Simundza: Przekonaliśmy Wrocław do wiary w nas
30.03.2025 (00:25) | Dominik Mazurfot.: Rafał Sawicki
Szkoleniowiec Śląska Wrocław Ante Simundza po wygranym 3:1 meczu z Lechem Poznań odpowiadał na pytania dziennikarzy. Podkreślał, że zwycięstwo z Kolejorzem daje wiarę w to, że zespół potrafi prezentować odpowiednią jakość.
Ante Simundza: - Mam nadzieję, że kibicom podobał się ten mecz z uwagi na jego przebieg i zwycięstwo. Spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie. Musimy zdawać sobie sprawę, że pokonaliśmy naprawdę silnego przeciwnika i udowodniliśmy, że też mamy wysoką jakość. Dziękuję bardzo kibicom za wsparcie i energię, którą nam dali.
Jaki był kluczowy moment meczu?
Gol Assada Al-Hamlawiego w drugiej połowie. Do przerwy wynik był sprawiedliwy, ale w drugiej odsłonie byliśmy lepsi fizycznie i mentalnie. Gdy w momencie przewagi udaje Ci się zdobyć bramkę, to mecz staje się łatwiejszy.
To jest mecz, na którym można budować nadzieję na utrzymanie? Obawialiśmy się tego spotkania także dlatego, że bywały mecze, gdy przy wielu kibicach piłkarze Śląska nie grali dobrego spotkania o dużą stawkę.
Gdy pokonujesz Lecha musisz mieć pewność siebie. Od pierwszego dnia mówiłem, że wierzymy w utrzymanie i gdy mówiłem, że wszyscy wierzymy w utrzymanie, to miałem na myśli cały klub. Dzięki ostatnim występom przekonaliśmy cały Wrocław do wiary w nas. Teraz chcemy tę wiarę kibiców podtrzymać. To nasze zobowiązanie.
Czy Pana zdaniem słusznie podyktowano rzut karny?
Jestem trenerem, nie sędzią. Jeśli popatrzymy na mecz ze Stalą Mielec, to mamy analogiczną sytuację dotyczącą pracy arbitra (Śląsk skorzystał na błędzie arbitra – przyp. red.). Mam jednak swoje zdanie na temat tej sytuacji. Sędziowie niezależnie od wszystkiego powinni prezentować wysoki poziom.
W przerwie za Piotra Samca-Talara wszedł Mateusz Żukowski, który miał na koncie żółtą kartkę i było to ryzykowne z Pana strony. Z czego wynikała ta decyzja?
Żukowski nie zawinił, inny zawodnik powinien ją zobaczyć. Mateusz zobowiązał się wobec mnie i całej drużyny, że będzie grał odpowiedzialnie. Samiec-Talar nie grał, na poziomie którego od niego oczekiwałem i jest to dla niego lekcja.
Nie jest Pan zły na Aleksa Petkowa za wykartkowanie się przed meczem z Motorem Lublin?
Wolę patrzeć na to z innej strony. Zagrał świetny mecz. Żółty kartonik jest wynikiem poprzednich absencji i jeśli będzie rozgrywał więcej spotkań, zachowa się lepiej. To mądry zawodnik, zdaje sobie sprawę, że popełnił błąd.
Co powie Pan o występie Al-Hamlawiego? Do kogo z poprzednich podopiecznych mógłby go Pan porównać?
Jego ciężka praca popłaca. Nie chcę go porównywać. Profil Al-Hamlawiego pasuje do profilu drużyny. Ważne, że to ten typ zawodnika, który strzela i asystuje. Cała drużyna pracuje na wynik napastnika, a on pomaga w defensywie.
Czym była spowodowana jego zmiana?
Zmęczeniem. W środę miał trzy przesiadki i w czwartek wrócił do treningów.
Chciałem zapytać o współpracę Hiszpanów: Llinares, Pozo i Ortiz. To kwestia taktyczna czy także lepszego zrozumienia z racji pochodzenia?
Wszyscy mają podobną charakterystykę. Na lewej i prawej flance próbujemy grać tak samo. Mamy jednak inne profile zawodników, co nie zmienia faktu, że chcemy mieć te same fundamenty taktyczne.
Przy okazji rzutu karnego Jasper chciał ją wykonać, ale etatowy wykonawca – Petr Schwarz – zabrał mu piłkę. Dogadali się czy była to Pana decyzja?
Wydarzyło się to, co miało się wydarzyć.
Którzy zawodnicy najlepiej wykorzystali czas spędzony z Panem w roli pierwszego trenera?
Wielu zawodników poczyniło progres, a największy krok w dobrą stronę uczyniliśmy jako drużyna.
Czy Śląsk może w przyszłości wrócić na tak stały jakościowy poziom jak w meczu z Lechem?
Wciąż zajmujemy ostatnie miejsce, ale zwycięstwo z Lechem daje nam pewność, że możemy prezentować wysoki poziom. Przyszłość jest daleko, cieszymy się, że zespół jest w formie przed meczem z Motorem.
A kiedy w Śląsku tak na dobrą sprawę „ruszyła maszyna”?
Na koniec sezonu odpowiem na to pytanie.