Pogoń 5:3 Śląsk. Przełamanie Musiolika, ale tarapatów wrocławian ciąg dalszy (RELACJA)

01.09.2024 (21:38) | Krzysztof Rakowicz

fot.: Paweł Kot

Mecz 7. kolejki Ekstraklasy Pogoń Szczecin - Śląsk Wrocław na długo zapadnie kibicom w pamięci. Wrocławianie najpierw szybko stracili dwa gole, potem w równie szybkim tempie wyrównali, ale Portowcy ostatecznie wygrali 5:3. Śląsk pierwszy raz od 11 lat stracił pięć goli i wciąż szuka pierwszego ligowego zwycięstwa w tym sezonie. Nie wygląda to dobrze...



 

Śląsk pojechał do Szczecina szukać pierwszego ligowego zwycięstwa w tym sezonie. Od awansu do Ekstraklasy, Wrocław jeszcze nigdy tak długo nie czekał na pierwszy komplet punktów. Potrzeba punktów była bardzo duża, bowiem przed meczem wicemistrz Polski był przedostatni w tabeli. Dwa poprzednie spotkania Wojskowych na stadionie Pogoni kończyły się szczęśliwie, bowiem trzy punkty jechały do stolicy Dolnego Śląska. Spotkanie 7. kolejki wydawało się idealną okazją na przełamanie, dlatego Trójkolorowi musieli stanąć na wysokości zadania. Początek meczu jednak nie napawał optymizmem…

SER Z DZIURAMI? NIEEEE, TO OBRONA ŚLĄSKA

Groźnie zrobiło się już w czwartej minucie. Do bezpańskiej piłki w polu karnym Śląska dopadł Wahlqvist. Jego strzał z półwoleja zablokował Sebastian Musiolik, ratując przy tym swój zespół od straty bramki. Po tej akcji Portowcy ruszyli za ciosem. Dwie minuty później Koulouris zebrał futbolówkę po wybiciu głową Petkowa, dwukrotnie podrzucił sobie piłkę i umieścił ją w siatce. Natomiast pierwszy podrzut wykonał ręką, zatem gol po analizie VAR został anulowany. Stanowiło to pierwsze poważne ostrzeżenie dla WKS-u, którzy dali się zepchnąć na swoją połowę. Zespół Jacka Magiery nie wyciągnął wniosków i w ósmej minucie po raz drugi skapitulował, tym razem gol został uznany. Kurzawa wypuścił Bichakhchyana, który z prawej strony wystawił piłkę osamotnionemu Ulvestadowi. Norweg znalazł się w klarownej okazji i dziwne by było, gdyby nie zamienił jej na bramkę. Warto tutaj zwrócić uwagę, że w obronie Śląska były widoczne spore luki, z których szczecinianie korzystali jak chcieli. Najbliższy zawodnik Trójkolorowych stał około pięć metrów od Ulvestada, jak i nie więcej.

Przez następne minuty gra toczyła się głównie w środku pola. Raz wrocławianie wymieniali podania między sobą, a raz szczecinianie robili to samo. Jednak to podopieczni Roberta Kolendowicza byli w stanie z tej mąki upiec chleb. Bichakhchyan pierwszym kontaktem wypuścił Kamila Grosickiego sam na sam z Rafałem Leszczyńskim. Ksywka zawodnika Pogoni (Turbo Grosik) zobowiązuje, bowiem Żukowski i Petkow dogonili 36-latka dopiero, gdy ten umieścił piłkę w siatce. Dla Portowców ogranie defensywy WKS-u było prostsze niż przysłowiowe zabranie dziecku lizaka.

Jak już jesteśmy przy lizakach, to osłodzenie emocji mogło nastąpić w 26. minucie, gdyż Śląsk miał rzut wolny z okolic 17 metrów, ale Nahuel uderzył prosto w mur. Chwilę później Musiolik  obejrzał żółtą kartkę, ponieważ plecami zablokował wykop bramkarza Pogoni.

MAMY WYRÓWNANIE! OJ, JEDNAK NIE…

Kwadrans przed przerwą zrobiło się ciekawie. Ince wywalczył rzut wolny na przedpolu. Po wrzutce piłkę w siatce umieścił Aleks Petkow. Wrocławianie mieli sporo szczęścia, bowiem po analizie VAR okazało się, że kapitan WKS-u był jednym z nielicznych zawodników, którzy nie byli na pozycji spalonej. Petr Schwarz wiedział co robi, dośrodkowując piłkę na głowę Bułgara.

Pamiętacie słynny już mecz z FC Sankt Gallen i powrót Śląska do gry? W Szczecinie mogliśmy doświadczyć małego deja vu. Pięć minut po bramce Petkowa, Schwarz wrzucił piłkę z rzutu rożnego, tym razem na głowę Sebastiana Musiolika, który przełamał się i zdobył swoją pierwszą bramkę w barwach WKS-u, który efektownie doprowadził do wyrównania. Śląsk po raz pierwszy w tym sezonie Ekstraklasy strzelił więcej niż jednego gola w meczu.

Dla neutralnego kibica pierwsza połowa tego meczu była idealna, głównie ze względu na wiele zwrotów akcji. Po comebacku wrocławian Koulouris umieścił piłkę w siatce, asystował mu Grosicki. Sędzia Paweł Raczkowski trzymał wszystkich w napięciu kilka dobrych minut i ostatecznie uznał trzeciego gola Pogoni. Pierwsza część spotkania była bardzo szalona i sprawa zwycięstwa wciąż nie była przesądzona. Aczkolwiek trzeba przyznać, że lepszym zespołem była Pogoń Szczecin.

Statystyki po pierwszej połowie (Pogoń – Śląsk):

  • oczekiwane gole: 1,02 – 0,33
  • strzały: 6 – 4
  • strzały celne: 3 – 3
  • posiadanie piłki: 62% - 38%
  • podania: 252 – 125
  • celność podań: 81% - 70%

GRA LEPSZA, EFEKTÓW BRAK

Pierwsze sekundy drugiej połowy przebiegały pod dyktando drużyny gości. Najwięcej działo się po wrzucie Schwarza z autu, Śląsk przez jakiś czas wymieniał podania przy polu karnym Pogoni, ale akcja spaliła na panewce po niecelnym zagraniu Nahuela. Przez następne trzy minuty WKS uzbierał dwie żółte kartki (obie za faul), lecz nie dawał się Pogoni tak, jak na początku pierwszej połowy. Ba, zaczął pressować rywali na ich własnej połowie. Po wyjściu wyżej, gra zespołu trenera Magiery była przyjemniejsza dla oka. Z czasem przyniosła groźne akcje. Taka miała miejsce w 56. minucie. Piłkę dostał znajdujący się w polu karnym Musiolik, ale będąc plecami do bramki był zmuszony wystawić ją Schwarzowi, jednak zrobił to za mocno i futbolówka odbiła się od nóg Czecha. Warto za tę akcję pochwalić Buraka Ince, który dokonał przejęcia, a także Marcina Cebulę, który ruszył z rajdem na prawej flance i posłał płaską wrzutkę w stronę Musiolika.

Śląsk grał lepiej niż w pierwszej połowie, ale jak wiadomo, liczy się to co w sieci. O tym wiedzieli zawodnicy Pogoni, którzy w 66. minucie podwyższyli prowadzenie. Akcja należała do rezerwowych, gdyż wprowadzony minutę wcześniej Baluta dograł pod nogi wprowadzonego sześć minut wcześniej Gorgona, który w drugim kontakcie oddał strzał z dystansu prosto w róg. Leszczyński nawet nie drgnął.

Po stracie bramki wrocławianie ruszyli do ataku, w efekcie czego mieli serię rzutów rożnych. Po jednym z nich zawodnicy Śląska domagali się podyktowania jedenastki na wskutek faulu, ale zdaniem arbitra wszystko przebiegło zgodnie z przepisami.

Końcówka meczu zrobiła się ciekawa. Wszystko za sprawą bramki Simeona Petrowa, który zdobył ją głową po wrzutce Żukowskiego. O golu decydowały centymetry, VAR znów musiał szczegółowo przeanalizować akcję. Chwilę przed 90. minutą Korczakowski uderzył w poprzeczkę, ale Pogoń i tak zdobyła bramkę. Dokonał tego Koulouris, który trącił piłkę głową, umieszczając ją w siatce. Śląsk pierwszy raz od 29 sierpnia 2013 roku (meczu z Sevillą) stracił pięć goli.

Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław 5:3 (3:2)

Ulvestad 9’, Grosicki 21’, Koulouris 41’, 90’, Gorgon 66’ – Petkow 32’, Musiolik 37’, Petrow 81’

Pogoń: Cojocaru - Koutris, Borges, Wahlqist, Lis (75’ Lisowski) - Ulvestad, Kurzawa (85’ Gamboa), Przyborek (59’ Gorgon) – Grosicki (75’ Łukasiak), Koulouris, Bichakhchyan (85’ Korczakowski)

Śląsk: Leszczyński - Żukowski, Paluszek (46’ Petrow), Petkow, Guercio (59’ Macenko) - Pokorny, Nahuel (80’ Rejczyk), Schwarz, Cebula (65’ Baluta), Ince (65’ Ortiz) – Musiolik

Żółte kartki: Przyborek 21’ (faul), Koulouris 51’ (faul) - Musiolik 27’ (uniemożliwienie bramkarzowi wykopu), Guercio 47’ (faul), Żukowski 50’ (faul)

Widzów: 19 794

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.