Analiza: Mouloungui czyli kto?

08.03.2013 (20:06) | Andrzej Gomołysek
Eric Mouloungui został oficjalnie zgłoszony do rozgrywek Ekstraklasy, trenuje z drużyną i jest zawodnikiem takiej klasy, że Prezesowi Śląska pytanie o to, czy możliwość zakupienia go po okresie wypożyczenia istnieje, 'schlebia'. Postanowiliśmy się więc przyjrzeć reprezentantowi Gabonu w akcji.


 

U Szejków



Pierwszy i ostatni mecz dla Al Wahda Mouloungui rozegrał 26. stycznia 2013. W 66. minucie spotkania z Al Sharab zmienił bliżej mi nieznanego Saeda el Khatriego, większość tego meczu spędzając na lewym skrzydle, co jakiś czas schodząc do ataku. W ciągu tych dwudziestu kilku minut dobrego wrażenia po sobie nie pozostawił. Miłe dla oka były sytuacje, kiedy wychodził przytomnie na wolne pole, pozwalając partnerom na dogrania na dobieg, nie był jednak w stanie odskoczyć biegowo rywalowi na tyle, żeby móc z tego czerpać korzyści. W przeciągu gry oddał dwa strzały. W pierwszej sytuacji po ładnym wyjściu na wolne pole do środkowej strefy otrzymał piłkę przed polem karnym. Nieczyste uderzenie po kilku kozłach nieznacznie minęło bramkę strzeżoną przez Salima Abdullego (równie mi nieznanego jak wspomniany wyżej el Khatri). W ostatniej akcji po zamieszaniu po rzucie wolnym miał piłkę meczową, ale strzelając lewą nogą sytuacyjnie z siedmiu metrów skiksował i piłka minęła słupek świątyni golkipera, którego już trochę znamy.



Niepokoiło jednak coś innego. Abstrahując od tego, że kilka razy pokazał on się dobrze w grze bez piłki, w całej grze nie był zbyt aktywny. Poza kilkoma sprintami, gdzie przytomnie wychodził na wolne pole, w trakcie gry nie biegał za dużo, pozwalając niekiedy, żeby na jego flance pozostawał niepilnowany wyżej pochodzący rywal.



Nic to, ocenianie zawodnika na postawie 23 minut gry byłoby nieporozumieniem. Cofnijmy się więc do poprzedniego meczu rozegranego przed ofensywnego gracza z Gabonu.





Kijów, rok 1906



Nie, wróć... Nicea, maj 2012. W tym samym czasie Śląsk walczy z powodzeniem o mistrza, nasz bohater gra ostatni mecz przed długą przerwą. Po jego ostatniego gola musimy się cofnąć niewiele bliżej niż do ostatniego gola Daniela Sikorskiego, 'najlepszego napastnika polskiego'.



Tym niemniej... Wróćmy do tego dawno, dawno temu. 2. maja, w ostatnim spotkaniu przez długą przerwą jego Nicea przygrywa u siebie 0-1 z Lille. W Moulouguim znajdziemy piłkarza, którego polski klub powinien brać z otwartymi ramionami. W tym czasie miał niezłe przyspieszenie na małej przestrzeni, bardzo dobrą technikę, pozwalającą i przyjąć piłkę zagraną z dalszej odległości i, pomimo braku miejsca na boisku, minąć rywala. Nie bał się sytuacji 1 vs 1, wręcz ich szukał, kilkukrotnie tworząc przewagę sytuacyjną. Podobnie zresztą wyglądał w poprzednich meczach. Robiło to z niego wyróżniającego się zawodnika ligi francuskiej. Przekwalifikowano go z napastnika na pomocnika, choć i zdarzało mu się występować i na jego pierwotnej pozycji. Dobre warunki fizyczne, pozwalały też robić z niego target mana, grającego tyłem do bramki i strącającego piłkę po długich podaniach pod nogi nabiegających partnerów. Przynajmniej aż do maja ubiegłego roku.





Czarna dziura



Informacje z września donoszą, że nie zagra do stycznia. Nie pomyliły się. Zagrał i zniknął znów. Odnalazł się w Servette Genewa. Szwajcarzy, będący aktualnie na ostatnim miejscu w bezpiecznej odległości od bezpiecznego miejsca zrezygnowali kilka tygodni temu z zatrudnienia go, ponieważ jest kontuzjowany.



Zdaniem lekarzy, gabońska wunderwaffe Śląska jest zdrowa jak ryba. Pozostaje mieć nadzieję, że Śląsk ma lepszych lekarzy niż prawników. Jeśli są tacy sami, to przy założeniu, że zdaniem prawników Śląska Jodłowiec jest zawodnikiem klubu z Oporowskiej, Moulounguiemu grozi złamanie nogi na rozgrzewce w kilku miejscach z przemieszczeniem. Informacje od władz Śląska donosiły, że nawet jeśli nie jest sprawny, przychodzi na kilka miesięcy tylko za cenę utrzymania i samochodu służbowego. Ja z kolei z przyjemnością za cenę utrzymania na tym samym poziomie i samochodu służbowego zobowiązuję się do jeżdżenia cały rok po Polsce do końca swoich dni i wyszukiwania dla Śląska Błaszczykowskich, Wolskich i Koseckich. Oni gdzieś tu są.



Jeśli każdy, od scoutów, analityków, trenerów, przez działaczy, po lekarzy, wykonał swoją pracę należycie, Śląsk ma zawodnika dużego formatu.



Jeśli nie - nic się nie zmienia. Ale patrząc na możliwych zmienników dla Diaza, gdzie tu ryzyko...