się ze spadkiem z ekstraklasy. Nie potrwało to jednak długo, bowiem znakomity napastnik wziął sprawy w swoje ręce i w następnej ligowej edycji ustrzelił rekordowe 28 bramek, a Śląsk sezon później ponownie znalazł się w ekstraklasie. Ten popis zapisał się w historii, bowiem więcej goli w jednym sezonie I ligi strzelili tylko Zygmunt Schmidt (1965 rok - 30) i Jerzy Kruszczyński (1984 rok - 31). Dzisiaj taki wynik wydaje się zupełnie nieosiągalny.

W tamtych latach grano większą liczbą napastników, często na dwójkę albo na trójkę w formacji 4-3-3. Ja byłem typowym środkowym napastnikiem. Teraz jest inny schemat taktyczny i z reguły zespoły grają jednym wysuniętym zawodnikiem. Napastnicy więcej grają w wysokim pressingu i angażują się także w grę obronną. Patrząc nawet teraz na czołówkę ekstraklasy: Davo i Hamulić mają po dziewięć goli. Z kolei w I lidze te bramkowe zdobycze nie są zbyt imponujące i przy takich trendach taktycznych ciężko będzie dobić komuś do np. 30 goli w sezonie

- tłumaczył nam różnice w obecnym i historycznym futbolu ekspert Polsatu Sport.

ŚLĄSK W ROZSYPCE

Pozostając w klimatach tamtych lat, można łatwo przenieść się do jednego z najbardziej ikonicznych meczów derbowych Śląska z Zagłębiem, który dla Miedziowych okazał się rekordową wygraną w najwyższej klasie rozgrywkowej. W sezonie 1992/93, czyli tuż przed spadkiem wrocławian z elity, rozbici Trójkolorowi udali się do Lubina, gdzie ponieśli porażkę 0:7. Hat-trickiem popisał się Daniel Dyluś, który rok wcześniej w barwach Miedzi Legnica został królem strzelców I ligi (19 goli), a dwa gole dołożył Dariusz Michaliszyn, który jeszcze w poprzednim sezonie reprezentował zielono-biało-czerwone barwy.

Śląsk był w dużej rozsypce mentalnej i fizycznej, ale no szczerze mówiąc nie spodziewałem się takiego wyniku, bo derby to są z reguły wyrównane mecze. Natomiast tutaj mieliśmy chyba dzień konia, bo praktycznie co akcja, to w powietrzu wisiała bramka. Szybko otworzyliśmy wynik tego spotkania i w drugiej połowie Śląsk był już tak rozbity, że chciał dotrwać tylko do końca. Były jakieś pogłoski, że ten mecz mógł byś ustawiony, ale to było niemożliwe. Wrocławianie byli w takiej dyspozycji, że każda inna drużyna również by z nimi wygrała, może tylko nie w takim rozmiarze. To jest szukanie sobie jakichś historii i dorabianie ideologii do tego, co się wydarzyło, bo rzadko się zdarza, żeby padał w ogóle wynik 7:0, a tym bardziej w derbach.

- powiedział w rozmowie z nami Dariusz Michaliszyn, który w Śląsku zagrał w 25 meczach, strzelając 6 goli w ekstraklasie.

Śląsk prowadzony był wtedy przez Ryszarda Urbanka, którego na stanowisku zastąpił Tadeusz Pawłowski. Legenda z Oporowskiej długo jednak nie popracowała, bo straciła posadę jeszcze przed końcem makabrycznego sezonu. W tamtej ekipie grał m.in. były trener rezerw Śląska, który wywalczył z nimi awans na poziom centralny – Piotr Jawny.

MOCNA WROCŁAWSKA EKIPA

Michaliszyn w Śląsku debiutował w prestiżowym meczu z Legią w Warszawie (2:0), w którym zdobył bramkę i asystował przy trafieniu Mirosława Gila. Przed wrocławską publicznością po raz pierwszy wystąpił w sierpniu 1991 roku przeciwko Górnikowi Zabrze (1:2) i jak sam wspomina, atmosfera była niesamowita. Kibice tłoczyli się w każdym możliwym miejscu, a murawa była tak nasiąknięta deszczem, że broniącemu dostępu do bramki Adamowi Matyskowi przy drugim golu zabrzan zwyczajnie rozjechały się nogi. Śląsk wtedy miał klasową drużynę, której większość stanowili zdobywcy dwóch pucharów z 1987 roku z domieszką młodej krwi w postaci chociażby Radosława Żabskiego, który przy każdym zejściu z boiska był nagradzany oklaskami, a trybuny kochały go jako wrocławianina z krwi i kości.

Janusz Góra, Zbyszek Mandziejewicz, Waldek Tęsiorowski, Adam Matysek - to była fajna ekipa, bo to zawodnicy, którzy jeszcze identyfikowali się ze Śląskiem. Do dzisiaj się zresztą identyfikują. Tam był jeszcze ściągnięty z Torpedo Moskwa Władimir Grieczniow. Pan piłkarz, środkowy pomocnik, rzadko widziało się tak rozgrywającego playmakera. Naprawdę na tamte czasy to był prawdziwy kozak. Był też Piotr Brzoza ściągnięty w ramach służby wojskowej z Górnika Zabrze, lewy obrońca. Żabski się wprowadzał do drużyny, grał też Zbyszek Ilski. Z tych młodych zawodników to Mirek Gil - ja uważam, że jedna z najlepszych lewych nóg wtedy w Polsce. Krawaty mógł wiązać, genialnie grał tą lewą nogą. To była taka zgrana ekipa ludzi, którzy fajnie funkcjonowali. Bardzo miło wspominam ten okres, naprawdę

- powiedział w rozmowie z nami Michaliszyn.

 

Oryginalny program meczowy ze starcia Śląska z Górnikiem Zabrze w 1991r. (fot. archiwum prywatne Dariusza Michaliszyna)

RYWAL ZZA MIEDZY

Co warte podkreślenia, atmosfera derbowych starć Śląska z Zagłębiem nie wyzwalała w tamtych czasach aż tak dużej atmosfery wrogości. Powszechne były przecież transfery między dwoma klubami, jak chociażby przejście w 1989 roku do Miedziowych Stefana Machaja, który w Śląsku spędził prawie siedem lat. Podobnie było z resztą w przypadku Romualda Kujawy, który na początku lat 80. zamienił Lubin na Wrocław, by później powrócić i jeszcze raz zawitać do stolicy Dolnego Śląska pod koniec kariery (ogólnie wracał do Wrocławia trzy razy). Bywały też perełki – jak chociażby Radosław Jasiński – których Śląsk nie wypatrzył, a te strzelały gole w barwach lokalnego rywala. Jasiński dla Zagłębia zdobył 40 goli, a w sezonie 1997/98 został nawet wicekrólem strzelców ekstraklasy (13 goli).

Te niesnaski nigdy nie były tak widoczne, jak teraz, bo to widać na trybunach i widać też jak się czyta jakieś fora internetowe przed meczami derbowymi. Wiadomo, że zawsze te mecze wyzwalały emocje wśród kibiców, ale myślę, że nie były one aż tak tragiczne i tak negatywne. Wydaje mi się, że teraz ta atmosfera jest taka bardziej wroga. Tak to odbieram, z resztą i publika była inna, bo jednak tych ludzi przychodzi coraz więcej i to widać po trybunach - zwłaszcza po  takich meczach derbowych. Derby zawsze wyzwalały takie emocje i powodowały, że ci kibice różnie się zachowywali, ale ja nie odczułem tych negatywnych emocji ze strony kibiców Śląska i z resztą zdarza mi się do tej pory, że rozpoznają mnie we Wrocławiu na ulicy i fajne to jest, jak mnie pozdrawiają, pytają się co słychać, co robię, bez żadnych nieprzyjemności z powodu, że grałem w Zagłębiu Lubin

- tłumaczył Michaliszyn, który w barwach trzecioligowej Ślęzy Wrocław był królem strzelców.

57-latek jako trener prowadził kilka drużyn w IV lidze, jak i na niższych poziomach (np. MKS Oława, Orzeł Ząbkowice Śląskie, GKS Kobierzyce). Jak zaznacza w rozmowie z nami: „Nie chciałem iść do wyższych lig, bo tam trzeba było się poświęcić na 100%, a ja już byłem wypalony po karierze piłkarskiej. Praca na poziomie III czy IV ligi mi kompletnie nie kolidowała z tym, żebym rano uczył w szkole. Nie zdecydowałem się na pójście wyżej z praktycznych względów – nie chciałem ryzykować.”

„TYTANICZNA PRACA MOŻE DAĆ EFEKTY”

Powracając do teraźniejszości – przed Śląskiem Wrocław trudne starcie z Zagłębiem Lubin prowadzonym przez nowego szkoleniowca, Waldemara Fornalika. O formie drużyny z Oporowskiej kilka słów dorzucił wspomniany już wcześniej Janusz Kudyba.

Biorąc pod uwagę dotychczasowe statystyki – Zagłębie z najgorszą ofensywą w rundzie jesiennej i trzecią od końca defensywą. Z kolei Śląsk w czołówce drużyn broniących, ale ten atak też nie wygląda dobrze. Ostatnio problemy Erika Exposito – to jest duża wyrwa w tym fundamencie ofensywnym. Nie da się ukryć, że tego zawodnika potem brakuje, bo to nie pierwsza taka sytuacja w okresie przygotowawczym. Wiadomo, że kłopotów rodzinnych nie przeskoczymy. Później niestety ten zawodnik ma kłopot z dojściem do pełnej dyspozycji, ale nawet jak nie strzela, to ściąga na siebie uwagę rywali blisko bramki, tworząc miejsce swoim partnerom. Jeśli się jednak nie ma w najlepszej formie swojego najlepszego strzelca, to jest ciężko kreować więcej. Mam nadzieję, że Caye Quintana potwierdzi, że ta forma ze sparingów nie była przypadkiem i że będzie trafiał w lidze. Śląsk ma szansę na pokuszenie się o trzy punkty w sobotę

- mówił były napastnik Śląska Wrocław.

Pomimo wielu znaków zapytania, które stawiane są przed tym meczem, Janusz Kudyba nie ma wątpliwości, że zarząd wrocławskiego klubu postawił na dobrego człowieka, który ma wyprowadzić klub z Oporowskiej na dobre tory.

Patrząc na pracę trenera Djurdjevicia w Chrobrym Głogów, to serbski trener potrafi pracować z piłkarzami, których ma i wyciągać z nich ich najlepsze cechy. Potrafi ich wycisnąć jak cytrynę, patrząc przez pryzmat umiejętności zespołowych i indywidualnych. Ciekawe, jak to będzie wyglądać w dalszej mierze na tle ekstraklasy, bo na zapleczu poziom był trochę niższy. Biorąc pod uwagę jednak jego historię w Głogowie i to, że wyciągnął zespół z dużego kryzysu i wprowadził niemal na szczyt, to była to kapitalna robota. Nawet mimo braku transferów zimą we Wrocławiu, chociaż myślę, że działacze Śląska jednak ściągną jakiegoś ciekawego zawodnika pod koniec tego okienka, tytaniczna praca Djurjevicia może dać efekty

- zakończył ekspert.

Pierwszy gwizdek hitu 18. kolejki ekstraklasy pomiędzy Śląskiem Wrocław a Zagłębiem Lubin już w sobotę 28 stycznia o 20:00.

ZOBACZ też: Na początek Śląsk. Trenerskie debiuty w Zagłębiu

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.