Djurdjević: Lewandowski czy Kiełb - dla mnie bez różnicy

29.07.2022 (14:11) | Jakub Luberda
uploads/images/2022/7/ivan_62e2e627eeb58.jpg

fot.: Rafał Sawicki

Przed meczem z Koroną Kielce trener Ivan Djurdjević odpowiedział na pytania wysłanników Śląsknetu oraz Antoniego Bugajskiego. Co do powiedzenia miał serbski szkoleniowiec?



 

Czy ma pan jakieś zadry związane z Koroną Kielce po przegranym finale barażów?

Ja nie jestem osobą, która takie rzeczy pamięta. Mecz potoczył się, jak się potoczył, byliśmy wymagającym przeciwnikiem dla Korony i przysporzyliśmy im wiele trudu. Nie przypadkowo ktoś jest w barażach i ktoś awansuje. My teraz mamy swój mecz z Koroną Kielce i na tym się skupiam.

Jacek Kiełb strzelił wtedy gola na wagę awansu. Ostatnio wspominał, że gdy graliście razem w Lechu Poznań, to bardzo mu pan pomógł. Rzeczywiście pamięta pan Jacka Kiełba z tamtych czasów?

Tak, Jacek był wtedy bardzo młodym zawodnikiem. Ja miałem taki moment w swoim życiu, gdy młodo wyjechałem za granicę i nie otrzymałem takiego wsparcia, jakiego bym oczekiwał. Dlatego właśnie później oczekiwałem od siebie, że gdy przyjdzie ktoś nowy, to chcę, żeby czuł, że mogę mu pomóc. Miałem wtedy 32 lata i czułem odpowiedzialność, żeby pomóc młodym zawodnikom w tym trudnym klubie się odnaleźć. Dla Jacka nie było łatwo, bo nie udźwignął presji i musiał szukać miejsca w innych klubach. Tak jak Jackowi Kiełbowi, tak każdemu innemu zawodnikowi chciałem jak najszybciej pomóc, żeby mógł się on dobrze poczuć i zintegrować z drużyną.

Robertowi Lewandowskiemu też starał się pan pomagać?

Oczywiście. To są takie momenty, że nikt nigdy nie wie, czy i gdzie ten zawodnik będzie grał. Ja każdemu starałem się pomóc, aby dał zespołowi jak najwięcej. Każdy się liczy i każdy jest ważny. Czy Robert Lewandowski, czy Jacek Kiełb, dla mnie nie było różnicy. 

Jak wygląda sytuacja kadrowa?

Petr Schwarz lekko poczuł staw skokowy, ale zaliczył cały trening, więc na niego liczymy. Z racji urodzin swojej córki, Erik wyjechał w poniedziałek do Hiszpanii i wraca dzisiaj. Jego żona ma kłopoty zdrowotne, są komplikacje i chciał zostać przy żonie. Dostał od nas rozpiskę, pracował mocno. Wiemy, jaki to jest ważny moment, gdy zostaje się ojcem. Ja też osobiście miałem takie problemy przy porodzie, gdzie sytuacja zdrowotna była skomplikowana i głowa nie była przy piłce, tylko gdzieś indziej, ale Erik wraca i będzie z nami.

Erik może mieć jakiś problem z przygotowaniem mentalnym?

Nie, Erik dobrze się czuje, jego córka jest zdrowa, dostał element motywacyjny, żeby pracować dalej. Trenował indywidualnie i zobaczymy, jak będzie wyglądał.

Co dzieje się z Łukaszem Bejgerem?

Nic się nie dzieje. To jest element gry. Jest pewna liczba zawodników, którzy jedzie na mecz i jest pewna liczba, która musi zostać. Łukasz bardzo dobrze trenuje. Mieliśmy ostatnio rozmowę, powiedziałem mu, że musi być agresywniejszy, bo ta zmiana na czwórkę obrońców to zupełnie inny układ. Potrzebujemy zawodników silnych w pojedynkach, dobrze grających głową. Łukasz do Śląska przyszedł pod kątem gry na trzech obrońców, w czym czuje się lepiej. To jest zawodnik, który dobrze buduje grę i jest bardzo mocny z piłką. Patrząc na stoperów, których mamy, nie jest najsłabszy, ale liczymy na innych zawodników. W następnym tygodniu zagra może w rezerwach, bo grają mecz u siebie i idziemy dalej. Rozmawiamy na bieżąco z zawodnikami i wiemy, że z rezerwowymi trzeba rozmawiać więcej, być do ich dyspozycji częściej i zwracać na nich więcej uwagi. Jesteśmy dopiero na początku ligi, przed nami długi maraton i każdy z nich musi być gotowy.

Nahuel Leiva zadebiutował z Pogonią, jak ocenia pan jego występ po analizie?

Wpuściliśmy z ławki zawodników, którzy przydali nam się w tym meczu. Potrzebowaliśmy zawodników, którzy popracują bardziej w defensywie niż w ataku, przez co John Yeboah nie wszedł na boisko, a wszedł Martin Konczkowski. W wielu momentach będziemy podejmować takie decyzje. Gdy widzimy, że ktoś lepiej wygląda w treningu, ale na ten mecz potrzebujemy kogoś innego z racji na to, co może nam dać. Dlatego wszedł Matias. On nie grał rok czasu i będziemy podejmować decyzje o wprowadzaniu go rozsądnie.

Nahuel sam stwierdził, że nie jest w 100% przygotowany. Jak trener myśli, ile jeszcze może to potrwać, aż będzie gotowy?

Tego nie wiemy i są to rzeczy, których nie da się zaplanować. Piłka nożna to codzienne treningi, praca i obserwacja. Może to być szybciej, może być to później. Nie znamy się jeszcze na tyle, żebym mógł wyciągnąć większe wnioski. Z dnia na dzień wygląda lepiej. W przypadku innych zawodników też nie będziemy podejmować pochopnych decyzji. Inni nowi zawodnicy też potrzebują okresu adaptacji. Matias jest pod obserwacją i gdy stwierdzimy, a także on stwierdzi, że będzie gotowy, to będzie grał. 

Bartosz Głogowski pojawił się na treningu pierwszej drużyny, wcześniej zadebiutował w rezerwach. Jak to się stało, że pojawił się na tym treningu i jak go trener ocenia?

Wielu młodych zawodników będziemy testować. Jestem szkoleniowcem, który będzie chciał stawiać na młodzież i ją promować. Wierzę, że poziom polskiej piłki nie jest na tyle wysoki, aby przeszkadzać we wprowadzaniu młodzieży. W Śląsku jest dużo młodych zawodników, którzy mogą walczyć o to, by zaistnieć w pierwszym składzie. Jest Bukowski, jest Borys, jest Piotr Samiec-Talar. Tych zawodników będzie więcej, komunikujemy się z Krzysztofem Paluszkiem, z Krzysztofem Wołczkiem. Obserwujemy i oglądamy mecze, spotykamy się regularnie. W odpowiednich chwilach będziemy zapraszać młodych zawodników do treningów.

Czy Śląsk będzie poszukiwał nowego środkowego obrońcy?

Zawsze jest jakieś zainteresowanie, zawsze są też jakieś odejścia. Ja nic o tym nie wiem, a z kadry, którą mam, jestem zadowolony. Nie będę wykonywał nagłych ruchów. 

W losowaniu Pucharu Polski Śląsk trafił na Ruch Wysokie Mazowieckie, chyba nikt nie wyobraża sobie nie awansować do kolejnej rundy?

Ten mecz czeka na nas za jakiś czas. Obojętnie jaki to rywal, naszym obowiązkiem jest awansować.

Spodziewa się pan bitwy i polowania na kości w Kielcach?

Jesteśmy do tego przygotowani, wiemy co nas czeka. Mieliśmy kilka sparingów w okresie przygotowawczym, gdzie wyglądaliśmy bardzo mocno i momentami musieliśmy bić się z przeciwnikami. Nie będziemy tego unikać. Chcemy jednak przede wszystkim grać w piłkę.

Po meczu z Pogonią powiedział pan, że czasem trzeba zaryzykować grą dwoma napastnikami. Czy z Koroną możemy spodziewać się podobnego rozwiązania?

Jestem trenerem i takich deklaracji nie lubię, bo coś przed meczem zaplanuje, a wydarzy się inaczej. Wolę żyć z dnia na dzień i każdego dnia znosić coś pozytywnego albo negatywnego. Na pewno musimy być odważni.

Kto do tej pory zrobił w Śląsku największy krok do przodu pod pana okiem?

Dwa miesiące to krótki czas. Niewiele się zmieniło. Nowy trener do biała kartka dla zawodników. Ja patrzę pod kątem zespołu i patrzę, jak rozwija się zespół. Nie lubię, gdy zespół ma tylko jednego lidera, bo gdybyśmy grali i patrzyli tylko na tę jedną osobę, to gdy zagra ona gorzej, to nie będziemy mieli nikogo. Lubię patrzeć na zespół, na grupę zawodników, którzy są mocni i w odpowiednich momentach będą pomocni. To bardziej robota dla was, żebyście opisywali i kogoś chwalili. Każdy zawodnik bardzo się stara i jest zaangażowany, ale na taki moment jest za wcześnie, by o tym mówić. Widzę po meczu z Pogonią, że jest lekka euforia, ale ja nie chciałbym zapomnieć, co działo się w poprzednim sezonie. Musimy być ostrożni. To piłka nożna i do każdego meczu trzeba podejść bardzo ostrożnie.

Yeboah i Leiva mają za sobą debiut, który z nich jest bliżej jedenastki?

Na pewno John. Jest z nami dłużej, był z nami na zgrupowaniu. Matias dołączył później, jest po kontuzji, więc będzie trochę spóźniony. John jest bliżej, ale będziemy spokojnie go wprowadzać. Szybko się adaptują i dobrze pracują.

 

ZOBACZ też: Śląsk poznał rywala w Pucharze Polski!