Punkt jest, satysfakcji brak. Śląsk - Motor 1:1 (RELACJA)

05.04.2025 (21:30) | Dominik Mazur

fot.: Dawid Kokolski

Śląsk Wrocław stracił prowadzenie i zremisował w meczu przyjaźni z Motorem Lublin. Z perspektywy sytuacji w tabeli i przebiegu drugiej połowy WKS może żałować, że nie potrafił zapanować nad boiskowymi wydarzeniami. 



 

PRZED MECZEM

WKS nawet w przypadku zwycięstwa nie miał możliwości opuścić ostatniego miejsca w tabeli. W składzie Śląska Wrocław z powodu nadmiaru żółtych kartek zabrakło Mateusza Żukowskiego i Aleksa Petkowa. Bułgara na środku obrony musiał zastąpić Jehor Macenko, nominalny boczny obrońca, który występując na pozycji stopera w meczu z Piastem Gliwice wspólnie z Rafałem Leszczyńskim doprowadził do samobójczego trafienia. Nieobecny w wyjściowym składzie był też kontuzjowany Jakub Jezierski, w jego miejsce Ante Simundza postawił na Tudora Balutę. Wspomniane dwie zmiany na środku obrony i w środku pola to jedyne korekty w porównaniu do ostatniego zwycięskiego spotkania z Lechem.  


HISZPAŃSKI LUZ

Mecz w 2. minucie mógł się znakomicie rozpocząć dla gości. Piłkę stracił Assad Al-Hamlawi i ruszyła dobrze rozegrana kontra Motoru zakończona strzałem Michała Króla, który wylądował na poprzeczce. Odpowiedzi w formie efektownych nożyc – podobnie jak w meczu w Mielcu ze Stalą – szukał Petr Schwarz, ale tym razem nie złożył się dobrze do uderzenia. Z racji na dobre wejście w mecz Motoru rozgrzany od początku spotkania był Rafał Leszczyński, a jego vis a vis z bramki Motoru – Kacper Rosa – pierwszy raz musiał wykazać się dopiero w 13. minucie, gdy Jose Pozo na lewym skrzydle wyłożył piłkę Piotrowi Samcowi-Talarowi. Było równie groźnie przy dobitce Schwarza, ale ten po dobrym zwodzie uderzył niecelnie.

Najlepsze dla Śląska dopiero miało się wydarzyć. Najpierw jednak drużynę uratował Leszczyński, który pofrunął pod poprzeczkę po mocnej próbie Bartosza Wolskiego. Niedługo potem, w 20. minucie Samiec-Talar dograł z prawego skrzydła do niepilnowanego Arnau Ortiza, który na skraju małego pola karnego uderzył z pierwszej piłki i przelobował Rosę. Hiszpan miał nawet szybko okazję do dubletu po dobrym przechwycie wrocławian na połowie rywala, ale tym razem nie wygrał tego pojedynku.

Motor lepiej od Śląska zaczął spotkanie, groźnie kontrował. Oprócz Króla, szczęścia próbował też Samuel Mraz, przed groźniejszą z prób strzelał uderzał Wolski, ale zawsze na miejscu był odpowiednio skupiony Leszczyński, któremu tylko przy pierwszej okazji Motoru musiało pomóc szczęście. Gospodarze nieco rzadziej odgryzali się szybkimi atakami, a gdy w końcu jeden z nich zakończył się golem Ortiza to szybko pojawiła się okazja na podwyższenie prowadzenia, bo piłkarze Motoru zaczęli łatwo tracić piłkę na własnej połowie. Obie strony musiały zachować czujność, bo jak pokazała ostra wrzutka z 38. minuty, do której minimalnie spóźnił się Christopher Simon, lublinianie nie potrzebowali wiele, by przyprawić defensywę Śląska o szybsze bicie serca. 

Goście bardzo chcieli wyrównać przed przerwą. Najbliżej był Bradly van Hoeven. Mocny płaski strzał po jego akcji indywidualnej ofiarnie zablokował Jehor Macenko. Tym samym do przerwy Śląsk prowadził jedną bramką z Motorem w meczu przyjaźni. 

BYŁY OSTRZEŻENIA…

Już na samym początku drugiej połowy Motor wysłał Śląskowi parę sygnałów ostrzegawczych. Najbardziej niebezpiecznie z perspektywy WKS-u zrobiło się, gdy jeden z zawodników Śląska zablokował piłkę zmierzającą do bramki. Zawodnicy Ante Simundzy potrzebowali niemal 10 minut, by gra się wyrównała. W 52. minucie Assad Al-Hamlawi zgrał piłkę do Ortiza, który w stuprocentowej sytuacji uderzył w bramkarza – ostatecznie napastnik był na pozycji spalonej.

Hiszpan zrehabilitował się niedługo potem gdy po efektownym dryblingu zagrał do Samca-Talara w pole karne, ale ten… skiksował. Po ponad godzinie wychowanka Polonii Środa Śląska oraz Śląska zastąpił Burak Ince. Assad Al-Hamlawi zrobił niemal wszystko, by zmiana w drużynie WKS-u nastąpiła przy prowadzeniu 2:0. Podprowadził piłkę pod pole karne Motoru mimo asysty trzech-czterech rywali, ale zabrakło mu nieco lepszej kontroli nad piłką i dokładnego ostatniego podania. 

Piłkarze Motoru ewidentnie w sobotę nie mieli szczęścia na Tarczyński Arenie. W 70. minucie były zawodnik WKS-u Mathieu Scalet huknął na bramkę Śląska z całych sił, jakby poirytowany, że poprzednie próby albo były blokowane, albo padały łupem Leszczyńskiego. Nie spotkała go żadna satysfakcja, bo futbolówka obiła słupek. Chwilę później z główki próbował Mbaye Ndiaye, ale uderzył niecelnie. Jednak co się odwlecze… W 76. minucie Ndiaye przytomnie uderzył piłkę opadającą na murawę po główkowym pojedynku w polu karnym WKS-u i zrobiło się 1:1. 

Już dwie minuty później chrapkę na zmianę wyniku miał Ince. Jego strzał z rogu pola karnego w kierunku dalszego słupka ładnie wybronił Rosa. A w jeszcze gorszych humorach kibice Śląska mogli być, gdy Tudor Baluta zmarnował fatalnym ostatnim podaniem szansę na zagrożenie Motorowi po kontrataku. Rumun mógł tego żałować, ale prawdziwym antybohaterem zostałby, gdyby po wrzutce Ndiaye i uderzeniu na wślizgu Ceglarza piłka trafiła do siatki. A powinna. 

Ostatecznie Śląsk podzielił się punktami z Motorem Lublin. To oznacza, że do Puszczy Niepołomice, znajdującej się na pierwszej bezpiecznej pozycji, traci trzy punkty. 

Śląsk Wrocław – Motor Lublin 1:1 (1:0)
Ortiz 20’ - Ndiaye 76’

Śląsk: Leszczyński - Guercio, Szota, Macenko (90+5' Rygiel), Llinares - Baluta, Schwarz, Samiec-Talar (62' Ince), Pozo (81' Jasper), Ortiz - Al Hamlawi (81' Udahl)

Motor: Rosa - Wójcik (85' Stolarski), Najemski, Van Hoeven (85' Ceglarz), Łabojko (59' Samper), Simon (59' Scalet) , Luberecki, Król (69' Ndiaye), Ede, Wolski, Mraz

Żółte kartki: Guercio, Szota – Samper
Sędzia: Marcin Kochanek.
Widzów: 26 361.
 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.