ANALIZA: Niemczycki zatrzymał Cracovię, a Śląsk odżył po przerwie
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław bezbramkowo zremisował z Cracovią w 3. kolejce Ekstraklasy. Sam wynik może sugerować spotkanie pozbawione większej historii, ale statystyki pokazują dwie zupełnie różne połowy, dużą przewagę gości przed przerwą i znacznie lepszą odpowiedź Wojskowych po zmianie stron.
To nie był remis dwóch zespołów, które przez 90 minut wzajemnie się neutralizowały. W pierwszej połowie Cracovia stworzyła wyraźnie więcej zagrożenia i gdyby nie Karol Niemczycki, Śląsk mógł schodzić do szatni z problemem znacznie większym niż tylko brak własnej bramki. Po przerwie obraz gry się jednak zmienił. Wrocławianie zaczęli wygrywać pojedynki, częściej dochodzili do miejsc, z których można było zagrozić bramce i przede wszystkim podnieśli jakość swoich sytuacji.
Końcowe 0:0 jest więc wynikiem, który można interpretować dwojako. Śląsk nie zrobił wystarczająco dużo w ofensywie, żeby powiedzieć, że zasłużył na zwycięstwo. Jednocześnie potrafił przetrwać bardzo trudne fragmenty, poprawić się w trakcie spotkania i przez końcowe minuty bronić remisu w osłabieniu.
Dwie połowy, dwa różne mecze
Ante Simundza ustawił Śląsk w systemie 5-3-2. Przed Karolem Niemczyckim zagrali Marc Llinares, Irodotos Christodoulou, Lamine Ba, Jehor Macenko i Michał Rosiak. Środek pola tworzyli Grzegorz Tomasiewicz, Jorge Yriarte i Piotr Samiec-Talar, a najbardziej wysunięci byli Luka Marjanac oraz Przemysław Banaszak.
Już całościowe liczby wskazują, że więcej z gry miała Cracovia. Goście utrzymywali się przy piłce przez 56% czasu, wykonali 453 podania wobec 342 Śląska i oddali 17 strzałów przy 12 gospodarzy. Jeszcze wyraźniejsza była różnica w jakości sytuacji, Cracovia zakończyła spotkanie z 1,48 xG, podczas gdy Śląsk wypracował 0,75 xG.
Dopiero rozbicie meczu na połowy pokazuje jednak, jak mocno zmieniał się jego przebieg.
Przed przerwą było 0,20 do 1,06 xG dla Cracovii. Śląsk oddał 5 strzałów, ale ani jednego celnego. Rywale uderzali 8 razy, mieli też jedyną w całym meczu sytuację sklasyfikowaną jako świetna okazja. Co jeszcze istotniejsze, aż 7 z ich 8 prób pochodziło z pola karnego. Wojskowi zaledwie dwukrotnie kończyli akcje strzałem z tej strefy.
Cracovia częściej przedostawała się również do strefy ataku, 35 razy wobec 24 wejść Śląska. Wrocławianie próbowali omijać kolejne fazy ataku dłuższym podaniem, ale skuteczność w tym elemencie była niska. Do adresata dotarło tylko 7 z 27 długich piłek.
Jednym z niewielu elementów, w których Śląsk już wtedy wyraźnie górował, była gra w powietrzu. Gospodarze wygrali 14 z 22 takich pojedynków.
Po zmianie stron nastąpiła najważniejsza przemiana. Posiadanie piłki niemal się nie zmieniło - 43% do 57%, ale Śląsk wygenerował 0,54 xG, a Cracovia tylko 0,42 xG. To wrocławianie stworzyli więc w drugiej połowie sytuacje o większej wartości.
Jeszcze mocniej zmianę intensywności pokazują pojedynki. Przed przerwą Śląsk wygrał 18 z 39, natomiast po niej aż 21 z 32. To 66%. Wojskowi zaczęli grać znacznie agresywniej w kontakcie, szybciej doskakiwali do drugiej piłki i rzadziej pozwalali rywalom swobodnie kontynuować akcje.
Nie oznaczało to pełnego przejęcia meczu. Cracovia nadal częściej operowała piłką i w drugiej połowie oddała 9 strzałów przy 7 Śląska. Zmniejszyła się jednak przede wszystkim różnica w jakości sytuacji.
Problem gospodarzy leżał gdzie indziej. Śląsk miał w całym meczu 23 kontakty z piłką w polu karnym przeciwnika, Cracovia 22. Mimo niemal identycznej liczby takich kontaktów Wojskowi oddali tylko 1 celny strzał. Z 12 prób aż 5 zostało zablokowanych, a 6 było niecelnych.
Wrocławianie potrafili więc dostać się w okolice bramki, lecz za rzadko kończyli te wejścia czystym uderzeniem.
Punkt, który trzeba było wybronić
Karol Niemczycki - jeśli szukać zawodnika, bez którego trudno wyobrazić sobie ten bezbramkowy remis, wybór jest oczywisty. Bramkarz Śląska zanotował 6 interwencji oraz aż 1,28 powstrzymanego gola.
Jeszcze więcej mówią wizualizacje poszczególnych strzałów Cracovii. Przy próbie Ajdina Hasicia wartość xGOT wynosiła aż 0,62, przy kontrataku zakończonym przez Martina Mincheva - 0,44. Oba uderzenia Niemczycki zatrzymał.
To właśnie różnica pomiędzy 0,07 xGOT wygenerowanym przez Śląsk a 1,28 po stronie Cracovii najlepiej oddaje znaczenie bramkarza gospodarzy. Rywale nie tylko częściej dochodzili do strzałów, ale potrafili również znacznie lepiej umieścić je w świetle bramki.
Z piłką przy nodze było znacznie mniej efektownie. Niemczycki zanotował 14 celnych podań na 32 próby, a z 25 długich piłek do partnerów dotarło 7. Trudno jednak stawiać dystrybucję na równi z tym, co zrobił między słupkami. W meczu, w którym Śląsk nie zdobył gola, jego bramkarz wykonał pracę pozwalającą ten punkt w ogóle zdobyć.
Obrona
Marc Llinares był jednym z najbardziej zaangażowanych zawodników Śląska w budowanie akcji. Zanotował aż 71 kontaktów z piłką, najwięcej w zespole, ale ten udział miał swoje konsekwencje. Celnych było 29 z jego 42 podań, a 23 razy tracił posiadanie. Nikt w Śląsku nie zanotował więcej strat.
Jednocześnie Hiszpan wygrał 7 z 11 pojedynków, w tym 6 z 10 po ziemi, wykonał 2 skuteczne wślizgi i zaliczył przechwyt. Miał również 5 prób dryblingu, z których 2 zakończyły się powodzeniem. Miał nie tylko zabezpieczać bok, ale również przenosić grę wyżej. Znalazł się nawet w polu karnym i oddał strzał o wartości 0,07 xG, lecz nie trafił w bramkę.
Irodotos Christodoulou rozegrał jeden z najbardziej kompletnych statystycznie meczów spośród zawodników pola Śląska. Zanotował 12 działań obronnych: 8 wybić, 2 przechwyty, zablokowany strzał i wślizg. Wygrał 5 z 7 pojedynków, w tym aż 4 z 5 w powietrzu.
Był także wyjątkowo aktywny przy stałych fragmentach. Oddał łącznie 3 strzały o wartości 0,17 xG. Dwa razy próbował głową po rzutach rożnych, a w 77. minucie jego uderzenie lewą nogą z pola karnego zostało zablokowane. Wśród środkowych obrońców to właśnie Christodoulou był najbardziej obecny pod bramką przeciwnika.
Do tego dołożył 29 celnych podań na 36, czyli 81% skuteczności. Na tle wielu kolegów był więc zawodnikiem stabilnym zarówno bez piłki, jak i przy jej wyprowadzaniu.
Lamine Ba rozegrał mecz pełen kontrastów. Do momentu osłabienia zespołu jego liczby defensywne wyglądały znakomicie: 12 działań obronnych, 8 wybić, 2 zablokowane strzały i 2 skuteczne wślizgi. Wygrał wszystkie 6 pojedynków, w których uczestniczył, w tym komplet 3 starć powietrznych.
W tym aspekcie wypadł nawet lepiej od bardzo aktywnych stoperów Cracovii, Gustava Henrikssona czy Brahima Traore, którzy wykonywali mnóstwo pracy, ale nie byli bezbłędni w pojedynkach.
Cały ten obraz zmienia oczywiście czerwona kartka. Śląsk musiał kończyć spotkanie w dziesięciu i zamiast szukać decydującego gola, w ostatnim fragmencie przede wszystkim zabezpieczał własne pole karne. To jeden z tych występów, w których dobre liczby indywidualne nie usuwają konsekwencji pojedynczego zdarzenia.
Jehor Macenko wraz z Ba oraz Christodoulou tworzył bardzo mocną fizycznie część bloku defensywnego. Także zanotował 12 działań w obronie, w tym 8 wybić, 2 bloki i 2 wślizgi. Wygrał 4 z 6 pojedynków.
Znacznie mniej wnosił w progresji piłki. Miał 19 celnych podań na 26 i żadna z jego 4 długich piłek nie znalazła adresata. Wizualizacja podań pokazuje zresztą wyraźnie, że większość udanych zagrań Macenki odbywała się w bezpieczniejszych sektorach własnej połowy, a próby mocniejszego przesunięcia gry częściej kończyły się niepowodzeniem.
W doliczonym czasie Macenko sam pojawił się pod bramką rywali. Po rzucie wolnym oddał głową strzał o wartości 0,04 xG, jednak piłka minęła bramkę.
Michał Rosiak spędził na boisku godzinę. Miał 35 kontaktów z piłką i trafił do partnerów przy 13 z 19 podań. Zanotował 1 kluczowe podanie, lecz przy niskiej liczbie kontaktów jego wpływ na atak pozostawał ograniczony.
W obronie wygrał 3 z 5 pojedynków, wykonał 2 wślizgi i 1 wybicie. Sam oddał również niecelny strzał z dystansu o wartości zaledwie 0,02 xG. Jego mapa działań pokazuje szeroką rolę na prawej stronie, były wyjścia wysoko, ale brakowało regularności pozwalającej zamienić aktywność wahadła w przewagę w ostatniej tercji.
Środek pola
Grzegorz Tomasiewicz był najpewniejszym podającym spośród zawodników podstawowego składu Śląska. Trafił przy 31 z 36 prób, co daje 86% skuteczności. Dołożył do tego jedno kluczowe podanie.
Jego gra nie ograniczała się jednak do rozprowadzania piłki. Tomasiewicz miał 5 działań obronnych, w tym 3 wybicia, przechwyt i wślizg, a także wygrał 4 z 7 pojedynków. Pod względem samej jakości podań potrafił więc dotrzymać kroku środkowym pomocnikom Cracovii. Amir Al-Ammari osiągnął 88% celności, podczas gdy Mateusz Klich zakończył mecz z 76%.
Różnica pojawiała się w kreacji. Klich miał aż 4 kluczowe podania, Tomasiewicz tylko 1. Zawodnik Śląska dawał przede wszystkim stabilizację, a nie otwieranie defensywy przeciwnika.
Jorge Yriarte również był solidny w operowaniu piłką, 25 z 31 podań dotarło do adresata. Wygrał 5 z 9 pojedynków, zaliczył przechwyt i 2 wślizgi. Z drugiej strony to on doprowadził do błędu prowadzącego do strzału rywala, jedynego takiego przypadku po stronie Śląska.
Jego występ pokazuje zresztą problem całej pierwszej godziny. Było sporo pracy bez piłki i całkiem niezła skuteczność prostych podań, ale mało akcji rzeczywiście przesuwających ciężar gry pod bramkę Cracovii. Yriarte zakończył mecz bez strzału i bez kluczowego podania. W 60. minucie zastąpił go Michał Mokrzycki.
Piotr Samiec-Talar dał najbardziej interesujący zestaw liczb spośród ofensywnie usposobionych zawodników Śląska. Z jednej strony zanotował 3 kluczowe podania, najwięcej w drużynie. Wykonał też 3 udane dryblingi na 5 prób.
Z drugiej strony tylko 23 z 34 jego podań były celne, przegrał aż 9 z 12 pojedynków i 22 razy tracił posiadanie. Mimo dużej liczby kontaktów w ofensywnych sektorach nie oddał ani jednego strzału.
Samiec-Talar próbował grać pionowo, zmieniać stronę i dostarczać piłkę w okolice pola karnego. Był jednym z niewielu zawodników Śląska regularnie podejmujących ryzyko. Tyle że duża część odpowiedzialności za kreowanie spoczywała właśnie na nim, a Śląskowi brakowało kolejnego zawodnika, który równie często próbowałby otwierać obronę Cracovii.
Napastnicy
Luka Marjanac był autorem jedynego celnego strzału Śląska w spotkaniu. W 51. minucie zakończył kontratak próbą o wartości 0,08 xG i 0,07 xGOT, którą obronił Sebastian Madejski. Kilka minut wcześniej jego inne uderzenie, warte 0,05 xG, zostało zablokowane.
Łącznie Marjanac zgromadził więc 0,13 xG. Miał tylko 30 kontaktów z piłką i 9 celnych podań na 13, ale zdołał dołożyć kluczowe podanie. Mocno pracował też bez piłki wykonał, aż 3 wślizgi.
Problem pojawiał się w walce fizycznej. Wygrał połowę z 12 pojedynków, natomiast w powietrzu tylko 2 z 6. W 60. minucie jego miejsce zajął Malaly Dembele.
Przemysław Banaszak miał jeszcze mniej kontaktów - 27, ale to właśnie on wypracował najwyższe indywidualne xG w zespole: 0,28.
Obie jego próby zostały zablokowane. Szczególnie istotna była ta z 58. minuty. Banaszak dostał się w centralną część pola karnego i uderzał z pozycji wartej 0,24 xG. To był pojedynczy strzał o najwyższej wartości po stronie Śląska, ale piłka nawet nie dotarła do bramkarza.
Dobrze wyglądała jego walka z obrońcami. Banaszak wygrał 6 z 12 pojedynków, a przede wszystkim 5 z 8 w powietrzu. Był więc użytecznym punktem odniesienia dla dłuższych zagrań Śląska.
Jednocześnie tylko 1 z 4 pojedynków po ziemi zakończył zwycięsko, a przy zaledwie 27 kontaktach trudno było oczekiwać, by regularnie uczestniczył w kombinacyjnych atakach.
Łącznie Banaszak i Marjanac wygenerowali 0,41 xG, czyli ponad połowę całej wartości strzałów Śląska. Problem w tym, że z ich 4 prób tylko 1 zmusiła bramkarza Cracovii do interwencji.
Najlepsze liczby Shabaniego
Alex Timossi Andersson zastąpił Michała Rosiaka w 60. minucie. Miał 15 kontaktów z piłką, trafił przy 7 z 9 podań, wygrał 1 z 2 pojedynków i zanotował wślizg. Jego wejście nie przyniosło jednak większego impulsu w ataku, nie oddał strzału, a jedyna próba dryblingu zakończyła się niepowodzeniem.
Michał Mokrzycki pojawił się na murawie w tej samej minucie, ale już w 71. minucie został zmieniony przez Enissa Shabaniego. W krótkim czasie miał 6 kontaktów z piłką i wykonał komplet 4 celnych podań. W 66. minucie oddał z dystansu zablokowany strzał o wartości 0,01 xG. Przy tak krótkim występie trudno wyciągać dalej idące wnioski.
Malaly Dembele dostał około pół godziny w miejsce Marjanaca. Wykonał 6 celnych podań na 8 i zanotował 1 kluczowe zagranie. Wygrał 4 z 8 pojedynków, w tym 3 z 5 po ziemi. Miał również skuteczny wślizg. Nie udało mu się natomiast oddać strzału, a jedyna próba dryblingu była nieudana.
Eniss Shabani pozostawił po sobie najbardziej pozytywny statystycznie ślad spośród rezerwowych. Zanotował 9 celnych podań na 10, kluczowe podanie i wygrał komplet 5 pojedynków. Do tego oba jego dryblingi zakończyły się powodzeniem, a w defensywie wykonał 2 wślizgi.
To oczywiście mała próbka, ale istotna również dlatego, że część swojego występu Shabani rozgrywał już w trudniejszych warunkach. Był pewny w kontakcie, nie rozdawał piłek i potrafił samodzielnie przesunąć akcję. Jeśli szukać zmiennika, który wniósł najwięcej jakości w stosunku do liczby minut, jego kandydatura jest najmocniejsza.
Mariusz Malec pojawił się w 83. minucie za Banaszaka, gdy priorytetem po osłabieniu zespołu było już zabezpieczenie własnego pola karnego. Miał tylko 5 kontaktów z piłką, ale zanotował 2 działania obronne i oba były wybiciami. Nie był to więc występ do oceniania przez pryzmat gry z piłką. Jego zadanie było konkretne, dołożyć kolejnego zawodnika do obrony wyniku.
Plusy i minusy
Największym plusem jest oczywiście Karol Niemczycki. 1,28 powstrzymanego gola pokazuje, jak dużą wartość dały jego interwencje. Bez skuteczności bramkarza cały obraz spotkania byłby zupełnie inny.
Drugim plusem jest reakcja po przerwie. Z 0,20 do 1,06 xG w pierwszej połowie Śląsk przeszedł do 0,54 do 0,42 w drugiej. Równie wymowne jest przejście z 18 wygranych pojedynków na 39 przed przerwą do 21 na 32 po niej.
Po trzecie, Śląsk był naprawdę mocny w powietrzu. Wygrał 20 z 32 pojedynków główkowych. Christodoulou miał bilans 4/5, Ba 3/3, a Banaszak 5/8. Przy sposobie gry opartym momentami na dłuższych piłkach było to ważnym elementem utrzymującym gospodarzy w meczu.
Warto też wyróżnić wejście Shabaniego oraz liczbę kluczowych podań Samca-Talara. Wrocławianie potrzebowali zawodników podejmujących ryzyko i obaj pokazali w tym elemencie coś więcej.
Pierwszy minus jest równie oczywisty jak największy plus - pierwsza połowa. 0,20 xG, 0 celnych strzałów i tylko 2 próby z pola karnego to zdecydowanie za mało jak na mecz u siebie.
Drugi problem to jakość finalizacji. Śląsk potrafił wejść z piłką w pole karne rywala 23 razy, czyli nawet częściej niż Cracovia, ale przełożył to na zaledwie 1 celne uderzenie. Samo dojście do odpowiedniej strefy nie wystarcza, jeżeli kolejne zagranie pozwala obrońcy zablokować strzał albo próba nie trafia w bramkę.
Niepokojąca była też jakość długich podań. Wojskowi trafili tylko przy 15 z 52 takich prób. To 29%. Jeżeli zespół ma częściej niż przeciwnik pomijać kolejne fazy rozegrania, skuteczność musi być większa.
Do tego dochodzi czerwona kartka Ba. Tym bardziej bolesna, że do tego momentu stoper miał świetne statystyki defensywne. Osłabienie odebrało Śląskowi możliwość normalnego rozegrania końcówki i wymusiło koncentrację przede wszystkim na zachowaniu remisu.
Kolejny mecz uwypuklający grę obronną
Końcowe 0:0 nie powinno przesłaniać ani dobrych, ani słabych elementów tego spotkania.
Cracovia stworzyła sytuacje o łącznej wartości 1,48 xG i znacznie mocniej sprawdziła bramkarza Śląska. Wrocławianie odpowiedzieli 0,75 xG, ale aż 5 z ich 12 uderzeń zostało zablokowanych, 6 było niecelnych i tylko jedno zmusiło Madejskiego do obrony.
Jednocześnie Śląsk pokazał zdolność do korekty meczu w jego trakcie. Po bardzo słabej pierwszej połowie zwiększył intensywność, zaczął zdecydowanie wygrywać pojedynki i w drugiej części sam stworzył sytuacje o większej łącznej wartości niż przeciwnik.
Najbardziej budująca jest więc reakcja. Największym ostrzeżeniem pozostaje sposób, w jaki Śląsk rozpoczynał spotkanie i jak mało wynikało z obecności pod polem karnym przeciwnika.
Punkt został we Wrocławiu przede wszystkim dzięki defensywie i Niemczyckiemu. Żeby w kolejnych meczach zamieniać takie spotkania w zwycięstwa, Śląsk musi sprawić, by 23 kontakty w polu karnym oznaczały coś więcej niż 1 celny strzał.
