Pirotechnika – nowe tropy i konsekwencje

13.12.2019 (18:16) | Marcin Polański | fot.: Paweł Kot | G. Wyborcza/P. Sportowy/Radio Wrocław
– Sprawdzam tę sytuację i jeżeli okaże się, że jakiekolwiek procedury bezpieczeństwa nie zostały dochowane i są na to określone dowody i stoją za tym określone osoby, to będę wyciągał określone konsekwencje – deklarował po wydarzeniach w trakcie meczu z Legią Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia, cytowany niedawno przez Radio Wrocław. Na Oporowskiej zakasano rękawy do pracy, przeanalizowano sytuację i pierwsze konsekwencje zostały wciągnięte.


 

Jak nieoficjalnie dowiedziały się „Przegląd Sportowy” i „Gazeta Wyborcza” analiza monitoringu wskazała, że w niedzielę kilka godzin przed rozpoczęciem meczu pod stadion podjechały dwa samochody, z których wyniesiono duże kartony i zachodzi podejrzenie, że to właśnie w nich znajdowała się zakazana pirotechnika. Wszystko działo się jeszcze zanim Klub oficjalnie przejął obiekt, pojawiła się na nim ochrona itp.



- W piątek złożyliśmy zawiadomienie na policję o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby, które podczas meczu przemyciły i odpaliły na stadionie zabronione środki pirotechniczne. Chcemy, aby teraz policja ustaliła winnych całej tej sytuacji - mówi Piotr Waśniewski, prezes Śląska na łamach „Gazety Wyborczej.”



Zastanawiający jest tylko fakt, że obiekt miał zostać przeszukany przed samym meczem przez policję wraz ze specjalnymi psami do wyszukiwania pirotechniki, które niczego nie wykryły.



Na Oporowskiej zdecydowano także o zakończeniu pracy przez koordynatora ds. współpracy z kibicami. Zgodnie z podręcznikiem licencyjnym taka osoba musi być zatrudniona w każdym klubie i w jej miejsce będzie musiał pojawić się nowy etatowy pracownik.