Sokołowski: Najważniejsze, że dopisujemy trzy punkty
19.10.2025 (18:45) | Jan Pindralfot.: Dawid Kokolski
Co po meczu Śląska Wrocław ze Stalą Mielec 2:1 powiedział Patryk Sokołowski?
Patryk Sokołowski: Na pewno jesteśmy zadowoleni, że zdobyliśmy trzy punkty. Myślę, że to nie był łatwy mecz, szczególnie po stracie bramki na 2:1. Wtedy trochę za bardzo się cofnęliśmy. Najważniejsze jednak, że dopisujemy trzy punkty do tabeli. Nadal jesteśmy niepokonani u siebie i mam nadzieję, że tak zostanie.
Patrząc na ten mecz, można powiedzieć, że to były dwie zupełnie różne połowy. W pierwszej Śląsk zdominował rywala, strzelił dwie bramki i do przerwy mogliście schodzić zadowoleni. W drugiej natomiast gra nie wyglądała już tak dobrze. Stal mocno was przycisnęła i była bliska wyrównania.
Zgadza się. Pierwsza połowa była naprawdę dobra, dwie bramki, kontrola gry. Początek drugiej połowy też wcale nie wyglądał źle, mieliśmy świetną sytuację, żeby podwyższyć na 3:0. Rywale dwa razy wybijali piłkę praktycznie z linii bramkowej. Właśnie takie sytuacje musimy wykorzystywać, żeby później spokojnie kontrolować mecz. Niestety, w końcówce wkradło się trochę nerwowości, mieliśmy problem z utrzymaniem piłki i skupiliśmy się głównie na defensywie. Na pewno musimy nad tym popracować, żeby w przyszłości wyglądało to lepiej, nawet przy prowadzeniu.
Dzisiaj mieliście sporo okazji, żeby podwyższyć wynik, ale momentami twoi koledzy zachowywali się trochę egoistycznie – brakowało podań, zwłaszcza w końcówce, np. kiedy Marianac mógł wypuścić Banaszaka. Czy nie uważasz, że właśnie przez takie decyzje mogło się to skończyć stratą punktów, bo Stal miała w ostatnich minutach świetną okazję na wyrównanie?
Trudno powiedzieć, że to tylko kwestia gry bardziej „pod drużynę”. Każdy stara się zrobić coś dobrego dla zespołu. Ale zgodzę się, że zabrakło skuteczności i tego trzeciego gola. Po stracie bramki na 2:1 mieliśmy jeszcze kilka kontrataków, które mogliśmy rozegrać lepiej. Przy jednobramkowym prowadzeniu zawsze istnieje ryzyko, że coś się może wydarzyć. Myślę więc, że tak, zabrakło nam podwyższenia wyniku i przez to końcówka była niepotrzebnie nerwowa.
Wspomnijmy jeszcze o stałych fragmentach gry. Piotr Samiec-Talar wrzucał dziś kilka bardzo dobrych piłek z rzutów rożnych, często właśnie na twoją głowę. To już wasz firmowy schemat?
Oby, mamy kilka wariantów rozegrania rzutów rożnych. Myślę, że dobrze czuję, gdzie Piotrek będzie kierował piłkę i staram się znaleźć w odpowiednim miejscu. Dzisiaj dwa razy było naprawdę blisko, żeby uprzedzić bramkarza albo obrońcę, ale się nie udało. Mam nadzieję, że w następnym meczu piłka już wpadnie do siatki.