(WYWIAD) Biliński: Zawsze byłem dumny z reprezentowania tych barw

14.11.2019 (15:00) | Krzysztof Banasik | skomentuj (8)
Trzy mistrzostwa, pięć pucharów, tytuł króla strzelców Młodej Ekstraklasy – Kamil Biliński to obecnie, obok Tadeusza Sochy, najbardziej utytułowany wychowanek Śląska. Ostatnie dwa lata 31-letni napastnik spędził na Łotwie w zespole Riga FC, z którym zdobył dwa razy złote medale. Z Wrocławia odszedł w złej atmosferze. – Ja po prostu chciałem normalnych negocjacji, a tych negocjacji nie było – wspomina, dodając jednocześnie: – Jak bym miał możliwość powrotu do macierzystego klubu, chociażby był to trzeci, czwarty, piąty raz, to zrobiłbym to, bo zawsze byłem dumny z reprezentowania tych barw i noszenia tej koszulki na sobie. Zapraszamy do lektury wywiadu z „Bilą”.


 

Byłem ostatnio w Rydze i nawet chciałem się do ciebie odezwać, ale nie było okazji. Strasznie mi się tam spodobało. Byłem mega zaskoczony, bo ja myślałem, że Łotwa to w ogóle jest taki kraj trochę postkomunistyczny, że przyjadę i będę widział jakieś Wołgi, Łady i tak dalej, a tu kurde naprawdę byłem mile zaskoczony.
No bo taki jest stereotyp, wszyscy ludzie z Polski jadą do Wilna i się Wilnem zachwycają, a te miasta leżą 300 kilometrów od siebie. Do Rygi się raczej nie jeździ, no i ja też bym tu nigdy nie przyjechał, gdyby nie to, że podpisałem tutaj kontrakt. W tej chwili jesteśmy z żoną zachwyceni miastem i życiem jakie tutaj jest, bo to jest trochę podobnie do Wrocławia. Nie jest bardzo przytłoczone i nie jest takie pędzące jak na przykład Warszawa. Jest takim właśnie normalnym, bardzo ładnym miastem. Jeśli chodzi o styl, to jest taka mieszanką “old school” i “modern”, bo Rosjanie tutaj urzędują, to dla nich. Dzięki Rosjanom i ich pieniądzom, które tu zostawiają, miasto jest ciekawsze i ładniejsze. Zwróciłeś uwagę, jakie tutaj auta jeżdżą?



Pewnie, że zauważyłem.
Pochodzę z Wrocławia, czyli bardzo podobnego miasta do Rygi, ale we Wrocławiu jak staniesz na skrzyżowaniu, to nie będzie tak, że co drugie, trzecie auto to będzie jechał “Porszak”. Tych luksusowych aut jest tutaj sporo.

Czym jeździ Kamil Biliński?
Ja Hondą CRV, spokojne, rodzinne auto. Na polskich blachach, także luzik.

Czyli właściciel klubu, bogaty Rosjanin, Porsche ci nie sprawił?
Nie. Aż takich prezentów nie było tutaj. Samochodu nikt nie dostał. Mieszkanie tak.

Ten bramkarz, tak, czytałem o tym. Sezon się skończył już u was i widziałem, że oprócz złotego medalu za mistrzostwo, zgarnąłeś też jakąś indywidualną nagrodę?
Tak, tak. To od naszego zespołu, bo wczoraj mieliśmy galę (rozmowa miała miejsce w poniedziałek 11.11. – przyp.red.), taką zakończeniową naszego klubu. Dzięki właścicielowi impreza była z taką mocną pompą, były rozdania nagród i ja dostałem statuetkę dla najlepszego strzelca zespołu. Pomimo tego, że nie grałem nie wiadomo jak dużo, to strzeliłem dwanaście goli i zrobiłem trzy asysty, więc to i tak dało najlepszy wynik.



Gala podsumowująca ten sezon to dla ciebie chyba też gala pożegnalna?
Kończy mi się kontrakt z końcem listopada i na tę chwilę nikt ze mną nie rozmawiał w kwestii przedłużenia tej umowy. Ja też nie jestem do końca zadowolony z tego, jak to wszystko tu wyglądało, więc na pewno była to prawdopodobnie pożegnalna moja impreza, razem z wszystkimi pracownikami klubu, sponsorami i innymi ludźmi. Z częścią zespołu jeszcze spędzę trochę czasu, bo jutro lecimy na mini turniej na Cypr do właściciela i tam jeszcze będziemy trenowali, grali mecze (właściciel Riga FC jest też właścicielem cypryjskiego Pafos FC, w którym ostatnio grał Diego Żivulić – przyp.red.).

Skoro nie Łotwa, to gdzie cię zobaczymy teraz?
Nie wiem, nie wiem. Nie mam pojęcia. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy. Okienko transferowe się otworzy za niedługo, więc na pewno będę szukał swojego miejsca i mam nadzieję, że znajdzie się coś ciekawego, a czy to będzie powrót do Polski, czy wyjazd gdzieś za granicę, to będzie zależało od tego, co się pojawi.

Z jakich kierunków masz propozycje?
Rozmowy gdzieś tam dopiero się rozpoczęły. Było kilka sugestii rzuconych przez mojego menadżera, od różnych pośredników, zobaczymy co z tego wyjdzie. Na Łotwie skończył się sezon. W innych częściach świata i Europy rozgrywki jeszcze trwają do połowy grudnia, więc dopiero na przełomie roku zespoły będą szukały wzmocnień. Jestem otwarty na wszystkie propozycje.

Zdobyłeś dwa razy mistrzostwo Łotwy, mistrzostwo Litwy, puchar krajowy na Litwie, puchar krajowy na Łotwie. Czyli jesteś potrójnym mistrzem. Trudno znaleźć jakiegoś wychowanka Śląska, który byłby tak utytułowany. Gratulacje!
Dziękuję, dziękuję bardzo. Jeszcze dwa superpuchary. No to jest razem siedem trofeów.

Jeszcze Puchar Ekstraklasy.
No tak, czyli osiem. Osiem tytułów. No nie no, Tadek Socha ma wszystko wygrane, także czapki z głów za to, co zrobił. On już jednak o to pięterko wyżej jest moim zdaniem. Zdobyłem w swojej przygodzie z piłką jakieś fajne rzeczy, fajne tytuły, nikt mi tego nie zabierze. Jest co wspominać, będzie co wspominać później. Ktoś powie, że są to tylko puchary w słabszych ligach, ale zawsze trzeba się pokazać z jak najlepszej strony w każdym miejscu i mi się to udało. Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec i jeszcze jakieś fajne sukcesy do końca swojej przygody dołożę.

To, że liga łotewska, a przynajmniej twój klub, to nie są jakieś ogórki, pokazały europejskie puchary. Wyszliście zwycięsko z rywalizacji z Piastem Gliwice, mistrzem Polski. A zdecydowała o tym twoja bramka. To pewnie był wesoły wieczór dla Ciebie?
Ja zawsze podkreślałem, że mój zespół jest ponad te, które są tutaj w kraju i byśmy sobie spokojnie poradzili w każdej innej lidze. Wiadomo, nie licząc tych topowych lig, ale myślę, że w Ekstraklasie moglibyśmy normalnie rywalizować. Nie mówię tego pod kątem tego, że wygrywając z mistrzem Polski, my byśmy byli mistrzem Polski. To tak nie działa, ale mając taki potencjał jaki posiadała w tym sezonie Ryga, na pewno moglibyśmy się pokazać. Udowodniły to europejskie puchary, bo to nie jest tylko i wyłącznie pokonanie Piasta. Zwyciężyliśmy jeszcze mistrza Finlandii, byliśmy o krok od pokonania i wyeliminowania mistrza Danii, także dzisiaj moglibyśmy grać w grupie Ligi Europy. Było nas prawie trzydziestu w kadrze zespołu i rywalizacja między nami dawała nam siłę i mogliśmy się sprzedać na różnych frontach. Ktoś właśnie wczoraj na gali powiedział, że my w ciągu trzydziestu dni zagraliśmy dziewięć spotkań w okresie letnim, gdzie natężenie meczów było ogromne, bo to były europejskie puchary, była liga, był puchar Łotwy i trzeba było po prostu grać i pokazać się z jak najlepszej strony. Zagraliśmy osiem spotkań w Europie w tym roku, dwa razy zremisowaliśmy, z Piastem przegraliśmy i wygraliśmy, z HJK zremisowaliśmy dwa razy i z Kopenhagą przegraliśmy i wygraliśmy. Wyszło na to, że dwa mecze wygraliśmy, cztery zremisowaliśmy i tylko dwa przegraliśmy. No to jest to jednak wyznacznik tego, że ten zespół był mocny w tym sezonie.

Śledzisz Ekstraklasę? Na pewno podpowiadałeś trenerom i kolegom jak można zagrać z Piastem?
Tak, tak. Śledzę.

Gdybyście mieli zagrać mecz ze Śląskiem, co byś powiedział w swoim klubie? Jak z nim zagrać? Jakie ma atuty? Byłbyś w stanie im coś podpowiedzieć?
Myślę, że to jest klub, który gra dość podobnie do tego, co my gramy, czyli gra niskim pressingiem i czeka na kontratak. Przede wszystkim próbuje grać dobrze z tyłu i liczy na to, żeby nie stracić gola. Zawsze w meczu pojawią się sytuacje do przodu i przez to, że Śląsk ma bardzo sprawnych i szybkich zawodników to sprawia, że te wyjścia w kontrataku są groźne i Śląsk tym zyskuje. Obrona jest mocna, tych goli Śląsk jakoś dużo nie traci, więc myślę, że Śląsk jest podobnym zespołem jak w tym sezonie była Ryga

Czy jako wychowanek Śląska czułeś, że jest ci łatwiej w klubie? Czy jednak jest ci trudniej, żeby zaistnieć?
Oczekiwania wobec takich osób są większe i wtedy, kiedy to jest dobrze, to jest dobrze, a kiedy pojawiały się słabsze wyniki, słabsza forma zespołu, to cierpią ci, którym najbardziej zależy. Mi wielokrotnie w ostatnim moim czasie we Wrocławiu bardzo się obrywało, w większości spraw byłem ja winny. Ja też chciałbym w każdym meczu strzelać gole, ale wiemy, że klub od pewnego czasu nie może wejść wyżej do czołówki ligi, więc te sezony w naszym wykonaniu były słabe. Mi się obrywało za to, że nie walczyliśmy o to takie miejsca, jakie są oczekiwane w tak dużym mieście jakim jest Wrocław.



Obrywało ci się – masz tutaj na myśli trenerów, prezesów czy kibiców?
No bardziej od tych, którzy kochają ten klub, czyli kibiców i oddanych pracowników klubu. Każdy chciał, żeby ten klub grał jak najlepiej, osiągał jak najlepsze wyniki i niestety te negatywne komentarze były skierowane na moją osobę.

Słyszę w twoim głosie trochę żal. Mam rację?
Może nie do końca żal, nigdy nie ukrywałem tego, że ja bym chciał zawsze grać w Śląsku i oddawać zdrowie dla tego klubu. To jest mój pierwszy klub, to jest klub, który dał mi zaistnieć w dorosłej piłce, więc to jest normalna rzecz, że mam słabość do tych barw i zawsze będę trzymał kciuki. Żal mogę mieć do tego, że w pewnym momencie, w którym wydawało się, że zostanę na dłużej, że będę mógł może do dzisiaj reprezentować barwy tego klubu, przez tak naprawdę jedną osobę, której nazwiska nie chcę wymieniać, nie zostałem w Śląsku. Zawsze podkreślałem, że jak bym miał możliwość powrotu do macierzystego klubu, chociażby był to trzeci, czwarty, piąty raz, to zrobiłbym to, bo zawsze byłem dumny z reprezentowania tych barw i noszenia tej koszulki na sobie.

We Wrocławiu chyba nikt Adama Matyska miło nie wspomina, więc nie jesteś jedyną osobą, która się negatywnie o nim wypowiada.
Wyszło potem na to, że to ja przypajacowałem i że chciałem dużych pieniędzy, a to było zupełnie na odwrót. Ja chciałem po prostu normalnych negocjacji, a tych negocjacji nie było. Tu nawet nie rozmawialiśmy, tu była rozmowa typu: “bierzesz to albo, brzydko mówiąc – wyp***j.”. I tyle. Mnie zabolało, że w momencie, kiedy stanęliśmy jako zespół przed czarną ścianą i było bardzo ciężko, podnieśliśmy się i ja wziąłem odpowiedzialność za zespół i wyciągnęliśmy klub w końcówce sezonu fajnymi wynikami i utrzymaliśmy ekstraklasę. Mi zależało, żeby kontynuować to wszystko i pokazać się z jeszcze lepszej strony, a bolało mnie to, że wielu ludzi zaczęło na mnie obwiniać, że zacząłem lepiej grać dopiero jak kończył mi się kontrakt. No to jest totalny bezsens, bo dlaczego miałbym nie chcieć wcześniej strzelać goli i nie chciałbym wygrywać? To nie było normalne, ja tego nie rozumiałem, dlaczego ludzie tak do tego podchodzą i mnie obwiniają o coś takiego. To był jakiś absurd.

Ten argument się często pojawia, że nagle jakiś zawodnik zaczyna lepiej grać, bo kończy mu się kontrakt. Tak było chociażby z Daliborem Stevanoviciem. Kiedy jego umowa zbliżała się do końca, zaczął grać lepiej i ludzie to wiązali, że walczy o nową umowę. Ja też w tym nie widzę logiki, przecież jak jesteś piłkarzem, wychodzisz na boisko, to nie wierzę, że myślisz sobie: “A, dzisiaj zagram sobie na pięćdziesiąt procent, bo jeszcze mam kontrakt, a jak będzie się kończył, to dam z siebie wszystko”.
No dlatego mówię, to jest chore, absurdalne myślenie. Osoby, które mnie znają, wiedzą jaki mam charakter, że ja na pewno nie dopuściłbym się tego, żeby nagle grać na dwieście procent. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak gra na dwieście procent. Jak ktoś tak mówi, to znaczy, że wcześniej nie dawał z siebie wszystkiego. Jak doszliśmy ze Śląskiem do ściany, byliśmy w czarnym punkcie, stwierdziliśmy, że mimo tego, że większości z nas kończą się kontrakty, chcemy zakończyć to wszystko jak najlepiej i z podniesioną głową, żeby bez wstydu zakończyć te rozgrywki i dać ludziom mimo wszystko trochę radości. To się udało i to w fajnym stylu.

Na twoją pozycję przez Matyska zostali sprowadzeni i dostali grube wynagrodzenia Marcin Robak i Arkadiusz Piech. Jak to się skończyło – wszyscy wiemy. O Ile Robak strzelał regularnie, to Piech już niekoniecznie.
Ja wiedziałem, że Marcin przyjdzie, były już gdzieś wcześniej prowadzone rozmowy. Arek przyszedł prawdopodobnie dlatego, że ja nie przedłużyłem umowy, bo to też zależało od tego czy ja przedłużę. Jeżeli ja nie przedłużyłem kontraktu, to Arek przyszedł, a z Marcinem cały czas rozmawiali.

No i cóż, potem liga zweryfikowała to podejście Matyska do ściągania gwiazd. Co prawda ty jakoś wielu bramek nie strzelałeś, bo to było chyba jedenaście goli w ostatnim twoim sezonie, ale takich ludzi jak ty w Śląsku przez ten czas brakowało, czyli ludzi stąd, którzy dodawaliby drużynie charakteru.
Jedenaście golu plus siedem asyst, ale to wiesz, w tamtym sezonie prawie nie grałem, bo pewien trener sobie stwierdził, że do niczego mu nie pasuję.

Mariusz Rumak.
Tak. Stwierdził, że co bym nie zrobił, jak bym nie trenował, grać nie będę – takie były słowa tego pana, więc ja odpowiedziałem, że panu udowodnię, że tak nie jest. Minęło z sześć, siedem kolejek, kiedy na Wisłę Kraków wyszedłem w pierwszym składzie. Wygraliśmy wtedy 5:1, ja strzeliłem gola, miałem dwie asysty i dwie asysty drugiego stopnia, także we wszystkich bramkach miałem udział. Okej, współpracowaliśmy potem dalej, kilka meczów u trenera Rumaka rozegrałem, ale nigdy to nie była jakaś tam sympatia. Nigdy nasze relacje się nie polepszyły, więc na te statystyki trzeba też popatrzeć przez liczbę minut.

Po twoim odejściu tak naprawdę ciężko było znaleźć jakiegoś rodowitego wrocławianina w kadrze, a kibice tego chcą, tego potrzebują i myślę, że w tym kierunku również powinniśmy pójść obecnie.
Cały czas, gdy patrzę gdzieś po kibicach, to szukają osoby takiej, z którą chcą się utożsamiać. Przemek Płacheta zagrał kilka fajnych spotkań i już od razu wszyscy robimy z niego gwiazdę. Erik Exposito strzelił hat-tricka, to już robimy z niego gwiazdę. W tej chwili fajnie to wygląda, jest sporo punktów jak na poprzednie wszystkie sezony, więc jest super i wszyscy są zadowoleni. Wiemy, że ta liga jest taka, że za chwilę dostaniemy dwa razy “w czapę” i zaraz znowu zacznie się szukanie: “A ten jest zły, ten w ogóle nic nie daje”. I tak w kółko. Cieszmy się, że w tabeli to wygląda fajnie i obyśmy nie musieli drżeć jak w poprzednich sezonach. Miejmy nadzieję, że w tym sezonie będzie już przynajmniej ta upragnioną ósemką, a potem może coś więcej.

Czy po odejściu ze Śląska miałeś jeszcze z kimś z Wrocławia kontakt? Widziałeś się z Adamem Matyskiem?
Takim paradoksem było, że jak odszedłem do Płocka, to mój pierwszy sparing był ze Śląskiem, na obozie Śląska. Zremisowaliśmy 2:2, a ja strzeliłem gola na 1:0.

I co? Podaliście sobie rękę?
No podaliśmy, ja nie mam takiego charakteru, żebym musiał się na kogoś obrazić. Przecież on nie zrobił mi czy mojej rodzinie krzywdy, więc dlaczego miałbym mu ręki nie podać? W tamtym momencie tak to się ułożyło i życie toczyło się dalej. Ubrałem barwy Wisły i w tamtym momencie chciałem najlepiej dla “Nafciarzy”.



Za tym twoim drugim podejściem do Śląska chyba trafiłeś po prostu na złą ekipę. Złą w takim sensie, że Matysek miał inna wizję zespołu, nie zależało mu na budowaniu tożsamości klubu, tylko na sprowadzeniu gwiazd.
No tak to się wtedy potoczyło. Ja nie chcę szukać winowajców. Ja mam większą urazę do tej konkretnej osoby, która była jakby decydentem tej całej sytuacji, a nie do innych ludzi z klubu. Moja druga przygoda ze Śląskiem niekoniecznie wyglądała tak, jak sobie zakładałem.

Czy po zdobyciu teraz mistrzostwa, ktoś z klubu się z Tobą kontaktował?
Piotrek Celeban mi tylko napisał gratulacje za mistrzostwo.

Może mam też mylne wyobrażenie, ale jak widzę, że moje dziecko – no bo jednak ty jesteś trochę dzieckiem Śląska – odnosi sukcesy, to jestem z tego dumny. Tym bardziej, że wychowanków Śląska grających w poważną piłkę jest garstka.
Nie potrzebuję tego. Tych gratulacji było dużo, nie chciałbym też nikogo pominąć, ale na tę chwilę nie jestem w stanie tego odgrzebać wszystkiego. Mi to jest niepotrzebne, ja mam swoją przygodę, którą ciągnę dalej. Cieszę się, że udało się osiągnąć, że przeszedłem do historii Rygi i będę na zawsze zapamiętany. Dwa pierwsze mistrzostwa, puchar, puchar europejski, bramki w europejskich pucharach, które również dawały nam awans, więc na pewno będą mnie pamiętać tutaj na Łotwie i w Rydze. To jest moja historia, a historia Śląska teraz się pisze i cieszę się, że idzie im wszystkim dobrze, trzymam za nich dalej kciuki i oby taką robotę robił dalej trener Lavicka.

Kiedyś jak rozmawiałem z innym byłym piłkarzem Śląska, mówił mi o trenerze Urbanie, że w pewnym momencie piłkarze mieli go dosyć, tej jego gadki motywacyjnej, a treningi tak naprawdę prowadził jego asystent Kibu Vicuna. Jak ty to wspominasz?
Ja, ze względu na to, że gram na takiej pozycji, na jakiej w swojej karierze grał trener Urban, mogłem się cieszyć z jego podejścia i tego zaangażowania jakie dawał graczom ofensywnym w kwestii treningów, zostawania po zajęciach. Ja byłem zdumiony, że mogliśmy mieć dwugodzinny trening i trener zostawał z nami godzinę po treningu i on nam pomagał, robił ćwiczenia. Chciał to wszystko doskonalić. Nie kazał tego robić asystentom albo żebyśmy sami sobie to robili. Cały czas poświęcał nam, żebyśmy się rozwijali, dlatego złego słowa na trenera Urbana powiedzieć nie mogę. Wiele razy mi pomagał, wiele cennych wskazówek dostałem od niego, więc to było fajne. Wszyscy wiemy, że trener Urban był takim motywatorem, który miał też swoich asystentów i oni też robili fajną robotę.

Podczas całej twojej kariery w Śląsku, który trener dał Ci najwięcej? Kogo wspominasz najmilej?
Chyba trenera Urbana. Z racji tego, że był napastnikiem, on to czuł, czego my potrzebujemy, czego się od nas wymaga. Zawsze chciał to wszystko nam polepszyć. Oczywiście trener Pawłowski również był zawodnikiem ofensywnym i zawsze też miał dobre wskazówki, próbował nam pomóc i też go mile wspominam. Trener Tarasiewicz też był swojego czasu bardzo pozytywną osobą dla mnie, bo to on mnie wyciągnął i dał szansę zaistnieć w tym wszystkim. Trener Szukiełowicz też był przez chwilę z nami, też bardzo dobrze go wspominam, miał bardzo dobre relacje z nami. Wiele osób było takich, które bardzo mile wspominam. Nie wiem, czy jestem w stanie aż tak w stu procentach kogoś wyróżnić, bo może to zabrzmi bardzo dyplomatycznie, ale z każdego coś tam się wyciągnęło: lepszego, gorszego i człowiek staje się lepszy. Nie chce teraz mówić jakąś regułką, no ale tak to jest. Czasami człowiek ma w danym klubie moment gorszy, ale z tych gorszych momentów wyciąga więcej, niż z tych lepszych. Myślę, że każdy próbuje wyciągnąć coś fajnego z każdego z trenera – z boiska, szatni i życia.

Spędziłeś za granicą łącznie prawie 5 sezonów, myślę, że miałeś ponad 20-stu trenerów, z czego większość w Rydze. Jak wypadają polscy szkoleniowcy na tle zagranicznych?
Ja myślę, że wielu polskich trenerów poradziłoby sobie za granicą. Nie wiem czy do końca w tych topowych ligach, ale w całej reszcie klubowego świata, bo naprawdę robią dobrą robotę. To może być bardziej kwestia menadżerów, którzy nie mogą pchnąć naszych trenerów dalej albo po prostu nasi trenerzy nie za bardzo chcą. Wolą być trenerami na swoim ogródku i robić robotę tutaj, ze swoimi piłkarzami.



Wracając do Śląska – mało jest wychowanków, którymi Śląsk mógłby się pochwalić w ostatnich latach. Z czego to twoim zdaniem wynika? Jesteś z Wrocławia, urodziłeś się tutaj, trafiłeś do Śląska jak miałeś 14 lat, skończyłeś wiek juniora, zadebiutowałeś w Ekstraklasie, czyli przeszedłeś całą drogę. Z twojej perspektywy – o co chodzi, w czym tkwi problem?
Myślę, że przede wszystkim w zaufaniu i daniu prawdziwej szansy i pielęgnowania tych osób. W Śląsku młodzi dostawali kilka szans po kilka minut i już mówiło się, że ktoś się nie nadaje. W naszym zawodzie potrzebne jest zaufanie. Jak człowiek wie, że ludzie na niego liczą i trzymają kciuki, to też ma łatwiej. Ważne jest wybaczanie błędów na początku, wtedy może udałoby się kogoś wypromować. Trzeba to powiedzieć wprost, że od dawna u nas tego zaufania brakuje i w rezultacie w drużynie nie ma regularnie grających wychowanków. Ostatnio zaczął dostawać szanse Samiec-Talar i zobaczymy jak jego kariera się potoczy, ale znając nasze realia, to może być różnie. Niestety nie wygląda to normalnie jak w innych klubach, gdzie świadomość jest większa i dają szanse swoim, a później się szczycą nimi. Nie trzeba daleko szukać – w Lubinie co chwilę są wyciągane króliki z kapelusza. U nas trzeba dłuższą drogę przejść, żeby dostać szansę, potem jest szybka weryfikacja, że niby jednak się nie nadaje. I co? Sprowadzamy obcokrajowca. Kibice potrzebują ludzi z Wrocławia, z którymi będą się utożsamiać, ale klub w tym nie pomaga. Może dlatego, że jest duże ciśnienie na wynik, żeby taka firma jak Śląsk w końcu zagrała o coś więcej. Ta presja na pewno nie pomaga w dawaniu szans młodym chłopakom. Ale trzeba się oswoić z tym, że młody piłkarz, zanim stanie się super piłkarzem, będzie popełniał błędy, żeby się na nich uczyć.

Pamiętasz ze swojego okresu gry w Śląsku jakiegoś młodego, utalentowanego zawodnika, który mógłby bardziej zaistnieć, gdyby dostał to zaufanie?
W juniorach mieliśmy bardzo dobrych zawodników i ciężko kogoś wyróżnić. Niektórzy moim zdaniem powinni zrobić większe kariery niż ja. Jak liczyłem, z roczników 1985-1990 tylko cztery osoby grają gdzieś wyżej – ja, Tadek Socha, Błażej Augustyn i Maciek Wilusz. Patrząc na to, ile przez ten czas przewinęło się juniorów, to bardzo mało, ale powodów tego może być wiele – problemy zdrowotne albo brak odpowiedniego zaangażowania zawodników.

Jaki był najlepszy piłkarz Śląska, z którym grałeś?
Royota Morioka, nie ma żadnej dyskusji. Jak już miał spokojną głowę, to pokazywał swoje umiejętności. Widać teraz gdzie jest i jak dobrze sobie radzi w lidze belgijskiej.



Czego ci życzyć w nadchodzących tygodniach?
Przede wszystkim, żebym był zdrowy i dobrej, ciekawej umowy z fajnym klubem, z którym będę mógł o coś powalczyć. Chcę grać i cieszyć się piłką nożną. Czuję się świetnie, chcę jeszcze coś osiągnąć.

Rozmawiał Krzysztof Banasik, rozmowę spisał Mateusz Stefanik.

KOMENTARZE
~Napalm(2019-11-16 19:42:05)
Bila to prawdopodobnie taki przypadek, że niezależnie od dobrych chęci, wszędzie będzie strzelał więcej niż w Śląsku. Taki los ;-)
~kibicka(2019-11-15 19:27:50)
@Kibic Bila udowodnił swoje umiejętności w LE, gdzie najpierw pokonał Amica Poznań i odesłał do domu (grając na Litwie w Żalgris Wilno), a ostatnio Piasta (grając na Łotwie w FC Ryga), a także pokazał się w Rumuni w Dinamo Bukareszt. Problem jest taki, że jak już pisałam to nie Lewandowski, on nie gra za 10 zawodników, gdy drużyna jest słaba, to on też cudów nie zrobi, ale kiedy zespół jest solidny, wtedy potrafi na jego tle błyszczeć i robi różnicę - wyniki (gdy Śląsk załatwił swoje problemy w szatni i wziął się za grę, wtedy i on pokazał klasę). Oczywiście ma swoje lata, ale może skoro Robaka spuściliśmy na drzewo, zamiast mieć parę Robak-Exposito (który by się rozwinął przy Robaku), to może ostatni kontrakt (zanim Samiec-Talar, Bergier lub inny młody będzie gotów na kopaninę ekstraklasową) powinien dostać Biliński (niech skończy w Śląsku) obok Exposito (no może jednak z czasem będzie jak Marco lub Flavio) i niech może da nam LE (w której też ma doświadczenie większe niż inni ze Śląska, a co ważniejsze regularne). Obiektywizm wymaga nie oceniać zawodnika przez pryzmat Śląska (bo jest to specyficzny klimat interesików - przykład Rafał Gikiewicz jak oceniali go w Śląsku, a gdzie jest dziś - Bundesliga i to spokojny środek, z wysokimi notami, a i kibolom berlińskim potrafi się postawić), tylko na podstawie całej jego kariery w innych ligach (lepszych, bo na dzień dzisiejszy polskie drużyny zbierają lanie od litewskich, łotewskich, fińskich, bułgarskich, rumuńskich... nasza jakość to poLegła bez szans na fazę grupową LE)
~Mongoloid(2019-11-15 10:32:07)
Kibic - od Szczepana z pewnoscia bylby lepszy.
~Kibic(2019-11-15 07:16:36)
Oby to nie była zapowiedź powrotu....czlowiek fajny, ale nie ma umiejętności na grę w ekstraklasie co już udowodnił kilkukrotnie.
~Mongoloid(2019-11-14 23:54:23)
Dzięki za ciekawy wywiad. Nie rozumiem tylko tej uwagi o Stevanovicu. Przecież wszyscy wiedzą, że to był kawał lenia, a zaczął dobrze grać dopiero jak mu sie kończył kontrakt. Wtedy w pół roku strzelił chyba ze siedem bramek. Nie widzę tu żadnego braku logiki. Tak po prostu było.
~corben dallas(2019-11-14 22:40:04)
No prawie się rozpłakałem.
~Fiftyeight160(2019-11-14 21:23:09)
Kamil szacun! Ciekawy wywiad dobrze ze ma to miejsce teraz, warto glosno mowic o wychowankach i ich dalszych losach. Moze sie doczekamy zlotego pokolenia Slaska :) A matysek to chyba jakas piata kolumna hehe
~Kibicka(2019-11-14 16:59:26)
Coz może jako darmowy transfer warto Bile ściągnąć, przy mocnej obronie, stabilnym środku i szybkich skrzydłach powinien tym razem udanie zaistnieć w Śląsku i dać nam dużo goli, bo grać potrafi, ale gdy ma dobrych pomocników, a nie gdy musi sam czynić cuda.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane