Raičević: Czuję, że klub jest jak rodzina (WYWIAD)

31.01.2020 (14:30) | Marcin Polański | fot.: Marcin Polański
Wypożyczony z włoskiego AS Livorno Calcio Filip Raičević od kilku dni przebywa we Wrocławiu. Nie miał okazji jeszcze trenować z drużyną, ale liczy na szybką adaptację i przyczynienie się do dobrego wyniku Śląska w tym sezonie. Być może w zielono-biało-czerwonych barwach zobaczymy go po raz pierwszy w niedzielę podczas sparingu z FC Hradec Králové. Zanim Czarnogórzec pokaże swoje umiejętności na boisku poprosiliśmy, by przedstawił się nieco bardziej kibicom. Zapraszamy do lektury wywiadu, w którym napastnik mówi m.in. o swoich pierwszych wrażeniach po przenosinach do Polski i celach na najbliższy czas.


 

Czego kibice mogą spodziewać się po Filipie Raiceviciu na boisku? Jakim typem zawodnika jesteś?



Mogą się spodziewać, że będę dawać całego siebie, aby pomóc drużynie w odniesieniu zwycięstwa. Jestem wysoki, mam prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu, ale lubię grę techniczną, dobrze czuję się w grze kombinacyjnej. Oczywiście ze względu na wzrost nie jest mi straszna walka w powietrzu, ale preferuję grę piłką po ziemi. Słyszałem, że trener Lavicka lubi gdy drużyna gra piłką, więc taki styl mi odpowiada.



Można powiedzieć, że jesteś typową „dziewiątką”, lisem pola karnego?



Moim zadaniem jest zdobywanie goli, ale nie czekam tylko w polu karnym na podania. Lubię mieć częsty kontakt z piłką, dlatego staram się też cofać, żeby rozegrać akcję z kolegami, wymieniać podania. Dużą radość sprawia mi nie tylko zdobywanie bramek, ale też asysty. Najważniejsze jest dobro drużyny i staram się pomóc nie tylko poprzez strzelanie goli.



W ostatnich sezonach we Włoszech goli nie zdobywałeś zbyt wielu. Gdzie upatrujesz przyczyn?



Prawdopodobnie po części brało się to z tego, że tak jak mówiłem, nie jestem boiskowym egoistą myślącym tylko o swoich osiągnięciach. Jasne, że jestem napastnikiem i moim zadaniem jest strzelanie goli, ale dla mnie liczy się drużyna i wyniki to efekt pracy wszystkich, nie tylko tego kto akurat zdobędzie bramkę.



Przed decyzją o wypożyczeniu do Śląska patrzyłeś, jakich będziesz mieć konkurentów do gry w ataku?



Specjalnie tego nie analizowałem. Kto by nie był, to rywalizacja jest zawsze dobra. Trzeba dawać z siebie wszystko na treningach, żeby wywalczyć miejsce w wyjściowej jedenastce. Im więcej jest zawodników starających się o to na danej pozycji, tym lepiej dla wszystkich. Nie tylko w przypadku napastników, ale na każdej pozycji w drużynie.



Oglądałeś jakieś mecze WKS-u? Wiesz w jakim stylu gra drużyna?



Oglądałem w klubie transmisję z ostatniego sparingu z łotewskim zespołem. Wygraliśmy, a to nigdy nie jest łatwe po kilkunastu dniach na zgrupowaniu. Wiadomo, że po takim okresie piłkarze są nieco zmęczeni. Widać było, że Śląsk to drużyna z jakością.



Z jakimi celami przyjechałeś do Wrocławia? Masz w głowie jakąś liczbę goli, asyst, które będą satysfakcjonujące na koniec sezonu?



Bardziej od osobistych osiągnięć będzie mnie cieszyć, jeśli zrealizujemy cel stawiany przed całą drużyną. Jeszcze nie rozmawiałem o tym, jaki są oczekiwania co do klubu, ale aktualnie Śląsk jest 4. w tabeli i ma 4 punkty straty do lidera. Jest 17 meczów, zatem wszystko jest możliwe. Mój cel to pomoc drużynie, a indywidualne osiągnięcia schodzą na dalszy plan.



Podobno Śląsk kontaktował się już wcześniej. Nie żałujesz przedłużenia kontraktu z Livorno?



Tak to prawda, Śląsk kontaktował się ze mną latem. Co do przedłużenia kontraktu, to nie była do końca moja decyzja. W umowie była klauzula, która umożliwiała klubowi przedłużenie kontraktu i zdecydowali się z niej skorzystać. W tej sytuacji nie miałem wiele do powiedzenia, ale oczywiście byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy, bo w zeszłym sezonie zespół wykonał dobrą robotę. Natomiast w tym sezonie coś zdecydowanie poszło nie tak, ale nigdy nie przewidzi się przyszłości, taka jest piłka.



Myślisz, że mógłbyś zostać we Wrocławiu dłużej? Czy to wypożyczenie, to taka odskocznia, żeby znów złapać formę i powalczyć o grę w Livorno?



Nie chcę wybiegać w przyszłość. Teraz skupiam się na pracy, którą mam do wykonania przez najbliższe pół roku. Jeśli będę spisywać się dobrze i klub będzie zadowolony, to usiądziemy do rozmów i porozmawiamy o przyszłości. Po tych kilku dniach, które spędziłem we Wrocławiu jestem bardzo zadowolony i wyobrażam sobie, że mógłbym zostać tu na dłużej. Organizacja kubu jest na dobrym poziomie, piękne duże miasto, które zapewnia wszystko czego potrzeba, wszędzie uśmiechnięci ludzie, to wszystko jest naprawdę pozytywne. Gdy zobaczyłem stadion we Wrocławiu, to powiedziałem: „Wow!”. Robi ogromne wrażenie. Teraz przed nami do wykonania praca, żeby sprawić, by kibice go wypełnili.



W kontrakcie nie ma klauzuli o rozwiązaniu kontraktu w przypadku spadku Livorno do Serie C?



Nie ma takiej klauzuli. Mam trzyletni kontrakt, czyli po zakończeniu wypożyczenia będę jeszcze przez dwa lata graczem Livorno, chyba że dojdzie do transferu albo rozwiążemy umowę za porozumieniem stron.



Podobno znasz się z Filipem Markoviciem. Rozmawiałeś z nim przed podjęciem decyzji o przejściu do Śląska?



Rzeczywiście, znamy się, ale razem nie graliśmy. Byliśmy obaj w akademii Partizana, z tym że on urodził się w 1992 roku, więc grał w o rok starszej drużynie. Wszyscy piłkarze przebywają w Belgradzie w akademii razem, trenują obok siebie, więc spotykaliśmy się. Przed decyzją o przyjściu do Śląska nie rozmawiałem jednak z nim. Grałem w Livorno z Tomaszem Kupiszem i on mi opowiedział o polskiej lidze. Jak na razie wszystko o czym mówił się potwierdza.



Miałeś też inne oferty. Co zdecydowało, że trafiłeś do Śląska?



Pojawiło się kilka ofert z klubów z innych krajów, ale razem z menadżerem zdecydowaliśmy, że Śląsk to najlepsza opcja dla mojego rozwoju. Słyszałem dużo dobrych rzeczy o Śląsku i wszystko się potwierdza. Czuję, że klub jest jak rodzina, a cała organizacja jest na wysokim poziomie. To wszystko powoduje, że piłkarz może wtedy skupić się w pełni na pracy i pokazywać pełnię swoich umiejętności. To ważne, pomaga w osiąganiu dobrych rezultatów.



Styl gry w ekstraklasie różni się od tego we Włoszech. Nie obawiasz się, że możesz się w nim nie odnaleźć?



Każdy mi mówi, że w Polsce jest dużo walki fizycznej, ale mam metr dziewięćdziesiąt i trochę ważę, więc nie boję się pojedynków. Na pewno będzie to dla mnie nowe doświadczenie i zobaczymy, jak się w tym odnajdę. Mam nadzieję, że szybko.



Pewnie niewiele o polskim futbolu wiedziałeś przed ofertą ze Śląska? Ekstraklasa raczej nie jest popularna we Włoszech.



Nie będę ukrywał, to prawda, ale specjalnie nie zwracam na to uwagi. Ludzie często mówią o czymś, czego nie znają. Może polska liga nie jest popularna, bo ludzie jej po prostu nie znają? Gdyby tu przyjechali, popatrzyli na stadiony, jak cała liga jest zorganizowana, jak funkcjonują kluby, to by zmienili zdanie. Moje pierwsze wrażenia są takie, że może całość nie jest taka jak w Serie A, ale naprawdę niewiele brakuje.



Po transferach często potrzeba czasu, żeby się zaadaptować, a liga rusza już za tydzień. Myślisz, że jesteś w stanie z marszu wejść na boisko i pomóc drużynie?



Wiadomo, że gdy się jest w nowym miejscu potrzeba chwili czasu na adaptację. Jedni potrzebują go więcej, inni mniej. Mam nadzieję, że w moim przypadku będzie to szybko. Od soboty zacznę intensywne zapoznawanie się z drużyną – spotkam się z kolegami, trenerem. Na razie ćwiczyłem tylko indywidualnie, bo po powrocie z Cypru drużyna ma wolne. W niedzielę będziemy grać mecz i liczę, że dostanę szansę pokazania się na boisku.



Rozmawiałeś z trenerem o jego oczekiwaniach?



Kilka dni temu rozmawialiśmy przez telefon, gdy drużyna była jeszcze na Cyprze i jeszcze nie było finalnej decyzji o wypożyczeniu. Trener mówił, że chętnie widziałby mnie w drużynie i że będzie cieszyć się, jeśli będę mógł dołączyć do Śląska. Jesteśmy umówieni na dłuższą rozmowę w sobotę.



Nie byłeś na zgrupowaniu z WKS-em. Czujesz się przygotowany do gry?



Jestem przygotowany. We Włoszech mieliśmy tylko 7 dni wolnego w czasie święteczno-noworocznym. Potem przez tydzień trenowaliśmy i od razu graliśmy mecz ligowy. Także jestem przygotowany i w rytmie treningowym. Wiem, że 7 lutego mamy pierwszy mecz ligowy i jestem gotowy do gry.



Obecność w drużynie innych zawodników z Bałkanów była ważna przy wyborze oferty Śląska?



Oczywiście ich obecność jest ważna, bo będą w stanie mi pomóc. Gdy się jest w nowym kraju, nowym mieście, gdzie rozmawia się w języku, którego nie znasz, to takie wsparcie jest istotne.



Pierwsze zdanie po polsku już powiedziałeś – w filmie przygotowanym przez klub. Będziesz uczyć się języka polskiego czy do komunikacji wystarczy angielski?



Oczywiście muszę się uczyć polskiego, to naturalne. Zobaczymy jak szybko uda mi się go przyswoić. Na razie rozumiem niektóre słowa, bo brzmią podobnie do mojego ojczystego języka.



Spędziłeś 6 lat w Italii. Czujesz się już mentalnie trochę Włochem?



Tak, w połowie czuje się Włochem (śmiech). Moja dziewczyna jest Włoszką, więc mentalnie przesiąknąłem Italią.



Jak zareagowała, gdy dowiedziała się o możliwości przeprowadzki do Polski?



Była podekscytowana, bo jest osobą, która lubi podróżować. Mówi kilkoma językami, jest ciekawa świata. Kiedy przyjechaliśmy do Wrocławia, to powiedziała: „Jest trochę chłodno, ale miasto jest piękne.”



Wybrałeś numer 11 na koszulce – ma on jakieś specjalne znaczenie? Może tyle goli planujesz zdobyć wiosną?

(śmiech) Numer nie ma specjalnego znaczenia, a jeśli zdobyłbym tyle bramek, na pewno bym się nie zmartwił, o ile oczywiście by przyczyniły się do sukcesu drużyny.



ZOBACZ też: Śląsk ma nowego obrońcę! (OFICJALNIE)