Dawid Szulczek – idealista, wizjoner, trener (SYLWETKA)

12.12.2021 (06:00) | Mateusz Włosek
uploads/images/2021/12/Szulczek_61b52000a7bd9.png

fot.: Facebook/Warta Poznań

W środowisku piłkarskim nad Wisłą mówi się o nim jako o “polskim Julianie Nagelsmannie”. Niedawno został trenerem ekstraklasowego zespołu, pomimo, że samodzielnie nie prowadził żadnej drużyny nawet szczebel niżej. Jest także najmłodszym polskim trenerem wszechczasów z licencją UEFA Pro. Zapraszamy na podróż po piłkarskim uniwersytecie futbolowego idealisty i innowatora, Dawida Szulczka. 



 

Początek listopada dla zespołu z Drogi Dębińskiej był prawdziwym koszmarem. Warta Poznań kontynuowała fatalną serię dziesięciu meczów z rzędu bez zwycięstwa. Benzyny do rozprzestrzeniającego się coraz szybciej w stolicy Wielkopolski ogniska dolewał fakt, iż Warciarze nie zdobyli żadnego gola od 7 kolejnych meczów. Media sportowe w Polsce rozpisywały się na temat syndromu “zabójczego drugiego sezonu beniaminka”, z którym mierzyli się poznaniacy. Byli to przecież ci sami zawodnicy (no prawie), którzy w poprzedniej edycji zawojowali ekstraklasę i mało zabrakło, by zagrali w eliminacjach do europejskich pucharów. Swojska Banda powoli się kończyła, a z nią dało się odczuć napięcie dotyczące wyboru nowego szkoleniowca. Trenera z duszą, który nie zniszczyłby dzieła swojego poprzednika, a nieco je odrestaurował, przemieniając czerń w świetliste kolory i przywracając choć trochę blasku wyblakłemu obrazowi Zielonych. 

“CZY CHCIAŁBY PAN PRACOWAĆ W WARCIE?” 

Pewnego dnia na ekranie telefonu Dawida Szulczka, trenera drugoligowych Wigier Suwałki, pojawił się SMS od Radosława Mozyrki, dyrektora sportowego Warciarzy. Później poszło już błyskawicznie, podjęcie decyzji i podpisanie kontraktu do końca sezonu z możliwością prolongaty na następne 2 lata. A przypominamy, że to wszystko miało miejsce w momencie, kiedy klubowi potrzebny był zdecydowany impuls, efekt nowej miotły był niezbędny niczym woda dla strudzonego wędrówką podróżnika. Nagle w szatni Warty pojawił się człowiek o 6 lat młodszy od Łukasza Trałki, urodzony już w latach 90. Dawid Szulczek. Tak błyskawiczny awans wymaga wyjaśnienia. Jak trener może zaliczyć tak szybki sportowy awans w tak krótkim czasie? Przed Wami iście hollywodzkie story, mające swój początek w Świętochłowicach

Pochodzący z Górnego Śląska Szulczek dość szybko przekonał się, że nie chce kontynuować piłkarskiej przygody, tylko woli patrzeć na futbol z perspektywy ławki i mieć większą lub mniejszą kontrolę nad drużyną i jej ustawieniem. Grał w młodzieżowych drużynach Ruchu Chorzów oraz w niższych ligach (Śląsk Świętochłowice), łącząc to już wtedy z nauką na katowickim AWF-ie. To właśnie w tamtym momencie życia zrozumiał, że im szybciej wniknie w trenerski świat, tym więcej potrzebnej wiedzy wchłonie. I tak to się wszystko zaczęło, najpierw od pojedynczych kontaktów. Jeden z nich, Adrian Siemieniec, czyli dzisiejszy asystent Ireneusza Mamrota w Jagielloni, znał się z trenerem trzecioligowego Górnika Wesoła Mysłowice, Sebastianem Goldą. Szulczek pracował tam jako asystent bez żadnej umowy, ale traktował tamten etap trenerski jak przedłużenie uczelnianego życia i działalności. Cieszył się z tego, że trener Golda pokrywa mu chociaż koszty paliwa... 

POD SKRZYDŁAMI SKOWRONKA 

Momentalnie złapał bakcyla na punkcie “trenerki”. Każdy jego kolejny krok wiązał się ze współpracą z coraz bardziej doświadczonymi i uznanymi trenerami, pod których skrzydłami Dawid Szulczek wyrabiał swój warsztat. A miał od kogo “podglądać”: Dietmar Brehmer oraz Mirosław Smyła, z którymi los związał go w Rozwoju Katowice (raz Szulczek poprowadził nawet drużynę w zastępstwie jako tymczasowy trener) i przede wszystkim Artur Skowronek, o którym należy powiedzieć nieco więcej. To właśnie z tym szkoleniowcem związany był mocno jako asystent Szulczek przez ostatnie lata pracy przed samodzielnym prowadzeniem drużyny. Warto dodać, że Skowronek też starał się o licencję UEFA Pro jeszcze przed ukończeniem trzydziestki, obaj trenerzy mieli więc już jakiś punkt zaczepienia. 

Od początku było widać, że mają podobne spojrzenie na futbol, a bohater naszego tekstu z każdym dniem wzrastał przy boku starszego o 8 lat byłego piłkarza Ruchu Radzionków. W sezonie 2017/18 pracowali razem w pierwszoligowych wtedy Wigrach Suwałki, które Szulczek poprowadził już później samodzielnie, ale do tego jeszcze dojdziemy. Co ciekawe, miał propozycję pracy w Rozwoju Katowice, ale ze względu na brak odpowiedniej licencji PZPN nie wyraził na to zgody. A w tamtym czasie drużyna z północy Polski potrafiła rozbić taki Ruch Chorzów 6:0... 

Wszyscy jednak wiemy jak ostatecznie skończyły Wigry, dwa lata później były już poziom rozgrywkowy niżej. Duet Skowronek - Szulczek ciągle jednak współpracował, ale już w innych miejscach. 

W KOŃCU NA SWOIM 

Wiatr zmian pognał wtedy łaknących rozwoju trenerów najpierw do Stali Mielec, a później do krakowskiej Wisły. Z podkarpackim klubem związana jest dosyć ciekawa historia, ponieważ w czasie odejścia z drużyny dwukrotnego mistrza Polski Artura Skowronka, do przejęcia zespołu szykowany był właśnie Szulczek. Dotychczasowy pierwszy trener Stali miał przenieść się do Zagłębia Lubin, ale plan ten nie wypalił (na stołek w Lubinie wskoczył ostatecznie Martin Sevela). Skowronek został zwolniony, a wraz z nim ze Stali honorowo odszedł także Szulczek. W trakcie kryzysu, który za rządów tego pierwszego miał miejsce w Białej Gwieździe, można było tylko zastanawiać się, na ile ma to wpływ z przejściem “polskiego Nagelsmanna” na swoje, a konkretniej do wspomnianych już Wigier. 

  • Statystyki Dawida Szulczka w Wigrach Suwałki: 55 meczów, 25 zwycięstw, 14 remisów, 16 porażek, średnia punktów: 1,62 

Klub z polskiego biegunu zimna był w sezonie 2020/21 spadkowiczem z I ligi. Szulczek miał przywrócić dawny blask Biało-Niebieskim i trzeba przyznać, że prawie mu się udało. Od początku września prowadzony przez niego zespół w ośmiu kolejnych kolejkach punktował, tylko raz remisując. Zdarzały się drobne wpadki, ale ostatecznie Wigierki z 4. miejsca awansowały do baraży o I ligę. Tam jednak wpadli na KKS Kalisz Ryszarda Wieczorka, któremu ulegli dopiero w rzutach karnych po obfitującym w emocje meczu (2:2; karne: 4:6). Młody trener pragnął jeszcze więcej.

UMYSŁ OTWARTY NA WIEDZĘ 

Dawid Szulczek zawsze wyróżniał się ciekawością i nieustającą chęcią nauki – takie słowa można usłyszeć prawie od każdego, kto z nim pracował. Głowa otwarta na nowe pomysły, nieszablonowe podejścia i nakierowana na ciągły rozwój. Z tego powstawały chociażby tak przełomowe idee jak ta z wrześniowego meczu Wigier z Błękitnymi Stargard (0:1), kiedy w murze w polu karnym pojawił się bramkarz, Hieronim Zoch. Takie zagrania znane są głównie w futsalu, ale na poziomie centralnym było to niespotykane i przez długi czas krążyło w polskich mediach jako przykład niesztampowego myślenia. Rzut wolny został przecież wybroniony... 

Swoje piętno na trenerskim życiu bohatera niniejszego tekstu z pewnością odcisnął także półroczny wyjazd na Erasmusa do Portugalii, gdzie trener Szulczek miał okazję zasięgnąć nieco innego myślenia o futbolu, a nawet wybrać się na kilka spotkań ligi portugalskiej i sąsiedniej Primera Division. O dużej dyscyplinie i merytorycznej jakości obecnego trenera Warty wypowiedział się nawet ostatnio na przedmeczowej konferencji trener Jacek Magiera, który miał okazję egzaminować Szulczka. 

KRAWIEC SZYJE PO SWOJEMU 

Pomimo, że Warta pod jego wodzą nie odniosła jeszcze żadnego zwycięstwa (1 remis i 2 porażki), to młody trener próbuje już układać klocki na swoją modłę. Trawiona problemami zdrowotnymi poznańska drużyna musiała ulec przebudowie. I tak na środek obrony został ściągnięty w trybie awaryjnym Dawid Szymonowicz, piętro niżej został przesunięty Łukasz Trałka, a większym zaufaniem został obdarzony Adam Zrelak. Jednocześnie nowy szkoleniowiec Warciarzy jest elastyczny, niekoniecznie musi zawsze stawiać na popularne ustawienie z trójką z tyłu. Najważniejsze w jego filozofii jest dopasowanie odpowiednich personaliów do pomysłu na dany mecz. 

Szczególnie widoczne było to w derbach Poznania przeciwko Lechowi (0:2). Zieloni wyszli na Bułgarską z określonym planem. Bronili szóstką z tyłu i bardzo mocno zagęszczali środek pola, wyrzucając graczy Lecha do bocznych sektorów, z których mogli tylko dośrodkowywać w pole karne. Fakt, Lech zdołał ten mecz wygrać, ale nie mówilibyśmy o tym, gdyby Warta wykorzystała swoje sytuacje, jak chociażby tą Adama Zrelaka. Widoczna była strategia dostosowana pod rywala. Tak właśnie chce grać Warta – chytrze, wypatrując słabych punktów przeciwnika. 

Chcemy narzucić swoje działania, być drużyną aktywną, a nie reaktywną. 

- mówił przed debiutem w Warcie trener Szulczek. 

Takie przykłady można mnożyć na potęgę. Chociażby z meczu pucharowego Wigier z Legią (1:3), kiedy podopieczni Dawida Szulczka pierwsi zdobyli bramkę, a na pomeczowej konferencji o planie na to spotkanie młodego szkoleniowca wypowiadał się w samych superlatywach Czesław Michniewicz. Zawsze z otwartą przyłbicą, zawsze z nakreślonym schematem. Taki jest Dawid Szulczek. Jeśli jego misja utrzymania Warty w ekstraklasie się powiedzie, nikt już nie będzie miał złudzeń, że mamy do czynienia z prawdziwym trenerskim diamentem, wychowanym na polskim podwórku. A ponoć młodych zdolnych to teraz tylko ze świecą szukać... 

ZOBACZ też: Śląsk - Warta Poznań (BILANS)