Trzy szlaki spadkowiczów. Którym podąży Śląsk?
07.07.2025 (08:00) | Krzysztof Rakowiczfot.: Gleb Soboliew
Przed Śląskiem Wrocław walka o powrót do Ekstraklasy. Ostatnie lata pokazują, że o to nie jest tak łatwo. Zobaczcie, jak spadkowicze z poprzednich lat radzili sobie z realiami I ligi i co może spotkać Trójkolorowych.
Spadek dla każdego klubu oznacza rewolucję, nie tylko na płaszczyźnie rozgrywkowej. Dochodzi między innymi do wietrzenia szatni oraz zmian w finansach i organizacji. Nie jest zatem powiedziane, że po degradacji powrót nastąpi od razu. Wiadomo, że taka drużyna cieszy się dużym zainteresowaniem i spora część osób spodziewa się jej co najmniej w górnej części tabeli na koniec sezonu. Jednak realia bywają inne, każdy zespół po spadku ulega zmianie i historia pokazuje, że ciężko wrócić do Ekstraklasy zaledwie po roku rozłamki.
ROCZNA ABSENCJA - RZADKI PRZYPADEK
Na 13 ostatnich spadkowiczów (ostatnie 5 sezonów), powrót do Ekstraklasy po roku miał miejsce tylko raz. Była to Lechia Gdańsk, która przed sezonem 2023/2024 zmieniła właściciela i przeprowadziła niemałą rotację w szatni. Sprowadzono między innymi Luisa Fernandeza, który sezon wcześniej zdobył 20 bramek w I lidze. Solidne wzmocnienia przyczyniły się do tego, że gdańszczanie po roku wrócili do Ekstraklasy, zajmując pierwsze miejsce na jej zapleczu z 68 oczkami na koncie.
By znaleźć kolejne przykłady szybkich powrotów na szczyt, musimy cofnąć się aż do sezonu 2016/2017, kiedy to Górnik Zabrze zajął drugie miejsce, co dało mu bezpośredni awans. Dwa sezony wcześniej z pierwszego miejsca awansowało Zagłębie Lubin, co jest trzecim i ostatnim przypadkiem szybkiego powrotu w ostatniej dekadzie.
W kwestii awansu po barażach, jeszcze nie zdarzyło się, by ktoś dzięki nim wrócił do Ekstraklasy zaledwie po roku, mimo że odkąd je wprowadzono (od sezonu 2019/2020), pięciu spadkowiczów wywalczyło udział w nich, lecz bez powodzenia.
I LIGA JEDNAK NA DŁUŻEJ
Ciągnąc dalej ten wątek, docieramy do najbardziej przetartego szlaku spadkowiczów, jakim jest przegrana w barażach lub zajęcie miejsca w środku tabeli. Oczywiście Śląsk chciałby pójść śladami Lechii, jednak w poprzednich latach niemal każdy spadkowicz chciał dokonać szybkiego comebacku, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Patrząc ponownie na pięć ostatnich rozgrywek I ligi, 85% ekstraklasowych spadkowiczów (11 na 13 przypadków) zostawało w I lidze na kolejny sezon. Spośród tej jedenastki, cztery ekipy miały szansę awansować za pomocą wcześniej wspomnianych baraży. Arka Gdynia i Wisła Kraków odpadły już w półfinałach, a ŁKS Łódź i Bruk-Bet Termalica w finałach. Pozostali spadkowicze zderzyli się z realiami I ligi i utknęli w środku tabeli.
SZLAK CZERWONY
Trzeci szlak to dosyć świeża, choć rzadka sprawa. Padły przykłady powrotów po roku i zajęcia miejsca w środku tabeli, ale bywały również przypadki, że zespół doświadczył dwóch spadków z rzędu. Jedynym przykładem z ostatnich pięciu lat jest Warta Poznań, która w zeszłym sezonie występowała w I lidze jako spadkowicz, a w nadchodzącym będzie pełnić tę rolę w II lidze. Z pewnością nie pomogła felerna seria 15 meczów bez zwycięstwa, która wręcz przyspawała Warciarzy do dna pierwszoligowej tabeli.
Gdy zagłębimy się w historię Śląska, niestety znajdziemy podobną sytuację. Nie licząc bieżącego roku, ostatni spadek WKS-u z najwyższej klasy rozgrywkowej miał miejsce w sezonie 2001/2002. Mimo problemów finansowych, przygotowano kadrę, która miała wywalczyć szybki powrót do krajowej elity. Z ciekawostek, to właśnie wtedy opaskę kapitana otrzymał Dariusz Sztylka, który nosił ją przez następne osiem lat. Chociaż inauguracja rozgrywek 2002/2003 była obiecująca (wygrana 4:0 z Ruchem Radzionków), wrocławianie ostatecznie zanotowali drugi spadek z rzędu. Jako przyczyny upatrywano fatalną postawę podczas meczów wyjazdowych (zaledwie jedno zwycięstwo w całym sezonie), kontuzję kluczowego zawodnika oraz brak doświadczonych rozgrywających.
KTÓRY SCENARIUSZ DLA ŚLĄSKA?
Dochodzimy do tytułowego pytania, co będzie ze Śląskiem w nadchodzącym sezonie? Którym szlakiem podąży? Oczywiście nasza redakcja nie posiada kuli przewidującej przyszłość, zatem musimy bazować na faktach.
W zielono-biało-czerwonych trykotach nie ujrzymy już zawodników, którzy dali Wrocławiowi nadzieję na pozostanie w Ekstraklasie. Mowa przede wszystkim o Jose Pozo, Aleksandrze Paluszku i Assadzie Al-Hamlawim. Poza wyżej wymienioną trójką, z klubem pożegnało się czternastu innych zawodników. Patrząc na fakt, że do końca okienka transferowego jeszcze dużo czasu, to jest to spora liczba. Aczkolwiek warto rzucić okiem na tych, którzy Śląsk wzmocnili:
- Mariusz Malec – obrońca, który w Ekstraklasie wystąpił 123 razy (chociaż w zeszłym sezonie tylko 3)
- Michał Szromnik – były bramkarz i kapitan Śląska, który we Wrocławiu miał swoje dobre momenty
- Marko Dijaković – młody obrońca ze sporym bagażem doświadczeń w I lidze (50 spotkań)
- Damian Warchoł – napastnik, który w minionym sezonie zdobył 14 bramek w I lidze
- Luka Marjanac – skrzydłowy, z którym Ante Simundza chciał współpracować od dawna
- Besar Halimi – doświadczony pomocnik i 32-krotny reprezentant Kosowa
- Maksymilian Dziuba – młody pomocnik, który w zeszłym sezonie miał okazję grać na zapleczu Ekstraklasy
Powyższe wzmocnienia można traktować w dosłownym znaczeniu. Czyli są to zawodnicy, którzy z marszu mogą zająć miejsce w wyjściowej jedenastce i mieć realny wpływ na przebieg spotkania. A w sieci nie brakuje plotek na temat kolejnych wzmocnień. Trzeba przyznać, że wygląda to obiecująco nie tylko na papierze, ale również podczas sparingów, bowiem Wojskowi dotychczas wygrali każdy z nich. Jednak bez wątpienia trzeba zachować zdrowy rozsądek, ponieważ to tylko sparingi, a sezon nawet się nie zaczął. Historia byłego już zawodnika wrocławian Caye Quintany dowodzi, że w spotkaniach nieoficjalnych można wymiatać, a w tych o stawkę już niekoniecznie. Ale trzeba podkreślić – na razie wygląda to nieźle.
Kluczowym aspektem na plus jest decyzja trenera Simundzy, który zdecydował się na kontynuowanie pracy w Śląsku. Patrząc na przebłyski drużyny z rundy wiosennej minionego sezonu, można dojść do wniosku, że wizja szkoleniowca jest materiałem na sukces. Widać, że cieszy się szacunkiem wśród swoich podopiecznych (Marko Dijaković w wywiadzie z nami przyznał, że decyzja Simundzy o pozostaniu przekonała go do dołączenia do Śląska), co także jest ważne.
Jasno widać, że Śląsk przeszedł, a nawet wciąż jest w trakcie rewolucji. Trzeba uczyć się nazwisk nowych zawodników, zapamiętać nadchodzących rywali WKS-u i być gotowym na sezon, który będzie inny od tych poprzednich. Wrocławian czeka rok walki o powrót do Ekstraklasy. Naprzeciw staną ekipy, którym w poprzednich latach nie udało się wrócić do elity, które marzą o historycznym awansie i takie, dla których I liga to krok w przód. Każdy będzie walczył o coś, a Śląsk mierzy w najwyższe cele. Presja z pewnością jest, bo przecież WKS jeszcze rok temu fetował ze srebrnymi medalami na szyi, a teraz po 17 latach doszło do potknięcia. Ostatnie lata pokazują, że nie jest łatwo wrócić po roku, ale jest wiele symptomów dających Trójkolorowym duże szanse na przejście przez szlak, którym przeszła Lechia w sezonie 2023/2024. Wszystko zależy od zderzenia z rzeczywistością.
Statystyki na podstawie ostatnich pięciu sezonów:
- Średnie miejsce zajmowane przez spadkowiczów – 8.
- Średnia liczba transferów przychodzących – 12
- Średnia liczba transferów odchodzących – 22

Trening w domu a trening na siłowni - co wybrać w zależności od celu?