TRANSFERY: Podsumowanie okienka na plus?

26.02.2021 (07:01) | Wojciech Peciakowski
uploads/images/2021/2/wiluszssssss_6030435910f64.jpg

fot.: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl

Zimowe okienka transferowe są zwykle o wiele mniej emocjonujące niż te letnie, może poza przypadkami drużyn, w których potrzebne są drastyczne zmiany w celu ratowania sezonu. Śląsk zimował na wysokim, czwartym miejscu w tabeli i choć wydawało się, że wzmocnienia na niektórych pozycjach się przydadzą (bo przecież kiedy nie są potrzebne?), to pod tym względem we Wrocławiu miało być tej zimy skromnie. Włodarze klubu jeszcze w grudniu zapowiedzieli, że transferów nie będzie. Dziś już wiemy, że nie okazało się to prawdą, a ruchy transferowe były, i to w obie strony - zarówno do klubu, jak i, niestety, poza drużynę. Poniżej prezentujemy zestawienie zimowych ruchów transferowych Śląska Wrocław.



 

Zaczęło się od Diego Żivulicia. Chorwacki defensywny pomocnik nie zaliczy swojej przygody we Wrocławiu do udanych. Dla Śląska rozegrał 20 meczów i były to w większości występy co najwyżej przeciętne. Mówiło się o podnoszeniu średniej wzrostu, wsparciu przy stałych fragmentach i dobrej grze w destrukcji. W praktyce nie było żadnej z tych rzeczy. Żivulić został początkowo zesłany do rezerw, gdzie nawet nie zawsze dostawał szanse gry, jednak zimą pojawiła się możliwość przejścia do innego klubu i obie strony chętnie na to przystały. Chorwat rozstał się z Wrocławiem raczej bez żalu, i to z wzajemnością. Obecnie występuje w węgierskiej ekstraklasie w barwach Diosgyoru, dla którego rozegrał do tej pory sześć meczów.

 

W końcu transfery do klubu

Po odejściu Żivulicia, postrzeganym przez kibiców jednak jako pozytywna wiadomość, nadeszła kolej na transfery do klubu. W połowie stycznia fanów Śląska rozgrzała wiadomość o sondowaniu przez klub możliwości sprowadzenia Polaka, występującego na pozycji stopera dla zespołu U23... Manchesteru United. Mniej więcej w tym samym czasie pojawił się temat innego stopera, również Polaka, ale znanego już nie tylko z rodzimego ekstraklasowego podwórka, ale przez niektórych pamiętanego również ze Śląska Wrocław. Zawodnicy ci to odpowiednio Łukasz Bejger i Maciej Wilusz, dziś już oficjalnie reprezentujący barwy WKS-u, jednak wciąż czekający na swój debiut w zielonej koszulce. Dzień po dniu ogłoszono transfery - najpierw wypożyczenie do końca sezonu Wilusza (z opcją wykupu), a potem aż 4,5-letni kontrakt Bejgera.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o transfery do klubu. Po wznowieniu rozgrywek i kiepskich wynikach Śląska, a przede wszystkim fatalnym stylu i marnej grze zwłaszcza środka pola powrócił temat sprowadzenia środkowego pomocnika. W eterze pojawiały się takie nazwiska jak Rumun Catalyn Carp, występujący do niedawna w lidze białoruskiej Oleksandr Vasyliev czy znany z boisk I ligi Sebastian Bonecki. Finalnie nikt więcej się we Wrocławiu nie pojawił. Kolejni jednak z WKS-u wyjechali...

 

Młodzi tracą cierpliwość

Po odejściu Diego Żivulicia słyszało się o zainteresowaniu innych klubów chociażby Mateuszem Praszelikiem, który świetnie wszedł w ten sezon. Śląsk nie miał jednak zamiaru oddać utalentowanego młodzieżowca. Jednak inni młodzi zawodnicy, ci "nasi", powoli tracili cierpliwość i mieli dość wiecznego czekania na swoją szansę. Pod koniec stycznia w internecie pojawiły się spekulacje o zainteresowaniu Widzewa Łódź osobą Piotra Samca-Talara. Z początku nie dawano tym informacjom wiary, wiedząc, że pozycja napastnika w Łodzi okupowana jest przez byłego snajpera Śląska, Marcina Robaka, jednak po kilku dniach plotki stały się faktem. Dziś Piotr Samiec-Talar ma już za sobą debiut w zespole Widzewa, w którym zresztą zdobył bramkę. Występujący w Widzewie na pozycji skrzydłowego młodzieżowiec po sezonie wróci do Wrocławia, bo w umowie nie zawarto klauzuli wykupu.

Samiec-Talar wróci, nie wróci natomiast do Wrocławia zawodnik, uznawany za jeden z największych talentów, jaki wypuściła wrocławska akademia. Marcin Szpakowski zmęczył się sumienną pracą i ogrywaniem się w rezerwach i postanowił szukać swojego miejsca gdzie indziej. W połowie lutego pojawiła się informacja, jakoby pomocnik miał latem wzmocnić pierwszoligową Koronę Kielce. Sprawy znacznie przyśpieszyły, ponieważ Szpakowski jest zawodnikiem Korony już od kilku dni - kielczanie zdecydowali się sprowadzić go jeszcze zimą, a Śląsk, pewnie w myśl zasady "z niewolnika nie ma pracownika" postanowił rozstać się z piłkarzem i nie utrudniać transferu. Dla piłkarza to z pewnością sportowy awans, gdyż do tej pory mimo faktu bycia zawodnikiem Śląska i nawet debiutu w ekstraklasie, tak naprawdę był piłkarzem drużyny drugoligowej. Szpakowski przeszedł więc poziom wyżej. Zawodnikiem Korony będzie co najmniej do czerwca 2024 roku.

Podsumować transfery zimowe ciężko - nowi zawodnicy jeszcze nie zadebiutowali, zaś ci, którzy odeszli, dopiero zaczynali stawiać pierwsze kroki w pierwszej drużynie. Oceniając jednak sam potencjał, okienko Śląska można chyba zapisać po stronie tych umiarkowanie udanych. Odszedł jeden młody talent, przyszedł inny, a do tego w przypadku decyzji na transfer definitywny Wilusza Śląsk zyska doświadczonego defensora.

Wrocławską drużynę zasilili także inni zawodnicy, bowiem na rynku transferowym działał także zespół rezerw. W ostatnich dniach do zespołu rezerw dołączył 16-letni bramkarz Oskar Mielcarz.

źródło: własne

ZOBACZ też: TRANSFERY: Szpakowski odchodzi ze Śląska