Simundza: Arnau Ortiz zdecydował, że nie chce grać w tej drużynie
29.08.2025 (23:00) | Adam Paliszek-Saładygafot.: Paweł Kot
Po wygranym dzisiejszym spotkaniu z GKS Tychy 2:1 (0:0) trener Śląska Wrocław, Ante Simundza, ocenił mecz i odpowiedział na pytania dziennikarzy. Mówił m.in. o trudnym początku, świetnej postawie Michała Szromnika, reakcji po przerwie oraz sytuacji Arnau Ortiza.
W pierwszych 35–40 minutach GKS Tychy był lepszą drużyną. Dzięki Michałowi Szromnikowi cały czas pozostawaliśmy w grze. Po przerwie byliśmy zdecydowanie lepsi: graliśmy odważniej, tworzyliśmy sytuacje, przejęliśmy inicjatywę, odwróciliśmy wynik i ostatecznie sięgnęliśmy po trzy punkty. Dziękuję też kibicom — swoją energią bardzo nam pomogli.
Ta pierwsza połowa na tym stadionie wyglądała na najsłabszą w tym sezonie. Martwi Pana poziom, z jakiego musieliście dziś „rosnąć”?
Zgadzam się, na początku byliśmy zestresowani i spięci. To bywa naturalne po wyniku 0:5 w poprzednim meczu — nie jest to wymówka, ale fakt. Nie podobało mi się, jak wtedy wyglądaliśmy, natomiast cieszy mnie, że wraz z upływem minut rośliśmy jako zespół i odzyskiwaliśmy spokój.
Czy takie zwycięstwo — gdy długo nie idzie, a mimo wszystko kończycie z trzema punktami — smakuje bardziej niż mecz „pod plan”?
Byłbym bardziej zadowolony, gdybyśmy zachowali czyste konto. Paradoksalnie straciliśmy bramkę w momencie, gdy zaczęliśmy dominować. Mimo to czuliśmy się komfortowo z piłką, a nasza komunikacja, mowa ciała i poruszanie się po boisku były coraz lepsze — to pozwoliło nam odwrócić losy meczu. Jeśli chodzi o zmiany, część zawodników zasłużyła na pełne 90 minut, ale w końcówce zmęczenie wymusiło decyzje.
Nieobecny dziś był Arnau Ortiz — nie znalazł się nawet w kadrze meczowej. Jaki jest powód?
Arnau Ortiz zdecydował, że nie chce grać w tej drużynie. To temat do rozmowy z dyrektorem sportowym.
Czy dopuszcza Pan jego odejście jeszcze tego lata? A może widzi Pan możliwość powrotu do składu?
Nie powiedziałem, że chce odejść — powiedziałem, że nie chce grać w tej drużynie. Tyle usłyszałem. Zawsze mówię szczerze, a dalsze decyzje leżą po stronie klubu i dyrektora sportowego.
Gol dla GKS padł po dość prostej akcji. Martwi ta łatwość, z jaką rywal trafił do siatki?
To była sytuacja trzech na jednego. Oczywiście — w takich momentach musimy reagować lepiej. Będziemy nad tym pracować.