Poważny rywal to poważny atut. Siła rywalizacji w zespole

22.08.2022 (10:00) | Bartosz Królikowski
uploads/images/2022/7/szromnik2_62d2926dc37db.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Nie trzeba być ekspertem, aby wiedzieć jak ważne w futbolu jest posiadanie szerokiej, wyrównanej kadry. Niewiele rzeczy potrafi tak zmotywować zawodnika, jak twarda rywalizacja o miejsce w składzie z godnym siebie konkurentem. Dobrze widać to w tym sezonie w Śląsku Wrocław, gdzie wyraźnie widać takich, którzy m.in. dzięki nowym rywalom zyskali o wiele lepszą formę, jak i tych, którym takowych ewidentnie brak. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Remis z Cracovią nie przyniósł szczególnie wielu odkryć, jeżeli chodzi o zespół Śląska Wrocław. Pojedynek z Pasami był o wiele bardziej potwierdzeniem tego co widzieliśmy wcześniej. Defensywa jak była solidna tak jest, w ofensywie dalej jest wiele do poprawy i spore pole do progresu, a starcia WKS-u w tym sezonie wielkimi widowiskami nie są. Co więcej, na Michała Szromnika dalej można bardzo liczyć, Erik Exposito wciąż jest kompletnie bez formy, a lewa obrona Victora Garcii nadal przecieka o wiele bardziej niż prawa Patryka Janasika. Nawet jeśli akurat przeciwko Cracovii Hiszpan nie rozegrał najgorszego defensywnie meczu w sezonie (to nie pochwała), a z przodu dał asystę. Właśnie na tej czwórce piłkarzy warto skupić uwagę. Są oni bowiem dobrym przykładem tego jaki wpływ na piłkarza może mieć porządny konkurent do walki o skład lub też jego brak.

Szromnik i Janasik wersja 2.0

Na temat świetnej formy jaką prezentują w tym sezonie golkiper i prawy obrońca Śląska niejednokrotnie już na naszych łamach pisaliśmy. Mecz z Cracovią niczego w ich postrzeganiu nie zmienił. Pasy nie były w stanie zdziałać nic konkretnego, gdy zabierali się do ataku stroną Janasika. Robili to zresztą znacznie rzadziej niż tą Garcii. Szromnik zaś przy golu nie miał absolutnie żadnych szans, ale poza tym zanotował kilka solidnych interwencji oraz jedną bardzo dobrą, gdy w końcówce powstrzymał Filipa Balaja. Ostoja spokoju i pewności. Co łączy obu zawodników? Ano fakt, iż obaj latem otrzymali groźnych rywali do walki o miejsce w składzie. Rafał Leszczyński w zeszłym sezonie był jednym z filarów walczącego o awans do ekstraklasy Chrobrego Głogów u Ivana Djurdjevicia. Martin Konczkowski zaś przez lata uznawany był za jednego z najsolidniejszych i najlepszych prawych obrońców ligi w barwach czy to Ruchu Chorzów czy w szczególności Piasta Gliwice. Zasadniczo o ile w przypadku golkiperów szanse wydawały się równe, tak Janasik przez swojego konkurenta miał zostać kompletnie zdegradowany do roli rezerwowego.

Tymczasem Patryk wraz z Michałem weszli na o wiele wyższe obroty niż w słabym poprzednim sezonie i ani myślą komukolwiek czegokolwiek oddawać. Rola nowych rywali? Porównajmy z kim walczyli w edycji 2021/22. Przygoda Jakuba Iskry ze Śląskiem Wrocław była pasmem niepowodzeń. Jacek Magiera niezbyt mu ufał, a nawet jak chciał, to młodzian się często leczył. Za to Bartłomiej Pawłowski na wahadle zaczął grać tylko z uwagi na uraz Janasika, a na dodatek jak wiemy robił to słabiutko. Zaś Matus Putnocky nie był tym samym golkiperem, co we wcześniejszych dwóch sezonach. Gdy dostawał szanse, częściej zawodził niż zadowalał. Zatem zestawiając: szklany, niesprawdzony młodziak i leciwy Słowak pod formą vs czołowy prawy obrońca ligi i filar poprzedniego zespołu nowego trenera. Dysproporcja nielekka, a co za tym idzie ogromna różnica w poziomie gry obydwu. U Szromnika nawet nie po raz pierwszy, bo wcześniej najwyższą formę miał w sezonie 20/21, gdy rywalizował z o wiele mocniejszą wersją Putnockiego.

Wzajemne podnoszenie sobie poprzeczki, nakręcanie się do lepszej gry, świadomość iż muszę dać z siebie absolutnego maksa, bo rywal czeka na mój błąd. Na zdrowych zasadach to wszystko może przynieść wyłącznie dobre efekty, jak w przypadku wspomnianej dwójki. Jeżeli zaś ktoś nie lubi rywalizacji i wolałby być niekwestionowanym nr 1, bo takie przypadki się zdarzają, to prędzej czy później taką walkę przegra. Bo na zaufanie trenera trzeba przede wszystkim zapracować, a nie go bezwarunkowo wymagać.

Oczywiście samemu faktowi większej rywalizacji wszystkiego przypominać nie można. Równie istotne są kwestie fizyczne oraz taktyczne. Janasik nie musi już grać na wahadle, a Szromnik został kapitanem, co z pewnością też dało mu pozytywnego kopa. Nie ma w tym jednak przypadku, że taki progres w stosunku do poprzedniego sezonu, dotyczy najbardziej tej dwójki. Nikt inny nie dostał takiego „upgrade’u” rywali. Michał Rzuchowski to znacznie mniejszy kaliber niż Konczkowski, a Nahuela oraz Johna Yeboah nie ma jak porównać, bo WKS w zeszłym sezonie nie grał klasycznymi skrzydłami i siłą rzeczy potrzebował nowych graczy.

Niezastąpieni są... bez formy

To jak wyraźny wpływ na formę Szromnika oraz Janasika, ale nie tylko, bo choćby Gretarsson i Poprawa również musieli mocno się postarać by wygrać z Verdascą czy Bejgerem, widać też po tych pozycjach, gdzie WKS ma największe braki jeśli chodzi o alternatywy. Mowa o lewej obronie oraz pozycji wysuniętego napastnika. Victor Garcia orłem gry defensywnej nie jest i nigdy nie będzie. Choćby miał rywalizować z Jordim Albą czy Andrew Robertsonem, stabilności obronnej go to nie nauczy. Ale nawet mając to na uwadze, jego forma rozczarowuje. Hiszpan zagrał w tym sezonie dobry mecz z Zagłębiem i niezły z Cracovią. Niemniej i tak w tym drugim Pasy najczęściej tworzyły zagrożenie po atakach jego stroną. Przeciwko Widzewowi czy Koronie było bardzo źle. Ale w tym wypadku, trener Djurdjević nie ma absolutnie żadnej alternatywy. No bo kto? Wypart bez debiutu w Ekstraklasie? Gretarsson, bo lewonożny? Janasik przekonwertowany z prawej strony? Pierwsza opcja absolutnie nie przekonuje, a dwaj pozostali dobrze spisują się na swoich pozycjach i najzwyczajniej szkoda byłoby marnować ich na eksperymenty.

Podobnie jest z Exposito. Że Hiszpan jest bez formy, widzi każdy. Nie wygląda on dobrze ani fizycznie, ani jakkolwiek inaczej. Bowiem do niskiej liczby szans na gola mógł się już w WKS-ie przyzwyczaić, ale w formie potrafił wykorzystywać te, które miał albo sam sobie kreować. Jak dotąd Erika zawsze ktoś naciskał. Fabian Piasecki, Caye Quintana (latem 21/22 przychodził jako napastnik), czy wcześniej Filip Raicević. To z kolei zdawało egzamin, bo Exposito często strzelał gdy zagrał kilka słabszych spotkań i siadał na ławie (poza świetną jesienią 21/22). Teraz żeby go Djurdjević chciał zmienić, to opcje wyglądają fatalnie. Quintana bez formy i bez atutów do gry na „9” oraz nie gwarantujący niczego na tym poziomie Bergier.

Ani Garcia, ani Exposito nie są w dobrej dyspozycji, ale żaden z nich nie czuje na karku oddechu innych, bo po prostu nie mają jak. Nikt ich nie naciska. Oczywiście jeszcze raz podkreślmy, dobry rywal to nie wszystko, piłkarz przede wszystkim sam powinien od siebie wymagać. Ale konkurencja to dodatkowa motywacja. Nie ukrywał tego Patryk Janasik, który po meczu z Pogonią Szczecin na antenie Canal+ Sport jasno stwierdził, że rywalizacja z Konczkowskim napędza ich obu. Poza tym sama logika wyraźnie stwierdza, że jeden napastnik i jeden lewy obrońca w kadrze to zdecydowanie za mało. Trudno powiedzieć, co zrobiłby dziś trener, gdyby np. Garcia doznał urazu albo wyleciał za kartki. Dlatego choć małe są na to szanse, warto mieć choćby małą nadzieję, iż włodarze Śląska o tym pomyślą, bo do zyskania jest sporo, zaś do stracenia niezbyt wiele.

ZOBACZ też: Snajper Łyszczarz powrócił. Czy to będzie TEN sezon?