Zub: Wygraliśmy z pretendentem do awansu do Ekstraklasy
26.07.2025 (03:00) | Piotr Junikfot.: Paweł Kot
Jak skomentował wygraną swojego zespołu ze Śląskiem Wrocław trener gospodarzy Marek Zub?
Pierwsza moja refleksja to, że w końcu wygraliśmy u siebie. Przed meczem i w całym okresie przygotowawczym,
w wielu momentach, padało to pytanie w stosunku do mnie: Skąd to się bierze, że przegrywamy i czy to tak dalej będzie wyglądało? Ja bardzo jestem przede wszystkim zadowolony, że wygraliśmy u siebie, że wygraliśmy
z pretendentem do awansu do Ekstraklasy, że graliśmy tak jak planowaliśmy w wielu momentach.
Pytanie o końcowy fragment spotkania. Około 70. minuty spotkania Śląsk zdecydowanie przeważał. Jaki był Pana pomysł na końcówkę meczu? Jeżeli był to jakiś inny pomsł to co się stało, że nie potrafiliśmy się utrzymać dłużej przy piłce?
Jeżeli był pomysł na końcówkę meczu to wybrzmiał on w szatni w przerwie spotkania. W trakcie gry nie mamy takiej możliwości, żeby znacznie wpłynąć na zespół. To w dużej mierze wynikało z takiego trochę poczucia, nad tym zdecydowanie pracowaliśmy od pierwszego treningu w tym roku, jedności w bronieniu. To, że przez wiele meczów w ostatnim sezonie nie udało nam się zwyciężyć, to często bywało tak, że graliśmy dobrze, prowadziliśmy grę, wyglądaliśmy nieźle w posiadaniu, natomiast kiedy tylko traciliśmy piłkę, to nie mogliśmy tego powstrzymać
i kończyło się to na straconej punktach. Także tutaj końcowe fragmetny tłumaczę tak, że kosztem jakiegoś lepszego widowiska piłkarskiego z naszej strony, widać było, że chłopaki się skonsolidowali jako grupa. Trochę za nisko broniliśmy bramki i pewnie taka świadomość, bo nie rozmawiałam z nimi jeszcze, że w jedności jest siła i jeśli będziemy skonsolidowani to dowieziemy korzystny rezultat do końca.
Nie próbujemy wybierać, nie próbujemy podejmować ryzyka, tym bardziej mieliśmy świadomość, że graliśmy
z przewagą jednego zawodnika i w konsekwencji czasu ta przewaga odbje się na przeciwniku, który mimo tego że nas zepchnął to jednak w tych decydujących momentach pod naszą bramką nie był aż tak precyzyjny, żeby tą piłkę skierować do bramki. Warto dodać, że w dwóch, trzech przypadkach Marek Kozioł pokazał swój kunszt i chłodną głowę, gdyż poczekał na to co się stanie, nie próbował nic zrobić by zdeprymować uderzającego, a ten trafiał prosto w niego. Odpowiadając krótko, trudno było mieć pomysł na taką końcówkę, ale z drugiej strony z tego powodu było trochę więcej emocji, bo mieliśmy pomysł na to, żeby strzelić decydującą bramkę i mieliśmy okazję żeby podwyższyć wynik na 3:1. Wydaje mi się, że wówczas to by inaczej wyglądało jeśli chodzi o końcowe fragmenty spotkania. Mamy dobrą bazę do tego, żeby wyciągnąć wnioski z tego jak się bronić w tak zwartej obronie strefowej no i próbować to przesuwać w takich podobnych sytuacjach trochę wyżej, by być dalej od swojej bramki, bo w takich sytuacjach często rządzi przypadek.
Przed meczem mówił Pan, że ta potyczka będzie solidną wyeryfikacją dla Pańskich podopiecznych. Myślę, że zgodzi się Pan ze mną, że do 20. minuty kiedy to Śląsk otrzymał czerwoną kartkę to przyjezdni byli lepiej zorganizowanym zespołem, głownie w ofensywie. Jak się Pan odniesie do tych pierwszych 20 minut spotkania, kiedy to Śląsk zepchnął Was do defensywy?
Zdecydowanie tak, myślę że pierwsze 20. minut było odzwierciedleniem tego na jakim poziomie są te drużyny na ten moment, mam tu na myśli te głównie kwestie piłkarskie, bo w pierwszych minutach trudno tu mówić o różnicy
w kwestiach fizycznych. To był chyba z jeden z nielicznych meczów jakie pamiętam w którym nie byliśmy słabsi fizycznie i w centymetach, jakbyśmy to chcieli policzyć i pododawać to chyba byliśmy wyższym zespołem.
Od 20. minuty móżna powiedzieć, zaczął się mecz o wynik, bez patrzenia na to co kto umie, kto gdzie grał, kto jakich ma zawodników. Wartość należało pokazać na tu i teraz i to jaki pomysł miały obie drużyny na ten mecz. Śląsk miał dobry pomysł na nas, mieliśmy szczęście i trochę nam się udało, ale też byliśmy na to przygotowani. Śląsk mógł otworzyć wynik w tych pierwszych 20. minutach dzięki swoim umiejętnościom indywidualnym. Gdyby to ucznił, byłoby nam trudniej ale tego nie zrobił. Mieliśmy też moment na kontry, a po jednej z nich udało nam się uzyskać przewagę jednego zawodnika i to miało znaczenie. Dobrze wiemy, że niełatwo gra się w liczebnej przewadze i różnie to bywa wynikowo.
Proszę wymienić największe plusy w dzisiejszym spotkaniu Pańskiej drużyny? Wspominał Pan
o fizyczności, dużej liczbie strzałów, o przewadze w stałych fragmentach gry.
Przewaga w liczbie stałych fragmentów gry wynikała z optycznej przewagi, też z taktyki drużyny Śląska, która się cofnęła. Co do strzałów to zawsze mamy ich trochę. Dzisiaj było ich kilka niedokładnych, niecelnych strzałów. Na pewno to jest element gry nad którym musimy pracować.
Krystian Wachowiak spędził całą poprzednią rundę w rezerwach grając w II drużynie w lidzie okręgowej.
Od początku okresu przygotowawczego trenuje z I drużyną i już w drugiej kolejce wyszedł w pierwszym składzie. Jak Pan oceni jego występ?
Oceniam jego występ bardzo pozytywnie. "Wachu" w pewnym momencie uznał, że potrzebuje nowych wyzwań, i był święcie przekonany, że takowe się pojawią. Niestety rzeczywistość piłkarska różnie wygląda w takiej sytuacji. Krystian sam przyznał, że trochę przecenił swoje możliwości. Z mojej perspektywy absolutnie bardzo dobrze mu to zrobiło, i czasami taki reset, krok w tył, pozwoli zrobić dwa kroki do przodu i mam nadzieję, że tak to będzie wyglądało w jego przypadku.
Czy spadł trenerowi kamień z serca po tym meczu i co zrobić, aby w następnym spotkaniu także zwyciężyć by podtrzymać dobrą serię?
A gdzie Pan widział ten kamień? Ja nie miałem kamienia na sercu. Oczywiście było kilka meczów bez zwycięstwa
w poprzednim sezonie, ale to była inna drużyna, inny sezon 2024/2025. Tylko statystycy i tacy dziennikarze, którzy szukają kamienia na moim sercu posługują się podobnymi statystykami. Nie spadł mi kamień z serca, ale pamiętam o tamtych porażkach, natomiast one nie mają nic wspólnego z aktualnym zespołem, a jeżeli mają to tylko takie element motywacji, żeby dziennikarzom, którzy takie pytania zadają móc odpowiedzieć konkretnie, że to się już skończyło.