Dopisać punkt i zapomnieć (RELACJA)

07.11.2020 (22:10) | Konrad Omieljaniuk

fot.: Paweł Kot

Po zawirowaniach związanych z terminarzem ostatecznie w ten sobotni wieczór Śląskowi przyszło podjąć we Wrocławiu Górnika Zabrze. Mecz drużyny drugiej z szóstą w tabeli ekstraklasy dawał nadzieję na niezłe widowisko. Dodatkowo kibice Śląska mogli być uskrzydleni faktem, że mecz odbywa się we Wrocławiu, a tutaj ich drużyna nie zawodzi. Jak więc to wyglądało?



 

Zylla, Stiglec i Golla. To trzy nazwiska, które w ostatnim spotkaniu z Jagiellonią trener Lavicka desygnował do pierwszego składu, a których próżno było dzisiaj szukać w kadrze meczowej. Zylla nie wyleczył kontuzji kostki, której doznał w pierwszej połowie meczu z „Jagą”, zaś Dino Stiglec był zawieszony za żółte kartki. Przykrą informacją jest ta dotycząca Wojciecha Golli, który na jednym z przedmeczowych treningów zerwał więzadło krzyżowe.

Miejsce w pierwszym składzie zajęli zatem kolejno: Praszelik, Pawelec i Tamas. Dodatkowo do składu po chorobie wrócił Waldemar Sobota, który pozbawił Pałaszewskiego miejsca w środku pola. Górnik Zabrze do Wrocławia przyjechał m.in. bez swojego najlepszego strzelca – Jesusa Jimeneza. Warto odnotować również obecność w pierwszym składzie „górników” Aleksandra Paluszka. Dla 19-latka wyszkolonego w akademii Śląska Wrocław był to drugi występ w tym sezonie od pierwszej minuty.

Ponura była sceneria tego spotkania. Puste trybuny Stadionu Miejskiego we Wrocławiu w połączeniu z listopadową szarugą dawały przykry obraz. Pokolorować go mógł tylko dobry występ ekipy trenera Lavicki i z takimi nadziejami zasiadaliśmy do tego spotkania. Wicelider z Zabrza do spotkania podszedł w swoim stylu, bez budowania zasieków pod własną bramką, ale również z pressingiem jakby nieco onieśmielonym ostatnimi porażkami z Rakowem oraz Zagłębiem.

Pierwsza połowa obfitowała w dużo walki w środku pola, ale poza ekstraklasową młócką mieliśmy też parę ładnych akcji. Głównie kontrataków, które wynikały, albo z błędów rywala, albo z wygranych „przebitek” w środkowej strefie. Już w pierwszych dwóch minutach na murawie po starciach powietrznych lądowali Exposito i Pich, a defensywa Górnika pokazała, że jest nastawiona bojowo.

W 9 minucie dośrodkowanie z rzutu wolnego w swoim stylu, umiejętnie przedłużył głową Celeban. Piłka odbiła się od obrońcy Górnika, zmieniła tor lotu i nieznacznie minęła słupek bramki Chudego. Jeszcze lepszą okazję 4 minuty później miał Praszelik. Dynamicznie kontratak rozpoczął Pich, zagrał do lewej strony do Exposito, a Hiszpan sprytną wcinką rzucił piłkę na głowę Praszelika. Niestety młodzieżowiec Śląsk minimalnie chybił, a szansa była wyśmienita.

Praszelik spróbował ponownie w 18 minucie, lecz jego lekki strzał z 25 metrów nie był żadnym zagrożeniem. Śląsk wobec wysoko ustawionej defensywy zabrzan czaił się na kontry. Najlepsza z nich została wyprowadzano w 25 minucie – Musonda popędził prawą stronę, zszedł z piłką do środka, za plecami obiegł go Pich, po czym otrzymał podanie w tempo. Niestety jego strzał z boku pola karnego minął słupek bramki Górnika.

Następnie do głosu częściej zaczęli dochodzić goście. Bardzo głęboko po piłkę schodził Exposito. Po jednym z takich zejść przejął futbolówkę na wysokości linii środkowej i zagrał niedopowiedzialnie wzdłuż boiska. Piłkę przejął zawodnik Górnika i rozpoczął szybki kontratak, który zakończył się bardzo groźnym strzałem Sobczyka z pola karnego. Na szczęście Putnocky w znakomity, instynktowny sposób obronił ten strzał nogą.

W 42 minucie znów zrobiło się groźnie pod bramką Słowaka – po wrzutce z lewej strony z powietrza uderzył Masouras, za którym nie wrócił Pich. Grek przeniósł jednak piłkę nad bramką. Ostatnim akordem pierwszej połowy był rajd przez pół boiska Musondy, zakończony stratą i kontrą gości. Na szczęście kończący tę kontrę strzał Masourasa ponownie minął bramkę Putnockyego i po pierwszej połowie było 0:0.

Na drugą odsłonę obie ekipy wyszły bez zmian personalnych. Jeżeli zaś chodzi o zmianę w jakości gry, to w ekipie Śląska zmieniła się ona na gorsze. O ile w pierwszej połowie zawodnicy Lavicki byli jeszcze w stanie wyprowadzać groźne kontry to na początku drugiej połowy tonęli w kompletnym marazmie.

W 58 minucie po niefortunnym zgraniu głową przez Celebana z piłką w polu karnym znalazł się Krawczyk. Napastnik Górnika uderzył bardzo mocno z ostrego kąta i piłka odbiła się od poprzeczki. Odpowiedzią Śląska był bardzo lekki strzał Picha, w środek bramki z około 16 metrów. Dużo groźniejszy był strzał Sobczyka w 61 minucie, który znowu spróbował strzału z powietrza, lecz tym razem jego uderzenie z 16 metrów pewnie wyłapał Putnocky

Niewiele dobrego działo się na boisku, trener Lavicka zaczął zmieniać w 67 minucie, wprowadzając Pawłowskiego za Musondę. Były skrzydłowy Zagłębia wciąż nie wnosi jednak do gry żadnej iskry. Czeski trener zmieniał więc dalej. W 75 minucie wszedł Piasecki i Pałaszewski w miejsce Expostio i Soboty. Waldemar Sobota po dobrym początku sezonu już mecz z Legią miał nieudany i dziś również zagrał poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił.

Zaraz po tych zmianach kolejną szansę miał Górnik, kilka szybkich podań, Manneh do Nowaka i strzał tego ostatniego z 16 metrów minimalnie minął bramkę. Po stronie Śląska godne odnotowania były jedynie kolejne zmiany. W 83 minucie na murawie pojawił się Lewkot oraz Cotugno, a zeszli z niej Praszelik i Pawelec.

Jeśli coś miało zmienić ten mecz to chyba tylko stały fragment gry i taka szansa nadarzyła się w 90 minucie. Faulowany przy linii bocznej był Piasecki, do stojącej piłki podszedł Pawłowski i jego dobra wrzutka trafiła na głowę Fabiana Piaseckiego, lecz strzał poszybował nad bramką. I to tyle. Koniec. 0:0

Cóż można napisać na szybko po takim meczu? Z serii „truizmy po ligowej młócce” możemy wyciągnąć taki, że jak nie można meczu wygrać to trzeba go zremisować. Śląsk to dzisiaj zrobił i po meczu w którym było dużo walki, podzielił się punktami z wiceliderem ekstraklasy.

Śląsk Wrocław 0-0 Górnik Zabrze

Śląsk: Matúš Putnocký - Piotr Celeban, Israel Puerto,  Márk Tamás,  Mariusz Pawelec (83, Guillermo Cotugno) - Lubambo Musonda (68, Bartłomiej Pawłowski), Krzysztof Mączyński, Waldemar Sobota (75, Maciej Pałaszewski), Mateusz Praszelik (83, Szymon Lewkot), Róbert Pich - Erik Expósito (75, Fabian Piasecki).

Górnik:  Martin Chudý - Giánnis Massoúras (69, Daniel Ściślak), Przemysław Wiśniewski, Aleksander Paluszek, Stéfanos Evangélou, Michał Rostkowski (69 Norbert Wojtuszek) - Roman Procházka, Alasana Manneh (86, Filip Bainović), Bartosz Nowak - Piotr Krawczyk (86, Kacper Michalski),  Alex Sobczyk (63, Adam Ryczkowski).

żółte kartki: Piasecki, Puerto, Mączyński - Manneh, Wojtuszek.

Lodówki marzeń – 5 wskazówek, jak wybrać najlepszy model!

ZOBACZ też: Poważna kontuzja Wojciecha Golli