Co słychać u zgód?

07.04.2021 (12:00) | Krzysztof Banasik / Karolina Jaskulska, Rafał Szyszka, Marek Czachowoski, Jakub Wach
uploads/images/2020/11/zgody_5fac0951e9d81.JPG

fot.: Robert Romaniuk / motorlublin.com

Co słychać u naszych zgód, czyli w Lechii, Miedzi, Motorze i Slezsky? Piszą Karolina Jaskulska z Gdańska, Rafał Szyszka z Lublina, Marek Czachorowski z Opawy i Jakub Wach ze ŚLĄSKnetu.



 

LECHIA GDAŃSK (Karolina Jaskulska, Lechia.net)

Za nami świąteczna kolejka Ekstraklasy, w której Lechia zagrała u siebie z Zagłębiem Lubin. Biało-zieloni podjęli „Miedziowych” w Poniedziałek Wielkanocny na stadionie w Gdańsku i dzięki wygranej 3:1 sprawili swoim kibicom prezent w postaci trzech punktów na koniec świąt. Piłkarze trenera Stokowca zagrali dobre spotkanie, stworzyli sobie wiele ładnych akcji i wyglądali na nieźle przygotowanych pod względem fizycznym. Festiwal goli Lechia zaczęła dość szybko, bo na 1:0 już w szóstej minucie strzelił Łukasz Zwoliński.

Kilkanaście minut później na 2:0 po rzucie rożnym strzelił Mario Maloca, który tak niedawno jeszcze grał w rezerwach. Jeszcze przed przerwą dla Zagłębia kontaktową bramkę zdobył Patryk Szysz. Po zmianie stron Lechia ciągle przeważała, a trzecią bramkę zdobył Żarko Udovicić, który ustalił wynik spotkania. Dzięki wygranej Lechia ma już na koncie 36 punktów i do podium taci punkt. Najbliższe spotkanie? Mecz przyjaźni ze Śląskiem w sobotę 10 kwietnia.

Ostatnie dwa tygodnie minęły też pod znakiem meczów reprezentacji. W swoich kadrach narodowych w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Katarze wystąpili Dusan Kuciak oraz Kristers Tobers. Kuciak dwukrotnie wyszedł w pierwszym składzie, a jego Słowacja najpierw zremisowała z Maltą 2:2, a później wygrała z Rosją 2:1. Tobers z kolei rozegrał trzy pełne spotkania: przeciwko Czarnogórze, Holandii i Turcji. Łotysze dwa pierwsze mecze przegrali, a z Turkami wywalczyli remis 3:3. Minuty w młodzieżowej reprezentacji Polski złapał też Jan Biegański, który wystąpił w spotkaniach przeciwko Austrii oraz drużynie Saudi Future Falcons.

Okres świąteczny to też zmiany w Radzie Nadzorczej Ekstraklasy. Nowym przedstawicielem Lechii w Radzie będzie Paweł Żelem, który zastąpił na tym stanowisku Adama Mandziarę.

Lechia Gdańsk - Zagłębie Lubin 3:1 (2:1)
Zwoliński (6.), Maloca (22.), Udovicić (64.) - Szysz (45.)


MIEDŹ LEGNICA (Jakub Wach, ŚLĄSKnet)

Podopieczni trenera Skrobacza w swoim ostatnim meczu stanęli w szranki z wyżej sytuowanym w ligowej tabeli klubem-Radomiakiem Radom. W pierwszej połowie to goście prowadzili grę. Stwarzali sporo sytuacji bramkowych i z minuty na minutę ich przewaga rosła. W kilku groźnych sytuacjach Miedź przed utratą bramki ratował Paweł Lenarcik.

Po przerwie Radomiak ponownie zaatakował i już po pięciu minutach od wznowienia drugiej części gry prowadził 0:1. Bramkę zanotował Damian Jakubik, który z najbliższej odległości posłał piłkę pod nogami legnickiego golkipera. Blisko zdobycia gola był Kamil Zapolnik, który w dziewięćdziesiątej minucie oddał mocny strzał, lecz piłka minimalnie minęła bramkę rywali. Do końca meczu goście utrzymali korzystny wynik i tym samym wygrali to spotkanie.

Na koniec dwie wiadomości: dobra i zła. Wojciech Łobodziński przejął obowiązki Marcina Płuski i od tego tygodnia będzie on pełnił stanowisko pierwszego trenera drugiej drużyny Miedzi Legnica grającej na trzecim poziomie rozgrywkowym. Swój pierwszy sprawdzian rozegra już w tę sobotę 10 kwietnia o godz. 13 z Polonią Nysa. Adrian Purzycki doznał urazu więzadła krzyżowego tylnego. Według założeń sztabu medycznego Miedzi piłkarz będzie pauzował do czerwca.

Miedź Legnica – Radomiak Radom 0:1 (0:0)
Jakubik (50’)


MOTOR LUBLIN (Rafał Szyszka, StatsMotor)

Porażka w meczu przyjaźni. Jesienią we Wrocławiu padł najpopularniejszy - wśród kibiców - wynik w meczach przyjaźni, czyli remis. W Lublinie już znacznie lepszy był Śląsk II Wrocław. Ekipa Piotra Jawnego powinna wygrać znacznie wyżej, ale w świat poszło 3:2 nad Motorem. Wszystko rozpoczęło się od pięknego wolnego Adriana Łyszczarza, a później swoje trafienie dorzucił Szymon Krocz.

Po przerwie Motor wziął się do odrabiania strat, ale dużą zasługę w tym miał sędzia, który podyktował rzut karny po faulu na Dawidzie Pakulskim. Kłopot w tym, że przewinienie miało miejsce przed polem karnym. Efektowna panenka Dominika Kuncy dała chwilowy kontakt, na który znowu odpowiedział Szymon Krocz. Śląsk miał jeszcze rzut karny, ale kapitalnie - drugi raz w tym sezonie - obronił go Sebastian Madejski. W końcówce gola na 2:3 strzelił Krzysztof Ropski.

Najdroższy transfer ostatnich lat ustrzelił swojego pierwszego gola w żółto-biało-niebieskich barwach. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Śląsk był zespołem dominującym w tym meczu i może żałować, że wcześniej nie "zabił" spotkania kolejnymi golami. Po stronie gospodarzy brakowało kilku nazwisk po przerwie koronawirusowej, a gra kompletnie się nie kleiła. W pomeczowej wypowiedzi Marek Saganowski nie chciał jednak się bronić kłopotami zdrowotnymi drużyny, tylko celnie zauważył słabą postawę piłkarską i mnóstwo niedokładności.

Motor Lublin - Śląsk II Wrocław 2:3 (0:2)
Kunca 55 (k), Ropski 90 - Łyszczarz 19, Krocz 43, 58 

Przed Motorem bardzo napięty kalendarz. Już dzisiaj (w środę 7 kwietnia) o 17:00 zagra ze Skrą Częstochowa w zaległym meczu. Spotkanie będzie transmitowane  na YouTube na kanale Motoru. W sobotę z kolei ekipa Saganowskiego zagra z KKS-em Kalisz na wyjeździe.


SLEZSKY OPAWA (Marek Czachorowski, Opawa)

Piłkarze z Opawy przegrali ze Slováckiem 1: 2 w 25 kolejce najwyższej czeskiej klasy rozgrywkowej. Gospodarze wprawdzie objęli prowadzenie po golu Lukase Kanii w 63 minucie, ale drużyna z Uherského Hradiště nie tylko zdołała wyrównać już 10 minut później, ale również zdobyć kolejny, zwycięski gol tuż przed koncem spotkania.

Ślązacy do meczu przystąpili w zmieniononym ustawieniu - jak widać, trener Kovac wciąż próbuje wykrzesać z drużyny maksimum – tym razem postawił na klasyczną linię obrony złożoną z czterech graczy, co przez długi czas pozwoliło zachować czyste konto.

Pierwsza połowa spotkania ubiegła pod znakiem walki o każdy metr trawnika. Goście mieli kilka dogodnych sytuacji na zdobycie gola, jednak za każdym razem na wysokości zadania stawał bramkarz albo obrońcy z Opawy.

Gole zaczęły padać dopiero w drugich 45 minutach. Już w 57 minucie mało brakowało do tego, aby goście objęli prowadzenie. Digana wybiegł z bramki SFC przed pole karne po piłkę, ta jednak nieoczekiwanie zatrzymała się w pół drogi. Atakujący napastnik Slovacka miał przed sobą prawie pustą bramkę, trafił jednak w słupek.

Sześć minut później bramki doczekali się gracze Opawy. Holik dośrodkował w okolice bramki przeciwników, gdzie piłkę głową do bramki skierował Kania. Był to jego pierwszy ligowy gol w karierze. Niestety, prowadzenie nie utrzymało się długo. Już po dziesięciu minutach niepilnowany Kliment wyrównał strzałem z pola karnego.

Gościom udało się również zdobyć kolejną bramkę tuż przed koncem spotkania, w 88 minucie. Opawskim piłkarzom nie udało się już na to trafienie zareagować.

Po 25 rozegranych spotkaniach Opawa znajduje się na przedostatnim miejscu w tabeli ze stratą 6 punktów do pozycji niezagrożonej spadkiem. Do planowego końca sezonu zostało 9 kolejek.

SFC Opava 1:2 (0:0) 1. FC Slovácko
64. Kania - 73. Kliment, 88. Sadílek.

Do planowego końca rozgrywek zostało jeszcze dziewięć kolejek, a strata przedostatniej Opawy do bezpiecznego miejsca w tabeli wynosi 6 punktów. Jak widać, trener Kovac wciąż próbuje wykrzesać z drużyny maksimum – tym razem próbował klasycznego ustawienia z czterema obrońcami z tyłu, co pozwoliło zachować czyste konto przez 73 minuty spotkania.

ZOBACZ też: #ŚląskowyTwitter - opcja: odśwież