Simundza: Nie akceptuję jakichkolwiek wymówek (WYWIAD)
27.01.2025 (20:00) | Bartosz Bryśfot.: Paweł Kot
Na jakich pozycjach Śląsk wciąż potrzebuje wzmocnień? Jaki jest plan sztabu szkoleniowego na odnoszenie zwycięstw? Który młodzieżowiec będzie mógł liczyć na regularne występy? Odpowiedzi na te pytania postanowiliśmy poszukać u Ante Simundzy, nowego trenera WKS-u, który porozmawiał z nami podczas obozu w San Pedro del Pinatar.
Bartosz Bryś: Jest pan zadowolony z pracy piłkarzy podczas obozu przygotowawczego? Widać wykonany progres?
Ante Simundza: Mocno w nich wierzę, ponieważ wszyscy ciężko trenowali. Zawodnicy postawili przed sobą dużo nowych celów, które chcieliby osiągnąć. Jestem przekonany, że przez te dni wykonali duży krok do przodu. Mam jednak nadzieję, że cały czas będą chcieli się rozwijać i wyglądać jeszcze lepiej.
Któryś z zawodników szczególnie pana zaskoczył? Oczywiście w pozytywny sposób.
Nie jest łatwo złapać odpowiednią formę, zwłaszcza, że przed nami jeszcze trochę czasu do pierwszego meczu ligowego. Rzecz jasna niektórzy zaskoczyli swoją dyspozycją, ale dla mnie najważniejsze jest to, że wszyscy są odpowiednio skupieni. Zawodnicy wiedzą, co chcemy osiągnąć oraz zdają sobie sprawę z tego, co można jeszcze poprawić – zarówno indywidualnie, jak i drużynowo. Obecnie w drużynie nie ma miejsca na akceptację żadnych wymówek. Oczywiście, że niektórzy przyswajają pewne rzeczy szybciej, a niektórzy wolniej, ale całościowo wszyscy się rozwijają.
Śląsk rozegrał do tej pory w Hiszpanii dwa mecze sparingowe – przeciwko Ujpestowi oraz Olimpiji Lublana. Jak może trener je opisać? Z jakich aspektów jest pan zadowolony, a które wymagają jeszcze poprawy?
Zawsze można znaleźć coś, co wymaga poprawy. Te dwa mecze były zupełnie inne, a różnica pomiędzy nimi była ogromna. W pierwszym chciałem zobaczyć reakcję zawodników na warunki meczowe. Ci, którzy byli w najlepszej dyspozycji, rozegrali wówczas 60 minut. Reszta otrzymała pół godziny. Mogliśmy wygrać, ale z drugiej strony rywale też wypracowali sobie groźne sytuacje.
Co do drugiego spotkania – nie byłem zadowolony, ale nie rozczarowałem się. To bardzo ważna różnica. Szansę gry otrzymali wszyscy zawodnicy. Postanowiliśmy zmieszać młodych graczy z tymi bardziej doświadczonymi, ponieważ było to odpowiednie dla naszych planów związanych z poprawą elementów fizycznych. Oczywiście chcieliśmy ten mecz wygrać, ale nie udało się przez stałe fragmenty gry. Nieco przypadkowo straciliśmy bramki – w obu sytuacjach zawiodła komunikacja. Dobrze jednak, że stało się to w sparingu podczas obozu przygotowawczego, a nie w meczu ligowym. W ten sposób mieliśmy możliwość, aby popracować nad tym podczas kolejnego treningu. Po odpowiedniej analizie jesteśmy w stanie zniwelować błędy.
Podczas obu meczów byliśmy bardzo blisko zdobycia bramek, co mogłoby wpłynąć na końcowy rezultat. Ostatecznie zobaczyłem u moich zawodników kilka aspektów gry, z których jestem zadowolony. Paradoksalnie było ich więcej podczas starcia z Olimpiją.
Które ustawienie jest przez pana preferowane? Oglądaliśmy spotkania towarzyskie oraz treningi, w których Śląsk grał w formacji 4-2-3-1. Jest to docelowe rozwiązanie?
To zależy, bo możemy dopasować się do przeciwnika. Cieszę się, że mamy możliwości, aby występować w kilku formacjach – oprócz 4-2-3-1, w grę wchodzi także 4-1-4-1 czy tradycyjne 4-4-2. Możemy rozpocząć z jednym lub dwoma napastnikami, bo w drużynie są do tego odpowiedni zawodnicy. Tak, jak powiedziałem – mamy pod tym względem spory wybór. Dla mnie ważniejszy jest jednak fakt, w jaki sposób piłkarze reagują na to, co dzieje się na boisku. Określona formacja obowiązuje tylko przez pierwsze minuty. Ustawienie jest swego rodzaju żywym organizmem. Obie drużyny obserwują wydarzenia meczowe i się do nich dostosowują. W ostatecznym rozrachunku trzeba się odnaleźć i wybrać to, co jest trudniejsze dla rywala.
Na których pozycjach drużyna wciąż potrzebuje wzmocnień, aby wejść na wyższy poziom?
Niedawno pozyskaliśmy Assada Al Hamlawiego. Niestety po przylocie mało spał i nie czuł się zbyt dobrze, przez co w pierwszym dniu z nami nie trenował. Mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie prezentował się coraz lepiej.
Nie jest tajemnicą, że chciałbym odświeżenia w każdej linii. Powiedziałem to na konferencji prasowej po zatrudnieniu. Potrzebujemy graczy, którzy wzniosą drużynę poziom wyżej i pociągną za sobą resztę.
Bardziej chcielibyście pozyskać nowego pomocnika czy obrońcę?
Musimy dobrze wykonać naszą pracę. Jestem w stałym kontakcie z dyrektorem sportowym, który był z nami na obozie. Mam nadzieję, że pozyskamy jeszcze jednego lub dwóch zawodników.
Jak może pan ocenić Marca Llinaresa oraz Assada Al Hamlawiego, którzy niedawno dołączyli do zespołu?
Marc przebywa z nami od pierwszego dnia obozu. Jest zawodnikiem z umiejętnościami, których oczekiwałem. Co ważniejsze – wierzę, że cały czas może się rozwijać i stawać się jeszcze lepszym. Jeśli odpowiednio zaaklimatyzuje się w nowym miejscu, pozna drużynę, będzie dla nas dużym wzmocnieniem.
Opisanie Assada jest trudniejsze, ponieważ jest z nami bardzo krótko. Wnioskując jednak z tego, co już widziałem oraz z tego, co o nim słyszałem, wydaję mi się, że może dać nam coś zupełnie innego niż na przykład Kuba Świerczok.
Omawiał pan te transfery z Rafałem Grodzickim, czy były to jego samodzielne decyzje?
Jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie, a komunikacja między nami jest na wysokim poziomie. Podejmujemy decyzje razem, ale to on jest odpowiedzialny za prowadzenie rozmów z zawodnikami oraz dopinanie transferów.
A polecał trener jakichś piłkarzy, których szczególnie chciałby pozyskać?
Nie. Nakreśliłem tylko profile graczy, których potrzebuję na danych pozycjach. Część zawodników udało się już dopasować do tych wymagań i są na naszej liście.
Może pan zdradzić, piłkarzy o jakim profilu poszukujecie?
W sytuacji, w której obecnie znajduje się Śląsk, kluczowy jest w moim odczuciu odpowiedni charakter. Jest on niezbędny, aby zostać zawodnikiem tej drużyny.
Kilka dni temu rozmawialiśmy z Serafinem Szotą, który zdradził, że zablokował pan jego odejście ze Śląska. Co dojrzał trener w tym piłkarzu?
Zablokowałem wszystkie potencjalnie odejścia. Będąc jeszcze w Słowenii, robiłem z moim sztabem analizę drużyny, ale chciałem zobaczyć zawodników na żywo, bo jest to coś innego niż praca na odległość. Po przyjeździe rozmawiałem z dyrektorem sportowym i powiedziałem mu, żeby dał mi około dziesięciu dni. Ustaliliśmy, że pojedziemy razem do Hiszpanii, a potem znajdziemy odpowiednie rozwiązanie dla kilku graczy. Serafin zdążył pokazać wiele jakości, dlatego na pewno zostanie w zespole.
Jaki jest pomysł sztabu szkoleniowego na poprawę gry defensywnej? W poprzedniej rundzie zespół miał z nią bardzo duże problemy.
Myślę, że zanotowaliśmy spory progres pod tym względem. Nie jestem jedynie zadowolony z niespodziewanych błędów, które popełnialiśmy w dwóch poprzednich sparingach. Musimy się ich jak najszybciej pozbyć, ponieważ bywają dni, kiedy nie możesz strzelić gola. Wtedy musisz się perfekcyjnie bronić, aby zdobyć przynajmniej jeden punkt. Mój plan na odnoszenie zwycięstw jest bardzo prosty – chcemy mieć jedną bramkę więcej niż rywale.
Wszystko zaczyna się jednak od defensywy i odpowiedniego nastawienia mentalnego. W ofensywie bardzo ważną rolę odgrywają umiejętności indywidualne danych zawodników, ale w obronie nie są one aż tak istotne. W tej fazie gry dużo zależy od ustawienia, kompaktowości oraz trzymania pozycji. Jestem przekonany, że treningi, które nam pozostały, pozwolą się jak najlepiej przygotować do pierwszego meczu ligowego.
W Ekstraklasie obowiązują przepis o młodzieżowcu, który nakazuje, że klub musi wypełnić daną liczbę minut. Zdaje sobie trener z niego sprawę?
Oczywiście. Jest to przepis, który muszę zaakceptować.
Pytam, ponieważ zastanawiam się, który z młodych zawodników jest najbliżej regularnych występów w Ekstraklasie?
Mamy kilka opcji.
Poprzedni trener chętnie stawiał na Tommasa Guercio. Teraz będzie podobnie?
Jeszcze nie wybrałem jednego rozwiązania. Obecnie nie wiem, który z młodych zawodników będzie grał, więc nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć. Muszą walczyć o swoją szansę. Być może będziemy na bieżąco dokonywać zmian – podczas jednego meczu zagra pewien gracz, następnie kolejny, a innym razem żaden nie zasłuży na występ.
Wielu kibiców jest ciekawych, kto będzie kapitanem Śląska w zbliżającej się rundzie. Może trener zdradzić, czy zostały podjęte już jakieś decyzje?
Pierwszym kapitanem będzie Petr Schwarz, drugim Kuba Świerczok, a trzecim Rafał Leszczyński. Przedstawiłem im moją decyzję i została ona zaakceptowana. Mogę to zdradzić, ponieważ rozmawiałem już ze sztabem oraz resztą drużyną. Jestem zadowolony, że cała trójka przyjęła moje rozwiązanie i zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności, która będzie czekać na nich czekać w szatni. Mam nadzieję, że sobie poradzą, bo bycie kapitanem to bardzo duża odpowiedzialność.
Jaka była pierwsza zmiana, którą przeprowadził pan w drużynie po jej objęciu?
Przede wszystkim skupiłem się na tym, co w moim odczuciu jest kluczowe, a przy okazji całkowicie normalne – w drużynie musi obowiązywać porządek, ciężka praca oraz przestrzeganie zasad. To trzy składowe, które są ze sobą połączone i to właśnie od nich rozpocząłem swoją pracę. Piłkarze oraz ludzie w klubie je zaakceptowali.
Nie chcę plotkowania w czasie pracy. W moim odczuciu wszyscy – począwszy od prezesa po sprzątaczkę – muszą być skupieni na swoich obowiązkach. Jeśli będą je realizować, będziemy mogli odnieść sukces.
Takie podejście jest niezbędne do poprawienia funkcjonowania drużyny?
Wierzę, że jeśli chce się regularnie stawać lepszym, to tak. Będąc profesjonalnym zawodnikiem, a teraz trenerem – zawsze uważałem tak samo. Bez porządku, pracy i dyscypliny zmniejszasz prawdopodobieństwo na zrealizowanie swoich celów.
W sztabie szkoleniowym znalazło się miejsce dla Pawła Dziakowicza, który wcześniej pracował w strukturach akademii. Była to inicjatywa ze strony klubu?
Takie rozwiązanie zostało zarekomendowane przez dyrektora sportowego, a ja się na nie zgodziłem. Doszliśmy do porozumienia i rozpoczęliśmy pracę. Jestem zadowolony z jej dotychczasowych efektów. Paweł jest młody, ale bardzo ciężko pracuje. Dodatkowo dobrze zna klub, ma go w sercu i dlatego dalej będzie członkiem sztabu.
Słyszał pan cokolwiek o polskiej lidze przed dołączeniem do Śląska?
Oczywiście. Wiedziałem bardzo dużo, ponieważ śledzę poczynania słoweńskich piłkarzy w europejskich klubach. Jeśli mam taką możliwość, to na bieżąco obserwuję ich grę. Kilka razy zdarzyło mi się nawet oglądać mecze polskich drużyn.
Jak długo trwały negocjacje z klubem? Długo zastanawiał się pan nad podjęciem decyzji?
Od pierwszego kontaktu ze strony klubu do podjęcia przeze mnie decyzji minęło około czternastu dni. W tym czasie rozmawiałem z rodziną, agentem oraz dyrektorem sportowym Śląska. Po zapoznaniu się z ofertą oraz uznaniu, że mogę w odpowiedni sposób pomóc drużynie, zdecydowałem się rozpocząć pracę.
Jakie są pańskie główne oczekiwania związane z pracą we Wrocławiu?
Głównym celem jest rzecz jasna utrzymanie w Ekstraklasie. Nie wiem, co się wydarzy, ale wymagam od siebie, żebyśmy jako cały sztab szkoleniowy zrobili wszystko, aby jak najlepiej pomóc drużynie. Chcę, aby piłkarze cały czas się rozwijali pod naszym okiem. Zdaję sobie sprawę, że uniknięcie spadku, które traktujemy priorytetowo, jest trudne do zrealizowania, ale jeśli nam się uda, będę bardzo dumny.
Przed panem największe wyzwanie w trenerskiej karierze? Obecna sytuacja Śląska jest bardzo wymagająca – do bezpiecznego miejsca brakuje aż ośmiu punktów.
Jeżeli bierzemy pod uwagę moment, w którym zaczynam pracę oraz miejsce, w jakim znajduje się obecnie drużyna, to jak najbardziej. Nie mam jednak wpływu na to, co się już wydarzyło. To jest przeszłość, ale zdaję sobie sprawę z wyzwania, jakie przede mną stoi.
Jakie aspekty chciałby pan jeszcze poprawić w drużynie?
Chcemy poprawić bardzo wiele rzeczy. Jeśli pragniemy odnosić sukcesy, każdego dnia musimy stawać się coraz lepszymi. Będziemy pracować nad ulepszeniem wszystkich aspektów związanych z naszą grą.
Na koniec chciałbym zadać pytanie o Karola Borysa, który jest wychowankiem Śląska. Spotkał go pan podczas w pracy w Mariborze. Jak można ocenić tego piłkarza?
Niewątpliwie ma duże umiejętności, ale musi cały czas ciężko trenować, bo nic nie dostanie za darmo. Na szczęście omijają go na razie kontuzje. Jeśli poświęci się pracy oraz w pełni skupi się na tym, że chce być graczem na najwyższym poziomie, jego talent może przynieść wymierne efekty, a on sam stanie się wtedy naprawdę dobrym zawodnikiem.
Parterem Śląsknetu podczas
zgrupowania w Hiszpanii była
firma transportowa Uniwer-Trans