Sędziowskie kontrowersje w meczu Stal - Śląsk. ''Dziwię się, że nie było reakcji VAR-u''
18.03.2025 (10:30) | Marcin Sapuńfot.: Paweł Kot
W sobotę Śląsk Wrocław odniósł swoje pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. Piłkarze Ante Simundzy pokonali 4:1 Stal Mielec. Pomimo przekonującego zwycięstwa Wojskowych, nie obyło się bez kontrowersji, które mogliśmy zobaczyć w pierwszej połowie meczu. Zostały one omówione w programie Liga+Extra na antenie Canal+Sport.
Grupa kibiców Śląska, która zawitała do Mielca, ale również ci przed telewizorami, w końcu mogli cieszyć się z wyjazdowego zwycięstwa swojej drużyny. Wrocławianie pokonali Stal 4:1 po golach Aleksandra Paluszka, Asada Al Hamlawiego, Petra Schwarza i Buraka Ince. Sobotnie zwycięstwo pozwoliło na podłączenie tzw. tlenu ekipie Trójkolorowych. Po 25. kolejce ich strata do 15. miejsca zmalała do pięciu punktów i pozwala myśleć fanom, że jeszcze nie wszystko jest stracone i póki piłka jest w grze, trzeba powalczyć o jak najlepszy wynik.
W spotkaniu ze Stalą Mielec jedną z głównych postaci był sędzia Damian Kos, którego nazwisko znajdowało się na pierwszym planie w trakcie pierwszych 45 minut. Wszystko z powodu jego decyzji, które nie tylko wydawały się, ale po prostu były kontrowersyjne.
Zaczęło się od 10. minuty. Tuż po objęciu prowadzenia przez WKS, walczący o piłkę Tommaso Guercio wpadł na Damiana Kądziora, a 35-letni arbiter od razu podyktował dla gospodarzy rzut karny, który wykorzystał chwilę później Piotr Wlazło. Z decyzją sędziego nie mogli zgodzić się piłkarze (np. Rafał Leszczyński otrzymał żółtą kartką), czy trener Śląska.
- Dla mnie to nie był rzut karny. Muszę wierzyć, że takie są zasady i sędzia mógł przyznać rzut karny. Jeżeli zawodnik uderza głową w piłkę przed rywalem, to dla mnie jest to walka o piłkę
- powiedział Ante Simundza na pomeczowej konferencji prasowej.
Chwile po objęciu prowadzenia przez @SlaskWroclawPl mamy teoretycznie rzut karny dla @FksStalMielec...#STMŚLĄ pic.twitter.com/GUkHiNdur0
— Polski Ligowiec (@polski_ligowiec) March 15, 2025
Wątpliwości wrocławskiego środowiska były uzasadnione. Sytuacja z jedenastką dla gospodarzy była poddana analizie podczas niedzielnej Ligi+Extra na antenie Canal+Sport. Zdaniem eksperta Adama Lyczmańskiego, Damian Kos popełnił błąd.
- Byłem zaskoczony, oglądając ten mecz i tę sytuację. Zawodnik od samego początku jest skupiony na piłce i wygrywa ten pojedynek, zagrywa piłkę głową, gdzieś kładzie rękę na bark rywala. Podyktowany rzut karny, ale w mojej ocenie nieprawidłowo i dziwię się, że nie było reakcji ze strony VAR-u, gdyż powinno się tutaj skupić na tej sytuacji i zareagować
- stwierdził były sędzia.
Błędem było również pokazanie czerwonej kartki Kądziorowi w 39. minucie za faul na Jakubie Jezierskim. Po kopnięciu piłki przez skrzydłowego, jego korki uderzyły piłkarza Śląska w okolicę kostki, ale jak widać po powtórkach, więcej było tu przypadku niż celowości i wyrzucenie gracza Stali było zbyt pochopnym krokiem. Co ciekawe, w tej sytuacji nie zareagowali również arbitrzy VAR.
CZERWONA KARTKA DLA DAMIANA KĄDZIORA!
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 15, 2025
Transmisja meczu Stal – Śląsk w CANAL+ SPORT 3 i CANAL+ online: https://t.co/54KRMEj7C2 pic.twitter.com/a8ACCliyLU
- Zadam pytanie, gdzie Damian Kądzior miał postawić stopę? Zagrywa piłkę, ma ją pod kontrolą. Z boku nabiega do niego zawodnik Śląska Wrocław, a piłkarz Stali musi gdzieś tę stopę postawić. Wiemy, że takie sytuacje się zdarzają i nawet pamiętam klipy tygodnia, które w analizie wykazywały, by grać dalej. Bardzo się dziwię, że w tej sytuacji Kądzior wyleciał z boiska i też się dziwię, że czerwona kartka nie została odwołana przez VAR, ponieważ to wykluczenie po prostu się nie należało
- tłumaczył Adam Lyczmański.
Decyzje arbitra oczywiście mogły mieć wpływ na dalszy przebieg meczu, o czym nie omieszkał wspomnieć później trener gospodarzy. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1, a wrocławianie przechylili szalę na swoją stronę dopiero w ostatnich 20 minutach. - Czerwona kartka zdecydowanie ustawiła mecz. Uważam, że Śląsk zasłużenie wygrał, ale do tej sytuacji było wyrównanie - powiedział po meczu trener gospodarzy Janusz Niedźwiedź i dodał:
- Nie jestem od tego, żeby oceniać sędziego. Szczególnie nie będę obarczać nikogo winą. Musimy zaakceptować, że w piłce są kontrowersyjne decyzje sędziowskie. Błędy się zdarzają, ale nie chodzi mi tu o dzisiejsze spotkanie. Każdy z nas oczywiście chciałby idealnej pracy sędziego, by o wyniku w 100% decydowały dwie drużyny na boisku.
Teraz czas na przerwę reprezentacyjną. W jej trakcie Śląsk nie rozegra żadnego sparingu, więc podopieczni Ante Simundzy wrócą na boisko 29 marca, gdy przed własną publicznością zmierzą się z Lechem Poznań, który po 25. kolejce stracił fotel lidera (porażka 1:2 z Jagiellonią Białystok).