Cebula: Przyjechali amatorzy, którzy popełniali niewiarygodne błędy

16.08.2024 (18:00) | Krzysztof Rakowicz / Szymon Beda

fot.: Paweł Kot

Marcin Cebula po końcowym gwizdku szalonego meczu Śląsk Wrocław 3:2 FC Sankt Gallen w mocnych słowach skomentował pracę arbitrów, ale także przyznał, że nigdy nie widział takiego spotkania oraz pochwalił postawę Wojskowych. Rozmowę znajdziecie poniżej.



 

Trzeba przyznać, że takie mecze jak ten dzisiejszy, raczej rzadko się trafiają w karierze piłkarskiej. Nawet nie chodzi tylko o rangę tego spotkania, ale też sam przebieg.

Trochę meczów w życiu rozegrałem i powiem szczerze, że takiego to jeszcze nie było. Zaczynając od początku, to naprawdę dobrze weszliśmy w ten mecz. Ta zdobyta bramka. Nie mogę się do końca odnieść, czy był ten spalony, bo nawet nie wiem, czy chodziło o spalonego w tej sytuacji, w której Musiol strzelił, ale ważne jest to, jak w tym meczu wróciliśmy. Strzeliliśmy na 3:1. Jeszcze ta sytuacja z karnym, z tego co mówili, to kontakt był. Czy powinna być ta czerwona, to gdzieś tam wiadomo, że można gdybać. Ciężko powiedzieć, emocje trochę wiadomo już opadły, Ale cieszę się, że byliśmy wszyscy razem i to naprawdę wyglądało bardzo dobrze.

Jakbyś ocenił przygodę Śląska w europejskich pucharach? Za wami dwumecze z Rygą i FC Sankt Gallen. Oba na pewno przyniosły sporo emocji kibicom.

Emocji było naprawdę sporo. Tak jak mówię, pewnie nie wszyscy w nas wierzyli, że dzisiaj jesteśmy w stanie ten mecz odwrócić, ale pokazaliśmy, że warto w nas wierzyć do końca i warto przychodzić na stadion, bo ci, którzy dzisiaj nie byli, to myślę, że tego mocno żałują, że ich nie było na stadionie.

Jakie są w ogóle nastroje w szatni po takim meczu? Z perspektywy trybun było bardzo gorąco, wszyscy byli zdenerwowani. Jak to wyglądało w szatni? Czy była cisza, czy wszyscy byli źli, smutni?

Ciężko powiedzieć, no wiadomo, że to było bardziej takie gdzieś tam wkurzenie i taka złość w sobie, no ale niestety już z tym za bardzo nic nie można zrobić. Niestety przyjechali amatorzy, którzy popełniali takie błędy, że to jest aż niewiarygodne. Był VAR i do końca nie wiadomo kto tam siedział, także no nie wiem. Nie wiem co mogę powiedzieć, bo też nie ma co tutaj wiadomo mówić za dużo, bo będą się czepiać.

Co was zmotywowało do takiego comebacku? Trzy bramki w siedem minut to naprawdę bardzo rzadkie zjawisko i też musi świadczyć o niebywałej motywacji drużyny.

My już wiedzieliśmy po pierwszym meczu, że jesteśmy w stanie odrobić straty. Pierwsza stracona bramka trochę podcięła skrzydła, ale pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie nawet przy takim wyniku jeszcze ten mecz odwrócić i to tak naprawdę do przerwy. Także szkoda na pewno tej czerwonej kartki i tego karnego. Jeżeli karnego nie było, to myślę, że Aleks Petkow nie powinien dostać żółtej kartki.

No i właśnie, przy wyniku 3:1 zeszliście do szatni i jakie były założenia na drugą połowę? Żeby zdobyć szybko kolejną bramkę, czy żeby spokojnie czekać na swoje okazje? Co wam właściwie trener powiedział w przerwie tego spotkania?

Co powiedział? Gdzieś tam wiadomo, że różne rzeczy, ale mieliśmy robić to, co robiliśmy w pierwszej połowie, bo to nam dawało gole i wiedzieliśmy, pod jakim kątem rywale są najsłabsi i z tego korzystaliśmy. Tak jak mówię, myślę, że ta czerwona kartka gdzieś tam trochę podcięła już całkowicie te skrzydła i później było ciężko, a już w tym dalszym ciągu to wszyscy wiedzą, co się działo.

Rozmawiali Krzysztof Rakowicz i Szymon Beda.


Parterem Śląsknetu podczas dwumeczu z St. Gallen jest Uniwer-Trans

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.