Zdolny Skaut: Śląsk słabszy niż w poprzednim sezonie? (ANALIZA)
27.09.2024 (23:10) | Redakcja Śląsknetfot.: Paweł Kot
W poprzedniej kolejce lider z Poznania podejmował ekipę Jacka Magiery i większość kibiców słusznie przewidywała nie tylko końcowego zwycięzcę, ale i przebieg meczu. Dla wrocławian niestety nie było niespodzianki, natomiast należy podkreślić, że właśnie pod kątem statystycznym to spotkanie było bardzo podobne do meczu we Wrocławiu w sezonie 2023/24, gdy, mimo dominacji na boisku, „Kolejorz” przegrał aż 1:3.
Wystarczy posłuchać lub poczytać niektórych "ekspertów" by uwierzyć że nic nie pozostało z Śląska z zeszłego sezonu, że różnica jest ogromna. Tymczasem FAKTY pokazują jak podobny jest przebieg #LPOŚLĄ do meczu rok wstecz, gdy @SlaskWroclawPl wygrał 3:1... pic.twitter.com/LOdYJUCiYX
— Zdolny Skaut (@ZdolnySkaut) September 22, 2024
Ostatnio popularna stała się teza, jakoby po drużynie Śląska z zeszłego sezonu nic nie zostało. O ile problemy w ofensywie niektórzy słusznie tłumaczą brakiem Erika Exposito, tak monolit defensywny został znacząco naruszony. Postanowiliśmy sprawdzić, czy ta teza jest prawdziwa, łącząc spojrzenie kibica oraz analitycznego nerda, tudzież szukając odpowiedzi jak to jest z następcą hiszpańskiego snajpera.
Temat można podjąć na wiele sposobów, ale skoro porównujemy wyniki sezon do sezonu, to spójrzmy na liczbę bramek w poprzedniej edycji Ekstraklasy. W całej lidze padły 823 gole, czyli średnio 45,7 na drużynę. Nie jest to może metoda idealna, ale w nawiązaniu do prawa wielkich liczb, taka baza jest już miarodajna, więc przyjmijmy tę wartość jako punkt wyjścia. 1,34 gola w przeliczeniu na mecz to wartość, do której będziemy się odwoływać sprawdzając poczynania Śląska w tym sezonie. Zmysł analitycznego nerda podpowiada, by odrzucić suche bazowanie na wyniku, ale na potrzeby artykułu - tonujemy te przekonania.
Po siedmiu kolejkach, gdy sprawdzimy, ile razy defensywa Śląska traciła w lidze więcej niż jedną bramkę, okaże się że takie spotkania były raptem dwa. Porażka 0:2 z solidnym Piastem i szalone 3:5 z Pogonią, a mogło być wyżej gdyby nie… Musiolik.
Dla tych, którzy zwykli oglądać mecze na flaschscore - Musiolik oprócz dostawienia głowy, zanotował też kluczową interwencję defensywną, której "wagę" można czytać podobnie jak zdobycie #POGŚLĄ pic.twitter.com/HdXd3IdS49
— Zdolny Skaut (@ZdolnySkaut) September 1, 2024
Mecz w Szczecinie stanowi anomalię również wobec goli strzelanych przez Śląsk, ponieważ stanowi aż 50% bramek WKS-u w tym sezonie. Czy baza po siedmiu meczach jest miarodajna? No nie. Czy kibice zastanawiali się, jak by to wyglądało odrzucając ten przedziwny mecz? 6 meczów Śląska, 3 gole zdobyte, 6 straconych (tylko raz więcej niż jeden gol).
Czy tracenie średnio jednego gola w meczu jest powodem bicia na alarm? No nie. Dlatego, choć błędy są znacznie częściej dostrzegane, czy jesteśmy bliscy twierdzenia, że defensywa (przez kibiców czytana jako liczba traconych goli) jest powodem, przez który Śląsk znalazł się w bieżącej sytuacji? No nie. Na rozkładzie były przecież już solidny Widzew, Piast, topowe w kraju Lech, Pogoń czy Legia – terminarz bardzo wymagający.
W tym miejscu warto przypomnieć, jak wyglądały zdobycze Magiery po sześciu kolejkach ubiegłego sezonu - 10 goli zdobytych i 7 straconych. Czy defensywa traciła zatem gole rzadziej niż we wcześniejszych wyliczeniach (nie uwzględniając szaleństwa w Szczecinie)? No nie. fot. 90minut.pl
Uwzględniając, że Śląsk wciąż rzadko traci dużą liczbę goli i ten wynik rok do roku jest dość podobny, przyjmijmy założenie, że to nie defensywa Śląska jest problemem. Oczywiście błędy obrońców są znacznie częściej widoczne, ponieważ w zeszłym sezonie to WKS mając korzystny wynik grał w niskiej obronie i nie musiał ryzykować prowadzenia gry stoperami. Przy braku Erika Exposito drużyna straciła na jakości i nie jest już w stanie tak powtarzalnie obejmować szybko prowadzenia. Ocena dzisiejszych defensorów nie powinna być na tyle negatywna, co bardziej miarodajna, niż miało to miejsce rok temu – dopiero dziś jesteśmy w stanie zaobserwować realny poziom np. Petkowa, przez wielu we Wrocławiu nie tak dawno typowanego do najlepszego obrońcy ligi. Przyznajmy wprost, że reprezentant Bułgarii nie zapomniał jak się gra, po prostu jego rola ograniczała się najczęściej do konserwatywnej gry.
Zmysł kibica wchodzi do gry – skoro nie obrona, to atak. Sprawdzamy tę tezę i nie ma co pudrować, wynik 3 goli zdobytych w sześciu spotkaniach jest bardzo słaby. W tym miejscu połączmy jednak oba zmysły, przechodząc od ogółu do szczegółu – sprawdźmy, jakie sytuacje były wykreowane wybranym piłkarzom ofensywnym. Po pierwsze Musiolik, po drugie Nahuel Leiva:
- Musiolik 1 gol na 6 prób (łączne xG około 0,6)
- Leiva 0 goli na 13 prób (łączne xG około 0,3)
Dla niektórych będzie to zaskoczenie, ale Musiolik w lidze wciąż posiada nadwyżkę goli oczekiwanych wobec faktycznie zdobytych. Najgorszy wynik uzyskał skrzydłowy sprzedany za 2,5mln euro, którego próby miały średnio zaledwie 2,5% szansy powodzenia.
Chimeryczny Leiva (za moment 28 lat), to nie tylko 2,5mln € ale też oszczędzone ok 25-30k € miesięcznie z jego kontraktu. Te da się dużo lepiej spożytkować, pytanie czy @SlaskWroclawPl będzie umiał. Ciężko było więcej wyciągnąć
— Zdolny Skaut (@ZdolnySkaut) September 23, 2024
Ciekawostkę, zarazem nauczkę może stanowić przykład Vahana Bichakhchyana, którego 24 strzały o łącznej wartości zaledwie 1,8 xG przyniosły tylko 1 bramkę – a przecież ofensywny pomocnik „potrafi uderzyć” (w zeszłym sezonie 5 goli na 90 prób).
Skoro nie Musiolik, a Leivy już nie ma, to kto? W poprzednim meczu sztab z Magierą na czele postawił na Juniora Eyambę, pozwoliliśmy sobie nawet na nieco humorystyczny content.
Junior Eyamba @SlaskWroclawPl @LechPoznan
— Zdolny Skaut (@ZdolnySkaut) September 23, 2024
Best Skills & Moves czyli jego najlepsza jego akcja w #LPOŚLĄ
Innego asa zobaczycie tutaj https://t.co/lpeh5uw5Ix pic.twitter.com/93CzTPYypo
Napastnik wystąpił na pozycji lewego skrzydłowego, bynajmniej nie jako snajper, a prędzej tak nisko ustawiony, że jego rola przypominała grę lewego wahadłowego. O występie nie można powiedzieć wiele dobrego, choć sprawiedliwie odnotujmy, że wygrał 5 z 10 pojedynków, co stanowi pewną różnicę w porównaniu do Samca-Talara (1/2) czy nawet zazwyczaj dobrego w tym elemencie Musiolika (3/8). Z drugiej strony, póki co o Eyambie nie potrafimy wiele powiedzieć – nie skreślajmy go, poczekajmy, aż drużyna złapie automatyzmy, a przede wszystkim rozliczajmy go z docelowej roli, gdy już ją poznamy. Trudno zresztą nie odnieść wrażenia, że skład w Poznaniu był eksperymentalny. Bazując tylko na dyspozycji w meczach, my (tak samo jak większość kibiców) nie wystawiła by takiej jedenastki. Co więcej, gdy poznaliśmy skład, próbowaliśmy zgadywać, jak to dokładnie mogłoby wyglądać.
Eyamba, Musiolik, Baluta, Petrov... dużo centymetrów więc zapowiada się walka, defensywka i liczenie na SFG. Hybryda też prawdopodobna
— Zdolny Skaut (@ZdolnySkaut) September 22, 2024
Magiera zamieszał, a Wy jak to widzicie w #LPOŚLĄ https://t.co/SO5mO9gATb pic.twitter.com/71JvrOzkJ2
Typowaliśmy hybrydę, w której Samiec-Talar (opcjonalnie Schwarz) melduje się jako wahadłowy, a napastnicy współpracują ze sobą w pionie. Cóż, analiza wsteczna zawsze skuteczna i teraz wszyscy wiedzą że ten skład nie przyniósł punktów (choć niech wynik nie będzie złudny, bo 1:0 sugeruje, że nie było tragicznie jak na mecz z liderem. Zamiast jednak skupiać się na tym, uwolnijmy trochę analitycznego nerda i spróbujmy znaleźć racjonalne uzasadnienie, dlaczego Magiera podjął takie wybory, mające na ławce przecież Ortiza, Ince czy Cebulę:
1. Pomysł na mecz – sztab, świadomy atutów Lecha, wiedział, że o ile wymiana ciosów może przynieść Śląskowi kilka okazji więcej, tak poznaniacy mając więcej otwartej przestrzeni tym bardziej przechylą szalę na swoją korzyść. Może to okrutne i może błędnie to czytamy, ale zdecydowano się grać na 0:0, za priorytet stawiając działania defensywne.
2. Centymetry – realizacja planu mogła być nawet nadto skuteczna, gdyby wykorzystać stałe fragmenty gry, za które głównie odpowiada Schwarz. W sierpniu była to jeszcze niepopularna opinia, ale dziś nikt sobie nie wyobraża wyjściowego składu bez Czecha. Ponadto centymetry są przydatne we własnym polu karnym, co udowodnił Petrow notując 11 wybić i 4 kolejne interwencje obronne (w tym wybicie tuż przed linią bramkową), a także wygrywając wszystkie 3 pojedynki, które stoczył. Paradoksalnie najlepszy (pod względem statystyk) zawodnik z pola wrocławian spotkał się z krytyką ze strony fanów, głównym zarzutem brak bloku w sytuacji zakończonej golem, czego raczej uniknął drugi z duetu stoperów Bejger, nagminnie popełniający te same błędy, do których już przyzwyczaił w poprzednich latach.
3. Próba zyskania przewagi – szukając uzasadnienia obsadzenia Eyamby na skrzydle, musieliśmy uwzględnić również przewidywany skład rywala. Lech też grywa hybrydą, w której lewy obrońca dołącza do stoperów tworząc tercet obronny, natomiast Pereira gra znacznie wyżej i/lub przechodzi do rozegrania w środku. Różnice występują nie tylko w kwestii roli, ale też np. budową fizyczną Portugalczyk znacznie ustępuje grającemu po przeciwnej stronie Gurgulowi, stąd zapewne próba gry bardziej dynamicznymi zawodnikami po jego stronie (Żukowski i Samiec-Talar). Zabieg z Eyambą mógł być próbą odwzorowania zachowań Erika, który zbiegał do linii po stronie na której gorzej w takich pojedynkach radził sobie jeden z bocznych obrońców.
4. Statystyki uzupełniające – chcąc argumentować konkretnymi danymi powyższe tropy, przedstawiamy statystyki pochodzące z Opty na temat skuteczności pojedynków z podziałem naziemne / powietrzne dla Pereiry i Gurgula. Mogą one pomóc zrozumieć w jaki sposób sztab Śląska chciał możliwie uzyskać przewagę, albo raczej zneutralizować przewagę rywala w oparciu o dostępny materiał.
- Joel Pereira - skuteczność pojedynków na ziemi 58%, w powietrzu 33%
- Michał Gurgul - skuteczność pojedynków na ziemi 45%, w powietrzu 55%
5. Rezerwowy nie zawsze znaczy gorszy – pozostawienie na ławce rezerwowych zawodników bardziej mobilnych, jak Ince, Ortiz i Cebula oraz nominalnego napastnika Świerczoka (zapewne jakościowo lepszego, ale nieprzygotowanego fizycznie na dłuższe granie) może stanowić zabieg taktyczny połączony ze wcześniejszymi punktami. Jeśli Magiera przewiduje, że 0:0 może być sufitem przy takim graniu, to jest zapewne świadom, że z tego stanu wiele nie brakuje do niekorzystnego 0:1. W takich okolicznościach Śląsk musiałby chociaż częściowo przejąć grę i do tego lepiej będzie się nadawali świezi Ortiz i Cebula, niż zmęczony (gdyby grał od początku) Ince lub Baluta czy Eyamba, preferujący raczej inną grę.