Takiego zawodnika brakowało Śląskowi. ''Stać mnie na więcej" mówi

16.04.2025 (18:00) | Franciszek Wiatr

fot.: Paweł Kot

Jose Pozo w ostatnim meczu przeciwko Cracovii do swojej świetnej gry w ostatnim czasie dołożył w końcu liczby - asystę oraz bramkę. Mimo krótkiego pobytu w drużynie Hiszpan udowadnia, że jest jednym z jej liderów, a umiejętności ma na bardzo wysokim poziomie.



 

Przez długi czas Śląskowi Wrocław w środku pola brakowało typowej "dziesiątki", których coraz mniej w nowoczesnym futbolu. Zwłaszcza w rundzie jesiennej sezonu 2024/25, dało się odnieść wrażenie, że Petr Schwarz nie jest w stanie sam wnosić tyle kreatywności na boisku.

W zimowym okienku transferowym dzień przed meczem inaugurującym rundę rewanżową, wrocławianom udało się dopiąć transfer hiszpańskiego piłkarza, który właśnie miał rozwiązać te problemy i wnieść do drużyny bardzo wysoką technikę oraz przegląd pola. Tym graczem został Jose Pozo.

- Liczymy, że Jose Pozo będzie ważnym elementem tej układanki i wniesie do wniesie do drużyny wiele jakości oraz kreatywności

- komentował transfer na oficjalnej stronie Rafał Grodzicki.

W starciu z Piastem Gliwice nie zagrał, lecz w spotkaniu z Radomiakiem Radom na wyjeździe hiszpański pomocnik wyszedł już w pierwszym składzie, co było sygnałem, że Ante Simundza bardzo potrzebował zawodnika o takim profilu. Od razu było widać, że to piłkarz mający ogromne umiejętności, nienaganną technikę i potrafi kontrolować tempo akcji. W wygranym 3:0 starciu z Widzewem Łódź, po dograniu Pozo w pole karne bramkę samobójczą zdobył obrońca gości.

- Ma w sobie bardzo dużo energii, pracuje zarówno w obronie jak i w ataku. Dzisiaj był na poziomie całej drużyny, czyli wysokim

- mówił po wygranej trener Ante Simundza o występie pomocnika.

Od debiutu Hiszpan grał w każdym spotkaniu Trójkolorowych od pierwszych minut. W większości z tych potyczek prezentował się dobrze, lecz do pełni szczęścia jego indywidualnych popisów, brakowało mu liczb. Najbardziej pechowe wydaje się starcie z Pogonią Szczecin we Wrocławiu, kiedy Pozo dwa razy był blisko zdobycia bramki, lecz piłka w obu przypadkach odbiła się od słupka.

To zmieniło się właśnie w sobotę, kiedy Wojskowi pewnie pokonali Cracovię na wyjeździe 4:2. Najpierw Pozo  posłał piłkę wybiegającemu Mateuszowi Żukowskiemu, dzięki czemu Polak zdobył bramkę otwierającą wynik i była to pierwsza pełnoprawna asysta wrocławskiej "dziesiątki". W drugiej połowie natomiast Hiszpan kapitalnym strzałem podwyższył wynik na 3:1 i do ostatniego podania dołożył bramkę.

Właśnie m.in. do braku asyst i goli odniósł się sam zawodnik po meczu. Sam przyznał, że jednak najważniejsze są trzy punkty zdobywane przez drużynę.

- W poprzednich meczach brakowało mi liczb, dziś pojawiły się, jednak wciąż uważam, że stać mnie na więcej. Chcę utrzymać ten poziom i w kolejnych spotkaniach pomagać zespołowi w zdobyciu następnych trzech punktów, co jest najważniejszą sprawą. Jeśli przy okazji uda mi się zaliczyć asystę czy strzelić gola, to tym bardziej będę zadowolony

- powiedział cytowany przez oficjalną stronę klubu po zwycięstwie w Krakowie.

Chociaż tu nikt nie może się równać z Petrem Schwarzem, a świetnie prezentuje się też Piotr Samiec-Talar, Pozo dobrze wygląda na tle drużyny w liczbie kluczowych podań. Mimo iż dołączył dopiero w lutym, jest już na 5. miejscu w tej klasyfikacji w całej drużynie.

  • Petr Schwarz - 62 (najwięcej w lidze!)
  • Piotr Samiec Talar - 40
  • Mateusz Żukowski - 15
  • Arnatu Ortiz - 14
  • Jose Pozo - 13

Jest także w czołówce jeśli chodzi o udane dryblingi (na 6. miejscu w drużynie, z 12 udanymi próbami na 18) oraz jest liderem ex aequo z Mateuszem Żukowskim, w średniej dryblingów na mecz - 2 próby na spotkanie. Wychowanek Realu Madryt notuje także średnio ponad 8 pojedynków na mecz i przeciętnie ponad 4 z nich są przez niego wygrane.

Widać, że jest to świetny transfer Rafała Grodzickiego i warto było wydać na niego pieniądze. Jest to zawodnik, którego Śląsk potrzebował — kreujący grę, niebojący się dryblingu oraz brania gry na siebie. Jeśli Jose Pozo utrzyma taki poziom, a sam zapowiada, że stać go tylko na więcej, to zielono-biało-czerwoni będą mogli oglądać w przyszłym sezonie zmagania na ekstraklasowych boiskach.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.