Były szef skautingu: ''Transfery obrazowały finansowe możliwości Śląska'' (WYWIAD)

07.12.2020 (16:00) | Konrad Omieljaniuk

fot.: korona-kielce.pl

Maciej Gil po sześciu latach pracy odszedł ze Śląska Wrocław wraz z końcem listopada. Przez ostatnie 5 lat był osobą odpowiedzialną za skauting we wrocławskim klubie. W obszernej rozmowie opowiedział nam m.in o kulisach swojej pracy, udanych transferach oraz rozczarowaniach, nie stroniąc przy tym od ciekawostek i odważnych tez. Zapraszam do ciekawej lektury!



 

Skauting to dział klubu piłkarskiego działający raczej na drugim planie, poza światłem mediów. O tobie pierwsza wzmianka na oficjalnej stronie Śląska pojawiła się w 2014 roku, że wzmocnisz sztab Śląska jako skaut. Dość szybko jednak awansowałeś na szefa scoutingu.

Tak, pierwszy rok pracowałem jako skaut. W 2015 roku z klubu odszedł Łukasz Becella, który był asystentem trenera Pawłowskiego i szefem scoutingu jednocześnie. W ten sposób, w listopadzie 2015 roku, przejąłem jego obowiązki jako szef scoutingu i w tej roli byłem w klubie aż do końca listopada tego roku.

Myśląc o stanowisku szefa skautingu, wyobrażam sobie zarządzanie rozbudowaną strukturą. Rzeczywiście był to cały zespół ludzi którymi zarządzałeś czy raczej jednoosobowa działalność?

Różnie to funkcjonowało, w dużej mierze działalność ta opierała się na współpracy ze studentami-skautami, którzy obserwowali dla nas mecze, ale nie byli zatrudnieni w klubie. Ja sam zaczynałem w ten sposób jako student obserwując zawodników dla Lecha Poznań. W Śląsku więc stworzyłem taki projekt współpracy dla studentów i na początku wyselekcjonowałem pięciu, którzy z nami współpracowali. Z ciekawostek, to jednym z tych wyselekcjonowanych był Rafał Żerebecki, naprawdę zdolny chłopak, niestety w Śląsku nie było możliwości by go zatrudnić. Teraz jest głównym skautem w Pogoni Szczecin. Z ludzi zatrudnionych w klubie to miałem jedną, dwie osoby pod sobą. Teraz w klubie został Michał Hetel, wcześniej był też Andrzej Słowakiewicz, ale to za czasów dyrektora Matyska.

Śląsk chciał inwestować w dział skautingu z prawdziwego zdarzenia?

W tamtym okresie nie było budżetu, by inwestować duże środki w rozwój skautingui zatrudniać skautów na pełen etat.

6 lat w klubie to sporo. Jakbyś porównał system skautingu, który zastałeś przychodząc do klubu z działem skautingu, który po sobie zostawiasz?

Na pewno nigdy nie mogłem narzekać na możliwości wyjazdów, w tym aspekcie Śląsk stwarzał mi bardzo dobre warunki do pracy. To co mogę sobie przypisać to stworzenie bazy danych o obserwowanych zawodnikach i to pozostawiam Śląskowi. Jest to bardzo przydatne narzędzie, które niewiele klubów w Polsce w tej chwili ma. Może Lech, Legia i teraz Raków Częstochowa mają taką bazę, do której po prostu wrzucają raporty z każdej obserwacji i mogą sobie potem filtrować zawodników po pożądanych parametrach. Szukasz na przykład lewego obrońcy. Ustawiasz odpowiednie parametry i baza zwraca ci dane i charakterystykę wszystkich zawodników z tej pozycji, którzy kiedykolwiek byli obserwowani przez skauting Ślaska. Wcześniej skaut po prostu wysyłał swoje raporty mailowo dyrektorowi sportowemu, ten to przeglądał albo nie i raport znikał. Było to nieefektywne, teraz każda obserwacja wędruję od razu do bazy danych, wszystko jest w jednym miejscu na wyciągnięcie ręki. Podsumowując, jest to bardzo mądrze stworzone narzędzie w porozumieniu ze studentem informatyki na Politechnice. Rzecz można powiedzieć nadrzędna dla funkcjonowania skautingu, a stworzona niemal bezkosztowo. Przykładowo, przed ściągnięciem do klubu Przemysława Płachety czy Jakuba Łabojki, w bazie danych było około ośmiu raportów na ich temat, wiedzieliśmy o nich bardzo dużo.

Racja, brzmi to wszystko bardzo ciekawie, ale żeby taka baza spełniała swoje zastosowanie musi być uzupełniona tysiącami profili zawodników. Wspomniałeś, że ludzi którzy mogli by ją na bieżąco aktualizować nie ma w Śląsku zbyt dużo.

Tak, ale wracając z jednego meczu jesteś w stanie wpisać pięciu zawodników, na których zwróciłeś uwagę. Myślę, że w tym momencie ta baza ma około pół tysiąca zawodników, ale nie chciałbym skłamać.

Które ligi zagraniczne były najintensywniej eksplorowane przez skautów Śląska?

Nie było to nigdy wydzielone, na której lidze skupiamy się jakoś mocniej. Teraz, jak w klubie jest dyrektor Sztylka, postawiliśmy na rynek Polski, dużo obserwujemy meczów pierwszej i drugiej ligi. Przy ograniczonych zasobach  ludzkich nie możesz skupić się tylko na jednej lidze zagranicznej, staraliśmy się śledzić w jakimś stopniu całą Europę.  W mojej filozofii oczywiście jest to, że powinno być 5-6 skautów z podziałem na ligi, za które są odpowiedzialni. W momencie gdy miałem do dyspozycji studentów było to podzielone. Miałem ludzi odpowiedzialnych wyłącznie za Portugalię, inny skaut śledził całą 3. Bundesligę, a jeszcze inny oglądał Rumunię czy Austrię. W momencie tego projektu ze studentami ta obserwacja była więc większa. Ale jeśli któryś z nich jest rzeczywiście dobry i zaangażowany to zaczyna oczekiwać czegoś w zamian i tu drogi ze Śląskiem się rozjeżdżały.  Ja sam nie jestem w stanie obejrzeć wszystkich lig, więc ostatnio byłem skupiony głównie na Polsce. Przy transferach z zagranicy opieraliśmy się głównie na zawodnikach, którym kończą się kontrakty. Tworzyłem listę zawodników z lig europejskich, którym kończą się umowy z klubami, co akurat nie było aż tak czasochłonne. Z tej listy selekcjonowaliśmy tych, którzy grają regularnie i mają „jakieś liczby”. Wtedy mieliśmy pewien pierwszy ogląd, na kogo warto zwrócić baczniejszą uwagę i poddać szczegółowej obserwacji.

Jak wygląda w tym aspekcie Śląsk na tle innych klubów ekstraklasy? Potentaci typu Legia i Lech mają te działy skautingu lepiej rozwinięte?

Ja się wywodzę z modelu Lecha Poznań i uważam, że tam to funkcjonowało bardzo dobrze. Było nas bodajże sześciu skautów, zatrudnionych w Lechu na pełen etat. Do tego było dwóch trenerów młodzieży, który byli również skautami na pół etatu, czyli jedną ligę byli w stanie obserwować. Wśród skautów zatrudnionych na pełen etat, każdy miał przydzielone ligi do obserwowania, które znał w tak samo dobrym stopniu jak polską ekstraklasę. Także w Lechu większa liczba osób naturalnie stwarzała większe możliwości w skautingu. Śląsk na ten moment dysponuje mniejszą liczbą osób odpowiedzialnych za skauting, ale z drugiej strony w tym momencie filozofią klubu jest, by skupić się przede wszystkim na zawodnikach z Polski.

Śląsk skupia się na Polakach i ostatecznie nieźle na tym wychodzi, tymczasem pierwszy od dawna transfer zawodnika z Ameryki Południowej na razie jest rozczarowaniem. Guillermo Cotugno był częścią wspomnianej bazy zawodników przed transferem do Śląska?

Guillermo Cotugno był w bazie, braliśmy go pod uwagę jako zawodnika, któremu kończy się kontrakt. Miał bardzo ciekawy profil i był obserwowany, oczywiście tylko na wideo.

Transfer Cotugno może utwierdzić Śląsk w przekonaniu, że ściąganie zawodników z Ameryki Południowej jest obarczone większym ryzykiem i lepiej unikać tego kierunku? Z drugiej strony do klubu wrócił Krzysztof Paluszek, który podczas swojego ostatniego pobytu w Śląsku lubił się tam zapuścić w poszukiwaniu talentów.

Nie wiem, myślę, że nie można się zamykać na żaden kierunek. Poza tym ja uważam, że Cotugno to jest całkiem dobry zawodnik i na razie nie mamy zbyt wielu podstaw by go oceniać, ostatnio nie grał. To jest zawodnik, który  wg.„transfermarkt” jest wart milion euro. Oczywiście nie możemy się tym przesadnie sugerować, ale on grał w Rubinie Kazań, Realu Oviedo i gwarantuję, że nie jest to słaby zawodnik.

To też był o tyle nietypowy przypadek, że ten piłkarz na początku nie grał przez problemy z cukrzycą. Rozumiem, że taki fakt jest nie do wykrycia akurat przez dział skautingu podczas sondowania transferu. Z drugiej strony jest to dziwny przypadek, jeśli widzimy  jaką opieką z każdej strony jest dzisiaj otaczany piłkarz na każdym etapie swojej kariery.

Skauting może przygotować historię kontuzji zawodnika, ale taka przypadłość, nigdzie wcześniej nie dokumentowana, jest przez skauting nie do wyłapania. To może dałoby się wykryć gdzieś na testach medycznych czy wydolnościowych, ale to już nie była odpowiedzialność moja ani skautingu.

Co było powodem twojej decyzji o odejściu ze Śląska Wrocław?

Nie ma konkretnych powodów, rozstaje się z klubem w bardzo dobrych stosunkach. Chcę po prostu spróbować czegoś nowego. Nadarzyła się okazja. Prezes rady nadzorczej Korony Kielce przedstawił mi bardzo ciekawy plan na budowę działu skautingu, ale również pionu sportowego i przekonał mnie ten projekt. Uważam, że dyrektor Sztylka robi w tym momencie w Śląsku bardzo dobrą robotę, a ja po prostu chciałem pójść teraz swoją drogą.

Czym więc przekonała cię Korona, że uznałeś, iż w tym momencie będzie to dla ciebie lepsze miejsce do rozwoju niż Śląsk?

Będę miał tam szerszy zakres obowiązków oraz większy wpływa na politykę transferową klubu. Poza tym Korona przedstawiła długofalowy plan na rozwój działu skautingu, który mi się spodobał.

Śląsk ma dla ciebie zastępcę? Jest w ogóle ktoś taki szykowany czy prezes będzie to łatać ludźmi, których już ma w klubie?

Nie mam zielonego pojęcia.

Mówisz, że w Koronie będziesz miał większy wpływ na transfery, a jak to było w Śląsku? Jaki był proces decyzyjny przy transferze, byłeś w stanie przeforsować jakiś swój pomysł?

Skauting musi być kreatywny i musi rzucać pomysłami. A dalej wiadomo, że główne zdanie należy do dyrektora Sztylki. On decyduje czy temat idzie jeszcze wyżej do prezesa i rady nadzorczej. Scouting odpowiada tylko za ocenę sportową zawodnika, ale nie podejmuje żadnych wiążących decyzji transferowych.

Ciekawi mnie też rola trenera Lavicki przy transferach, bo można było usłyszeć, że Diego Żivulic to był jego autorski pomysł.

Jeśli chodzi o trenera Lavickę to oczywiście każdy transfer jest z nim szczegółowo analizowany, pokazywaliśmy mu zawodników na video i on albo ich akceptował albo nie. Diego Żivulic to nie był autorski pomysł trenera Lavicki. Ten zawodnik został zaproponowany przez menadżera, a skauting miał o nim dobre opinie po obserwacji z Victorii Pilzno. To jest na tyle małe środowisko, że zarówno my jak i trener Lavicka już znaliśmy tego zawodnika. Trener uruchomił jeszcze swoje kontakty w Czechach i zebrał pozytywne opinie. To nie było tak, że trener Lavicka przyszedł, powiedział, że zna takiego zawodnika i warto byłoby go ściągnąć. Absolutnie nie. Zresztą trener  jest osobą, która obdarza dużym zaufaniem każdego pracownika klubu i lubi się z nimi konsultować.

Czym się zachęca zawodnika do przyjścia do Śląska, to też rola skautingu?

Skaut łapie pierwszy kontakt z agentem lub samym zawodnikiem, wysyłamy często prezentację o samym klubie, o mieście Wrocław. Także poza sprawami oczywistymi jak pensja, liga, ambicje klubu i miejsce w tabeli, zawodnicy są zainteresowani miejscem do życia. Wrocław jest super miejscem i każdemu obcokrajowcowi się tutaj dobrze żyje. Zwracają uwagę na bliskość lotniska, odległość od innych dużych miast europejskich, czy jest tanio jeśli zarabiasz w euro, takie podstawowe rzeczy. 

Na 10 transferów do klubu ile powinno być udanych byś mógł powiedzieć o dobrej skuteczności?

Ja cały czas twierdzę, że trzeba bardzo indywidualnie rozpatrywać każdy transfer. Ludzie, oceniając transfery, zapominają o tym, że ściągając zawodnika do klubu, ściągasz go dla pewnej roli. Nie zawsze to musi być postać wiodącą, może być mocnym uzupełnieniem  składu. Taki zawodnik nie zagra trzydziestu spotkań, ale będąc dobrym uzupełnieniem składu, zagra dziesięć solidnych jak wejdzie na boisko z ławki. Zawsze moim zdaniem wynik sportowy drużyny daje odpowiedź na pytanie, czy transfery są udane czy nie.

Jeśli chodzi o zawodników ściąganych jako uzupełnienie składu to myślę, że wielu kibiców jest rozczarowanych, że takiej roli nie pełni wchodząca do pierwszej drużyny młodzież. Po co ściągać dla przykładu takiego Filipa Markovica jako uzupełnienie składu i wydawać na jego pensję, jeśli można w to miejsce wziąć chłopaka z rezerw i powoli go wprowadzać do drużyny. On nie byłyby w stanie dać tyle samo jakości?  

Uważam, że młodzież, która była dostępna w rezerwach w tamtym momencie, nie była gotowa do grania w pierwszej drużynie. A przykład Filipa Markovica jest o tyle nietrafiony, że on akurat miał niską pensję. I powiem Ci, choć jak to napiszesz to pewnie będę przekreślony u wszystkich kibiców Śląska, że według mnie to był gracz w Śląsku, który miał jedne z największych umiejętności. Porównując Roberta Picha i Filipa Markovica to dla mnie większym piłkarzem jest Filip Markovic. Tylko tak jak mówię, wiele czynników wpłynęło na to, że on nie zafunkcjonował w drużynie.

Jakie to były czynniki?

Miał bardzo długą przerwę, więc potrzebował bardzo dużo czasu by wrócić do pełnej dyspozycji fizycznej. Jak już do niej wrócił pod koniec zeszłego sezonu to moim zdaniem wyglądał dobrze. Czy to w meczu z Pogonią Szczecin, ŁKS-em czy Lechią wyglądał już nieźle. A gdyby został w Śląsku na ten sezon to jestem przekonany, że byłby wiodącą postacią. Choć drugim czynnikiem był też fakt, że Filip miał wysokie mniemanie o sobie. Nie był może do końca skupiony na wygrywaniu wraz drużyną. W Śląsku na początku przyjechał tylko na testy, też trzeba było długo pracować nad tym, żeby w ogóle się na nie zgodził. Znamienny jest fakt, że on wciąż nie znalazł klubu po odejściu ze Śląska. Bo to nie jest typ zawodnika, który pójdzie do małego klubu. Także miał o sobie może zbyt wysokie mniemanie, ale piłkarsko według mnie był bardzo dobrym zawodnikiem.

Markovic ostatecznie odszedł, więc chyba w klubie byłeś jedyną osobą z takim zdaniem?

 Uwierz mi, że nie byłem jedyny. Była też na niego straszna nagonka medialna, więc to po części mogło zadecydować o jego odejściu.

Skoro już jesteśmy przy nazwiskach. Który transfer przez te 6 lat pracy sprawił ci najwięcej satysfakcji?

Finansowo to na pewno Przemysław Płacheta, ale dla mnie osobiście Ryota Morioka, bo miałem duży udział w tym transferze. Walczyliśmy wtedy o niego z Ponferradiną, klubem drugiej ligi hiszpańskiej i musieliśmy się sporo nagimnastykować by przekonać go do wyboru polskiej ligi i Śląska. Z perspektywy czasu uważam, że za pieniądze, które wtedy Śląsk mógł zaoferować, ściągnięcie tego zawodnika to był majstersztyk. Trochę musieliśmy go połechtać, on chciał być „dziesiątką”, gwiazdą ligi, więc wysłaliśmy mu koszulkę z numerem 10, przedstawialiśmy wizję, jak w Śląsku może się wypromować i pójść grać wyżej za lepsze pieniądze. Długo o niego zabiegaliśmy, na pewno widział, że nam zależy, widocznie inne kluby aż tak o niego nie walczyły.

Ale finansowo na Morioce można było chyba dużo więcej zarobić? Nieprzeciętny technicznie zawodnik na pozycję numer 10, w idealnym wieku dla piłkarza, mógł być sprzedany za kilka milionów euro, a nie 275 tysięcy.

No tak, ale ja już nie miałem wpływu na transfery wychodzące. Tam było dużo niejasności związanych z jego odejściem. Ponoć agenci mu obiecywali, że przychodzi do Śląska tylko na pół roku, wypromuje się i go stąd zabierają. On został na półtora roku i pod koniec nie chciał tu już grać, wymuszał transfer.

A najbardziej rozczarowujący transfer?

Hmmm… musiałbym pomyśleć. Z tych nowszych to na pewno Żivulić, który nie zaadoptował się dobrze w drużynie i na pewno mocno rozczarował, bo dostał dużo szans grania. A jeśli o chodzi tych z lat wcześniejszych? Lasha Dvali. Bardziej rozczarowanie, że od nas odszedł bez większego żalu, a teraz przecież gra w Lidze Mistrzów. Podobnie Mario Engels, który w Śląsku nie dostał szansy się pokazać, a teraz gra z powodzeniem w Eredivsie, wcześniej bardzo dobrze w 2.Bundeslidze. Więcej spodziewałem się też po Bence Mervo. On teraz wylądował w lidze węgierskiej, ale nie przestają go prześladować kontuzje.

Mi przychodzą też na myśl tacy zawodnicy jak Riera, Goncalves, Stjepanovic. To jest też trochę problem, że można mnożyć nazwiska takich zawodników ,którzy przewinęli się przez Śląsk nie zostawiając po sobie zbyt wielu pozytywnych wspomnień.

Mówiąc szczerze takie były wtedy możliwości Śląska na rynku transferowym, czasy były bardzo przeciętne i Śląsk nie był w stanie sięgać po zawodników z naprawdę wysokiej półki.

Zapytam z innej strony - z transferów, za które byłeś odpowiedzialny, więcej było takich, z których byłeś w stu procentach zadowolony, bo były twoim pomysłem od początku do końca, czy takich, w których trzeba było iść na kompromis i przebierać raczej w tych opcjach numer dwa lub trzy na twojej liście?

Nie chcę tutaj mówić których było więcej, bo to ciężko na szybko zliczyć. Nie chcę też się wymądrzać, że zawsze miałem lepsze pomysły niż klub wtedy miał, bo tak nie było. Jeśli działamy w takich warunkach, że ściągamy zawodników, którym kończą się kontrakty, to często będą to zawodnicy z jakimiś defektami lub do odbudowania. Jest to gra obarczona dużym ryzykiem, można trafić, ale też można się strasznie pomylić. 

Czyli dopóki Śląsk nie będzie w stanie robić transferów gotówkowych musimy się liczyć z tym, że będą nam spadać tylko okruchy z tego transferowego stołu?

Nie, na pewno nie. Można znaleźć dobrego zawodnika, któremu kończy się kontrakt, tylko trzeba odpowiednio szybko reagować i zapłacić mu dobrą pensję. Wtedy jesteś w stanie rywalizować, a w tamtym czasie możliwości finansowe Śląska były bardzo przeciętne.

Okienko transferowe przed tym sezonem w opinii wielu kibiców było najlepszym od wielu lat. Z perspektywy już niemal połowy sezonu jak ty je oceniasz?

Wszystko pokaże pozycja w tabeli na koniec sezonu. Według mnie Śląsk będzie miał dużo pożytku z tych transferów, zarówno w tych rozgrywkach i w przyszłości. Wzmocniliśmy pozycje, które tego wymagały, ściągnęliśmy dwóch bardzo dobrych młodzieżowców. Uważam, że Marcel Zylla będzie zawodnikiem, który może być sprzedany za pieniądze podobne do tych z transferu Płachety, tylko potrzebuje jeszcze trochę czasu. Waldemar Sobota też w pierwszych spotkaniach był zawodnikiem robiącym ogromną różnicę, teraz miał trochę problemów ze zdrowiem, ale to kwestia czasu aż wróci na wysoki poziom. Uważam, że okienko było bardzo udane.

Jakie są twoje cele związane z nowym wyzwaniem i pracą w Koronie Kielce?

Na początek celem klubu jest awans do ekstraklasy, w tym sezonie niestety może się to już nie udać. Chcę jak najlepiej wzmocnić klub w zimowym okienku i postaramy się powalczyć minimum o te baraże o awans. A tak przyszłościowo to zawsze powtarzałem, że ja siebie widzę w roli dyrektora sportowego i w tym kierunku chcę się rozwijać.

ZOBACZ też: Sobota będzie gościem w #TylkoŚląsk