Warchoł: Remis trzeba uszanować
18.08.2025 (20:00) | Adam Paliszek-Saładyga / Krzysztof Banasikfot.: Mateusz Porzucek
Śląsk zremisował w Opolu 1:1, a punkt w samej końcówce uratował Damian Warchoł. Napastnik WKS-u nie krył po meczu rozczarowania, ale podkreślał także charakter zespołu, który – grając w osłabieniu i po niewykorzystanym rzucie karnym, zdołał odrobić straty.
Jak podsumujesz dzisiejsze spotkanie? Śląsk ostatecznie zremisował w końcówce po Twoim golu.
Nie jesteśmy zadowoleni. Do Opola nie przyjechaliśmy po jeden punkt. Wiemy, jakie są cele Śląska i takie mecze trzeba wygrywać. Okoliczności nam nie pomogły: niewykorzystany rzut karny, czerwona kartka… To podcięło nam skrzydła. Z perspektywy przebiegu meczu remis trzeba jednak uszanować — dostaliśmy gola w samej końcówce, a grając w dziesięciu, potrafiliśmy jeszcze odpowiedzieć i doprowadzić do 1:1. Przed pierwszym gwizdkiem interesowały nas jednak tylko trzy punkty.
Byliście o włos od czystego konta. Skąd biorą się te stracone bramki? Mam wrażenie, że zaskoczyło was ustawienie Odry przy rzucie rożnym.
Na gorąco trudno wskazać jedną przyczynę. Nie dopilnowaliśmy zawodnika wbiegającego na krótki słupek, uratowała nas poprzeczka, ale chwilę później piłka spadła rywalowi idealnie pod nogi i już dobił do pustej bramki. W ofensywie regularnie strzelamy, ale sześć straconych bramek to za dużo, jeśli chcemy grać o najwyższe cele. Od najbliższego meczu w Głogowie musimy zacząć od zera z tyłu — bodaj jeszcze w tym sezonie nie mieliśmy czystego konta.
Gdybyś mógł wcielić się w rolę dziennikarza i zadać trenerowi Ante Simundzy jedno pytanie: kiedy duet Warchoł–Banaszak?
Chyba się nie wychylę, trener ma już dość tego tematu (śmiech). Z Przemkiem znamy się półtora roku, graliśmy razem w różnych ustawieniach. Jesteśmy innymi napastnikami: on jest szybki, silny, lubi dostać piłkę w przestrzeń i potrafi się przy niej utrzymać. Ja częściej „żyję” między liniami, poruszam się jako taki wolny elektron, odciągam obrońców i szukam wolnych stref. Od kiedy przyszedłem do Śląska, byłem ustawiany głównie jako „dziewiątka”. Dobrze czuję się też jako „dziesiątka”, ale u trenera praktycznie na niej nie występowałem — wyjątkiem był mecz z Miedzią, gdy po czerwonej kartce wszedłem jako fałszywa „dziesiątka” i miałem dwie okazje. Wtedy nie wpadło, dziś już tak.
_68a1ffe3d51bc.jpg)
Na treningach bywasz testowany jako „dziesiątka”?
Nie.
Przekonywałeś Przemka na transfer, gdy nie wypalił mu temat w Bruk-Becie?
Przemek odezwał się do mnie jeszcze wcześniej — pytał, jak to wygląda w Śląsku, gdy byłem już na zgrupowaniu. Nie wiedziałem wtedy, że jest temat Termaliki. Jak tam się potoczyło, nie wiem. Gdy tam nie wyszło, Śląsk stał się dla niego opcją numer jeden i nie miał wątpliwości. Moje rekomendacje też pewnie pomogły i mogły go dodatkowo przekonać.
Będziesz pierwszą opcją na mecz z Chrobrym, skoro Przemek ma wypaść ze składu?
Patrząc na treningi i naszą rywalizację o „dziewiątkę”, myślę, że tak. Choć trener lubi „zaszachować”, a ostatnio częściej wyznaczał mi rolę jokera na drugą połowę. Nie mam z tym problemu, chociaż okoliczności bywały trudne — ze Stalą Rzeszów czerwona kartka ustawiła mecz i plan się posypał. Uważam, że bez niej gralibyśmy wtedy najlepsze spotkanie w sezonie.
Opisz proszę, jak padł dzisiejszy gol na 1:1 — jak wyglądał z Twojej perspektywy?
To była sytuacja podobna do tej z Miedzią, tylko wrzutka z drugiej strony. Piłka poleciała minimalnie za plecy, musiałem zrobić krok wstecz. To trudne dla napastnika, bo łatwiej uderzać w pierwszym tempie. Zrobiłem więc najrozsądniejszą rzecz: skontrowałem piłkę „skąd przyszła”. Widziałem, że bramkarz poszedł w ciemno w drugi róg i nie zdążył już z interwencją — tylko patrzył, czy wpadnie. Mam nadzieję, że to nie będzie moja najładniejsza bramka w Śląsku.